Estera Rosner, urodzona w 1939 r.

Oni tego nie doczekali

Pamięci Chany i Chune Rosnerów

Urodziłam się 11 kwietnia 1939 roku w Tarnowie, jako córka Chune Rosnera i Chany z Grünerów z Gorlic.

Ojciec oraz jego rodzice Wolf i Saala byli szanowanymi obywatelami Tarnowa, spokrewnionymi z rodziną rabina Unge ra. Niestety, wszyscy zginęli rozstrzelani przez hitlerowców, a ojciec zmarł śmiercią głodową w obozie Gross–Rosen, pod koniec wojny. Została po nich tylko pamięć.

Cóż mogę napisać ciekawego o sobie z czasów wojny? Jako małe dziecko pamiętam tylko pobyt w piwnicy, na stertach mundurów i strach, ciągły strach. Na odgłos otwieranych drzwi, mnie – dwuletnie, a następnie trzylet­nie dziecko, chowano pod ciężkie płaszcze i tam musiałam cicho leżeć.

Po wojnie, już jako uczennica, dowiedziałam się, że piwnica była częścią getta i znajdowała się przy ulicy Goldhammera w Tarnowie, a rodzice ukry­wali mnie w niej, ponieważ właśnie tam kobiety i część mężczyzn szyli niemieckie mundury wojskowe.

Ojciec natomiast opuszczał getto, pracował bowiem przymusowo przy remontach taboru kolejowego. Tam poznał kolejarza, który obiecał zaopiekować się jego dzieckiem. I tym sposobem opuściłam getto w 1942 roku. Nigdy już nie zobaczyłam swoich bliskich.

W nocy zostałam wyprowadzona z getta przez swojego opiekuna i jego syna, a następnego dnia pod nowym nazwiskiem zawieziono mnie do Dębi­cy, do dalszych krewnych moich wybawicieli. Po trzech miesiącach pobytu w Dębicy, prawdopodobnie na skutek donosów sąsiadów, wróciłam do Tamowa jako kuzynka ze Lwowa i tak przeżyłam wojnę.

A po wojnie? Oczywiście, oczekiwanie na powrót rodziców, niestety bezskuteczne. Moi opiekunowie po wielu poszukiwaniach mojej dalszej i bliższej rodziny adoptowali mnie i byli dla mnie wszystkim.

To w ich imie­niu wraz z moją córką w 1987 roku posadziłam drzewko w Yad Vashem i odebrałam medal Sprawiedliwy wśród Narodów Świata przyznany w 1984 roku. Niestety, oni tego nie doczekali.

Szkołę podstawową i liceum ogólnokształcące skończyłam w Tarnowie, a następnie studiowałam medycynę. Od 1963 roku jestem lekarzem, a od 1974 roku specjalistą chorób wewnętrznych, nie w Tarnowie, bo tam wyty­ kali mnie palcem i wołali „Żydówka”.

Jako ordynator oddziału wewnętrznego wykształciłam przeszło 40 lekarzy, którzy uzyskali I i II stopień specjalizacji. Wielu z nich jest dobrymi ludźmi, wspaniałymi lekarzami, w swoim życiu nie widzieli Żyda, ale są zdeklarowanymi antysemitami, nie mając pojęcia, kto kierował nimi przez 25 lat.

Mąż jest również lekarzem, mamy jedną córkę, też lekarkę i półtorarocznego wnuka o dużych ciemnobrązowych oczach, takich jak mama, bab­cia i może pradziadkowie?

I oto cała historia małego dziecka, w czasie wojny bardzo mocno okale­czonego. A przez całe życie idzie za mną strach i poczucie gorszej wartości.

Poznaj inne wspomnienia

Irena Szczurek

GALERIA | FILM   Jako „dziecko Holokaustu” przeżyłam wiele dramatów, doznałam też szczęścia i radości. Od niechybnej śmierci uratowała mnie moja Niania – człowiek o

Dowiedz się więcej

Helena Choynowska (Alter)

Wspomnienie czyta Weronika Nockowska Na wstępie tego wspomnienia krótkie wyjaśnienie: pisze ją dorosły człowiek, ale o sprawach, które widziane były oczami sześcio-siedmioletniego dziecka. Stąd brak

Dowiedz się więcej