Maria Ochlewska, urodzona 1939 r.(?)

Ratowali mnie dobrzy ludzie

Urodziłam się w Chełmie Lubelskim. Zapamiętałam, że moi Rodzi­ce nazywali się Binijumin i Perla Hornowie. Ja miałam na imię Estera.

Imion innych członków rodziny nie pamiętam, chociaż wiem, że miałam kilka ciotek i kuzynek. Ojciec poniósł śmierć na początku wojny. Matka wraz ze mną znalazła się w getcie w Chełmie. W końcu 1942 r. w czasie likwidowania Żydów uciekła ze mną z getta w swoje rodzinne strony (gminy Kamień i Turka koło Chełma), gdzie ukrywałyśmy się przez dłuższy czas w różnych miejscowościach. Wtedy zaczęła nazywać mnie Marysią.

Na początku zimy 1943 r. Matka pozostawiła mnie we wsi Pławanice u gospodarzy o nazwisku Struś. Sama z kilkoma jeszcze osobami narodowości żydowskiej ukrywała się w okolicznych lasach, gdzie, jak dowiedziałam się z rozmów gospodarzy, wszyscy zostali zabici.

Rodzi­na Strusiów była biedną rodziną. Były tam cztery osoby: stara gospodyni Strusiowa (chyba Józefa), jej syn Mieczysław Struś i młode małżeństwo Józefy Strusiówny i Antoniego Sapuły. Mieszkanie stano­wiła jedna izba z klepiskiem zamiast podłogi. W izbie tej znajdował się piec kuchenny z zapieckiem.

Ten zapiecek był moją kryjówką. Gdy ktoś obcy wchodził do izby, szybko wdrapywałam się tam i siedziałam cichutko. Pod koniec zimy zaczęło brakować chleba. Gospodarze zaczęli też obawiać się, że ktoś obcy zauważy, że ukrywają żydowskie dziecko i doniesie o tym.

Strusiowa zwierzyła się z tego pani Leokadii Wojtkiewicz, którą spotkała w Polskim Czerwonym Krzyżu w Chełmie. Pani Leokadia, chcąc uratować nieznane sobie żydowskie dziecko, zabrała mnie od Strusiów i zawiozła wiosną 1944 r. do Warszawy do rodziny swojej siostry Joanny i Karola Kuleszów. Mieli dwoje dzieci Leszka i Bożenę. Byłam od nich trochę młodsza i sąsiedzi uważali, że jestem nieślubnym dzieckiem pani Leokadii Wojtkiewicz, która przyje­żdżała czasami z Chełma, przywożąc coś do jedzenia.

Rodzina państwa Kuleszów też była w ciężkich warunkach materialnych, ale nie byłamu nich głodna. Pamiętam też, że nie ukrywałam się, chodziłam razem z Bożenką, i uważano nas za kuzynki, a ja w myślach dziwiłam się, że nikt nie wie, że jestem żydowskim dzieckiem.

W czasie Powstania Warszawskiego znalazłam się wraz z panem Karolem Kuleszą, Leszkiem i Bożenką u rodziny pana Karola na Marymoncie. Panie Joanna i Leokadia nie dotarły tam. Po Powstaniu Niemcy wygnali nas poza Warszawę. Zatrzymaliśmy się w miejscowo­ści Klaudyn w wiejskim domu, gdzie w jednej izbie gnieździło się kilkanaście osób.

Tam zachorowałam na szkarlatynę. Z tego powodu umieszczono mnie w szpitalu u zakonnic w Laskach. Stamtąd przewie­ziono mnie do szpitala w Pruszkowie, gdzie zaopiekowała się mną jedna z pacjentek pani Maria Nowakowa, wdowa po oficerze And­rzeju Nowaku. Z Pruszkowa, z całym transportem chorych, przewie­ziono nas do Krakowa. Pani Maria miała nadzieję, że jej mąż po wojnie wróci i że zatrzymają mnie jako swoją córkę. Okazała mi wiele serca, a ja przez kilka miesięcy pobytu z nią w szpitalu bardzo przywiązałam się do niej.

