audio: 1

Janina Pietrasiak, urodzona w 1934 r.

Jestem jedn膮 ze szcz臋艣liwych

Wspomnienie czyta Alina 艢widowska

Jest to historia jednego istnienia ludzkiego w艣r贸d tak wielu, mniej lub bardziej dotkni臋tych przez wojn臋.

Zdaj臋 sobie spraw臋 z tego, 偶e 偶ycie swe (i cz臋艣ci mej rodziny) zawdzi臋czam 艂a艅cuszkowi ludzi dobrej woli. Bez ich ogromnego po艣wi臋cenia, bohaterstwa i niezwyk艂ej odwagi dawno nie by艂o颅 by mnie na 艣wiecie.

Rodzice moi to J贸zef i Rozalia Feldman (z d. Zwanziger). Ojciec pocho颅dzi艂 z Tarnopola, matka 鈥 z Przemy艣la. Ko艅czyli studia farmaceutyczne na UJ w Krakowie. Sw膮 pierwsz膮 praktyk臋 w aptece odbywali w Krakowie. P贸藕niej wynaj臋li aptek臋 w Grod藕cu na G贸rnym 艢l膮sku, z czteropokojowym mieszkaniem mieszcz膮cym si臋 nad aptek膮.

Prowadzili t臋 aptek臋 wsp贸lnie, pracuj膮c na zmian臋 przez ca艂膮 dob臋. Leczyli r贸wnie偶 ludno艣膰 miejscow膮; w ma艂ych miejscowo艣ciach farmaceuci mieli takie uprawnienia.

Moja siostra Ewa i ja urodzi艂y艣my si臋 na G贸rnym 艢l膮sku 鈥 Ewa w Chorzowie (1932), ja w Kr贸lewskiej Hucie (1934). W Grod藕cu up艂yn臋艂y moje najcudowniejsze lata dzieci艅stwa. Du偶e pi臋kne mieszkanie, s艂u偶ba, liczny personel pomocniczy w aptece, cz臋ste cudowne wyjazdy w g贸ry 鈥 呕egie颅st贸w, Zawoja, Zakopane, wie艣 podg贸rska.

Ja, jako ta najm艂odsza, przez wszystkich by艂am ho艂ubiona i kochana. Pok贸j dziecinny, bia艂e mebelki, pi臋k颅ne zabawki, lalki, codzienne zabawy z s膮siaduj膮cymi dzie膰mi, cz臋ste wizyty w aptece, gdzie by艂o tyle skarb贸w do zabawy.

Przysz艂a wojna, mia艂am 5 lat. Niemcy wyp臋dzili nas z domu. Trzeba by颅艂o wszystko zostawi膰. Wojna zasta艂a mnie z marn膮 i siostr膮 na wsi podg贸r颅skiej, sk膮d ju偶 do Grod藕ca nie wr贸ci艂y艣my. Pojecha艂y艣my do Krakowa. Tak wi臋c, ca艂y ten m贸j dobry i serdeczny 艣wiat si臋 zawali艂.

W Krakowie za颅mieszkali艣my tymczasowo na ul. Sebastiana 11b, u mego dziadka 鈥 ojca mego taty. St膮d te偶 wszyscy zostali艣my zabrani do getta, zaraz po jego utworzeniu w Krakowie. Nasta艂y ogromnie ci臋偶kie czasy. Ojciec pracowa艂 tam jako sanitariusz, a matka by艂a wo偶ona codziennie do pracy, do fabryki szczotek (stale mia艂a pokaleczone r臋ce od ci臋偶kiej pracy).

Po dwuletniej wegetacji w getcie krakowskim bezpo艣rednio przed jego likwidacj膮 m贸j ojciec wraz z grup膮 innych m臋偶czyzn zamurowali nas we trzy wraz z grup膮 ludzi, w tym matek z dzie膰颅mi i staruszk贸w. Ojciec uwa偶a艂, 偶e w ten spos贸b uda si臋 nas uratowa膰.

Po颅mieszczenie, w kt贸rym przebywali艣my, by艂o ciasne, ciemne, brak tam by艂o jakichkolwiek urz膮dze艅 sanitarnych, brakowa艂o wody, panowa艂 wielki ch艂贸d i g艂贸d (ostra zima). Ponadto obowi膮zywa艂a kompletna cisza, by Niemcy nas nie us艂yszeli.

