audio: 1

Henryk Arnold, urodzony w 1930 r.

Z broni─ů w r─Öku

Wspomnienie czyta Tomasz Kocuj

Urodzi┼éem si─Ö 18 lipca 1930 roku we Lwowie przy ul. Szkarpowej 3, z matki Fryderyki z domu Beigel (ur. w roku 1910) i ojca Leona Arnolda (ur. 191O).

Moi dziadkowie ze strony matki byli w┼éa┼Ťcicielami jednej z lwowskich restauracji. Umarli stosunkowo m┼éodo, osierocaj─ůc, opr├│cz mo┬şjej matki, dw├│ch jej braci: Jakuba i Jana.

Moi dziadkowie ze strony ojca, Wilhelm i Anna Arnoldowie, byli w┼éa┼Ť┬şcicielami du┼╝ej restauracji we Lwowie, naprzeciw gmachu s─ůdu przy ul. Ba┬ştorego. By┼éa to znana restauracja; go┼Ť─çmi jej byli przewa┼╝nie adwokaci i s─Ö┬şdziowie.

Dziadek Wilhelm by┼é bardzo silnym m─Ö┼╝czyzn─ů. Ws┼éawi┼é si─Ö tym, ┼╝e raz wygra┼é walk─Ö z zawodowym zapa┼Ťnikiem, za co otrzyma┼é w nagrod─Ö 1O koron austriackich. ┼╗ona jego, Anna, by┼éa osob─ů skromn─ů i nabo┼╝n─ů.

Rodzice moi byli w┼éa┼Ťcicielami sklepu z cz─Ö┼Ťciami samochodowymi. Ojciec by┼é zapalonym sportowcem, uprawia┼é zapasy, lekkoatletyk─Ö oraz pi┼ék─Ö no┼╝n─ů. Gra┼é w ┼╝ydowskiej dru┼╝ynie pi┼ékarskiej Hasmonea.

Jego rodze┼ästwo ÔÇô to dw├│ch braci i cztery siostry: Dawid ÔÇô adwokat, walcz─ůcy w szeregach armii austriacko-w─Ögierskiej, w 1914 roku zabity pod Lwowem, Ksawery Albert ÔÇô pracowa┼é na poczcie w Pu┼éawach. W czasie okupacji niemieckiej dzia┼éa┼é w konspiracji; aresztowany i zamordowany przez gesta┬şpo w sierpniu 1942 roku.

Cecylia ÔÇô lekarka w Brzuchowicach ko┼éo Lwowa, Lidia ÔÇô w┼éa┼Ťcicielka apteki w Magierowie pod Lwowem, Fryderyka ÔÇô krawcowa we Lwowie.
Wszystkie trzy siostry zgin─Ö┼éy w 1943 roku podczas likwidacji lwows┬şkiego getta. Czwarta siostra ÔÇô Stefania, pracowa┼éa w przedsi─Öbiorstwie naftowym we Lwowie; zosta┼éa wywieziona w 1942 roku do obozu zag┼éady w Be┼é┼╝cu.

Moje dzieci┼ästwo by┼éo bardzo szcz─Ö┼Ťliwe. Opiekowa┼éa si─Ö mn─ů guwernantka. Z ojcem odbywa┼éem cz─Öste podr├│┼╝e. Byli┼Ťmy w Warszawie, Krako┬şwie, ┼üodzi, Gdyni. Wakacje sp─Ödzali┼Ťmy ca┼é─ů rodzin─ů nad morzem, w Krynicy, Rabce.

Byli┼Ťmy uczuciowo bardzo zwi─ůzani. Zapami─Öta┼éem proroczy sen, kt├│ry opowiedzia┼éa mi matka w 1938 roku. ┼Üni┼éo si─Ö jej, ┼╝e kto┼Ť postrzeli┼é j─ů w g┼éow─Ö i wpad┼éa do ciemnej piwnicy. Tak mog┼éo by─ç, kiedy to Niemcy rozstrzelali j─ů w Warszawie w 1942 roku.

Nauk─Ö rozpocz─ů┼éem w 1937 roku w szkole powszechnej im. Rutkow┬şskiego z dodatkowym j─Özykiem ukrai┼äskim. Po zaj─Öciu Lwowa przez Rosjan uczy┼éem si─Ö w szkole ukrai┼äskiej z dodatkowym j─Özykiem rosyjskim, a┼╝ do wkroczenia Niemc├│w w 1941 roku.

Podczas okupacji radzieckiej ┼╗ydzi nie byli szczeg├│lnie prze┼Ťladowani. Do sklepu ojca cz─Östo przychodzili wojskowi i kupowali cz─Ö┼Ťci samochodo┬şwe. Oni te┼╝ ostrzegli go, ┼╝e nast─ůpi konfiskata sklepu. Dzi─Öki temu uda┼éo mu si─Ö wynie┼Ť─ç du┼╝o rzeczy i ukry─ç je w bezpiecznym miejscu.

Po zlikwidowa┬şniu sklepu zatrudni┼é si─Ö w przedsi─Öbiorstwie transportowym Krasnyj Tran┬şsportnik. Jednocze┼Ťnie sprzedawa┼é po kryjomu schowane cz─Ö┼Ťci samochodo┬şwe i tak zarabia┼é dodatkowe pieni─ůdze na utrzymanie rodziny.

W tym czasie wielu ┼╗yd├│w z Polski ucieka┼éo ze strefy niemieckiej do ra┬şdzieckiej. Latem 1940 roku radzieckie w┼éadze okupacyjne wywioz┼éy wielu z nich w g┼é─ůb ZSRR. Milicja otacza┼éa domy i wyszukiwa┼éa uchod┼║c├│w. Los chcia┼é, ┼╝e prawie wszyscy ci ludzie prze┼╝yli wojn─Ö, a po wojnie wr├│cili do Polski i przewa┼╝nie wyemigrowali p├│┼║niej do Izraela.

Gdy 22 czerwca 1941 roku Niemcy napadli na Zwi─ůzek Radziecki, ┼╝ony oficer├│w mieszkaj─ůcych po s─ůsiedzku, gdy us┼éysza┼éy kanonad─Ö, my┼Ťla┼éy, ┼╝e to Anglicy bombarduj─ů Lw├│w.

Niemcy weszli do Lwowa po o┼Ťmiu dniach, 30 czerwca 1941 roku. Ju┼╝ nast─Öpnego dnia wszyscy musieli odda─ç aparaty radiowe. Traf chcia┼é, ┼╝e Nie┬şmcy zatrzymali ojca podczas przenoszenia radia. Osadzono go w wi─Özieniu przy ul. Kazimierzowskiej.

W celach poniewiera┼éy si─Ö trupy nacjonalist├│w ukrai┼äskich zabitych przez NKWD. Na dziedzi┼äcu wi─Özienia le┼╝a┼éo du┼╝o zw┼éok ┼╗yd├│w, zabitych przez Ukrai┼äc├│w. R├│wnie┼╝ na mie┼Ťcie zabijano ┼╗y┬şd├│w, szala┼é pogrom. Ojcu, dzi─Öki wr─Öczeniu ┼éap├│wki, uda┼éo si─Ö wydosta─ç z wi─Özienia.

P├│┼║niej ojciec dosta┼é prac─Ö (i co najwa┼╝niejsze ÔÇô papiery) robotnika w niemieckich gara┼╝ach wojskowych (Heereskraftpark, w skr├│cie HKP), co chroni┼éo przed aresztowaniem i zes┼éaniem do obozu.

W listopadzie 1941 musieli┼Ťmy opu┼Ťci─ç dotychczasowe mieszkanie i przeprowadzi─ç si─Ö na ul. Tkack─ů 18. Dom ten by┼é po┼éo┼╝ony w tej cz─Ö┼Ťci dzielnicy ┼╝ydowskiej, kt├│rej Niemcy nie zamkn─Öli. W dzielnicy tej, opr├│cz ┼╗yd├│w, mieszka┼éo wielu Polak├│w i Ukrai┼äc├│w, a nawet kilku Niemc├│w.

Dzielnica ┼╝ydowska znajdowa┼éa si─Ö na p├│┼énoc od linii kolejowej, przy kt├│rej by┼éo jedyne przej┼Ťcie dla ┼╗yd├│w; dwa inne by┼éy dost─Öpne tylko dla Polak├│w, Ukrai┼äc├│w i Niemc├│w. Niemiecka policja pilnuj─ůca tych przej┼Ť─ç cz─Östo zatrzymywa┼éa starszych ┼╗yd├│w. Wysy┼éano ich w nieznanym kierun┬şku, a jak si─Ö p├│┼║niej okaza┼éo ÔÇô do obozu zag┼éady w Be┼é┼╝cu.

Chodzi┼éy ju┼╝ s┼éu┬şchy o tym, ┼╝e w Warszawie i Lublinie dzia┼éaj─ů specjalne grupy, morduj─ů┬ş ce ┼╗yd├│w. M├│wiono o masowych mordach w Be┼é┼╝cu. ┼╗ydzi jednak nie chcieli w to wierzy─ç. Nie mogli poj─ů─ç, ┼╝e Niemcy ich morduj─ů tylko dlatego, ┼╝e s─ů ┼╗ydami.

Mimo ┼╝e dzieci ┼╝ydowskie od dziesi─ůtego roku ┼╝ycia by┼éy obowi─ůzane do noszenia opaski z gwiazd─ů Dawida, ja, na przek├│r Niemcom, stara┼éem si─Ö jej nie nak┼éada─ç.

