Elżbieta Ficowska
filmy:
zdjęcia: 4

Elżbieta Ficowska, urodzona w 1942 r.

Twarze rodziców znam tylko z wyobraźni

Urodziłam się w warszawskim getcie.To wiem na pewno.

Metryką jest srebrna łyżeczka z wygrawerowanym moim imieniem i datą urodzenia, ocalały załącznik do ocalonego dziecka.

Poza tym niewiele pewnego.Próbuję porządkować strzępki wiadomości, które zbieram od lat. Wciąż szukam ludzi, którzy mogliby coś pamiętać. Mimo upływu czasu nie umiem się rozstać z nadzieją, że·gdzieś ktoś przechowuje fotografie mojej mamy, mojego ojca. Może ten ktoś nie wie, że to moi rodzice, i że ja szukam po świecie śladów po nich.

Widziałam tyle fotografii bezimiennych Żydów, stare niemieckie kroniki filmowe. Zawsze wpatruję się w nie i czasem ulegam złudzeniu, że może jakoś poznałabym moich najbliższych, choć przecież wiem, że to niemożliwe. Nie znam ich prawdziwych twarzy, widuję ich tylko w wyobraźni.

Miałam siedemnaście lat, kiedy przypadkiem dowiedziałam się, że wszystko, co wiem o sobie, jest nieprawdą. Moja mama wcale mnie nie urodziła, tylko zaopiekowała się sześciomiesięcznym niemowlęciem. Ro­dzice moi i rodzina zginęli, a ja jestem żydowskim dzieckiem uratowanym cudem, który najpewniej by się nie zdarzył , gdyby nie wspaniali ludzie zdolni do najwyższych poświęceń.

Moja przybrana mama Stanisława Bussoldowa była położną i współpracowała z „Żegotą”. Była w kontakcie konspiracyjnym z panią Ireną Sendlerową, która robiła wszystko, co w ludzkiej mocy, żeby ratować żydowskie dzieci. Moja przybrana mama odbierała porody od ukrywających się Żydówek, przechowywała w swoim domu dzieci, wspólnie z zaufanymi ludźmi wyrabiała im odpowiednie dokumenty i wyszukiwała w polskich rodzinach bezpieczne schronienia dla swych małych podopiecz­nych.

Ja zostałam u niej na zawsze. Ofiarowała mi szczęście i pełne miłości dzieciństwo. Po latach, kiedy znałam już swoją historię prawdziwą, dowiedziałam się od pasierba mojej Mamy, że to on osobiście wywiózł mnie z getta na „aryjską stronę”. Był przedsiębiorcą budowlanym, miał przepustkę do getta, woził cegły. Opowiadał, jak między cegłami umiesz­czono skrzynkę z otworami, a w niej uśpione niemowlę, tzn. mnie.

Od tej pory zaczęło się dla mnie szczęśliwe i – jak się miało okazać – bezpieczne życie – bez świadomości tego, co się zdarzyło wcześniej i co jeszcze miało się zdarzyć tam, skąd zostałam zabrana w ostatniej chwili przed ostatnim etapem zagłady mojego świata, który nie zdążył już być moim światem.

Kiedy znalazłam się po „aryjskiej stronie”, oprócz przybranej mamy czekała na mnie kochana, dobra niania, która była ze mną długo, aż do matury. Mówiła mi – znacznie później – że moja rodzona mama telefonowała czasem i prosiła, żeby przysunąć mi choć na chwilę słuchaw­kę. Na pewno tęskniła, może chciała się upewnić, że jestem, słyszeć moje gaworzenie… Jaka szkoda, że nie mogłam zrozumieć jej słów i zapamiętać. Ostatni raz zadzwoniła w październiku 1942 roku.

Niania jeździła ze mną na ulicę Obozową; tam przed wojną mój dziadek, Aron Pejsach Rochman, miał garbarnię. Umówiła się z nim, kiedy wychodził w grupie roboczej z getta pod niemiecką eskortą. Powiedziała mu, że będę ochrzczona. Dziadek płakał. Przygotował i przekazał dla mnie białe ubranko i złoty krzyżyk…

Jedyny zachowany dokument z tamtej strony czasu to akt notarialny. Mój ojciec wydzierżawił w 1940 r. garbarnię w Wołominie. Jest tam nazwisko dzierżawcy, pana B. i podpis mojego ojca: Josel Koppel. Pana B. udało mi się odnaleźć. Moja rodzona mama spotykała się z nim w Sądach na Lesznie, tam przekazywał jej należności zgodnie z umową.

