audio: 1

Ignacy Goldwasser, urodzony w 1932 r.

W bunkrach

Wspomnienie czyta S艂awomir Holland

Borys艂aw liczy艂 13 OOO 呕yd贸w. Ludno艣膰 ukrai艅ska przyja藕nie powita艂a wkroczenie Niemc贸w do naszego miasta. 呕ydzi zaraz drugiego dnia poczuli jarzmo swego wroga.

Ukrai艅cy, przewa偶nie ch艂opi ze wsi, napadli na mienie 偶ydowskie i rozpocz臋li grabie偶. Po grabie偶y urz膮dzili pogrom. Z kosami, 艂opatami, siekierami, wid艂ami i innymi narz臋dziami dokonywali mord贸w na bezbronnych 呕ydach. Ofiar 艣miertelnych by艂o 300, pr贸cz tego moc zma颅sakrowanych.

Na uciekaj膮cych 呕yd贸w rzucali z dach贸w ceg艂y, z艂apanych 鈥 bili drutem kolczastym, kamienie bruku fruwa艂y w powietrzu. Po tym zaj艣ciu kilka tygodni by艂o spokojnie. Du偶o biednych zjawi艂o si臋 w mie艣cie, gdy偶 zostali obrabowani, a pracy te偶 nigdzie nie mogli otrzyma膰.

Gdy Niemcy wkroczyli, my mieszkali艣my za miastem, w dzielnicy aryj颅skiej na ulicy Szczepanowskiego. Kazano nam t臋 dzielnic臋 opu艣ci膰. Wpro颅wadzili艣my si臋 do miasta, do naszej kuzynki. Zacz臋艂y si臋 艂apanki do kopania row贸w. (…)

Kilka dni po wkroczeniu musieli艣my w艂o偶y膰 na r臋ce opaski z gwiazd膮 Dawida dla odr贸偶nienia nas od reszty ludno艣ci miasta. Przebywa膰 na ulicy wolno nam by艂o tylko do godziny 8 wiecz贸r. Kazano nam, 呕ydom, skupi膰 si臋 w jednej dzielnicy. Zrobi艂o si臋 bardzo ciasno. Ale to nie by艂o getto, teren nie by艂 otoczony ani murem, ani drutem.

Mieli艣my wyj膮tkowe szcz臋艣颅cie, bo艣my si臋 wprowadzili do kuzynki, gdzie mieli艣my dla siebie pok贸j, to jest dla trzech os贸b (tata, mama i ja) pok贸j. Ojciec pracowa艂 w chleb贸wce.

Chleb贸wka 鈥 przybud贸wka, w kt贸rej wypiekano chleb.

W sierpniu nast膮pi艂a druga akcja, kt贸r膮 przeprowadzali Niemcy, z po颅moc膮 ordner贸w 偶ydowskich. 艁apali na ulicy, wyci膮gali ludzi z mieszka艅 i kryj贸wek, przy tym nie obesz艂o si臋 bez bicia i katowania.

Ordnerzy (z niem. Ordner 鈥 porz膮dkowy) 鈥 呕ydowska S艂u偶ba Porz膮dkowa.

Najpierw wszyst颅kich zebrano na Sammelstelle w kinie Koloseum. Tam ich trzymano bez je颅dzenia i picia. Le偶eli jeden na drugim, tak ciasno tam by艂o. Brud, wrzawa i n臋dza tam panowa艂y. Za protekcj臋 lub za 艂ap贸wk臋 mo偶na by艂o wyj艣膰 do ubikacji, w przeciwnym razie robi艂o si臋 pod siebie. 艁atwo sobie wyobrazi膰,
jak wygl膮dali uwi臋zieni.

Sammelstelle (niem.) 鈥 punkt zborny.

Potem wywieziono wszystkich, dok膮d 鈥 nie wiem. W tej akcji zabrano 5000 ludzi. Po akcji my艣my wyszli z naszej路kryj贸wki. Gdy znale藕li艣my si臋 na ulicy, nadjecha艂o auto z gestapowcami i zabrali tatu颅sia. Nasza rozpacz nie mia艂a granic. Po trzech godzinach tata wr贸ci艂. 艁adowa艂 meble dla Niemc贸w. Byli艣my szcz臋艣liwi, 偶e znowu jeste艣my razem.

We wrze艣niu zacz臋li koszarowa膰. Niemcy wybierali fachowc贸w i umie颅艣cili ich w kilku domach, otoczonych drewnianym p艂otem. Pilnowa艂 po颅licjant ukrai艅ski z Werkschutzu. Mieli og贸ln膮 kuchni臋, z kt贸rej dostawali zup臋. Do tego otrzymywali 贸semk臋 bochenka chleba bez mas艂a.

Werkschutz (niem.) 鈥 policja fabryczna.

Niekt贸rzy z nich troch臋 handlowali papierosami lub tytoniem i w ten spos贸b zdobywali jakie艣 pieni膮dze. Dokupywali sobie troch臋 偶ywno艣ci od Polak贸w. Handel ten nazywano 鈥瀊azarem na pryczach”.

W s膮siednim domu mieszka艂 dentysta Grinszpan. U niego si臋 leczy艂 Niemiec, kierownik policji niemieckiej. Przed ka偶d膮 akcj膮 Niemiec zawiadamia艂 Grinszpana, 偶eby si臋 schroni艂.