Rozgrywa艂y si臋 tam dantejskie sceny. Jedno z ma艂ych dzieci za颅cz臋艂o p艂aka膰, matka nakry艂a mu g艂ow臋 poduszk膮 (dla wyciszenia) i dziecko si臋 udusi艂o. Niekt贸rzy starzy ludzie tracili zmys艂y. Jeden ze staruszk贸w umar艂 i pozostawa艂 z 偶ywymi.

M贸j tatu艣 z kilkoma m臋偶czyznami odmurowa艂 nas w ostatniej chwili przed likwidacj膮 getta. Zacz臋to w贸wczas wywozi膰 ju偶 m臋偶czyzn do oboz贸w zag艂ady. Tat臋 spotka艂 ten sam los 鈥 zosta艂 wywieziony jednym z ostatnich transport贸w do O艣wi臋cimia i w ci膮gu paru miesi臋cy zg艂adzony w ramach zbiorowej odpowiedzialno艣ci za jednego zbiega. Zd膮偶y艂 jednak nas uwolni膰!

Usi艂owa艂y艣my z mam膮 uciec na aryjsk膮 stron臋 na w艂asn膮 r臋k臋 tak jak zreszt膮 i inni ludzie, kt贸rzy razem z nami wyszli z kryj贸wki. Przebieg艂y艣my kilkana艣cie metr贸w pod obstrza艂em, przy nas zabito matk臋, kt贸ra bieg艂a z ma艂ym dzieckiem na r臋ku (dziecko prze偶y艂o).

Nam uda艂o si臋 ukry膰 w drew颅nianym wychodku, gdzie moja siostra z mam膮 trzyma艂y haczyk, a ja przesie颅dzia艂am w kucki鈥 trwa艂o to dwie doby 鈥 pozorowa艂y艣my, 偶e wychodek jest pusty. Gdy w ko艅cu mama przez szpar臋 zauwa偶y艂a 偶o艂nierza Wehrmachtu, kt贸ry nie strzela艂 do ludzi, pu艣ci艂y艣my si臋 p臋dem, da艂a mu gar艣膰 z艂ota (ca艂膮 bi偶uteri臋, z艂ote koronki z臋bowe i wszystko, co mia艂a) i wtedy pozwoli艂 nam przej艣膰 na aryjsk膮 stron臋.

Uda艂o nam si臋 cudem dosta膰 na ul. Sebastiana 11b do domu mego dziadka, gdzie by艂 dozorca bardzo zaanga偶owany w prac臋 konspiracyjn膮 i akcj臋 pomocy 呕ydom 鈥炁籩gota”, nadzorowan膮 przez znan膮 pisark臋 鈥 historyka Zofi臋 Kossak鈥揝zczuck膮, pseudonim 鈥 Weronika.

Wero颅nika kierowa艂a 鈥濷chronk膮”, czyli kom贸rk膮 dla ludzi potrzebuj膮cych natych颅miastowej pomocy. Zabiega艂a o fundusze dla uciekinier贸w zza mur贸w. N臋颅ka艂a w tej sprawie rodziny ziemia艅skie i inteligenckie. Mia艂a kontakty ze 艣ro颅dowiskiem przedwojennych wojskowych, a znajomi ksi臋偶a pomagali jej w wyrabianiu fa艂szywych dokument贸w i 艣wiadectw chrztu,jak r贸wnie偶 w u颅mieszczaniu dzieci w domach prowadzonych przez siostry zakonne.

Tak wi臋c Weronika pomog艂a zaopat颅rzy膰 i nas w fa艂szywe dokumenty na nazwisko Kwiatkowskie, po czym ja z mam膮 pod opiek膮 艂膮czniczki pani Aleksandry Mianowskiej, pseudonim 鈥 Krysta (obecnie doktor nauk medycznych), zosta艂y艣my przewiezione poci膮giem do Warszawy i umieszczone 鈥 dzi臋ki osobistej interwencji Zofii Kossak 鈥 w rodzinie inteligenckiej pa艅stwa Janiny i Henryka J臋tkiewicz贸w.

