Zygmunt Wolf, urodzony w 1938 r.

Ocalił mnie ojciec

Urodziłem się we Lwowie. Ojciec mój Jakub Wolf był pracownikiem umysłowym, a matka Róża z domu Sicher nauczała w gimnazjum.

Po wybuchu wojny Ojciec brał udział w walkach w szeregach 26 pułku piechoty i został ranny. Po demobilizacji wrócił do Lwowa i pracował w firmie „Promtorg”, tj. radzieckiej organizacji zajmującej się sprzedażą artykułów przemysłowych.

Po zajęciu Lwowa przez wojska niemieckie rodzina nasza szybko została poddana represjom. Wyrzucono nas z naszego mieszkania i prze­siedlono do innej dzielnicy. Ojciec początkowo pracował w Ogrodzie Botanicznym jako pracownik fizyczny, a od stycznia 1942 r. w niemieckiej fabryce obuwia.

W marcu 1942 r. przesiedlono nas ponownie do tworzonej dzielnicy żydowskiej. W listopadzie 1942 r. została zamordowana moja Matka. Ojciec wykonał dla mnie skrytkę w budynku na strychu, gdyż Niemcy poszukiwali dzieci, by je zamordować w pierwszej kolejności.

Po kolejnym ścieśnieniu getta we Lwowie Ojciec mój stracił możliwość ukrywania mnie w przygotowanym wcześniej schowku w budynku, gdzie mieszkaliśmy. Pracował wówczas po „aryjskiej stronie” jako palacz w fabryce obuwia. Wraz z kolegą przygotował dla mnie nowy schowek pod pryzmą węgla.

Udało mu się wynieść mnie z getta (miałem wówczas cztery lata, a Matka nie żyła). Ojciec codziennie wracał do getta i zdawał sobie sprawę, że może sam zginąć, albo też ktoś wykryje moją kryjówkę w fabryce. Dlatego też starał się nawiązać kontakt ze znajomymi Polakami, którzy zdecydowaliby się zabrać mnie stamtąd do siebie.

Misji tej podjął się pan Piotr Bąkowski, inspektor w Ogrodzie Botanicznym Uniwersytetu Lwowskiego, wywiózł mnie z fabryki i następnie ukrył u swojej niezrównoważonej psychicznie krewnej, która po likwidacji szpitala dla chorych nerwowo mieszkała na terenie Ogrodu Botanicznego. Nazwiska jej niestety nie znam. Tam w bardzo trudnych warunkach przebywałem ponad rok, aż do wyzwolenia Lwowa 27 lipca 1944 r.

Ojciec mój również przeżył okupację biorąc udział w walkach z Niemcami w oddziałach samoobrony Żydów. Odebrał mnie w stanie krańcowego wycieńczenia. Przez cały ten okres nie byłem strzyżony, kąpany i normalnie odżywiany. Miałem więc trudności z wymową, poruszaniem się i rozpoznawaniem osób. Leczenie moje trwało ponad dwa lata.

W czerwcu 1946 r. zostaliśmy repatriowani do Wałbrzycha.Tu skończyłem szkołę średnią. Po maturze odbyłem służbę wojskową w Łodzi. W październiku 1960 r. rozpocząłem studia na Uniwersytecie Wroc­ławskim i ukończyłem je w 1965 r. Następnie po odbyciu aplikacji i zdaniu egzaminu pracowałem w prokuraturze. Po zwolnieniu z prokuratury w 1969 r. rozpocząłem pracę w charakterze radcy prawnego, którą wykonuję nadal. Jestem żonaty z Teresą z domu Orzęska, z zawodu lekarzem stomatologiem. Mam dwoje dzieci, córkę Ewę i syna Marka.

Wrocław, 28 listopada 1991 – 16 stycznia 1993 r.

do góry

Strona „Zapis pamięci”
Stowarzyszenia
„Dzieci Holocaustu”
w Polsce.

Zrealizowano
dzięki wsparciu Fundacji
im. Róży Luksemburg
Przedstawicielstwo
w Polsce

ul. Twarda 6
00-105 Warszawa
tel./fax +48 22 620 82 45
dzieciholocaustu.org.pl
chsurv@jewish.org.pl

Koncepcja i rozwiązania
graficzne – Jacek Gałązka ©
ex-press.com.pl

Realizacja
Joanna Sobolewska-Pyz,
Anna Kołacińska-Gałązka,
Jacek Gałązka

Web developer
Marcin Bober
PROJEKTY POWIĄZANE

Wystawa w drodze
„Moi żydowscy rodzice,
moi polscy rodzice” moirodzice.org.pl

Wystawa stała
„Moi żydowscy rodzice,
moi polscy rodzice”
w Muzeum Walki
i Męcześntwa w Treblince
treblinka-muzeum.eu
Strona „Zapis pamięci”
Stowarzyszenia
„Dzieci Holocaustu”
w Polsce.

Zrealizowano
dzięki wsparciu Fundacji
im. Róży Luksemburg
Przedstawicielstwo
w Polsce
Koncepcja i rozwiązania
graficzne – Jacek Gałązka ©
ex-press.com.pl

Realizacja
Joanna Sobolewska-Pyz,
Anna Kołacińska-Gałązka,
Jacek Gałązka

Web developer
Marcin Bober
PROJEKTY POWIĄZANE

Wystawa w drodze
„Moi żydowscy rodzice,
moi polscy rodzice” moirodzice.org.pl

Wystawa stała
„Moi żydowscy rodzice,
moi polscy rodzice”
w Muzeum Walki
i Męcześntwa w Treblince
treblinka-muzeum.eu