W pa藕dzierniku nast膮pi艂a trzecia akcja. Zacz臋艂a si臋 ona o 7 rano. Naprze颅ciw nas znajdowa艂 si臋 budynek policji ukrai艅skiej. St膮d przed ka偶d膮 akcj膮 wychodzi艂 Niemiec na balkon i zwo艂ywa艂 呕yd贸w . Gdy on si臋 pokazywa艂 na balkonie, wiedzieli艣my ju偶, 偶e b臋dzie akcja. Grinszpan i tym razem zosta艂 uprzedzony przez Niemca, zabra艂 nas ze sob膮 do kryj贸wki.

By艂a to ma艂a piw颅 nica. Wej艣cie by艂o zatarasowane. Powietrze by艂o tak zg臋szczone, 偶e trudno by艂o oddycha膰. Zapa艂ka si臋 nie zapala艂a. Drzwi bano si臋 otworzy膰, by nikt nas nie zobaczy艂. W tej akcji nie zbierano na Sammelstelle, a wprost do wa颅 gon贸w. Wagony by艂y obsypane wapnem, 偶eby ludzie sami si臋 podusili.

Ta akcja trwa艂a cztery dni. By艂o to w pa藕dzierniku 1942 roku, w listopa颅dzie nast膮pi艂a czwarta akcja. Natychmiast opu艣cili艣my nasze mieszkanie. Po drodze nas z艂apano, zaprowadzono na policj臋. Tam by艂o ju偶 ze czterdzie艣ci os贸b. Niemiec nas wylegitymowa艂, kto mia艂 za艣wiadczenie o pracy, tego wy颅 puszcza艂.

Mama i ja nie mieli艣my, dlatego nas zatrzymano. Po drodze, gdy nas prowadzono, uda艂o mi si臋 uciec. W dalszej drodze Polacy pomogli 呕y颅 dom ucieka膰. Kilkudziesi臋ciu Polak贸w zmiesza艂o si臋 z 呕ydami i w tym zamieszaniu uda艂o si臋 niekt贸rym uwolni膰, w tej liczbie i mojej mamusi.

Gdy ja uciek艂em, nie wiedzia艂em, dok膮d mam si臋 uda膰. Zdrada czyha艂a zewsz膮d. D艂ugo nie mo偶na si臋 by艂o zastanawia膰. Niedaleko by艂a kopalnia piasku, a obok wysypywano piasek. Chcia艂em si臋 ukry膰 w tym piasku. Tu mnie zauwa偶yli ch艂opcy ukrai艅scy. Za偶膮dali ode mnie wykupu, w przeciwnym ra颅zie wydadz膮 mnie Niemcom.

Nie by艂o rady, odda艂em m贸j nowy p艂aszcz, z kt贸rym by艂o mi tak trudno si臋 rozsta膰. Za p艂aszczem pow臋drowa艂y dwa swetry, kt贸re mia艂em na sobie. Gdy wraca艂em, z艂apa艂 mnie policjant ukrai艅颅ski. Odprowadza艂 mnie na Sammelstelle. Przechodzili艣my ko艂o chleb贸wki, gdzie tata pracowa艂. Tata mnie zauwa偶y艂 i za 艂ap贸wk臋 mnie zwolniono. Zosta艂em w chleb贸wce i dopiero p贸藕no w nocy dowiedzieli艣my si臋, 偶e i ma颅mie uda艂o si臋 uciec.

Do chleb贸wki przyszed艂 Polak o nazwisku Luder. By艂 to dobry znajomy tatusia. Zabra艂 mnie razem ze wsp贸艂pracownikiem tatusia, panem Hammer颅manem, i ulokowa艂 nas w swojej kryj贸wce. By艂o to miejsce, gdzie dawniej wyrabiano s贸l. T臋 kryj贸wk臋 wykryli ukrai艅scy ch艂opcy, kt贸rzy ju偶 raz ode mnie brali wykup. Pan Hammerman da艂 im po 100 z艂otych od osoby i na razie si臋 ich pozbyli艣my.

Co prawda by艂 strach pozosta膰 tu dalej, ale nie by艂o inne颅 go wyj艣cia. Na drugi dzie艅 pan Luder przyprowadzi艂 do nas mam臋. W tej kry颅j贸wce sp臋dzili艣my cztery dni. Jeden dzie艅 by艂a przerwa i znowu rozpocz臋艂a si臋 akcja, kt贸ra trwa艂a ca艂y miesi膮c. T臋 akcj臋 przeprowadzili Niemcy z po颅 moc膮 ordner贸w i ukrai艅skiej policji.

Wyci膮gali ludzi z kryj贸wek i z miesz颅ka艅. Zbierano tych ludzi w kinie Gra偶yna. Zdrowych wysy艂ano do obozu Ja颅nowskiego. Nast膮pi艂 cz臋艣ciowy spok贸j. Dzielnic臋 偶ydowsk膮 zmniejszono. W tym czasie tata pozna艂 Polaka, Lipi艅skiego. Ten nas przyj膮艂 za zap艂at膮 do swojej kryj贸wki. Gdy艣my przyszli, by艂y tam ju偶 dwie panie i dwoje dzieci w moim wieku.

By艂a to spi偶arka o ma艂ym okienku wysoko w 艣cianie. Sta艂y tam dwa 艂贸偶ka i male艅ka szafeczka. Spali艣my w tr贸jk臋 na jednym 艂贸偶ku. Obiad jadali艣my razem z rodzin膮 Lipi艅skiego. G艂odu nie odczuwali艣my. Za pieni膮dze dostarczano nam jedzenie. Tata odwiedza艂 nas do艣膰 cz臋sto. Jako pracuj膮cy na ulicy czu艂 si臋 pewnie.