Pan Henryk J臋tkiewicz 鈥 in偶ynier budowy dr贸g, uko艅czy艂 studia w Petersburgu, zna艂 dobrze kilka j臋zyk贸w; przed wojn膮 pracowa艂 w Polskim Komitecie Normalizacyjnym, by艂 blisko spokrewniony ze znan膮 rodzin膮 J贸zefa Birken颅mayera 鈥 literata; syn to znany obecnie profesor Krzysztof Birkenmayer 鈥 geofizyk, polarnik, wyk艂adowca na UJ. By艂a to bardzo zaprzyja藕niona rodzi颅 na Weroniki, wsp贸艂pracuj膮ca z ni膮 dla potrzeb Polski podziemnej, delegatury rz膮du i organizacji鈥 呕egota”. Mieszkali przy ul. Twardej 11 (w obr臋bie by艂ego getta).

Moja siostra Ewa, ze wzgl臋du na bardzo powa偶ne odmro偶enie st贸p III stopnia nabyte podczas ukrywania si臋 przez dwie doby w drewnianym wychodku, musia艂a pozosta膰 w Krakowie w szpitalu. Dobrze, 偶e lekarze zdo艂ali uratowa膰 Ewie stopy, gdy偶 obj臋te ju偶 by艂y gangren膮. Amputowano tylko 3 palce oraz cz臋艣膰 stopy od spodu. Odmro偶enie moich st贸p by艂o l偶ej颅sze, II stopnia.

Zaopatrzone w 鈥瀌obre” dokumenty ja i mama dotar艂y艣my do Warszawy. Kry艣cie pomaga艂 pan Aleksander Kami艅ski z Krakowa, kt贸ry przekaza艂 nas na dworcu w Warszawie w r臋ce Weroniki. Okaza艂o si臋 du偶o p贸藕niej (ja si臋 dowiedzia艂am o tym w styczniu 1997 roku), 偶e pan Aleksander Kami艅ski ogromnie pom贸g艂 r贸wnie偶 mojej siostrze w Krakowie 鈥 do偶ywia艂 j膮 podczas pobytu w szpitalu oraz po wyj艣ciu ze szpitala, pomaga艂 transportowa膰 j膮 do颅ro偶k膮 przed podr贸偶膮 do Warszawy, jak膮 odby艂a z 艂膮czniczk膮 Kryst膮, pom贸g艂 r贸wnie偶 za艂atwi膰 fa艂szywe dokumenty dla Ewy i pieni膮dze.

Ze wzgl臋du na bardzo semickie rysy moja siostra Ewa wieziona by艂a z zabanda偶owan膮 twarz膮, jako rzekomo chore zaka藕nie dziecko. W ten te偶 spos贸b dotar艂a bez颅piecznie do Warszawy. Na dworcu odebra艂a j膮 oczywi艣cie Weronika.

W 1997 roku zwr贸cono si臋 do mnie z Instytutu Yad Vashem w Jerozolimie z pro艣b膮 o potwierdzenie udzia艂u pana Aleksandra Kami艅skiego w rato颅 waniu naszej rodziny, gdy偶 艂膮czniczka Krysta wyst膮pi艂a o odznaczenie go po艣miertnie medalem Sprawiedliwy w艣r贸d Narod贸w 艢wiata. Bardzo mocno podkre艣la艂am jego zas艂ugi oraz zasadno艣膰 przyznania mu tego medalu w mo颅jej odpowiedzi kierowanej do Instytutu Yad Vashem.

Po przyje藕dzie do Warszawy z inicjatywy Zofii Kossak moja siostra Ewa zosta艂a umieszczona u pa艅stwa pu艂kownikostwa Ignacego i Anny Lubicz-Sadowskich w maj膮tku G贸ry (wie艣 G贸ry nad Pilic膮, poczta Promna, pow. Bia艂obrzegi Radomskie), gdzie przebywa艂a razem z wieloma ukrywa颅j膮cymi si臋 tam lud藕mi (wielu ludzi zosta艂o ocalonych przez to wspania艂e ma艂偶e艅stwo). Siostra moja pozosta艂a tam przez d艂u偶szy czas.