Po mie┼Ťcie kr─ů┼╝y┼éy r├│┼╝ne s┼éuchy. M├│wiono, ┼╝e w Warszawie i w Lublinie dzia┼éaj─ů specjalne oddzia┼éy, tzw. Himmelkommanda, morduj─ůce ┼╗yd├│w lub wysy┼éaj─ůce ich do oboz├│w ┼Ťmierci. Wszyscy s┼éyszeli o Be┼é┼╝cu, ale nie wszyscy wierzyli w te wie┼Ťci.

W┼éadze okupacyjne wprowadzi┼éy ┼Ťcis┼é─ů ewi┬şdencj─Ö ludno┼Ťci ┼╝ydowskiej. Ojciec, jako zatrudniony w wojskowych gara┬ş┼╝ach, otrzyma┼é za┼Ťwiadczenie z piecz─ůtk─ů ÔÇ×niezb─Ödny dla armii niemiec┬şkiej”. Matka mia┼éa te┼╝ stosowny dokument, ze sformu┼éowaniem ÔÇ×┼╝ona osoby niezb─Ödnej dla armii niemieckiej”. Mnie,jako dziecku, ┼╝adne dokumenty ani piecz─ůtki nie przys┼éugiwa┼éy, co bardzo niepokoi┼éo rodzic├│w.

Dziesi─ůtego sierpnia 1942 roku o godzinie sz├│stej rano otrzymali┼Ťmy sygna┼é, ┼╝e ca┼éa dzielnica ┼╝ydowska jest otoczona przez SS, policj─Ö niemieck─ů i ukrai┼äsk─ů. Rozpocz─Ö┼éo si─Ö masowe wysiedlanie ┼╗yd├│w ze Lwowa. Ojcu uda┼éo si─Ö wyjecha─ç z otoczonej dzielnicy ┼╝ydowskiej ci─Ö┼╝ar├│wk─ů Wehr┬şmachtu, prowadzon─ů przez kierowc─Ö Polaka. Ja by┼éem ukryty z ty┼éu.

Unik┬şn─Öli┼Ťmy wyw├│zki, ale dalsze przebywanie w dzielnicy ┼╝ydowskiej by┼éo ju┼╝ niemo┼╝liwe. Rodzice postanowili ukry─ç mnie u zaprzyja┼║nionej polskiej ro┬şdziny przy ul. Ko┼Ťcielnej 8, w domu, w kt├│rym kiedy┼Ť mieszkali┼Ťmy.

Z okien mojej kryj├│wki wida─ç by┼éo tramwaje na┼éadowane ┼╗ydami, wywo┼╝onymi do obozu Janowskiego, gdzie odbywa┼éa si─Ö selekcja. Zdrowych i m┼éodych m─Ö┼╝┬şczyzn kierowano do pracy, a wszystkich pozosta┼éych: kobiety, starszych, chorych i dzieci ÔÇô do obozu zag┼éady w Be┼é┼╝cu.

┼╗yd├│w szukano r├│wnie┼╝ po stronie aryjskiej, gdzie mieszka┼éo jeszcze wiele rodzin ┼╝ydowskich. Rozpocz─Öto tak┼╝e kontrol─Ö mieszka┼ä Polak├│w w poszukiwaniu ukrywaj─ůcych si─Ö ┼╗yd├│w. Za ukrywanie grozi┼éa kara ┼Ťmier┬şci.

Kt├│rego┼Ť dnia do mieszkania, w kt├│rym si─Ö ukrywa┼éem, wpad┼éo dw├│ch esesman├│w. Przeszukiwanie rozpocz─Öli od strychu, gdzie moja gospodyni, pani Adamczewska, hodowa┼éa kury. Zadowoleni ze znalezionych tam ┼Ťwie┬ş┼╝ych jaj zrezygnowali z dalszych poszukiwa┼ä.

Przestraszona gospodyni za┬ş ┼╝─ůda┼éa, abym natychmiast opu┼Ťci┼é mieszkanie. Musia┼éem wr├│ci─ç do rodzi┬şc├│w, do getta. W mi─Ödzyczasie straci┼é wa┼╝no┼Ť─ç dokument, kt├│ry chroni┼é moj─ů matk─Ö. Udawa┼éo si─Ö jej unikn─ů─ç deportacji, bo w chwilach niebezpiecze┼ästwa chowa┼éa si─Ö na strychu.

Moj─ů kryj├│wk─ů by┼éa piwnica gara┼╝u HKP. Chowa┼éem si─Ö na p├│┼éce, gdzie le┼╝a┼éy stare opony i inne rupiecie. Po┼╝ywienie dostarcza┼é mi ojciec, kt├│ry nadal pracowa┼é.

Wszyscy ukrywaj─ůcy si─Ö jeszcze we Lwowie ┼╗ydzi w ci─ůgu dnia chowali si─Ö w swoich kryj├│wkach. W nocy wychodzili w poszukiwaniu wody i ┼╝yw┬şno┼Ťci. Niemcy urz─ůdzali na nich polowania, starali si─Ö wykrywa─ç ich miejsca schronienia. Akcja wysiedlania zako┼äczy┼éa si─Ö w sierpniu 1942 roku.

W przewidywaniu dalszych deportacji postanowili┼Ťmy przenie┼Ť─ç si─Ö do Warszawy, gdzie mieli┼Ťmy przyjaci├│┼é i gdzie nikt nas nie zna┼é. Wyjechali┼Ťmy ze Lwowa 8 wrze┼Ťnia 1942 roku w ci─Ö┼╝ar├│wce przewo┼╝─ůcej meble i nale┼╝─ů┬şcej do znajomego Polaka. Kiedy przeje┼╝d┼╝ali┼Ťmy obok Be┼é┼╝ca, czuli┼Ťmy za┬şpach rozk┼éadaj─ůcych si─Ö cia┼é. Zapach ten prze┼Ťladuje mnie do dzi┼Ť.

Jak si─Ö p├│┼║niej okaza┼éo, by┼éa to rzeczywi┼Ťcie ostatnia szansa opuszczenia Lwowa, bo 17 pa┼║dziernika 1942 dzielnic─Ö ┼╝ydowsk─ů ogrodzono drutem kolczastym i zamkni─Öto. Getto lwowskie istnia┼éo do czerwca 1943 roku.

W Warszawie znale┼║li┼Ťmy schronienie na ul. Wsp├│lnej 18 u Polki, kt├│ra ukrywa┼éa kilkunastu ┼╗yd├│w. Znajomy, pan Drut, zdoby┼é dla nas fa┼észywe dokumenty na nazwisko Rudzi┼äskich. Ja zmieni┼éem si─Ö w Ryszarda, uro┬şdzonego 18 grudnia 1930 roku w Ko┼éomyi z ojca J├│zefa, matki ÔÇô z domu Zi├│┼ékowskiej.

Ze wzgl─Öd├│w bezpiecze┼ästwa byli┼Ťmy zmuszeni do rozdzielenia si─Ö. Ojciec zamieszka┼é na ul. Wsp├│lnej 67 u znanego rze┼║biarza, pana Alfonsa Karnego, a matka wraz ze mn─ů ÔÇô przy ul. ┼Üliskiej, w domu pani Wandy Mel┬şfior-Rutkowskiej, pisarki. Jej m─ů┼╝ by┼é oficerem Polskich Si┼é Zbrojnych i znajdowa┼é si─Ö w Anglii. Przez kilka tygodni ┼╝yli┼Ťmy spokojnie, ale by┼é to spok├│j pozorny, zako┼äczony tragedi─ů.

Aby mie─ç ┼Ťrodki na utrzymanie, sprzedawali┼Ťmy zabrane ze Lwowa rzeczy. W pa┼║dzierniku 1942 roku matka posz┼éa na ul. Wsp├│ln─ů 18, gdzie mia┼éa spotka─ç si─Ö z ojcem i om├│wi─ç spraw─Ö sprzeda┼╝y futra, kt├│re odda┼éa na prze┬şchowanie.

Przebywa┼éo tam w├│wczas kilku innych ┼╗yd├│w. Nagle pojawili si─Ö gestapowcy. Ojcu uda┼éo si─Ö uciec. Wszyscy inni ┼╗ydzi, w┼Ťr├│d nich moja matka, zostali zaaresztowani, przewiezieni do wi─Özienia w al. Szucha, a p├│┼║┬şniej rozstrzelani.

Wzgl─Ödy konspiracji wymaga┼éy natychmiastowej zmiany miejsca nasze┬şgo pobytu. Przez kilka dni po aresztowaniu matki ukrywali┼Ťmy si─Ö w Pod┬şkowie Le┼Ťnej, p├│┼║niej w Milan├│wku ÔÇô u pani Dr─Ögiewiczowej.

Tu nasze dro┬şgi si─Ö rozesz┼éy. Ja ponownie wr├│ci┼éem na ul. ┼Ülisk─ů, do pani Rutkowskiej, a ojciec ÔÇô do pana Karnego, na Wsp├│ln─ů. Jednak┼╝e nie by┼éy to kryj├│wki bez┬şpieczne. Wzgl─Ödny spok├│j znalaz┼éem dopiero w mieszkaniu Olgi Dudziec na Krakowskim Przedmie┼Ťciu, gdzie przebywa┼éem przez miesi─ůc.