Przed Bo偶ym Narodzeniem postanowi颅li艣my pozosta膰 w dornu, bo dowiedzieli艣my si臋, 偶e w czasie 艣wi膮t nie b臋颅dzie ob艂aw. I rzeczywi艣cie, odpocz臋li艣my do 15 lutego. Tego dnia znowu wy颅szed艂 Niemiec na 鈥瀞艂awny” balkon, co zapowiada艂o nowe represje. Ta akcja pozosta艂a dla mnie pami臋tna.

Tym razem tata postanowi艂, 偶eby ka偶dy z nas ucieka艂 w inn膮 stron臋. Tata poszed艂 do chleb贸wki, a mnie wys艂a艂 do Lipi艅skich. Musia艂em przej艣膰 przez most, kt贸ry by艂 wyj膮tkowo pilnowany. Wsun膮艂em si臋 mi臋dzy ch艂opc贸w, kt贸颅rzy szli do szko艂y, i jako艣 szcz臋艣liwie uda艂o mi si臋 przedosta膰 do Lipi艅skiego.

U niego ju偶 by艂a przyszykowana kryj贸wka, pr贸cz wspomnianej ju偶 spi偶ami. Zeszli艣my do kryj贸wki. Po dw贸ch godzinach przysz艂a mama. Po drodze i ona spotka艂a ch艂opc贸w, od kt贸rych musia艂a si臋 wykupi膰. Odda艂a sk贸rzane r臋ka颅wiczki i troch臋 pieni臋dzy. Wieczorem przyszed艂 do nas tata. Marna i Lipi艅scy nalegali, 偶eby tata z nami pozosta艂. Tata twierdzi艂, 偶e by艂 na policji, wylegitymowa艂 si臋 jako pracuj膮cy – jemu nic nie grozi. Tym bardziej, 偶e ma klucze do chleb贸wki, wi臋c musi wr贸ci膰.

Nast臋pnego dnia przyszli Polacy i opowiedzieli, 偶e zabrano wielu 呕y颅d贸w z opaskami 鈥濧鈥. Posiadaczem takowej by艂 m贸j tatu艣. Na trzeci dzie艅 mama posz艂a do domu. W domu ojca nie by艂o. W chleb贸wce pan Hammer颅man r贸wnie偶 nic nie wiedzia艂 o tatusiu. Okaza艂o si臋, 偶e tu偶 przed ko艅cem akcji stoj膮cy przy ostatnim aucie Niemiec pos艂a艂 po tatusia i wpakowa艂 go na w贸z.

Znajomy policjant przyczepi艂 tatusiowi bia艂膮 kartk臋, co by艂o oznak膮 or颅dner贸w, chcieli go w ten spos贸b uratowa膰. Niestety, przyszed艂 ukrai艅ski po颅licjant, kt贸ry zna艂 tatusia i wiedzia艂, 偶e nie jest policjantem 偶ydowskim, i odes艂a艂 go razem z innymi na 艣mier膰 pod 鈥瀝ze藕ni膮鈥.

Tam stracono wszyst颅kich 呕yd贸w. By艂a to g艂臋boka jama, do艣膰 d艂uga, a nad tym drewniany pomost. Wszystkim skaza艅com kazano si臋 ustawi膰 nago na pomo艣cie i strzelano do nich z karabinu maszynowego. By艂y wypadki, 偶e niekt贸rzy tylko ranieni wpadali do tej jamy i zagrzebywano ich 偶ywcem. Opisa膰 mego b贸lu i b贸lu matki 鈥 nie potrafi臋. Co mo偶e by膰 gorszego jak straci膰, w tak bestialski spos贸b, ojca zdrowego, w kwiecie wieku (mia艂 w贸wczas 42 lata).

Po tej akcji zlikwidowano dzielnic臋 偶ydowsk膮, wszyscy mieli p贸j艣膰 do koszar. My r贸wnie偶 mieli艣my p贸j艣膰, ale przyszed艂 Lipi艅ski i zabra艂 nas do siebie. Ukrywali艣my si臋 w kom贸rce. Od mieszkania gospodarza oddziela艂a nas tylko ma艂a 艣cianka. Gdy przychodzili do niego go艣cie, odczuwali艣my strach przed zdrad膮. Byli艣my tam do kwietnia 1943 roku.

Otrzymali艣my list od ciotki z Drohobycza. Zaprasza艂a nas do siebie. Ma颅ma d艂ugo si臋 namy艣la艂a, czy ma ryzykowa膰. A偶 w nocy 12 kwietnia ciocia przys艂a艂a po nas cz艂owieka, z kt贸rym pojechali艣my. Ciocia znajdowa艂a si臋 w lagrze. Ludzie z tego lagru pracowali w rafinerii nafty. Tu te偶 by艂 ob贸z. Ob贸z by艂 pilnowany. Getto by艂o otoczone murem.

Mama otrzyma艂a prac臋 w kuchni lagrowej. By艂o nam nie藕le. Kierownikiem lagru by艂 Niemiec, So颅bota. Gdy dowiadywali艣my si臋, 偶e Sobota ma przyj艣膰 do lagru, chowali艣my si臋, wszystkie dzieci i starsi – niepracuj膮cy. Sobota znany by艂 ze swego okrucie艅stwa. Opowiadano o nim, 偶e w Samborze w艂asnor臋cznie rozstrzeliwa艂 dzieci.

