zdjęcia: 5

Anna, urodzona w 1940 r.

Córka swojej cioci

Moim Rodzicom, Broni i Michałowi Józefowi Szydłowerom, Mojej Cioci (Mamie) Edzie Szydłower i Jej mężowi Jackowi

 

Rodzina mojej Matki pochodziła z Płocka, rodzina Ojca z Warszawy. Rodzice – Bronia Karaś i Michał Józef Szydłower już przed wojną mieszkali w Warszawie i tu, w 1938 r. się pobrali.

Po utworzeniu getta zostali tam przesiedleni. Mieszkali tam również wypędzeni z Płocka: matka Mamy Maria Karaś i jej dwóch młodszych braci – Karol i Mojżesz oraz matka mojego Ojca, Felicja Szydłower.

Ja urodziłam się w marcu 1940 r. na ulicy Twardej 7. Ojciec miał po aryjskiej stronie wielu przyjaciół, którzy gotowi byli pomóc mu w ucieczce z getta. Nie zdecydował się na to, bo nie chciał zostawić dziecka i żony, która miała „niedobry” wygląd.

W 1942 r. Ojciec został wywieziony do obozu koncentracyjnego na Majdanku. Zostałam z Matką, która pracowała w getcie, w fabryce. Przez cały czas naszego w nim pobytu młodsza siostra mego Ojca, Eda Szydłower, była po aryjskiej stronie, ale utrzymywała kontakt z moimi Rodzicami, najpierw z obojgiem, a potem tylko z Matką.

Eda zajmowała się mną, zabierała mnie często z getta na spacery do Ogrodu Saskiego. Miała tzw. dobry wygląd, znała język niemiecki, a przede wszystkim była bardzo odważna.

Podczas jednej z takich wypraw spotkałyśmy w tramwaju dozorczynię z domu na Twardej. Poznały się naturalnie, ale udały, że się nie widzą. Dozorczyni oczywiście wiedziała, że Ciocia jest Żydówką, ale nie zareagowała.

W roku 1942 moja Matka ustaliła z Ciocią, że ta przeprowadzi mnie na aryjską stronę, gdzie znajdzie mi bezpieczne schronienie. Zostałam wyniesiona z getta w torbie z narzędziami przez robotników pracujących po aryjskiej stronie. Jednym z nich był Żyd, zaopatrzony w fałszywe białoruskie dokumenty. Był to znajomy mojej Cioci.

Niedługo później moja Matka została wywieziona do obozu w Częstochowie, później wywieziono ją na Majdanek, gdzie spotkała się z moim Ojcem. Oboje tam zginęli.

Wiadomość ta dotarła do mojej Cioci dopiero po wojnie przez przyjaciółkę Rodziców, Romę. Moja Babcia Felicja Szydłower zmarła w getcie na tyfus, o czym Ciocia dowiedziała się przez telefon. Nie wiadomo, w jaki sposób zginęli moja druga Babcia, Maria Karaś, oraz jej synowie ‒ Karol i Mojżesz.

Ciocia znalazła mi odpłatne schronienie po aryjskiej stronie, gdzie przebywałam kilka miesięcy i gdzie według niej było mi źle. Sama pracowała w niemieckich firmach handlowych. Mieszkała wówczas ze swoją przyjaciółką Haliną Judt, kobietą piękną, dziennikarką.

W latach 30. była ona zaprzyjaźniona z Witkacym, który w 1930 r. namalował jej portret podwójny z Michałem Choromańskim. Obecnie obraz ten znajduje się w Muzeum Pomorza Zachodniego w Słupsku.

Halina mówiła mojej Cioci cały czas: „Po co ci to dziecko, masz przez to tylko kłopoty”. Pewnego dnia w domu zjawiło się gestapo, Halinę aresztowano i wszelki słuch o niej zaginął. Prawdopodobnie zabili ją natychmiast po zatrzymaniu. Miała wielu znajomych, którzy szukali śladów po niej, niestety bezskutecznie.

Aresztowanie Haliny było strasznym przeżyciem dla mojej Cioci. Postanowiła znaleźć dla mnie schronienie w innym miejscu. Miała przyjaciółkę Zofię Miłoszewską (taterniczkę, przedwojenną działaczkę KPP), która w czasie wojny była jej dobrym duchem.

Pani Miłoszewska znała Marię Strzelecką z d. Szczeblewską, która to skontaktowała moją Mamę (bo tak zaczęłam nazywać moją Ciocię) ze swoim szwagrem, ppłk. Wojska Polskiego w stanie spoczynku, magistrem farmacji Gerwazym Kotlewskim, mieszkającym z rodziną na Sadybie.

Mama mnie tam umieściła, zostałam przyjęta całkowicie bezinteresownie i przebywałam do końca wojny, a nawet rok dłużej. Ukrywał się tam również piętnastoletni chłopiec ze swoją matką.

Moja Mama mieszkała w Warszawie i odwiedzała mnie co tydzień.
Wspomnienia moje z pobytu na Sadybie są wspomnieniami dziecka. Pan Gerwazy Kotlewski miał żonę Anielę oraz dwoje dzieci: syna Witolda i córkę Alinę. Dom był domem bardzo otwartym. Przychodziło tam wielu ludzi w potrzebie i każdy znajdował schronienie.