P├│┼║niej, wraz z ojcem, przenie┼Ťli┼Ťmy si─Ö na Wol─Ö, do pana Feliksa (nazwiska nie pami─Ö┬ştam). By┼éa to n─Ödzna nora, bez ┼Ťwiat┼éa i bie┼╝─ůcej wody. By┼éo to pechowe miejsce. Po paru tygodniach znale┼║li nas szmalcownicy, kt├│rzy za┼╝─ůdali okupu.

Ojciec da┼é im 1300 z┼é, ale oni przeszukali nas i wymacali dolary za┬şszyte w mojej marynarce. Podczas szamotaniny ojciec z┼éapa┼é n├│┼╝ i krzycz─ůc: ÔÇ×Panie Feliksie, na pomoc!”, rzuci┼é si─Ö na nich. Mnie uda┼éo si─Ö zgasi─ç lamp─Ö naftow─ů. Szmalcownicy uciekli. Z powodu godziny policyjnej musieli┼Ťmy przeczeka─ç noc w ÔÇ×spalonym” mieszkaniu.

Nad ranem ojciec wypru┼é dolary z mojej marynarki. O sz├│stej rano wyszli┼Ťmy na ulic─Ö, ale oni ju┼╝ na nas czekali. Podczas gdy ojciec ich zagadywa┼é, ja rzuci┼éem si─Ö do ucieczki. Z┼éa┬şpali mnie i po sprawdzeniu, ┼╝e nie mam pieni─Ödzy, zawo┼éali granatowego po┬şlicjanta. Ten stwierdzi┼é, ┼╝e spraw─Ö trzeba przekaza─ç na gestapo, i poszed┼é. Moi prze┼Ťladowcy machn─Öli r─Ök─ů i te┼╝ sobie poszli.

Klucz─ůc i sprawdzaj─ůc, czy nikt mnie nie ┼Ťledzi, poszed┼éem do pani Olgi Dudziec. Ojciec znalaz┼é schronienie u pana Karnego.

W mieszkaniu pani Olgi mieszka┼é r├│wnie┼╝ jej dziesi─Öcioletni siostrze┬şniec, kt├│rego ojciec by┼é volksdeutschem i kt├│ry chodzi┼é do niemieckiej szko┬ş┼éy. Istnia┼éo niebezpiecze┼ästwo, ┼╝e opowie o ch┼éopcu, kt├│ry u nich miesz┬şka i nie chodzi do szko┼éy.

W tej sytuacji postanowili┼Ťmy, ┼╝e zamieszkam z ojcem. Wkr├│tce okaza┼éo si─Ö, ┼╝e nasze obawy by┼éy uzasadnione. Kt├│rego┼Ť dnia w mieszkaniu pani Olgi pojawi┼éo si─Ö gestapo. Przypadkowo by┼é tam w┼éa┼Ťnie ojciec, kt├│remu jednak uda┼éo skry─ç si─Ö w kom├│rce.

Pan Karny wynaj─ů┼é nam pok├│j u znajomego malarza. Podczas nieobecno┼Ťci gospodarza siedzieli┼Ťmy zamkni─Öci na klucz.

Wci─ů┼╝ musieli┼Ťmy zmienia─ç miejsce pobytu. Zamieszkali┼Ťmy na ul. Kolejowej, sk─ůd w styczniu 1943 roku musieli┼Ťmy ucieka─ç. P├│┼║niej znale┼║li┼Ťmy schronienie u siostry pana Feliksa, kt├│ry w mi─Ödzyczasie umar┼é na gru┼║lic─Ö.

W tym samym mieszkaniu mieszka┼é niejaki Mietek, kt├│ry nas┼éa┼é na nas szmalcownika. Ojciec mia┼é 600 z┼é. Szmalcownik okaza┼é lito┼Ť─ç. Zabra┼é mu tylko 400 z┼é, a reszt─Ö zostawi┼é.

Musieli┼Ťmy zn├│w ucieka─ç. Przez dwa dni spali┼Ťmy na krzes┼éach u pani Filipskiej, u kt├│rej przed wojn─ů ojciec kupowa┼é cz─Ö┼Ťci samochodowe. Ojciec wr├│ci┼é do pana Karnego, a ja zamieszka┼éem u pani Kwiatkowskiej, s─ůsiadki pani Dudziec, na Krakowskim Przedmie┼Ťciu.

Nasta┼é kwiecie┼ä 1943 roku. W getcie wybuch┼éo powstanie. Po mie┼Ťcie kr─ů┼╝y┼éy patrole niemieckie w poszukiwaniu ukrywaj─ůcych si─Ö ┼╗yd├│w.

W domu, w kt├│rym mieszka┼éa pani Olga, mia┼é biuro kochanek jej siostry Zosi. M─ů┼╝ Zosi by┼é w Anglii w Armii Polskiej. Zosia powiedzia┼éa ojcu, ┼╝e zna kogo┼Ť, kto za 1500 z┼é ukryje mnie na dwa tygodnie. Ojciec da┼é jej ┼╝─ůdan─ů su┬şm─Ö. Um├│wi┼éa si─Ö ze mn─ů w okolicach pl. Trzech Krzy┼╝y o godz. 19.45.

Co┼Ť podejrzewa┼éem, bo by┼éo to zbyt blisko godziny policyjnej (20.00). Przyszed┬ş┼éem na miejsce ju┼╝ o 19-tej i czeka┼éem do 19.55. Na szcz─Ö┼Ťcie pan Karny miesz┬şka┼é tu┼╝ obok. Zd─ů┼╝y┼éem tam dobiec przed zamkni─Öciem bramy. Noc sp─Ödzi┬ş┼éem w skrzyni na ┼Ťmiecie.

Z p├│┼║niejszych rozm├│w wynik┼éo, ┼╝e Zosia celowo um├│wi┼éa si─Ö ze mn─ů tak p├│┼║no, bo liczy┼éa na to, ┼╝e mnie aresztuj─ů za przekro┬şczenie godziny policyjnej, a ona przyw┼éaszczy sobie pieni─ůdze.

By┼éem ju┼╝ tak zdesperowany ci─ůg┼éym szukaniem schronienia, ┼╝e chcia┼éem wyskoczy─ç z okna na czwartym pi─Ötrze. Ojciec jednak nam├│wi┼é mnie, ┼╝eby spr├│bowa─ç znale┼║─ç schronienie u pana Stanis┼éawa Fajkusa w Podko┬şwie Le┼Ťnej.

Pan Fajkus zgodzi┼é si─Ö nas ukrywa─ç na strychu, do kt├│rego wchodzi┼éo si─Ö po drabinie, ale mogli┼Ťmy tam tylko nocowa─ç ze wzgl─Ödu na cz─Öste kontrole w ci─ůgu dnia. Tak wi─Öc noce sp─Ödzali┼Ťmy na strychu, a ca┼ée dni kr─ů┼╝yli┼Ťmy po Podkowie lub po Warszawie.

Kiedy┼Ť o trzeciej w nocy us┼éyszeli┼Ťmy: Auf machen, Licht! Powiedzia┼éem do ojca: ,,We┼║ jaki┼Ť ┼éom i walnij tego, co do nas przyjdzie”. Ojciec na to: ,,Nie, bo nas b─Öd─ů torturowa─ç i m─Öczy─ç”.

S┼éy┬şszymy, ┼╝e kto┼Ť przystawia drabin─Ö do w┼éazu. Pojawi┼éa si─Ö twarz pana Fajkusa, szara z przera┼╝enia: ,,Uciekajcie, policja jest u w┼éa┼Ťcicielki domu”. Z kuchni Fajkusa wyskoczyli┼Ťmy do ogrodu i przez ogrodzenie z drutu kolczastego ÔÇô w pole. Ojciec pozosta┼é bez but├│w, ja si─Ö skaleczy┼éem, przechodz─ůc przez druty.

Po jakim┼Ť czasie wr├│cili┼Ťmy. Okaza┼éo si─Ö, ┼╝e Niemcy przyszli nie po nas, ale do gospodyni. Ukrywa┼éa si─Ö u niej ┼╝ydowska rodzina, kt├│ra zdo┼éa┼éa si─Ö wykupi─ç.

Wzmagaj─ůcy si─Ö terror powodowa┼é konieczno┼Ť─ç ci─ůg┼éej zmiany schro┬şnienia. Mieszka┼éem na ┼╗oliborzu z panem Wajsmanem i jego rodzin─ů, r├│w┬şnie┼╝ ukrywaj─ůcymi si─Ö ┼╗ydami. W┼éa┼Ťcicielka mieszkania nie wiedzia┼éa o ich pochodzeniu. O tym, ┼╝e ja tam przebywa┼éem przez ponad 4 miesi─ůce ÔÇô w og├│le nie wiedzia┼éa. Do ubikacji mog┼éem wychodzi─ç tylko w nocy.

We wrze┼Ťniu 1943 roku zobaczy┼éa mnie w┼éa┼Ťcicielka i musia┼éem odej┼Ť─ç. Prze┬şnios┼éem si─Ö z ojcem do pani Tosi na ul. Kr├│lewsk─ů. Ta domy┼Ťla┼éa si─Ö, ┼╝e jes┬şte┼Ťmy ┼╗ydami, ale nie by┼éa tego pewna. Kiedy┼Ť powiedzia┼éa: ,,Jak si─Ö oka┼╝e, ┼╝e jeste┼Ťcie ┼╗ydami, to w nocy siekier─ů zetn─Ö wam g┼éowy i zanios─Ö na gesta┬şpo”. Musieli┼Ťmy ucieka─ç.