Po kilku miesi膮cach Sobot臋 wys艂ano na front. Nam przys艂ano Niemca o nazwisku Menzinger. By艂 o wiele lepszy od Soboty. M贸wi艂 po pol颅sku. Upodoba艂 sobie mego kuzyna, Jakuba Tenenbauma. Nazywa艂 go Jasiem. Gdy chodzi艂 na kontrol臋, zabiera艂 Jasia ze sob膮.

Po trzech miesi膮cach naszego pobytu w tym lagrze zasz艂o nast臋puj膮ce wydarzenie: przybyli gestapowcy i szupowcy. Otoczyli ca艂y ob贸z. Kazali
opu艣ci膰 pokoje. Mama mnie pr臋dko wpakowa艂a pod 艂贸偶ko. Inne matki r贸wnie偶 stara艂y si臋 gdzie艣 schowa膰 swoje dzieci. Gdy le偶a艂em pod 艂贸偶kiem, gestapowcy przyszli do naszego pokoju, szperali po szufladach, zagl膮dali pod 艂贸偶ka. Ja le偶a艂em przy samej 艣cianie i cudem mnie nie zauwa偶yli. Serce mi wali艂o jak m艂otem. Zabrano wtedy wszystkie matki z dzie膰mi, kt贸re wysz艂y na apel. Pozosta艂y te dzieci, kt贸re cieszy艂y si臋 szczeg贸lnymi wzgl臋颅dami, jak m贸j kuzynek.

Szupowcy (z niem. Schupo) 鈥 skr贸t od Schutzpolizei.

W czerwcu 1943 roku getto zosta艂o zlikwidowane. O si贸dmej rano przy颅byli szupowcy i gestapowcy, i przyst膮pili do akcji. Pracuj膮cych odprawili do obozu. Moc ludzi niepracuj膮cych zd膮偶y艂o uciec do naszego lagru. W naszym lagrze by艂a ogromna piwnica, w kt贸rej mie艣ci艂o si臋 do 100 os贸b. Ludzie sobie urz膮dzili tu prycze, na kt贸rych spali.

Uwi臋zionych wywieziono do Bronicy, oko艂o 15 km od Drohobycza. Tarn kazano im wykopa膰 rowy i nieszcz臋艣liw颅c贸w stracono. Likwidacja trwa艂a trzy dni i potem wyszli艣my z tej piwnicy. Przez pewien czas by艂 spok贸j.

Przy obozie by艂y dwie firmy, w kt贸rych 呕ydzi pracowali. Te firmy si臋 nazywa艂y Umschlagstelle i Treuban. Nied艂ugo po likwidacji getta zlikwi颅dowano te firmy. W贸wczas zmniejszono nasz lagier, du偶o niepracuj膮cych zabrano. Musieli艣my si臋 przeprowadzi膰, bo nasz dom znalaz艂 si臋 poza tere颅nem lagru.

Zamieszkali艣my w jednym k膮cie pokoju. Rafineria by艂a oddalona o 2 km od lagru. Przy rafinerii by艂 ogr贸d, w kt贸rym mama na pocz膮tku pra颅cowa艂a. Razu pewnego, gdy grupa pracuj膮cych sz艂a do pracy, zosta艂a otoczo颅na przez szupowc贸w. Marna te偶 by艂a w tej grupie. Cudem uda艂o si臋 jej uciec. Wiele os贸b zabrano wtedy do Bronicy, m.in. moj膮 ciotk臋.

W pa藕dzierniku przybyli ukrai艅scy policjanci, na czele kt贸rych sta艂 Menzinger. Z艂apali wszystkie dzieci, kt贸re si臋 bawi艂y na podw贸rzu, wyci膮ga颅li z mieszka艅 – razem zebrano ze trzydzie艣cioro 鈥 zawie藕li na Sammelstelle, a stamt膮d do Bronicy. W贸wczas odkryli kryj贸wk臋 mego wujka Weissa z ro颅dzin膮. Zabrano wujka, cioci臋, kuzyna i kuzyneczk臋. Wszystkich stracono.

Wtedy te偶 zlikwidowano 鈥瀌ach贸wczarni臋”, gdzie wyrabiano ceg艂y i da颅ch贸wki. Pracowa艂o tam kilkadziesi膮t os贸b. Kobiety i dzieci zosta艂y wy颅 wiezione do Bronicy, a zdrowi m臋偶czy藕ni do pracy. Z tej plac贸wki pozosta艂 przy 偶yciu wujek i kuzyn, a reszta rodziny zgin臋艂a. W tym czasie Niemcy przyprowadzali po 30, 40, 50 Polak贸w, rozstawiali ich na rynku i rozstrzeli颅 wali. Auto zabiera艂o trupy.

W listopadzie og艂osili nowe rozporz膮dzenie. Przed p贸j艣ciem do pracy mia艂 Weintraub, blokowy lagru, ustawi膰 wszystkich czw贸rkami na podw贸颅rzu, do apelu. (…) Po kilku dniach zebrano wszystkich. Zwykle ludzie lagru
czekali, a偶 przyjd膮 ludzie z obozu i pod komend膮 Werkschutzu razem szli do pracy. Tego dnia grupa naszego lagru czeka艂a na ludzi z obozu przez kilka godzin.