Pan pu艂kownik Ignacy Lubicz-Sadowski by艂 wcze艣niej podkomendnym m臋偶a Zofii Kossak 鈥 pu艂kownika Zygmunta Szatkowskiego,st膮d przyja藕艅 i wsp贸艂dzia艂anie na rzecz zagro偶onych. Ewa pozostawa艂a w maj膮tku do wyzwolenia. Ci臋偶ka choroba pana pu艂kownika Sadowskiego i brak szko艂y na wsi sprawi艂, 偶e pani Anna Sadowska umie艣ci艂a j膮 w 呕ydowskim Domu Dziecka w 艢r贸dborowie, by 鈥 wr贸ci艂a do korzeni”. Ewa t臋skni艂a jednak do G贸r i po 艣mierci pu艂kowni颅ka Sadowskiego wr贸ci艂a do maj膮tku.

Zofia Kossak wykorzystywa艂a wszelkie swe znajomo艣ci dla ratowania
鈥瀟ych zza mur贸w”. Ta wspania艂a osoba zosta艂a aresztowana przez Niemc贸w (1943 roku), wi臋ziona na Pawiaku, a nast臋pnie wywieziona do O艣wi臋cimia. Uda艂o si臋 jednak organizacji podziemnej wykupi膰 j膮 za ogromn膮 sum臋 zeb颅ran膮 na ten cel, zanim Niemcy zorientowali si臋, kogo maj膮 w r臋ku.

Stale wys颅t臋powa艂a pod r贸偶nymi fa艂szywymi nazwiskami i dlatego nie zosta艂a przez Niemc贸w rozpoznana. By艂aby natychmiast zg艂adzona. Trzeba podkre艣li膰, 偶e to w艂a艣nie pierwsze decyzje, za艂atwienie spraw najwa偶niejszych i najtrud颅niejszych, tak wielu ludzi zawdzi臋cza Zofii Kossak; to jej zawdzi臋cza si臋 w pierwszej kolejno艣ci ocalenie, a nast臋pnie ca艂emu 艂a艅cuszkowi ludzi dob颅rej woli 鈥 pomoc. Tacy ludzie anga偶owali si臋, nara偶aj膮c siebie i swoje rodzi颅 ny, aby ratowa膰 呕yd贸w 鈥 cz臋sto ca艂kiem bezinteresownie. Moja rodzina by艂a tego przyk艂adem.

Moje dalsze losy potoczy艂y si臋 do艣膰 podobnie do los贸w wielu uratowa颅nych dzieci 鈥 mia艂am przybran膮 rodzin臋. Do艣膰 szybko po moim przybyciu z mam膮 do rodziny J臋tkiewicz贸w okaza艂o si臋, 偶e mama jest bardzo chora 鈥 po obustronnym zapaleniu p艂uc zachorowa艂a na gru藕lic臋 (wycie艅czony i wyg艂o颅dzony organizm) i trzeba j膮 by艂o gdzie艣 umie艣ci膰 w lepszym klimacie.

Mama gor膮czkowa艂a i s艂ab艂a. Pani J臋tkiewiczowa wystara艂a si臋 o miejsce u pani Ulanowskiej w Milan贸wku na ul. Podle艣nej, gdzie mog艂a wypoczywa膰 w ogrodzie. Tam wozi艂y艣my jej z moj膮 opiekunk膮 po偶ywienie. Mama chcia艂a jednak, 偶ebym ja przyjecha艂a i zaopiekowa艂a si臋 ni膮. Widocznie czu艂a, 偶e d艂u颅go nie po偶yje.Tak te偶 si臋 sta艂o.

Niestety, zarazi艂am si臋 od niej gru藕lic膮. Mam臋 umieszczono w Szpitalu Ujazdowskim w Warszawie, gdy偶 nast膮pi艂y ju偶 ga颅lopuj膮ce suchoty i by艂a coraz s艂absza. Pani J臋tkiewiczowa odwiedza艂a j膮 w szpitalu. Pewnego dnia mama bardzo prosi艂a o przyprowadzenie mnie do szpitala. Pani J臋tkiewiczowa 艂adnie mnie ubra艂a i zaprowadzi艂a. Okaza艂o si臋, 偶e 艂贸偶ko by艂o puste 鈥 mama ju偶 nie 偶y艂a. By艂am w tak wielkim szoku, 偶e nawet nie chcia艂am mamy zobaczy膰 w kostnicy. Bardzo tego 偶a艂uj臋 przez ca艂e 偶ycie.