Ojciec wynaj─ů┼é pok├│j u pana Sankowskiego na Krzywym Kole 14, ja zn├│w wr├│ci┼éem do pana Karnego. Pobyt u niego ograniczony by┼é jedynie do noclegu, a ca┼ée dnie kr─ů┼╝y┼éem bez celu po Warszawie. By┼éo to bardzo niebez┬şpieczne ze wzgl─Ödu na kontrole, ┼éapanki i szmalcownik├│w.

Kt├│rego┼Ť dnia jecha┼éy jeden za drugim dwa tramwaje. Wsiad┼éem do pierwszego. By┼é to szcz─Ö┼Ťliwy traf, bo drugi tramwaj zosta┼é zatrzymany przez oddzia┼é SS i wszyscy pasa┼╝erowie zostali zaaresztowani.

Wreszcie, na skutek nalega┼ä ojca, pan Fajkus zgodzi┼é si─Ö, abym nocowa┼é u niego w Podkowie Le┼Ťnej. Musia┼éem jednak o 6.30 wyje┼╝d┼╝a─ç kolejk─ů do Warszawy. Wysiada┼éem przy ul. Nowogrodzkiej. W pobli┼╝u mie┼Ťci┼éa si─Ö przychodnia lekarska, w kt├│rej kiedy┼Ť leczy┼éem zapalenie spoj├│wek. Prze┬şpuszcza┼éem w kolejce wszystkich pacjent├│w, co pozwala┼éo mi przez kilka godzin siedzie─ç w ciep┼éej poczekalni.
Najwi─Öcej czasu sp─Ödza┼éem w tramwa┬şjach, je┼╝d┼╝─ůc od rana do zmroku.

W grudniu 1944 roku ojciec znalaz┼é mi kryj├│wk─Ö na Nowym ┼Üwiecie, u pana Brudzi┼äskiego, kt├│ry by┼é fotografem. By┼é to bardzo przyzwoity cz┼éo┬şwiek. Ojciec p┼éaci┼é mu 50 z┼é dziennie. By┼éa to po┼éowa tego, co si─Ö w├│wczas p┼éaci┼éo.

Kiedy┼Ť przy┼éapa┼éa mnie jego gospodyni, kt├│ra mia┼éa klucz do jego jedynego pokoju. Powiedzia┼éem o tym p. Brudzi┼äskiemu, bardzo si─Ö zmar┬ştwi┼é: ,,Ona jest niebezpieczna, ma d┼éugi j─Özyk”. Jednak nast─Öpnego dnia gos┬şpodyni dosta┼éa wylewu krwi do m├│zgu, zabrali j─ů do szpitala i tam umar┼éa.

Od stycznia 1944 do wybuchu Powstania mieszka┼éem razem z ojcem u pana Sankowskiego na Krzywym Kole. On z ┼╝on─ů nie wiedzieli, ┼╝e jeste┼Ťmy ┼╗ydami. Rano wychodzili┼Ťmy z domu: ja ÔÇô niby do szko┼éy, ojciec ÔÇô niby do pracy.

W ko┼äcu lipca wida─ç by┼éo, ┼╝e Niemcy wycofuj─ů si─Ö pod naporem Rosjan. Nam sprawia┼éo to wielk─ů rado┼Ť─ç. Znajomy ojca, pan Hilczy┼äski, da┼é mu klucz od mieszkania przy ul. Wsp├│lnej 18, gdzie aresztowano moj─ů matk─Ö: ,,syn mo┼╝e tam spa─ç”. Tam zasta┼éo mnie Powstanie.

Do pe┼éni obrazu musz─Ö doda─ç, ┼╝e ojciec by┼é kilkakrotnie szanta┼╝owany przez szmalcownik├│w. W lecie 1943 roku, kiedy by┼éem u pana Wajsmana, Mietek z Kolejowej sprowadzi┼é szmal┬şcownik├│w z esesmanem. Ten chcia┼é ojca zastrzeli─ç, ale ojciec obieca┼é mu fut┬şro za ┼╝ycie.

Poprowadzi┼é go do domu na Krakowskim Przedmie┼Ťciu z klatk─ů
schodow─ů, o kt├│rej wiedzia┼é, ┼╝e ma tylne wyj┼Ťcie. Ojciec, kt├│ry w m┼éodo┼Ťci uprawia┼é zapasy, zada┼é esesmanowi silny cios. Gdy ten upad┼é, ojciec uciek┼é tylnym wyj┼Ťciem.

Innym razem na Star├│wce dw├│ch granatowych policjan┬şt├│w zatrzyma┼éo ojca. Dali si─Ö ┼éatwo przekupi─ç.

Od stycznia 1944 roku otrzymywali┼Ťmy 1500 z┼é miesi─Öcznie od organizacji ÔÇ×┼╗egotaÔÇŁ. Pomoc ta niew─ůtpliwie umo┼╝liwi┼éa nam przetrwanie w ukryciu.

ÔÇ×┼╗egota” ÔÇô kryptonim Rady Pomocy ┼╗ydom, konspiracyjnej organizacji nios─ůcej pomoc ukrywaj─ůcym si─Ö oraz izolowanym w gettach i obozach.

Pierwszego sierpnia 1944 roku od rana zacz─Ö┼éa si─Ö strzelanina na ulicach, wybuch┼éo Powstanie. Pocz─ůtkowo nie wiedzia┼éem, czy to Rosjanie weszli do Warszawy i na ulicach tocz─ů si─Ö walki, czy te┼╝ Niemcy strzelaj─ů do cywil├│w. Wyszed┼éem z domu. Na ulicach budowano barykady, al. Jerozolimskimi je┬şcha┼éy niemieckie czo┼égi. Policja otoczy┼éa domy przy ul. Wsp├│lnej i ┼Ťw. Bar┬ş bary. Wysiedlano i mordowano mieszka┼äc├│w.

Natychmiast postanowi┼éem zg┼éosi─ç si─Ö do AK na ochotnika i wzi─ů─ç udzia┼é w walce z Niemcami, zem┼Ťci─ç si─Ö za lata cierpie┼ä, za ┼Ťmier─ç najbli┼╝szych. Jednak nie by┼éo wcale ┼éatwo czternastoletniemu ch┼éopcu zosta─ç ┼╝o┼énierzem.

Pom├│g┼é mi w tym pan Kazi┬şmierz Mojsiejuk ÔÇô dzia┼éacz konspiracji. Przyj─Öto mnie do AK, do plutonu ┼ü─ůczno┼Ť─ç 59, nadaj─ůc pseudonim Ry┼Ť. Dow├│dc─ů by┼é ppor. Roman Grodzki (Roman), a jego zast─Öpc─ů ppor. Alfred Kazanowski (Teodor).

Pocz─ůtkowo pluton stacjonowa┼é na terenie Zak┼éad├│w Mleczarsko-Jajczarskich przy ul. Ho┼╝ej. Nast─Öpnie przeniesiono nas na ul. Widok i powierzono ┼é─ůczno┼Ť─ç mi─Ö┬şdzy sztabem AK i r├│┼╝nymi oddzia┼éami powsta┼äczymi.

Oko┼éo 1O wrze┼Ťnia dru┼╝yn─Ö Teodora, do kt├│rej nale┼╝a┼éem, z rozkazu p┼ék. Montera odkomende┬şrowano do os┼éony sztabu gen. Bora, do tzw. ma┼éej PAST-y przy ul. Pi─Öknej.

Do dzi┼Ť pami─Ötam pierwszy strza┼é w moim kierunku. Kula przesz┼éa tu┼╝ obok mojej nogi. Strzela┼é jeden z ÔÇ×go┼é─Öbiarzy” ÔÇô niemieckich snajper├│w, ukrytych na strychach dom├│w w dzielnicach opanowanych przez powsta┼ä┬şc├│w.

Moja dru┼╝yna ochrania┼éa Sztab G┼é├│wny AK oraz walcz─ůcych przy ul. Brackiej i w AL Jerozolimskich. Niemcy zajmowali w├│wczas Dworzec G┼é├│wny (ul. Towarowa) oraz Bank Gospodarstwa Krajowego (skrzy┼╝owanie Al. Jerozolimskich i Nowego ┼Üwiatu). Jako ┼é─ůcznik przebywa┼éem cz─Östo na pozycjach bojowych.

W tym czasie ojciec znajdowa┼é si─Ö na Pozna┼äskiej 7. Cz─Östo dostawa┼éem przepustk─Ö i mog┼éem go noc─ů odwiedza─ç. Zawsze nosi┼éem ze sob─ů granat. Czu┼éem si─Ö bezpieczniej. Kt├│rej┼Ť nocy zosta┼éem zatrzymany przez patrol ┼╝andarmerii powsta┼äczej i musia┼éem d┼éugo si─Ö t┼éumaczy─ç, co robi─Ö noc─ů na ulicy z granatem w kieszeni.

Po upadku Starego Miasta Niemcy zaatakowali Powi┼Ťle, kt├│re wkr├│tce pad┼éo, a za┼éoga wycofa┼éa si─Ö do ┼Ür├│dmie┼Ťcia. Wtedy od strony Powi┼Ťla w kie┬şrunku Nowego ┼Üwiatu nadesz┼éy oddzia┼éy SS Dirlewanger pod dow├│dztwem SS-Oberfiihrera Oskara Dirlewangera. By┼éy to oddzia┼éy sk┼éadaj─ůce si─Ö z kryminalist├│w.