Wreszcie nadesz艂a wiadomo艣膰, 偶e w obozie jest ob艂awa. Wtedy lu颅dzie naszego lagru zacz臋li ucieka膰. Ja mia艂em przygotowan膮 kryj贸wk臋. Schowa艂em si臋 razem z jednym trzyletnim ch艂opczykiem. Mama zawiado颅mi艂a znajomego ordnera, 偶eby wiedzia艂 w razie czego, gdzie jestem. I rzeczy颅wi艣cie: przyszli szupowcy z tym ordnerem, zagl膮dali pod 艂贸偶ka, wsz臋dzie tylko nie do tego k膮ta, gdzie ja si臋 znajdowa艂em. W ten spos贸b ocala艂em.

Co par臋 tygodni robili ob艂awy. Zawsze zabierano po kilka os贸b. W stycz颅niu dowiedzieli艣my si臋, 偶e nasz lagier b臋dzie zlikwidowany. Coraz wi臋cej ludzi zacz臋艂o ucieka膰 z obozu. W marcu 1944 roku us艂yszeli艣my, 偶e Kij贸w zosta艂 wyzwolony.

Do obozu przyszed艂 Heildobrandt, g艂贸wny naczelnik wszystkich oko颅licznych lagr贸w. Zaapelowa艂, 偶eby ludzie nie uciekali. Obiecywa艂 przewie颅zienie do Jas艂a, gdzie wszystkim b臋dzie dobrze. On b臋dzie dba艂, 偶eby nie by艂o zimno, ale ludzie mu nie wierzyli i ucieczki si臋 nasili艂y.

W ko艅cu marca dowiedzieli艣my si臋, 偶e Sowieci s膮 bardzo blisko. Kilka颅dziesi膮t os贸b, przewa偶nie m艂odych ch艂opc贸w, uda艂o si臋 do Borys艂awskiego lasu i tam wybudowali podziemne bunkry. P贸藕niej przychodzili do lagru, 艣ci膮gali ludzi do swoich bunkr贸w za op艂at膮 (kilka tysi臋cy z艂otych).

Ja z mam膮 starali艣my si臋 przez trzy dni zabra膰 si臋 jakim艣 autem do Bo颅rys艂awia, a stamt膮d dosta膰 si臋 do jakiego艣 bunkra. Dopiero czwartego dnia nam贸wiono mam臋, 偶eby pojecha艂a poci膮giem,jako Polka. Nie mieli艣my i tak nic do stracenia, grozi艂o nam wywiezienie, wi臋c postanowili艣my jecha膰.

Bilety kupi艂a nam jedna pani. Poci膮g by艂 przepe艂niony. Ulokowali艣my si臋 na schodkach i po wielu godzinach dojechali艣my do Hubicza, przedmie艣cia Borys艂awia. Tu poci膮g zatrzyma艂 si臋 na d艂u偶ej. By艂o to dla nas nieszcz臋艣cie. Niemiec zauwa偶y艂 matk臋, zawo艂a艂 j膮 i mnie. Zrewidowa艂. Zabra艂 dokumenty i pieni膮dze i zaprowadzi艂 nas na ukrai艅sk膮 policj臋.

Spisano protok贸艂 i zapro颅wadzono nas do celi. Tam mam臋 strasznie pobito. Mnie te偶 bito, ale nie do krwi. Nast臋pnego dnia przyprowadzono wielu 呕yd贸w. Wszystkich znowu rewidowano. Zabrano cenne rzeczy i pieni膮dze. Trzeciego dnia o 11 rano przyszed艂 zast臋pca naczelnika policji, Pel, i powiedzia艂, 偶e jeste艣my wolni. Potrzebni s膮 ludzie do pracy.

Zaprowadzono nas do koszar w Borys艂awiu.Przez te dni nie dostali艣my nic do jedzenia. Dobrze, 偶e marna zabra艂a ze sob膮 chleb i ser. To nas uratowa艂o. Byli艣my tak wyczerpani biciem i prze偶y颅ciami, 偶e ledwo trzymali艣my si臋 na nogach. Spodziewali艣my si臋 codzien颅nie, 偶e rano wywioz膮 nas na stracenie. By艂o nas wszystkich ze sto os贸b.

Mieszkali艣my razem z przygodnymi znajomymi z celi. Tu przebyli艣my do 12 kwietnia. Trzynastego kwietnia zosta艂y nasze koszary obstawione policj膮. Uda艂o si臋 nam uciec do pobliskiego kana艂u. W艂a艣ciwie to by艂 艣ciek z kuchni. Tam si臋 schowali艣my. Zacz臋li艣my si臋 naradza膰, jak uciec do lasu. Tej nocy by艂a wyw贸zka z艂apanych ludzi do P艂aszowa. Ludzie s艂yszeli strza艂y, wida膰 strzelano do uciekaj膮cych.

Droga nasza by艂a pe艂na przyg贸d. Noc. Nie wida膰 drogi. Wpadali艣my na krzaki, w b艂oto, zdradza艂y nas odg艂osy chodak贸w, nie by艂o rady, musieli艣my ucieka膰 dalej. Wa艂臋sali艣my si臋 ca艂膮 noc. O 4 nad ranem poczuli艣my dym. Przed nami by艂 ma艂y bunkier. Weszli艣my do niego przez klap臋. By艂a to dziura w ziemi. 艢ciany by艂y umocnione okr膮glakami. Sufit te偶 by艂 podparty okr膮glakami. Mie艣ci艂o si臋 tam razem 20 os贸b.