Mama przed 艣mierci膮 napisa艂a list do swego brata w Ameryce, b艂agaj膮c, aby nas z siostr膮 ratowa艂 i zaj膮艂 si臋 nami. List ten przywioz艂am do wujka dopiero w 1961 roku (wys艂awszy do niego uprzednio przepisan膮 kopi臋). Po 艣mierci mamy, kt贸ra z艂o偶y艂a m贸j los w r臋ce J臋tkiewicz贸w, sta艂o si臋 tak, jakby przypiecz臋towa艂a dalsze moje 偶ycie.

Mimo bardzo niebezpieczniej dla nich sytuacji, gdy偶 by艂a u nich ku藕nia pracy konspiracyjnej, miejsce tajnej nauki dla 偶o艂nierzy AK (kilkakrotnie widzia艂am, jak m艂odym ludziom wypad艂a bro艅 z kieszeni) oraz punkt kontaktowy dla Delegatury Rz膮du, rodzina J臋tkiewicz贸w zdecydowa艂a si臋 mnie przygarn膮膰 na dobre i z艂e.

W tym czasie by艂am jeszcze 鈥瀞zarpana” przez r贸偶ne opiekunki z akcji 鈥炁籩gota”, kt贸re chcia艂y zosta膰 moimi 鈥瀖amusiami”, przed czym si臋 ogromnie broni艂am i za nic nie pozwoli艂am si臋 wydrze膰 od przybranej rodziny. Uwa偶a艂am, 偶e po ogromie prze偶y膰 jest to najbezpieczniejsza przysta艅 dla mnie.Wiedzia艂am, 偶e ludzie ci, mimo szalonego dla nich niebezpiecze艅stwa, ochraniali mnie, 偶ywili, ratowali i to mama moja powierzy艂a mnie ich serdecznym r臋kom i dobrym sercom.

Nie wolno mi tylko by艂o nic m贸wi膰 o sobie w czasie zabaw z dzie膰mi na podw贸rzu. Znana by艂am przez s膮siad贸w jako sierota, kt贸ra przyjecha艂a ze wsi do swych krewnych. Poza tym mia艂am tzw. dobry wygl膮d, wi臋c nie by艂o niebezpiecznie bawi膰 si臋 z dzie膰mi s膮siad贸w.

W mi臋dzyczasie dzieci Zofii Kossak 鈥 Witold i Anna Szatkowscy, po uprzednim zapytaniu mnie i rodziny J臋tkiewicz贸w, czy ja chc臋 by膰 katolicz颅k膮, i po uzyskaniu pozytywnej odpowiedzi zacz臋艂y mnie uczy膰 katechizmu. Ja bardzo chcia艂am si臋 do nich wszystkich upodobni膰 i nawet o to kilkakrot颅nie prosi艂am.

Zreszt膮, mama w czasie wsp贸lnego pobytu u J臋tkiewicz贸w zacz臋艂a mnie uczy膰, jak si臋 偶egna膰, i troch臋 pacierza. Uwa偶a艂a, podobnie jak ja, 偶e tak jest najbezpieczniej. Tzw. dobry wygl膮d, kt贸ry podobno mia艂y艣my z mam膮, i pewna znajomo艣膰 religii katolickiej u艂atwia艂y nam w du偶ym stop颅niu prze偶ycie i wyj艣cie obronn膮 r臋k膮 z zawieruchy wojennej.

Prze偶y膰 zn贸w by艂o wiele. Z balkonu przy ul. Twardej 11 obserwowali艣my wsp贸lnie wiele tragicznych wydarze艅: 艂apanki, egzekucje, niejedno颅krotnie le偶a艂 kto艣 na naszej ulicy skatowany na 艣mier膰. Przyczyni艂o si臋 to w wielkim stopniu do wzrostu mojej nerwicy, kt贸ra jeszcze ci膮gle ogromnie n臋ka艂a m贸j organizm po poprzednich prze偶yciach.Ka偶de po偶ywienie na颅tychmiast zwraca艂am, ba艂am si臋 spa膰 w ciemnym pokoju, na domiar z艂ego, jak wspomnia艂am, zarazi艂am si臋 od mamy gru藕lic膮.