Atak by┼é prowadzony przy silnym wsparciu lotnictwa. Zna┬şlaz┼éem si─Ö w grupie 23 powsta┼äc├│w odkomenderowanych do odparcia ataku. Jako najm┼éodszemu w oddziale polecono mi pe┼énienie funkcji sanitariusza razem z dwiema sanitariuszkami.

Przechodz─ůc ty┼éami Nowego ┼Üwiatu, w re┬şjonie ul. G├│rskiego natkn─Öli┼Ťmy si─Ö na podw├│rko pe┼éne zabitych ludzi. By┼éy to przewa┼╝nie kobiety, kt├│rych twarze by┼éy zakryte gazetami.

Jedna z towa┬şrzysz─ůcych mi sanitariuszek nie wytrzyma┼éa psychicznie tego widoku i za┬şcz─Ö┼éa przera┼║liwie szlocha─ç. Kiedy troch─Ö j─ů uspokoili┼Ťmy, us┼éyszeli┼Ťmy krzyki z pomieszczenia przylegaj─ůcego do podw├│rka. Weszli┼Ťmy i znale┼║li┼Ť┬şmy si─Ö w sali kina, kt├│re p┼éon─Ö┼éo. Na pod┼éodze le┼╝a┼é ranny w brzuch cywil. Musia┼é straszliwie cierpie─ç, bo gdy go wynosili┼Ťmy, wci─ů┼╝ krzycza┼é i wszyst┬şkich przeklina┼é, obwinia┼é nawet nas za rany i za Powstanie.

Przenie┼Ťli┼Ťmy rannego do pobliskiego gimnazjum im. G├│rskiego, w kt├│rego holu le┼╝a┼éy cia┼éa dziewcz─ůt, zabitych przez Niemc├│w.

Od 7 wrze┼Ťnia stacjonowa┼éem przy ul. G├│rskiego. Nie by┼éo dok┼éadnie┬áwiadomo, gdzie znajduj─ů si─Ö niemieckie pozycje. Kt├│rego┼Ť dnia zauwa┼╝yli┼Ť┬şmy dw├│ch powsta┼äc├│w uciekaj─ůcych przez ogr├│d s─ůsiaduj─ůcy z ul. Wareck─ů. Niemcy zd─ů┼╝yli ustawi─ç karabin maszynowy i otworzyli do nich ogie┼ä. Jed┬şnego zabili, drugiego, rannego, wzi─Öli do niewoli.

Wtedy por. Giewont (Jerzy Stawski) ÔÇô zast─Öpca dow├│dcy plutonu, wyda┼é rozkaz zdobycia karabinu ma┬ş szynowego. Podczas pr├│by ataku natrafili┼Ťmy na silny ogie┼ä. W pewnej chwili por. Giewont zosta┼é ranny w g┼éow─Ö. Zdaj─ůc sobie spraw─Ö z du┼╝ej prze┬ş wagi Niemc├│w, rozkaza┼é wycofa─ç si─Ö, a jego pozostawi─ç na miejscu.

Rozka┬şzu jednak nie wykonano i uda┼éo si─Ö przenie┼Ť─ç dow├│dc─Ö przez dziur─Ö w murze poza zasi─Ög niemieckiej broni. Przedostali┼Ťmy si─Ö p├│┼║niej do gmachu gim┬şnazjum G├│rskiego.

Wart─Ö pe┼éni┼éem cz─Östo wraz z dwudziestodwuletnim strzelcem Ga┼égankiem (Stefan J─Ödrzejczak). Mia┼é on z┼ée przeczucia i wci─ů┼╝ powtarza┼é, ┼╝e zgi┬şnie. I rzeczywi┼Ťcie, kt├│rego┼Ť dnia podczas warty na strychu trafi┼éa go kula snajpera z brygady Dirlewanger.

Zdarza┼éy si─Ö te┼╝ sytuacje komiczne. Kiedy┼Ť dostali┼Ťmy po pude┼éku sar┬şdynek. Przygotowali┼Ťmy sobie kanapki i zabierali┼Ťmy si─Ö do jedzenia, kiedy nad naszymi pozycjami zanurkowa┼é sztukas i zrzuci┼é bomb─Ö.

Poniewa┼╝ wybuch nast─Öpowa┼é dopiero po kilku sekundach, pomy┼Ťla┼éem, ┼╝e to ju┼╝ ko┬şniec i szkoda, ┼╝eby si─Ö sardynki zmarnowa┼éy. Szybko je prze┼ékn─ů┼éem. Na szcz─Ö┼Ťcie nikomu nic si─Ö nie sta┼éo, ale powiew powietrza by┼é tak silny, ┼╝e wszystkim sardynki pospada┼éy na ziemi─Ö i musieli zadowoli─ç si─Ö suchym chlebem. Bomba utworzy┼éa w odleg┼éo┼Ťci kilku metr├│w od naszej siedziby poka┼║nych rozmiar├│w lej.

Do najbardziej niebezpiecznych moich misji nale┼╝a┼éo dostarczenie meldunk├│w na Poczt─Ö G┼é├│wn─ů. Trzeba by┼éo przedosta─ç si─Ö przez miejsca odleg┼ée o kilkana┼Ťcie metr├│w od pozycji niemieckich.

Jeden z moich koleg├│w, Zbyszek ÔÇô mimo ┼╝e sam lekko rannyÔÇôstrzeli┼é do zbli┼╝aj─ůcego si─Ö Niemca, rani┼é go w kolano i wzi─ů┼é do niewoli. Od tego Niemca, podczas przes┼éuchania, dowiedzieli┼Ťmy si─Ö o wprowadzonych do walki ÔÇ×goliatach”.

Z gazet powsta┼äczych dowiedzieli┼Ťmy si─Ö, ┼╝e alianci uznali powsta┼äc├│w za ┼╝o┼énierzy, kt├│rzy podlegaj─ů konwencji genewskiej, zabraniaj─ůcej zabijania je┼äc├│w. Byli┼Ťmy bardzo sceptyczni, czy Niemcy zastosuj─ů si─Ö do tych zasad.

Niemcy zacz─Öli bombardowa─ç z powietrza nasze pozycje, wskutek czego zasypani zostali powsta┼äcy, znajduj─ůcy si─Ö w schro┬şnach w tunelu linii kolejowej, przebiegaj─ůcej wzd┼éu┼╝ Al. Jerozolimskich. Cz─Ö┼Ť─ç z nich zgin─Ö┼éa.

Dostali┼Ťmy rozkaz dotarcia do miejsc, w kt├│rych znaj┬şdowali si─Ö zasypani. W tym celu trzeba by┼éo przedosta─ç si─Ö przez teren znajduj─ůcy si─Ö pod ostrza┼éem Niemc├│w z BGK. Nie zwa┼╝aj─ůc na to, pr├│bo┬şwano dotrze─ç do zasypanych, by udzieli─ç im pomocy.

Kilka pr├│b, w tym wyprawa ppor. Antoniego Bieniaszewskiego (Antka), nie uda┼éo si─Ö. Niemcy strzelali do przeprawiaj─ůcych si─Ö powsta┼äc├│w. Zg┼éosi┼éem si─Ö na ochotnika. Zna┼éem dobrze teren i wiedzia┼éem, sk─ůd Niemcy strzelaj─ů. Dotar┼éem na miej┬şsce bez zwr├│cenia ich uwagi.

Zbli┼╝aj─ůc si─Ö do ruin, us┼éysza┼éem krzyki: ÔÇ×Na pomoc, jeste┼Ťmy zasypani!ÔÇŁ Uda┼éo mi si─Ö nawi─ůza─ç kontakt g┼éosowy z zasy┬şpanymi powsta┼äcami i zawiadomi─ç, ┼╝e wiemy o ich losie, ale ┼╝e pomoc w ci─ůgu dnia nie jest mo┼╝liwa. Stara┼éem si─Ö doda─ç im otuchy, m├│wi─ůc, ┼╝e pomoc na pewno nadejdzie, gdy zapadnie ciemno┼Ť─ç.

Tak te┼╝ si─Ö sta┼éo i tych, kt├│rzy wytrzymali, uratowano. Po powrocie, wraz z jednym z koleg├│w, za┬ş opatrzeni w butelki z benzyn─ů, wyruszyli┼Ťmy w stron─Ö Al. Jerozolimskich. Ulic─ů jecha┼é czo┼ég.

Moje marzenie o zem┼Ťcie nad oprawcami i zdobyciu, przy okazji, orderu za m─Östwo wydawa┼éo si─Ö bliskie. Po kolejnym strzale czo┼ég zawr├│ci┼é w kierunku pozycji niemieckich. Musieli┼Ťmy zrezygnowa─ç z dal┬şszej akcji.

Tego samego dnia przypad┼éo mi jeszcze zadanie dostarczenia wiadra z zup─ů pomidorow─ů do powsta┼äc├│w, odci─Ötych od zaopatrzenia. Przechodz─ůc przez stert─Ö cegie┼é, nagle znalaz┼éem si─Ö pod ostrza┼éem z BGK. Zje┬şcha┼éem na ty┼éku w d├│┼é, a po┼éowa zupy znalaz┼éa si─Ö na moim mundurze. P├│┼║┬şniej siedzia┼éem w leju po bombie w he┼émie stra┼╝ackim na g┼éowie i po ka┼╝dym strzale krzycza┼éem do naszych: ,,Jeszcze ┼╝yj─Ö!”