Pomieszczenie mia艂o 6 m2. 艢ciany mokre. Woda po prostu 艣cieka艂a na ludzi. By艂y i prycze. Niekt贸rzy mieli troch臋 po艣cieli, ale wszystko by艂o mokre. Mieli艣my male艅k膮 kuchenk臋, ale gotowa膰 wolno by艂o tylko noc膮. Z zewn膮trz bunkier trzeba by颅艂o codziennie od艣nie偶a膰.

Ci, kt贸rzy przed nami tu mieszkali, mieli naszyko颅wane troch臋 偶yta, z czego si臋 robi艂o r贸偶ne potrawy. W lesie dzia艂a艂a tak zwa颅na le艣na komisja, czyli le艣na policja. By艂o ich z 15 os贸b. Byli uzbrojeni. Znali ka偶dy bunkier. Ka偶dy bunkier musia艂 zbiera膰 po 500 z艂 okupu. Pieni膮dze dawano komendantowi policji Eisensteinowi. Eisenstein przekupywa艂 gesta颅powc贸w. Czuwa艂 tak偶e nad porz膮dkiem, 偶eby ludzie si臋 nie buntowali.

Kiedy przybywali ludzie z lagr贸w czy oboz贸w – policja przydziela艂a po kilka os贸b do ka偶dego bunkra. Nas umieszczono w bunkrze Baktroga. Tu 偶yli艣my w nadzwyczajnej zgodzie. Ka偶dy si臋 dzieli艂 tym, co mia艂. W tym bunkrze mieszkali艣my 6 tygodni do ko艅ca maja 1944 roku.

Niedaleko od naszego bunkra by艂 bunkier Lubianikiera. Kiedy im zab颅rak艂o zapas贸w i pieni臋dzy, Lubianikier uda艂 si臋 do koszar, aby sprowadzi膰 jakiego艣 bogacza. Gdy si臋 mia艂o pieni膮dze, mo偶na by艂o naby膰 prowiant 鈥 by m贸c dalej istnie膰. Niestety, jak tylko wyszed艂 z lasu, zosta艂 schwytany przez Menzingera. Pod wp艂ywem ci臋偶kich tortur 鈥 wskaza艂 sw贸j bunkier i s膮sied颅nie.

Dowiedzieli艣my si臋 o tym, wi臋c musieli艣my szybko nasze schronisko opu艣ci膰. Skierowali艣my si臋 do tak zwanej dzielnicy 偶ydowskiej w lesie (tam by艂o najwi臋cej bunkr贸w). Niestety nie wpuszczono nas, gdy偶 nie by艂o tam miejsca.
Przesiedzieli艣my ca艂y dzie艅 pod go艂ym niebem. Przed wieczorem wr贸颅cili艣my do swego bunkra, aby tam przenocowa膰.

Dowiedzieli艣my si臋, 偶e nad ranem las ma by膰 otoczony. Przed 艣witem wyruszyli艣my drog膮 z poprzednie颅 go dnia. Zebrali艣my si臋 na g贸rce. W艂a艣ciciele bunkr贸w tej 鈥瀌zielnicy” bali si臋 o w艂asn膮 sk贸r臋 i postanowili przyj膮膰 tylko kobiety i dzieci. Wobec tego m臋偶czy藕ni wybudowali prowizoryczny sza艂as z drzew, kt贸ry chroni艂 tylko przed deszczem.

Po kilku dniach i nas wyp臋dzono do sza艂as贸w. By艂o tam strasznie zimno. Deszcz pada艂 bez przerwy. By艂o nam tak 藕le, 偶e przestali艣my zachowywa膰 ostro偶no艣膰, rozpalali艣my ogie艅, 偶ycie nam i tak ju偶 si臋 sprzyk颅rzy艂o. Zwracali nam ci膮gle uwag臋, 偶eby艣my nie rozpalali ognia, gdy偶 Wald颅chutz mo偶e nas 艂atwo wykry膰.

Waldschutz (niem.) 鈥 policja le艣na.

Opr贸cz tego by艂o pe艂no pastuch贸w i oni w艂a艣nie odkryli nasz sza艂as. Uciekli艣my z mam膮 do znajomego bunkra, w艂a艣颅cicielem by艂 drohobyczanin. Tam byli艣my zaledwie dwa dni. Jeden z 呕yd贸w mia艂 偶on臋 Aryjk臋, kt贸ra mu przynosi艂a codziennie po偶ywienie. Drugiego dnia naszego pobytu Szaler mia艂 schadzk臋 ze swoj膮 偶on膮 we wsi Mro藕nica. Gestapowcy go nakryli. Szaler wyda艂 nasz bunkier.

Spodziewali艣my si臋 ob艂awy, wi臋c przed 艣witem pu艣cili艣my si臋 znowu w drog臋. Z daleka widzie颅 li艣my ca艂y orszak. Eisenstein, szef policji 偶ydowskiej, in偶ynier Weintraub (obecnie znajduje si臋 we W艂oszech) z gestapowcami. Uda艂o nam si臋 ich wy颅 min膮膰. Uciekli艣my do innego lasu. W g膮szczu przesiedzieli艣my kilka dni.