W Krakowie w styczniu 1945 r. spotkała mnie Janina Ochlewska
i gdy dowiedziała się, że jestem sierotą, postanowiła mnie adoptować. W szpitalu w Krakowie spotkałam ponownie panią Leokadię Wojt­kiewicz, która też chciała zatrzymać mnie w swojej rodzinie, ale zrezygnowała, uznając, że małżonkowie Tadeusz i Janina Ochlewscy lepiej zastąpią mi rodziców.

Resztę dzieciństwa i młodość spędziłam z przybranymi rodzicami w Krakowie, gdzie ukończyłam w 1956 r. Liceum Ogólnokształcące, a następnie zostałam przyjęta na Uniwersytet Jagielloński, na którym ukończyłam studia przyrodnicze.

W 1962 r. uzyskałam stopień magistra biologii na podstawie pracy wykonanej pod kierunkiem prof. Marii Skalińskiej. Po studiach podjęłam pracę w Zakładzie Hodowli Buraka Cukrowego, gdzie pracowałam do 1965 r., a następnie przeniosłam się z Rodzicami do Warszawy. Tutaj zostałam przyjęta na studia doktoran­ckie w Szkole Głównej Gospodarstwa Wiejskiego. Stopień doktora nauk rolniczych uzyskałam w 1970 r. Do 1975 r. pracowałam w SGGW na stanowisku adiunkta. Następnie do 1985 r. w Instytucie Badawczym Leśnictwa. Od 1985 r. pracuję w Centralnej Bibliotece Rolniczej.

Moi przybrani Rodzice, Tadeusz i Janina Ochlewscy, zmarli w 1975 r. W 1988 r. dowiedziałam się o śmierci pani Leokadii Wojtkiewicz. Wtedy to nawiązałam znów kontakt z jej siostrą Joanną Kuleszyną i siostrzeńcami, Leszkiem i Bożeną. Dowiedziałam się od nich, że pani Leokadia do końca życia wspominała mnie i zbierała wiadomości o mojej rodzinie.

Dzięki jej notatkom wiem, że moja Matka miała rodowe nazwisko Lindenbaum, a jej rodzice nosili imiona Mojsze i Estera.

Warszawa, 1992 r.

do góry

Strona „Zapis pamięci”
Stowarzyszenia
„Dzieci Holocaustu”
w Polsce.

Zrealizowano
dzięki wsparciu Fundacji
im. Róży Luksemburg
Przedstawicielstwo
w Polsce

ul. Twarda 6
00-105 Warszawa
tel./fax +48 22 620 82 45
dzieciholocaustu.org.pl
chsurv@jewish.org.pl

Koncepcja i rozwiązania
graficzne – Jacek Gałązka ©
ex-press.com.pl

Realizacja
Joanna Sobolewska-Pyz,
Anna Kołacińska-Gałązka,
Jacek Gałązka

Web developer
Marcin Bober
PROJEKTY POWIĄZANE

Wystawa w drodze
„Moi żydowscy rodzice,
moi polscy rodzice” moirodzice.org.pl

Wystawa stała
„Moi żydowscy rodzice,
moi polscy rodzice”
w Muzeum Walki
i Męcześntwa w Treblince
treblinka-muzeum.eu
Strona „Zapis pamięci”
Stowarzyszenia
„Dzieci Holocaustu”
w Polsce.

Zrealizowano
dzięki wsparciu Fundacji
im. Róży Luksemburg
Przedstawicielstwo
w Polsce
Koncepcja i rozwiązania
graficzne – Jacek Gałązka ©
ex-press.com.pl

Realizacja
Joanna Sobolewska-Pyz,
Anna Kołacińska-Gałązka,
Jacek Gałązka

Web developer
Marcin Bober
PROJEKTY POWIĄZANE

Wystawa w drodze
„Moi żydowscy rodzice,
moi polscy rodzice” moirodzice.org.pl

Wystawa stała
„Moi żydowscy rodzice,
moi polscy rodzice”
w Muzeum Walki
i Męcześntwa w Treblince
treblinka-muzeum.eu