Dziewi─ůtego wrze┼Ťnia wieczorem sta┼éem na posterunku w odleg┼éo┼Ťci oko┼éo 100 m od Niemc├│w w BGK. Widzia┼éem w odleg┼éo┼Ťci 150-200 m odemnie reflektor, kt├│ry wyszukiwa┼é pozycje powsta┼äc├│w. Stara┼éem si─Ö zaj─ů─ç pozycj─Ö naprzeciwko i strzeli┼éem w kierunku reflektora, kt├│ry zgas┼é.

W mojej pami─Öci z tego okresu pozosta┼é przera┼╝aj─ůcy widok ulic warszawskich ze szcz─ůtkami ludzkimi, rannymi i p┼éacz─ůcymi lud┼║mi.

Pami─Ötam ostrza┼é artyleryjski, podczas kt├│rego schroni┼éem si─Ö na pierwsze pi─Ötro naj┬şbli┼╝szego domu. Pocisk cz─Ö┼Ťciowo zburzy┼é klatk─Ö schodow─ů. Wychodz─ů, omal nie po┼Ťlizgn─ů┼éem si─Ö na le┼╝─ůcych na schodach zw┼éokach.

Innym razem, id─ůc na spotkanie z ojcem, natkn─ů┼éem si─Ö na podw├│rze zas┼éane trupami kobiet i m─Ö┼╝czyzn. Jaka┼Ť lito┼Ťciwa r─Öka przykry┼éa ich g┼éowy gazetami. By┼éem pe┼éen obaw, czy w┼Ťr├│d zabitych nie znajduje si─Ö te┼╝ ojciec. Na szcz─Ö┼Ťcie obawy by┼éy p┼éonne. Ojciec ukry┼é si─Ö w piwnicy i dzi─Öki temu prze┼╝y┼é.

Dwa dni p├│┼║niej zachorowa┼éem i wybra┼éem si─Ö do funkcjonuj─ůcej jesz┬şcze apteki przy ul. Ho┼╝ej. W czasie czekania w d┼éugiej kolejce us┼éyszeli┼Ťmy warkot nurkuj─ůcego sztukasa. Ludzie z krzykiem zacz─Öli t┼éoczy─ç si─Ö do drzwi. Po chwili rozleg┼é si─Ö silny wstrz─ůs, zacz─Ö┼éy pada─ç belki z sufitu, rani─ůc wielu ludzi.

Jedna ze spadaj─ůcych belek uderzy┼éa mnie w kr─Ögos┼éup. Do dzi┼Ť odczuwam b├│le, prawdopodobnie z tego powodu. Okaza┼éo si─Ö, ┼╝e bomba spad┼éa na s─ůsiedni dom, zabijaj─ůc oko┼éo 50 os├│b.

Ostatnia misja, w kt├│rej bra┼éem udzia┼é, to ukrycie dokument├│w Komendy G┼é├│wnej AK. Zakopano je w piwnicy na terenie PAST-y przy ul. Piu┬şsa XI. W oddzielnym pojemniku schowano dokumenty mojego plutonu ,,┼ü─ůczno┼Ť─ç 59″. Dokumenty te prawdopodobnie nadal si─Ö tam znajduj─ů. W miejscu tym jest obecnie parking.

Pi─ůtego pa┼║dziernika 1944, w dniu kapitulacji, razem z moim plutonem znajdowa┼éem si─Ö przy ul. Marsza┼ékowskiej. Wraz z ojcem, kt├│ry si─Ö w mi─Ö┬şdzyczasie ze mn─ů po┼é─ůczy┼é, byli┼Ťmy przera┼╝eni perspektyw─ů dostania si─Ö w ┼éapy Niemc├│w.

Mog┼éem opu┼Ťci─ç Warszaw─Ö z ludno┼Ťci─ů cywiln─ů, ale nie chcia┼éem opuszcza─ç moich towarzyszy broni. Na moj─ů decyzj─Ö wp┼éyn─ů┼é te┼╝ fakt, ┼╝e powsta┼äcy znajdowali si─Ö pod nadzorem Wehrmachtu, a cywile ÔÇô gestapo.

Poszed┼éem wi─Öc do niewoli jako ┼╝o┼énierz oddzia┼éu ÔÇ×┼ü─ůczno┼Ť─ç 59″, dowodzonego w├│wczas przez por. Stanis┼éawa Jankowskiego ÔÇô Agatona. By┼é ze mn─ů ojciec, do czego mia┼é prawo na mocy rozkazu, pozwalaj─ůcego cz┼éonkom rodzin na przy┼é─ůczenie si─Ö do je┼äc├│w. Mia┼éo to na celu ratowanie najb┬şli┼╝szych z r─ůk gestapo.

Po┼╝egnanie z Warszaw─ů odby┼éo si─Ö na Koszykowej, gdzie od┼Ťpiewali┼Ťmy hymn pa┼ästwowy. Wielu p┼éaka┼éo. Nast─Öpnie 8 kompa┬şnia pod dow├│dztwem gen. Bora przesz┼éa w szyku ul. Koszykow─ů i pod Poli┬ştechnik─ů z┼éo┼╝y┼éa bro┼ä. Oficerowie mieli prawo zachowa─ç bro┼ä bia┼é─ů, co by┼éo dowodem uznania Niemc├│w dla m─Östwa powsta┼äc├│w. Wobec tego, ┼╝e nie wolno by┼éo nosi─ç zdobycznych mundur├│w niemieckich, wi─Ökszo┼Ť─ç powsta┼ä┬şc├│w by┼éa w ubraniach cywilnych.

M├│j oddzia┼é, pod nadzorem ┼╝o┼énierzy z Wehrmachtu, skierowano do O┼╝arowa. Na trasie naszego marszu przez Warszaw─Ö i za rogatkami groma┬şdzili si─Ö ludzie i bili nam brawa. Niemiecka eskorta nie reagowa┼éa.

Pierwsz─ů noc niewoli sp─Ödzili┼Ťmy w hali fabryki kabli. Podczas marszu mieli┼Ťmy z ojcem okazj─Ö do ucieczki, ale nie bardzo mieli┼Ťmy dok─ůd ucieka─ç. My┼Ťle┬şli┼Ťmy o schronieniu si─Ö w Podkowie Le┼Ťnej u pana Fajkusa, ale by┼éo to zbyt daleko.

Ju┼╝ po wojnie dowiedzieli┼Ťmy si─Ö, ┼╝e w tym czasie stacjonowali u niego w domu oficerowie niemieccy, a wi─Öc mogli┼Ťmy wpa┼Ť─ç w pu┼éapk─Ö.

Nast─Öpnego dnia podjecha┼é poci─ůg towarowy i zap─Ödzono nas do wago┬şn├│w kolejowych, po ponad 50 os├│b w ka┼╝dym. By┼éo koszmarnie duszno i ciasno. Potrzeby fizjologiczne za┼éatwiano przez dziur─Ö w pod┼éodze. M─Öczy┬ş ┼éo pragnienie. Mimo pr├│┼Ťb nie dawano nam wody.

Po kilkudziesi─Öciu godzinach podr├│┼╝y dojechali┼Ťmy do miejscowo┼Ťci Lamsdorf (┼üambinowice) ko┼éo Opola. Po pokonaniu biegiem oko┼éo 8 km, poganiani przez Niemc├│w, znale┼║li┼Ťmy si─Ö w obozie dla je┼äc├│w wojennych: stalag 344. Podczas tego biegu byli┼Ťmy ┼Ťwiadkami zderzenia si─Ö w powietrzu dw├│ch niemieckich samolot├│w. Poprawi┼éo to nam znakomicie samopoczu┬şcie. W obozie wydzielono grup─Ö w wieku do 18 lat. Zosta┼éem zn├│w roz┼é─ů┬şczony z ojcem, chocia┼╝ mogli┼Ťmy si─Ö widywa─ç.

W Lamsdorf, w wieku 14 lat, zosta┼éem zarejestrowany pod numerem obozowym 103226, jako jeniec z Powstania Warszawskiego o nazwisku Ryszard Rudzi┼äski, ur. 18 grudnia 1930 roku w Ko┼éomyi, Polak, syn J├│zefa i Zi├│┼ékowskiej, w zgodzie z posiadanymi przeze mnie fa┼észywymi dokumen┬ştami. Z zachowanych w Lamsdorf rejestr├│w wynika, ┼╝e nale┼╝a┼éem do naj┬şm┼éodszych je┼äc├│w tego obozu.

┼╗ycie w obozie by┼éo nadzwyczaj trudne. Pa┬şnowa┼é g┼é├│d, nieludzkie warunki sanitarne, zimno (by┼éa ju┼╝ jesie┼ä), wielogo┬şdzinne apele. Wsp├│┼étowarzysze odnosili si─Ö do mnie dobrze. By┼éem lubiany, bo dzi─Öki dobrej pami─Öci pami─Öta┼éem i recytowa┼éem wiersze, nie zawsze cenzuralne, kt├│re bardzo si─Ö wszystkim podoba┼éy.

Dziewi─Ötnastego listopada ojca wywieziono do obozu w ┼╗aganiu. Przed wyjazdem zd─ů┼╝y┼é jeszcze przekaza─ç mi pude┼éko sardynek, nie wiadomo jak zdobyte. Mnie nast─Öpnego dnia wywieziono do stalagu IV B w Milhlberg w Saksonii.