Odwa偶niejsi wr贸cili do poprzedniego miejsca naszego pobytu i tam dowie颅dzieli si臋, 偶e prawie wszystkie bunkry zosta艂y wykryte. Ludzi wzi臋to do ko颅szar. Zabrali im wszystko, co mieli.

W lesie sp臋dzili艣my sze艣膰 dni, o g艂odzie i ch艂odzie. Noc膮 m臋偶czy藕ni przekradli si臋 do dawnych bunkr贸w. Niestety, wszystkie by艂y spalone. Postanowiono wybudowa膰 nowy bunkier. To by艂a praca ponad si艂y. Bez 艂opat, bez siekier. Drzewa wycina膰 trzeba by艂o z naj颅wi臋ksz膮 ostro偶no艣ci膮, bo Waldschutz czasami nas szuka艂 z pomoc膮 ps贸w po颅licyjnych.

Kobiety z dzie膰mi w krzakach. W czasie ulewnego deszczu zna颅 le藕li nas tam pastuchy. Byli艣my zmuszeni dalej ucieka膰. Udali艣my si臋 do bunkra znajomego, Stembacha (obecnie zamieszka艂ego w Wa艂brzychu). Tam przypadkowo spotkali艣my wujostwo Miler贸w z kuzynk膮 Janin膮.

Po o艣miu dniach nasz bunkier zosta艂 prawie wyko艅czony. Jak na z艂o艣膰 pada艂 ulewny deszcz. Byli艣my po kostki w wodzie. Mamie tak strasznie spuch艂y nogi, 偶e nie mog艂a sta膰. Pierwsz膮 prycz臋 zrobiono dla mamusi, ulokowano j膮, nakryto po艣ciel膮 i innymi 艂achami. By艂o to w czerwcu. Kiedy s艂o艅ce za艣wieci艂o, w贸wczas wszystko wynie艣li艣my na dw贸r, 偶eby wysch艂o. To by艂 dla nas pami臋tny okres.

(…) Wod臋 brali艣my z glinianki. Niezadowolenie panowa艂o w艣r贸d wszystkich. P贸藕nym wieczorem z nara偶eniem 偶ycia m臋偶颅czy藕ni udawali si臋 do wsi po 偶ywno艣膰. Taki stan trwa艂 sze艣膰 tygodni. Do颅 chodzi艂y do nas s艂uchy o zbli偶aj膮cej si臋 ofensywie Sowiet贸w. A by艂o ju偶 nam bardzo ci臋偶ko w ostatnich tygodniach, ani 偶ywno艣ci, ani pieni臋dzy, a zapas si艂 by艂 na wyczerpaniu. Wielu ludzi wraca艂o do koszar. Chodzi艂y s艂uchy, 偶e po lasach kr膮偶膮 bandy (p贸藕niejsi banderowcy). Napadaj膮, grabi膮, masakruj膮 i zabijaj膮.

Pewnego dnia wpad艂 do nas syn Sternbacha i powiedzia艂, 偶e banda napad艂a na ich bunkier. Wszystkich zabrali ze sob膮, o艣wiadczaj膮c, 偶e s膮 par颅tyzantami. On uciek艂, bo im nie uwierzy艂. Po chwili przybieg艂 jego ojciec i je颅mu uda艂o si臋 uciec. 呕on臋 i szwagierk臋 zostawi艂 na pastw臋 losu.

W艣r贸d nas zapanowa艂a panika. Dok膮d ucieka膰? Jednego z m臋偶czyzn wys艂ali艣my na zwiady. Niekt贸rzy pouciekali w nieznanym kierunku. Ja z mam膮 zostali艣my w bunkrze, nie by艂o mowy, 偶eby z mam膮 dok膮d艣 p贸j艣膰, by艂a strasznie wyczerpana, spuchni臋ta, ca艂a we wrzodach.

Siedzimy w bunkrze. Wpada szwa颅gierka Sternbacha. W podartej koszuli, skrwawiona. Uda艂o jej si臋 wydrze膰 z r膮k zb贸jeckich. Opowiedzia艂a o okrucie艅stwie tych bandyt贸w. Chodzi艂a p贸艂naga, nikt z nas nie mia艂 jej co da膰,jakiegokolwiek okrycia, ka偶dy posia颅da艂 jedno ubranie. Uda艂o jej si臋 po偶yczy膰 palto i posz艂a do swego bunkra po odzie偶.

Po drodze zabra艂a ze sob膮j eszcze kilka os贸b, kt贸rym uda艂o si臋 ocale膰 w innych bunkrach. W niespe艂na p贸艂 godziny zjawi艂a si臋 poprzednia banda i wszystkich w okrutny spos贸b wymordowa艂a. Sternbach z synem przygl膮颅 dali si臋 tej scenie z daleka, uciekli do Borys艂awia. Z naszego bunkra wszyscy pouciekali. W bunkrze zostali艣my tylko ja, mama i wujostwo.

Nadchodzi艂a Armia Czerwona. W ko艅cu lipca przyszed艂 do nas Polak,
Stefan, z wiadomo艣ci膮, 偶e Sowieci s膮 ju偶 we Lwowie. Niemcy z Borys艂awia uciekaj膮 i zabieraj膮 ze sob膮 miejscow膮 ludno艣膰.