Dzi臋ki znajomo艣ciom Zofii Kossak i Janiny J臋tkiewiczowej sp臋dzi艂am dwa kolejne turnusy w sa颅natorium w Otwocku, gdzie zaleczono mi czynn膮 kawern臋. Jedzenie tam by颅 艂o bardzo s艂abe, g艂贸wnie soczewica, wi臋c Janina J臋tkiewicz owa przywozi艂a mi cz臋sto dodatkowe po偶ywienie, mimo nieustannego braku 偶ywno艣ci w tamtych czasach (szczeg贸lnie w miastach).

Nast臋pne trudne koleje losu to Powstanie Warszawskie 鈥 g艂贸d, strach, nieprawdopodobne zrz膮dzenia losu, 偶e wysz艂am z niego obronn膮 r臋k膮. Czte颅rokrotnie uda艂o nam si臋 cudem uj艣膰 z 偶yciem wraz z ca艂膮 rodzin膮 J臋tkiewi颅cz贸w (pani J臋tkiewiczowa by艂a komendantk膮 oddzia艂u sanitariuszek baonu 鈥濷dwet” i cz臋sto by艂a w samym ogniu walki).

Pierwszy raz, na Twardej 11, gdy podczas bombardowania zawali艂a si臋 po艂owa domu mieszcz膮ca piwnic臋, w kt贸rej zwykle si臋 chroni艂am podczas bombardowa艅; tego dnia, gdy tam zbieg艂am, wszystkie miejsca siedz膮ce by艂y ju偶 zaj臋te. Posz艂am wi臋c do dru颅giego skrzyd艂a tej piwnicy. Wszyscy ludzie siedz膮cy w 鈥瀖oim” piwnicznym skrzydle zgin臋li, gdy spad艂a bomba, aja dzi臋ki brakowi miejsc ocala艂am.

Po raz drugi 鈥 przy przechodzeniu na czworakach przez Aleje Jerozolimskie, gdy Niemcy 鈥瀙rali” w barykady zbudowane z work贸w z piaskiem, obok kt贸rych czo艂gali艣my si臋 na czworakach. Wielu ludzi zgin臋艂o 鈥 my艣my ocale颅li. R贸wnie偶 na ul. Sienkiewicza 4, gdzie przebywali艣my w piwnicy i wiele os贸b z nami tam si臋 schroni艂o (niekt贸re wygl膮da艂y ju偶 na niezupe艂nie normal颅ne 鈥 biega艂y z butelk膮 wody i mokr膮 szmat膮, przyk艂adaj膮c j膮 do ust w razie du偶ej ilo艣ci py艂u przy bombardowaniu). Upad艂y na ten dom 3 bomby i wszystkie 鈥 niewypa艂y. Jeszcze raz uda艂o nam si臋 prze偶y膰.

A po raz czwarty 鈥 na ul. Wsp贸lnej, gdzie przenie艣li艣my si臋 do mieszkania prof. Aleksandra Janowskiego, by艂ego Prezesa Polskiego Towarzystwa Krajoznawczego. Wysz艂am na podw贸rze, aby stan膮膰 w kolejce po wod臋 do picia. Sta艂o tam ok. 80 os贸b. Gdy na podw贸rze wpad艂a tzw. gruba berta, wi臋kszo艣膰 ludzi stoj膮颅cych ze mn膮 po wod臋 鈥 zgin臋艂a. To by艂 okropny widok 鈥 cz臋艣ci cia艂 ludzkich porozrzucane! Nie wiem, jak ja ocala艂am 鈥 znalaz艂am si臋 w jakim艣 leju (dole) na podw贸rzu.

Po wyj艣ciu z Powstania Warszawskiego, dzi臋ki pomocy Niemc贸w, kt贸颅rzy wskazali nam drog臋, uda艂o si臋 ca艂ej rodzinie J臋tkiewicz贸w wraz ze mn膮 unikn膮膰 obozu w Pruszkowie. Po d艂ugiej, wyczerpuj膮cej pieszej w臋dr贸wce uda艂o si臋 nam dotrze膰 do G艂owna pod 艁owiczem, sk膮d zostali艣my (w odpo颅wiedniej kolejno艣ci za innymi uchod藕cami z p艂on膮cej Warszawy) skierowani i zakwaterowani we wsi Antoniew (ko艂o G艂owna), gdzie przez do艣膰 d艂ugi czas koczowali艣my w bardzo trudnych warunkach, 艣pi膮c na s艂omie w kojcu z surowych desek (jak dla 艣wi艅).