Jechali┼Ťmy kilka dni, w lepszych ni┼╝ poprzednio warunkach. W wagonach by┼éo mniej ludzi, poci─ůg zatrzymywa┼é si─Ö kilka razy i podawa┬şno nam wod─Ö.

Po kilku dniach odtransportowano mnie, wraz z pi─Ö─çdziesi─Öcioosobow─ů grup─ů, do fabryki szk┼éa w Brockwitz ko┼éo Meissen, 18 km od Drezna. Praco┬şwa┼éem tam w fabryce produkuj─ůcej miny ze szk┼éa, nie wykrywalne przez son┬şdy. W tej samej fabryce montowano samoloty my┼Ťliwskie Messerschmitt Bf 109 F, ci─ůgniki g─ůsienicowe, dzia┼éa.

W Brockwitz zamieniono nam status je┼äc├│w wojennych na status robot┬ş nik├│w cywilnych i przekazano w┼éadzom cywilnym. Nasze racje ┼╝ywno┼Ťcio┬şwe by┼éy bardzo sk─ůpe. Rano dostawali┼Ťmy trzy kromki chleba, 2 dag pasztetu lub kie┼ébasy, ┼éy┼╝k─Ö marmolady oraz kubek kawy zbo┼╝owej. Na obiad dosta┬şwali┼Ťmy misk─Ö zupy. By┼éy to racje g┼éodowe.

Dostali┼Ťmy dwukrotnie paczki ┼╝ywno┼Ťciowe z Czerwonego Krzy┼╝a. Z Czerwonego Krzy┼╝a dostali┼Ťmy te┼╝ ameryka┼äskie p┼éaszcze wojskowe.

Mimo g┼éodu i wyczerpania zmuszano nas do ci─Ö┼╝kiej pracy. Sortowali┼Ťmy rozbite szk┼éo, ┼éadowali┼Ťmy i wy┼éadowywa┬şli┼Ťmy wagony towarowe. Wobec ofensywy radzieckiej kopali┼Ťmy rowy i zapory przeciwczo┼égowe. Bardzo dokucza┼éo zimno.

Pracowali┼Ťmy w od┬şleg┼éo┼Ťci oko┼éo 1O km od obozu. Gdy po przybyciu do obozu okazywa┼éo si─Ö, ┼╝e liczba ┼éopat czy innych narz─Ödzi nie zgadza si─Ö ÔÇô zmuszano ca┼éy oddzia┼é do powrotu po zapomniany sprz─Öt.

Kiedy┼Ť, przy kopaniu row├│w, zawali┼éa si─Ö na mnie ┼Ťciana i zasypany zosta┼éem piaskiem po szyj─Ö. Niemiecki oficer nad┬ş zoruj─ůcy prac─Ö nie kwapi┼é si─Ö z pomoc─ů, ale krzycza┼é i grozi┼é. Na szcz─Ö┼Ťcie sko┼äczy┼éo si─Ö na krzyku.

W mojej pami─Öci pozosta┼é dzie┼ä, kiedy na pocz─ůtku marca 1945 alianci bombardowali Drezno. Widzieli┼Ťmy ┼éuny po┼╝ar├│w rozci─ůgaj─ůce si─Ö nad miastem.

Raz pos┼éano nas do prac polowych u miejscowego ch┼éopa. Praca by┼éa ci─Ö┼╝ka, a jedzenie wydzielano bardzo sk─ůpo. Gospodarz zamiast zupy da┼é nam wod─Ö po gotowanej kie┼ébasie. Poskar┼╝yli┼Ťmy si─Ö nadzoruj─ůcemu podo┬şficerowi, kt├│ry zbeszta┼é nas za to, ┼╝e k┼éamiemy, bo ÔÇ×za dobrze nam si─Ö powo┬şdzi, podczas gdy Niemcy cierpi─ů”.

Nie wszyscy Niemcy byli do nas wrogo nastawieni. Przyk┼éadem by┼éa Niemka, kt├│ra widz─ůc, jak ┼éapczywie jemy zdo┬şbyt─ů gdzie┼Ť dyni─Ö, zacz─Ö┼éa wykrzykiwa─ç, ┼╝e skandalem jest g┼éodzenie je┼ä┬şc├│w. Chcia┼éa nawet i┼Ť─ç do magistratu, ┼╝eby z┼éo┼╝y─ç skarg─Ö, ale stara┼éem si─Ö jej to wyperswadowa─ç, wiedz─ůc z do┼Ťwiadczenia, ┼╝e mo┼╝e si─Ö to ┼║le sko┼äczy─ç i dla niej, i dla nas.

G┼éodowe racje starali┼Ťmy si─Ö jako┼Ť uzupe┼éni─ç. Du┼╝─ů po┬ş moc─ů by┼éy paczki z Czerwonego Krzy┼╝a. Za paczk─Ö kawy mo┼╝na by┼éo dosta─ç albo kartki na chleb, albo du┼╝o s┼éoik├│w dyni w occie, kt├│ra by┼éa jednym z nielicznych artyku┼é├│w, znajduj─ůcych si─Ö w sprzeda┼╝y bez ogranicze┼ä. Nies┬ştety, m├│j ┼╝o┼é─ůdek nie znosi┼é tego po┼╝ywienia w zbyt du┼╝ych dawkach.

Kiedy┼Ť z koleg─ů postanowili┼Ťmy noc─ů dosta─ç si─Ö do stoj─ůcego w polu kopca brukwi, mimo ┼╝e uprzedzano nas o gro┼╝─ůcej karze ┼Ťmierci za tego rodzaju eskapady. Zabrali┼Ťmy po 6 brukwi. Po jednej zjedli┼Ťmy na miejscu, a pozosta┼ée prze┬şrzucili┼Ťmy przez mur fabryczny. Po┼╝ytek mieli┼Ťmy tylko z tej zjedzonej, bo pozosta┼ée, kt├│re ukryli┼Ťmy w latrynie, kto┼Ť ukrad┼é.

W po┼éowie kwietnia 1945 ruszy┼éa ofensywa radziecka. Dwudziestego sz├│stego kwietnia rozpocz─Ö┼éa si─Ö piesza ewakuacja je┼äc├│w. Pierwszego dnia przeszli┼Ťmy oko┼éo 50 km w kierunku po┼éudniowym, eskortowani przez dw├│ch kilkunastolatk├│w z Volkssturmu. Pod wiecz├│r o┼Ťwiadczyli oni, ┼╝e wojna jest przegrana, Hitler kaputt, a oni maj─ů wszystkiego dosy─ç i wracaj─ů do domu. Pozostali┼Ťmy sami.

W nocy s┼éyszeli┼Ťmy wybuchy ÔÇô to Niemcy wy┬şsadzali most na ┼üabie. Przez dwie doby koczowali┼Ťmy w okolicy miasta Glashiitte. ┼╗ywili┼Ťmy si─Ö kupionymi za marki kartoflami. Nasta┼é dzie┼ä pierwszy maja. Wracaj─ůc z koleg─ů z pola ob┼éadowani kartoflami, napotka┬şli┼Ťmy ch┼éopa, kt├│ry powiedzia┼é nam, ┼╝e Hitler nie ┼╝yje.

W dobrych nast┬şrojach poszli┼Ťmy w kierunku miasta, ale tam zatrzyma┼é nas jeden z cz┼éon┬şk├│w Volkssturmu i pod karabinem zaprowadzi┼é na posterunek ┼╝andarmerii. Oskar┼╝ono nas o kradzie┼╝ kartofli.Tak jakby nie by┼éo tych lat grozy, napisano protok├│┼é i wymierzono kar─Ö pieni─Ö┼╝n─ů. Poniewa┼╝ nie mieli┼Ťmy ┼╝adnych pie┬şni─Ödzy, odebrano nam kartofle i puszczono wolno.

Wkr├│tce dowiedzieli┼Ťmy si─Ö, ┼╝e Anglicy s─ů ju┼╝ w Hamburgu. By┼éo jasne, mimo trwaj─ůcych jeszcze walk, ┼╝e wojna jest sko┼äczona. ├ôsmego maja prze┬ş┼╝yli┼Ťmy ci─Ö┼╝kie bombardowanie. Gdy przez miasto przechodzi┼éa pancer┬şna dywizja niemiecka, nadlecia┼éy radzieckie samoloty, kt├│re zdziesi─ůtkowa┬ş┼éy Niemc├│w.

Przy okazji zbombardowa┼éy r├│wnie┼╝ nasz─ů kolumn─Ö. W┼Ťr├│d nas by┼éo trzech zabitych i wielu rannych. W mojej pami─Öci utkwi┼é przera┼╝aj─ůcy obraz krojenia zdech┼éego konia na kawa┼éki przez wyg┼éodnia┼éych by┼éych je┼äc├│w.

Dziewi─ůtego maja przez tunel kolejowy wjecha┼é do miasta rosyjski oficer na motocyklu. Przejecha┼é si─Ö ulicami, po czym zawr├│ci┼é. Wkr├│tce pojawili si─Ö liczni ┼╝o┼énierze na furmankach. Podbiegli┼Ťmy do nich, ┼Ťciskali ich i ca┼éo┬şwali. Tak wygl─ůda┼éo moje wyzwolenie.