Moja mama – Henia Koppel, z domu Rochmanówna – miała wówczas chyba dwadzieścia dwa czy dwadzieścia trzy lata, była śliczną, szczupłą blondyn­ką o dużych, zielonych oczach. Ojciec był znacznie starszy od niej, rosły, czarnowłosy, czarnooki … Po latach spotkałam na Florydzie człowieka, który przyjaźnił się z moim ojcem. Potwierdził, że tak właśnie wyglądał, dodał, że był finansistą, bankierem , a swoją córkę – tzn. mnie – przyrzekł wydać za mąż za jego syna. Ze wzruszeniem poznałam wybrańca – Adama – byłam już mężatką.

Dawna koleżanka szkolna mojej mamy przeczytała w gazecie mój anons, w którym poszukiwałam ludzi, pamiętających moją rodzinę – jedno z wielu takich moich ogłoszeń. Napisała do mnie z Izraela, zaprzyjaźniły­śmy się, potwierdziła, że moja mama wyglądała tak, jak ją opisał p. B.

W jednym z listów powiadomiła mnie, że jej bratowa w Tel-Awiwie ma na antresoli walizkę ze starymi fotografiamii, że jest tam między innymi chyba zdjęcie mojej mamy z wakacji w Michalinie. Starszej pani trudno wspinać się na antresolę, nie mogłam czekać, pojechałam do niej po tę fotografię.

U pani Reginy w Tel-Awiwie było dużo fotografii z dawnych umarłych czasów. Nie było wśród nich zdjęcia mojej mamy. Pani Regina pamięta ją. Pracowała z nią razem w getcie w niemieckich zakładach Toebbensa, w szwalni. Toebbens zakazał pracownicom przynosić i przyprowadzać dzieci do pracy.

Pani Regina stała właśnie u wejścia do fabryki, moja mama podbiegła do niej, pośpiesznie rzuciła jej w ramiona zawiniątko z dzieckiem i zniknęła na kilka minut. Wróciła, odebrała mnie i w czasie krótkiej rozmowy pokazała książeczkę czekową banku szwajcarskiego, mówiąc, że jeśli los pozwoli przeżyć, można będzie po wojnie zacząć wszystko od początku, bo jest solidne zabezpieczenie… Odeszła tuląc mnie w ramionach i to było ostatnie z nią spotkanie…

Pani Regina spytała mnie jeszcze, czy może znalazłam ten bank w Szwajcarii. Nie, nie znalazłam. Nic nie znalazłam. Moja dwudziestoczteroletnia mama zginęła 3 listopada 1943 r. w obozie w Poniatowej wraz ze wszystkimi więźniami tego obozu. Ojciec zginął ponad rok wcześniej na warszawskim Umschlagplatzu – zastrzelony na peronie w chwili gdy odmówił wejścia do wagonu.

Warszawa, 1992 r.

Fotografie i pamiątki
do góry

Strona „Zapis pamięci”
Stowarzyszenia
„Dzieci Holocaustu”
w Polsce.

Zrealizowano
dzięki wsparciu Fundacji
im. Róży Luksemburg
Przedstawicielstwo
w Polsce

ul. Twarda 6
00-105 Warszawa
tel./fax +48 22 620 82 45
dzieciholocaustu.org.pl
chsurv@jewish.org.pl

Koncepcja i rozwiązania
graficzne – Jacek Gałązka ©
ex-press.com.pl

Realizacja
Joanna Sobolewska-Pyz,
Anna Kołacińska-Gałązka,
Jacek Gałązka

Web developer
Marcin Bober
PROJEKTY POWIĄZANE

Wystawa w drodze
„Moi żydowscy rodzice,
moi polscy rodzice” moirodzice.org.pl

Wystawa stała
„Moi żydowscy rodzice,
moi polscy rodzice”
w Muzeum Walki
i Męcześntwa w Treblince
treblinka-muzeum.eu
Strona „Zapis pamięci”
Stowarzyszenia
„Dzieci Holocaustu”
w Polsce.

Zrealizowano
dzięki wsparciu Fundacji
im. Róży Luksemburg
Przedstawicielstwo
w Polsce
Koncepcja i rozwiązania
graficzne – Jacek Gałązka ©
ex-press.com.pl

Realizacja
Joanna Sobolewska-Pyz,
Anna Kołacińska-Gałązka,
Jacek Gałązka

Web developer
Marcin Bober
PROJEKTY POWIĄZANE

Wystawa w drodze
„Moi żydowscy rodzice,
moi polscy rodzice” moirodzice.org.pl

Wystawa stała
„Moi żydowscy rodzice,
moi polscy rodzice”
w Muzeum Walki
i Męcześntwa w Treblince
treblinka-muzeum.eu