By艂o zimno, brakowa艂o ubrania i po偶ywie 颅nia (wychodzi艂am do lasu zbiera膰 chrust na podpa艂k臋 z go艂ymi nogami po 艣niegu, bo brak by艂o po艅czoch). Wszyscy mieli艣my wrzody z awitaminozy i byli艣my zawszeni. Wreszcie po d艂ugiej korespondencji pani J臋tkiewiczowa
uprosi艂a swego brata Mieczys艂awa Markiewicza zamieszkuj膮cego w P艂ocku, aby zgodzi艂 si臋 przyj膮膰 ca艂膮 rodzin臋 wraz ze mn膮 do swego mieszkania.

Cho膰 wsp贸艂pracowa艂 on bardzo blisko z Niemcami 鈥 prowadzi艂 dla nich sklep z artyku艂ami przemys艂owymi, zgodzi艂 si臋 na nasz przyjazd. Tak wi臋c przedostawali艣my si臋 przez 鈥瀦ielon膮 granic臋” 鈥 ja z fa艂szywymi dokumenta颅mi i listem mamy do wujka w Ameryce, zaszytym w klapie palta, oni z za颅szyt膮 du偶膮 ilo艣ci膮 bi偶uterii nale偶膮cej do brata Janiny J臋tkiewiczowej, po颅zostawionej u nich na przechowanie. By艂a to przeprawa ogromnie niebez颅pieczna, lecz, o dziwo, zosta艂a uwie艅czona powodzeniem.

W P艂ocku zamieszkali艣my wszyscy w male艅kim mieszkaniu Mieczys艂a颅wa Markiewicza, gdzie ju偶 przebywa艂o 7 os贸b i by艂o bardzo ciasno. Poza tym by艂o to jakby wej艣cie prosto w paszcz臋 lwa. Moc Niemc贸w. Tam te偶 zasta艂o nas wyzwolenie. Otrzymali艣my przydzia艂 mieszkania po Niemcu Neymanie, kt贸ry musia艂 nale偶e膰 do morderc贸w du偶ej liczby 呕yd贸w, gdy偶 by艂y tam z艂o颅偶one ogromne ilo艣ci religijnych szat…

Chcia艂abym doda膰, 偶e przez ca艂y ten okres wojny, jak r贸wnie偶 po wyzwoleniu, m贸j wuj 鈥 David Zwanziger 鈥 czyni艂 starania o sprowadzenie ca艂ej mojej rodziny, a potem nas dwu ocala艂ych z siostr膮, do USA. Mam te wszystkie dokumenty. Wyda艂 moc pieni臋dzy i straci艂 wiele nerw贸w, aby to za艂atwi膰. Niestety starania te nie przynios艂y pozytywnego rezultatu.

Moj膮 ro颅dzin臋 mog艂am zobaczy膰 po raz pierwszy dopiero w 1961 roku, gdy z艂o偶y艂am pro艣b臋 o przyj臋cie mnie na studia j臋zyka angielskiego dla obcokrajowc贸w w USA (wuj op艂aci艂 te studia) i zosta艂am przyj臋ta. Uprzednio wielokrotnie odmawiano mi paszportu. Wtedy te偶 dopiero zawioz艂am i wr臋czy艂am wujo颅wi list pisany przez mam臋 na skrawku papieru w szpitalu, b艂agaj膮cy go o za颅 j臋cie si臋 mn膮 i siostr膮 (dwoma sierotami), gdy偶 mama odchodzi艂a na zawsze, a taty ju偶 nie by艂o na 艣wiecie. List ten w przedziwny spos贸b przetrwa艂 ca艂膮 zawieruch臋 wojenn膮.

By艂o to wielkie prze偶ycie dla mego wujka 鈥 brat czyta艂 list siostry, kt贸ra od wielu lat nie 偶y艂a, pisany tu偶 przed jej 艣mierci膮. Musz臋 przyzna膰, 偶e spotkanie mej prawdziwej rodziny (z krwi i ko艣ci) w wieku 24 lat by艂o dla mnie niewiarygodnym prze偶yciem. P艂aka艂am przez kilka dni.