Moja rado┼Ť─ç by┼éa zm─ůcona tym, ┼╝e nie wiedzia┼éem, co sta┼éo si─Ö z ojcem. Na domiar z┼éego skaleczy┼éem sobie nog─Ö na rozbitej szklance i musia┼éem pozosta─ç w Glashiitte, mimo ┼╝e koledzy wyruszyli w drog─Ö powrotn─ů do domu. Na szcz─Ö┼Ťcie jeden z nich powr├│ci┼é z zarekwirowanym wozem konnym, na kt├│ry za┼éadowa┼é mnie i jeszcze jednego, ci─Ö┼╝ko rannego powsta┼äca.

Dotar┬şli┼Ťmy do zniszczonego Drezna. Tam w szpitalu wojskowym zostawili┼Ťmy rannego, a ja do┼é─ůczy┼éem do kolumny.

Kilka s┼é├│w o ┼╗ydach w Brockwitz. W┼Ťr├│d 50 wi─Ö┼║ni├│w by┼éo, opr├│cz mnie, czterech powsta┼äc├│w ┼╗yd├│w: Pawe┼é Borkowski (ps. Cwaniak);┬ájego brat Zenon Borkowski (ps. Miki), kawaler Krzy┼╝a Walecznych. Ich prawdziwe nazwisko Hochman. Podczas okupacji sprzedawali gazety, po wojnie wyjechali do Izraela; ,,Pistolet” (prawdziwego nazwiska nie znam). Po wojnie pozosta┼é w strefie ameryka┼äskiej, spotka┼é mego ojca, kt├│ry od niego dowiedzia┼é si─Ö, ┼╝e ja ┼╝yj─Ö;┬áEugeniusz Krawczyk (ps. ┼╗bik) by┼é niemow─ů, nie wiem, co si─Ö z nim sta┼éo.

W naszej pi─Ö─çdziesi─Öcioosobowej grupie nikt nie mia┼é wi─Öcej ni┼╝ 16 lat. Wszyscy wiedzieli, ┼╝e jeste┼Ťmy ┼╗ydami. Wi─Ökszo┼Ť─ç zachowa┼éa si─Ö przy┬şzwoicie, ale niekt├│rzy ┼║le si─Ö zapisali w mojej pami─Öci.┬áGrozili, ┼╝e p├│jd─ů na gestapo i nas wydadz─ů. Bili mnie. Nie mog┼éem si─Ö broni─ç, by┼éem w du┼╝ej depresji po roz┼é─ůce z ojcem. Traf chcia┼é, ┼╝e dw├│ch najgorszych zgin─Ö┼éo w czasie bombardowania.

W fabryce niekt├│rzy Niemcy wiedzieli o naszym pochodzeniu. Nasz─ů grup─ů opiekowa┼é si─Ö polski kapral, kt├│ry zrobi┼é z siebie podchor─ů┼╝ego. Nas nie broni┼é. Nadz├│r nad nami sprawowa┼é cywilny Niemiec Franz Vycisk, kt├│ry m├│wi┼é po polsku. By┼é bardzo przyzwoitym cz┼éowiekiem, zdaje si─Ö ÔÇô komunist─ů. Kilku je┼äc├│w rosyjskich te┼╝ wyst─Öpowa┼éo w naszej obronie.

Powr├│t do Polski trwa┼é d┼éugo. Do granicy szli┼Ťmy dziesi─Ö─ç dni. Ju┼╝ w Polsce uda┼éo mi si─Ö dotrze─ç przygodn─ů ci─Ö┼╝ar├│wk─ů do Kalisza, a stamt─ůd poci─ůgiem do Warszawy. Dowiedzia┼éem si─Ö, ┼╝e ojciec ┼╝yje, uwolniony przez Amerykan├│w.

W Komitecie ┼╗ydowskim w Warszawie powiedziano mi, ┼╝e w Hele┬şn├│wku pod ┼üodzi─ů jest dom, w kt├│rym znajduj─ů opiek─Ö ocalone dzieci ┼╝ydowskie. Przyj─Öto mnie tam bez trudno┼Ťci. Po wielu latach mog┼éem wr├│ci─ç do swojej ukrywanej ┼╝ydowskiej to┼╝samo┼Ťci i do prawdziwego nazwiska Arnold. Z przyzwyczajenia przedstawia┼éem si─Ö swoim pseudonimem pow┬şsta┼äczym i wszyscy w Helen├│wku nazywali mnie Ry┼Ťkiem. I tak ju┼╝ zosta┼éo do dzisiaj.

W Helen├│wku mog┼éem kontynuowa─ç przerwan─ů nauk─Ö. Przyj─Öto mnie do I klasy gimnazjum im. St. Staszica w Zgierzu. Mimo wieloletniej przerwy szybko nadrobi┼éem stracony czas. Nie ustawa┼éem w poszukiwaniu kontaktu z ojcem.

Wreszcie otrzyma┼éem wiadomo┼Ť─ç za po┼Ťrednictwem rodziny w Szwajcarii, ┼╝e znajduje si─Ö on w Baden-Baden, stolicy francuskiej strefy okupacyjnej. Wyjecha┼éem z Helen├│wka do Wa┼ébrzycha, a p├│┼║niej dzi─Öki kontaktom z r├│┼╝nymi organizacjami ┼╝ydowskimi, kt├│re zajmowa┼éy si─Ö orga┬şnizowaniem wyjazd├│w do Palestyny, uda┼éo mi si─Ö z Polski wyjecha─ç. Przez K┼éodzko, Nachod, Bratys┼éaw─Ö, Wiede┼ä, Linz, Salzburg, Monachium dotar┬ş┼éem do ojca.

Ojciec nadal mieszka┼é w Baden-Baden, ja za┼Ť pocz─ůtkowo przebywa┼éem w Brukseli w internacie dla dzieci ┼╝ydowskich, p├│┼║niej w Chelles pod Pary┬ş┼╝em. Jesieni─ů 1947 roku przyjecha┼éem do Baden-Baden, gdzie uczy┼éem si─Ö we francuskim gimnazjum im. gen. de Gaulle’a.

W 1950 roku rozpocz─ů┼éem studia medyczne w Strasburgu i uko┼äczy┼éem je w 1956 roku. Na sta┼ée osiad┬ş┼éem w Troyes we Francji. Pracowa┼éem w szpitalu i mia┼éem prywatn─ů prakty┬şk─Ö lekarsk─ů. W 1984 roku zosta┼éem odznaczony przez Rad─Ö Pa┼ästwa Warszawskim Krzy┼╝em Powsta┼äczym. Od 1995 roku jestem na emeryturze i pro┬şwadz─Ö dzia┼éalno┼Ť─ç charytatywn─ů. Ojciec zmar┼é w listopadzie 1996 roku.

Na podstawie relacji Henryka Arnolda opracowa┼éa Anna Cybulska-Piotrowska.

do g├│ry

Strona ÔÇ×Zapis pami─ÖciÔÇŁ
Stowarzyszenia
ÔÇ×Dzieci HolocaustuÔÇŁ
w Polsce.

Zrealizowano
dzi─Öki wsparciu Fundacji
im. R├│┼╝y Luksemburg
Przedstawicielstwo
w Polsce

ul. Twarda 6
00-105 Warszawa
tel./fax +48 22 620 82 45
dzieciholocaustu.org.pl
chsurv@jewish.org.pl

Koncepcja i rozwi─ůzania
graficzne ÔÇô Jacek Ga┼é─ůzka ┬ę
ex-press.com.pl
ÔÇŹ
Realizacja
Joanna Sobolewska-Pyz,
Anna Ko┼éaci┼äska-Ga┼é─ůzka,
Jacek Ga┼é─ůzka
ÔÇŹ
Web developer
Marcin Bober
PROJEKTY POWI─äZANE
ÔÇŹ
Wystawa w drodze
ÔÇ×Moi ┼╝ydowscy rodzice,
moi polscy rodziceÔÇŁ moirodzice.org.pl
ÔÇŹ
Wystawa stała
ÔÇ×Moi ┼╝ydowscy rodzice,
moi polscy rodziceÔÇŁ
w Muzeum Walki
i M─Öcze┼Ťntwa w Treblince
treblinka-muzeum.eu
Strona ÔÇ×Zapis pami─ÖciÔÇŁ
Stowarzyszenia
ÔÇ×Dzieci HolocaustuÔÇŁ
w Polsce.
ÔÇŹ
Zrealizowano
dzi─Öki wsparciu Fundacji
im. R├│┼╝y Luksemburg
Przedstawicielstwo
w Polsce
Koncepcja i rozwi─ůzania
graficzne ÔÇô Jacek Ga┼é─ůzka ┬ę
ex-press.com.pl
ÔÇŹ
Realizacja
Joanna Sobolewska-Pyz,
Anna Ko┼éaci┼äska-Ga┼é─ůzka,
Jacek Ga┼é─ůzka
ÔÇŹ
Web developer
Marcin Bober
PROJEKTY POWI─äZANE
ÔÇŹ
Wystawa w drodze
ÔÇ×Moi ┼╝ydowscy rodzice,
moi polscy rodziceÔÇŁ moirodzice.org.pl
ÔÇŹ
Wystawa stała
ÔÇ×Moi ┼╝ydowscy rodzice,
moi polscy rodziceÔÇŁ
w Muzeum Walki
i M─Öcze┼Ťntwa w Treblince
treblinka-muzeum.eu