Wszyscy bardzo mnie kochali. Mimo okropności wojny i wszechobecnej śmierci, czułam się dopieszczona i szczęśliwa, będąc w tym domu najmłodszą osobą. Mieszkała tam również Babcia, do której bardzo się przywiązałam.

Wszyscy pomagali sobie nawzajem i gdy Witold znalazł się na Pawiaku 5 lutego 1944 roku (zabrano go z fotela u dentysty), moja Mama, wykorzystując kontakty w miejscu pracy, dotarła do odpowiedniej osoby i oficer niemiecki zgodził się uwolnić Witolda w zamian za łapówkę (którą był środek wspomagający męską potencję). Gerwazy Kotlewski, po konsultacji z kolegami po fachu, zdobył pożądany przez Niemca preparat i Witold wyszedł na wolność.

Państwo Kotlewscy w roku 2009 zostali pośmiertnie odznaczeni medalem Sprawiedliwy wśród Narodów Świata. Medal odebrały ich wnuczki.

Wojna się skończyła i gdy rok później moja Mama wyszła za mąż i zamieszkała w Gdańsku, musiałam opuścić Sadybę. Był to dla mnie, sześcioletniego dziecka, duży szok. Wszyscy mieszkańcy domu na Sadybie odprowadzali mnie na dworzec i wszyscy płakaliśmy. Wyjechałam z rysunkiem domu na Sadybie, naszkicowa- nym przez Witolda.

Był również pomysł, aby wysłać mnie do Stanów Zjednoczonych, gdzie mieszkała amerykańska część rodziny mojej biologicznej Matki, lecz Mama nie chciała się ze mną rozstać.

Mama związała się z człowiekiem, który w getcie warszawskim stracił żonę Helenę z d. Rabinowicz, absolwentkę Wydziału Romanistyki UW, uczestniczkę powstania w getcie warszawskim, i ich pięcioletnią córeczkę Joasię.

Zaczęliśmy więc w Gdańsku nowe, normalne życie. Urodził się mój młodszy brat i cała rodzina Kotlewskich przeżywała to radosne wydarzenie razem z nami.

W wieku lat piętnastu dowiedziałam się przypadkowo prawdy o moich prawdziwych Rodzicach, a zwłaszcza o tym, że moja ukochana Mama była w istocie moją Ciocią. Było to dla mnie kolejne silne przeżycie. Moja Ciocia na zawsze pozostała moją ukochaną Mamą.

Skończyłam studia chemiczne w Warszawie i tu pracowałam jako chemik organik.

Swoich biologicznych Rodziców nie pamiętam. Mam tylko kilka ich zdjęć, które są dla mnie bardzo ważne. Jest wśród nich zdjęcie ślubne moich Rodziców oraz przedwojenne zdjęcie Ojca w towarzystwie siostry, brata i kilkorga przyjaciół. Na zdjęciu są weseli, emanuje z nich młodzieńcza radość i energia.

Ojciec pasjonował się piłką nożną. Nie zdawali sobie sprawy, że jak wszyscy żyją w przededniu Zagłady.

Fotografie i pamiątki
do góry

Strona „Zapis pamięci”
Stowarzyszenia
„Dzieci Holocaustu”
w Polsce.

Zrealizowano
dzięki wsparciu Fundacji
im. Róży Luksemburg
Przedstawicielstwo
w Polsce

ul. Twarda 6
00-105 Warszawa
tel./fax +48 22 620 82 45
dzieciholocaustu.org.pl
chsurv@jewish.org.pl

Koncepcja i rozwiązania
graficzne – Jacek Gałązka ©
ex-press.com.pl

Realizacja
Joanna Sobolewska-Pyz,
Anna Kołacińska-Gałązka,
Jacek Gałązka

Web developer
Marcin Bober
PROJEKTY POWIĄZANE

Wystawa w drodze
„Moi żydowscy rodzice,
moi polscy rodzice” moirodzice.org.pl

Wystawa stała
„Moi żydowscy rodzice,
moi polscy rodzice”
w Muzeum Walki
i Męcześntwa w Treblince
treblinka-muzeum.eu
Strona „Zapis pamięci”
Stowarzyszenia
„Dzieci Holocaustu”
w Polsce.

Zrealizowano
dzięki wsparciu Fundacji
im. Róży Luksemburg
Przedstawicielstwo
w Polsce
Koncepcja i rozwiązania
graficzne – Jacek Gałązka ©
ex-press.com.pl

Realizacja
Joanna Sobolewska-Pyz,
Anna Kołacińska-Gałązka,
Jacek Gałązka

Web developer
Marcin Bober
PROJEKTY POWIĄZANE

Wystawa w drodze
„Moi żydowscy rodzice,
moi polscy rodzice” moirodzice.org.pl

Wystawa stała
„Moi żydowscy rodzice,
moi polscy rodzice”
w Muzeum Walki
i Męcześntwa w Treblince
treblinka-muzeum.eu