W domu mego wujostwa znalaz艂am wiele pami膮tek rodzinnych, fotografii, list贸w i drobiazg贸w. W贸wczas dopiero dowiedzia艂am si臋 wielu szczeg贸艂贸w o mojej prawdziwej rodzinie. Dzi臋ki temu by艂am w stanie odpowiedzie膰 na wi臋kszo艣膰 pyta艅 w czasie wywiadu do archiwum Stevena Spielberga Survivors of the SHOAH.

Po wielu spotkaniach z dzie膰mi Holocaustu i wys艂uchaniu ich prze偶y膰
dosz艂am do wniosku, 偶e jestem jedn膮 ze szcz臋艣liwych os贸b, gdy偶 znam swoje korzenie i histori臋 rodzinn膮, uzyska艂am troch臋 wiadomo艣ci o cz艂onkach mej rodziny, uda艂o mi si臋 odnale藕膰 i sp臋dzi膰 jaki艣 czas z cz臋艣ci膮 mej rodziny mieszkaj膮c膮 w USA.

呕yczy艂abym wielu osobom naszego Stowarzyszenia takiego losu. Wiem, 偶e wiele z nich jest ci膮gle n臋kanych zagadk膮:sk膮d pochodz膮, gdzie miesz颅ka艂y, jakie by艂y koleje 偶ycia ich i ich rodzin, jakie by艂o ich prawdziwe nazwisko… Na pewno nie jest 艂atwo 偶y膰 ze 艣wiadomo艣ci膮, 偶e cz艂owiek tak naprawd臋 nigdy si臋 tego nie dowie.

Znam r贸wnie偶 osoby cierpi膮ce z powodu strasznego losu, jaki dotkn膮艂 rodziny polskie, kt贸re ich uratowa艂y. Jest to poczucie winy dr臋cz膮ce przez ca艂e 偶ycie i trudno si臋 tego pozby膰.

do g贸ry

Strona 鈥瀂apis pami臋ci鈥
Stowarzyszenia
鈥濪zieci Holocaustu鈥
w Polsce.

Zrealizowano
dzi臋ki wsparciu Fundacji
im. R贸偶y Luksemburg
Przedstawicielstwo
w Polsce

ul. Twarda 6
00-105 Warszawa
tel./fax +48 22 620 82 45
dzieciholocaustu.org.pl
chsurv@jewish.org.pl

Koncepcja i rozwi膮zania
graficzne 鈥 Jacek Ga艂膮zka 漏
ex-press.com.pl

Realizacja
Joanna Sobolewska-Pyz,
Anna Ko艂aci艅ska-Ga艂膮zka,
Jacek Ga艂膮zka

Web developer
Marcin Bober
PROJEKTY POWI膭ZANE

Wystawa w drodze
鈥濵oi 偶ydowscy rodzice,
moi polscy rodzice鈥 moirodzice.org.pl

Wystawa sta艂a
鈥濵oi 偶ydowscy rodzice,
moi polscy rodzice鈥
w Muzeum Treblinka
muzeumtreblinka.eu
Strona 鈥瀂apis pami臋ci鈥
Stowarzyszenia
鈥濪zieci Holocaustu鈥
w Polsce.

Zrealizowano
dzi臋ki wsparciu Fundacji
im. R贸偶y Luksemburg
Przedstawicielstwo
w Polsce
Koncepcja i rozwi膮zania
graficzne 鈥 Jacek Ga艂膮zka 漏
ex-press.com.pl

Realizacja
Joanna Sobolewska-Pyz,
Anna Ko艂aci艅ska-Ga艂膮zka,
Jacek Ga艂膮zka

Web developer
Marcin Bober
PROJEKTY POWI膭ZANE

Wystawa w drodze
鈥濵oi 偶ydowscy rodzice,
moi polscy rodzice鈥 moirodzice.org.pl

Wystawa sta艂a
鈥濵oi 偶ydowscy rodzice,
moi polscy rodzice鈥
w Muzeum Treblinka
muzeumtreblinka.eu