Z pobliskiej wsi Opaki ludzie wraz z byd艂em i mieniem uciekli do lasu. Tu rozsiedli si臋 w g膮szczu i zobaczyli nasz bunkier. Dali dzieciom mleka, podkarmili chlebem. Uspo颅kajali nas, 偶e nic z艂ego nam nie zrobi膮, 偶e s膮 takimi uciekinierami, jak i my. Opowiadali nam, 偶e Sowieci s膮 ju偶 w Stryju, 偶e lada dzie艅 przyjd膮 do nas. Zapowiedzieli, 偶e przyjd膮 wieczorem sobie ugotowa膰 kartofle i z nami si臋 podziel膮.

Jednak po ich odej艣ciu nie czuli艣my si臋 bezpiecznie. Nadbiegli ja颅cy艣 m艂odzi ludzie i krzykn臋li do nas: ,,Uciekajcie jak najszybciej st膮d, bo w nocy przyjd膮 banderowcy i was zar偶n膮”.

Nie zastanawiali艣my si臋 d艂ugo. Poszli艣my do bunkra Engelharda. To by艂 bunkier pierwszorz臋dnie zamaskowany. Wpadli艣my tam, bez zapytania, czy jeste艣my mile widziani. To by艂a nasza ostatnia pr贸ba ratunku. Tutaj sp臋dzili艣my trzy dni bez 艣wie偶ego powietrza, bez jedzenia, bez 艣wiat艂a.

Mama cu颅ci艂a mnie wod膮, zdawa艂o si臋 jej, 偶e lada chwila umr臋. Rzeczywi艣cie, czu艂em si臋 jak p贸艂偶ywy, a w艂a艣ciwie nic nie czu艂em. By艂em podobny do trupa.

Engelhard nie mia艂 gdzie spa膰, wi臋c poszed艂 do s膮siedniego bunkra Ringlera.
Tej nocy na ten bunkier napadli banderowcy. Kazali wszystkim wyj艣膰. Strzelali za uciekaj膮cymi. Jedna osoba zosta艂a zabita. Dowiedzieli艣my si臋, 偶e nim przyszli do tego bunkra, odwiedzili przedtem nasz opuszczony bunkier.

Wieczorami s艂yszeli艣my odg艂osy tank贸w i wystrza艂贸w. Wujek postano颅wi艂 p贸j艣膰 do Mro藕nicy i tam si臋 dowiedzia艂, 偶e od trzech dni Sowieci ju偶 s膮 w Borys艂awiu. W po艂udnie wr贸ci艂 i zabra艂 nas do miasta. Bali艣my si臋 banderowc贸w, ale zb贸je si臋 ukryli jak myszy.Ca艂owali艣my si臋 z rado艣ci.

Po kilku godzinach dostali艣my si臋 do Mro藕nicy. Tutaj 偶ycie sz艂o normalnym trybem. Ja pow艂贸czy艂em nogami jak starzec. Mama bosa, os艂abiona. Po drodze spotkali艣my 呕yda, kt贸ry nam powiedzia艂, 偶e w dawnej gminie rejestruj膮 呕yd贸w. Udali艣my si臋 do tej gminy. Tam dopiero odczuli艣my swoj膮 nico艣膰. Dostali艣my po kawa艂ku chleba, kt贸rego od miesi臋cy nie widzieli艣my. D艂u偶颅szy czas trwa艂o, nim uwierzyli艣my, 偶e jeste艣my r贸wni innym, 偶e jeste艣my lud藕mi.

do g贸ry

Strona 鈥瀂apis pami臋ci鈥
Stowarzyszenia
鈥濪zieci Holocaustu鈥
w Polsce.

Zrealizowano
dzi臋ki wsparciu Fundacji
im. R贸偶y Luksemburg
Przedstawicielstwo
w Polsce

ul. Twarda 6
00-105 Warszawa
tel./fax +48 22 620 82 45
dzieciholocaustu.org.pl
chsurv@jewish.org.pl

Koncepcja i rozwi膮zania
graficzne 鈥 Jacek Ga艂膮zka 漏
ex-press.com.pl

Realizacja
Joanna Sobolewska-Pyz,
Anna Ko艂aci艅ska-Ga艂膮zka,
Jacek Ga艂膮zka

Web developer
Marcin Bober
PROJEKTY POWI膭ZANE

Wystawa w drodze
鈥濵oi 偶ydowscy rodzice,
moi polscy rodzice鈥 moirodzice.org.pl

Wystawa sta艂a
鈥濵oi 偶ydowscy rodzice,
moi polscy rodzice鈥
w Muzeum Treblinka
muzeumtreblinka.eu
Strona 鈥瀂apis pami臋ci鈥
Stowarzyszenia
鈥濪zieci Holocaustu鈥
w Polsce.

Zrealizowano
dzi臋ki wsparciu Fundacji
im. R贸偶y Luksemburg
Przedstawicielstwo
w Polsce
Koncepcja i rozwi膮zania
graficzne 鈥 Jacek Ga艂膮zka 漏
ex-press.com.pl

Realizacja
Joanna Sobolewska-Pyz,
Anna Ko艂aci艅ska-Ga艂膮zka,
Jacek Ga艂膮zka

Web developer
Marcin Bober
PROJEKTY POWI膭ZANE

Wystawa w drodze
鈥濵oi 偶ydowscy rodzice,
moi polscy rodzice鈥 moirodzice.org.pl

Wystawa sta艂a
鈥濵oi 偶ydowscy rodzice,
moi polscy rodzice鈥
w Muzeum Treblinka
muzeumtreblinka.eu