audio: 1

Tadeusz Iger, urodzony w 1941 r.

Wojna i po wojnie

Wspomnienie czyta Andrzej Szeremeta

D艂ugo si臋 decydowa艂em, bo ci臋偶ko mi pisa膰 o tym wszystkim. M贸j ojciec, komunista z przekonania, jeszcze sprzed wojny (ju偶 wtedy nale偶a艂 do KPP), powtarza艂 mi: ,,Synu, mo偶esz by膰 z tego dumny, nale偶ysz do narodu wybranego, wybranego przez Boga”.

Cz臋sto si臋 nad tym zastanawia艂em:,,Narodu wybranego?” Do czego, do maltretowania, bicia, do pogrom贸w, l偶enia, wreszcie do palenia w piecach krematoryjnych.

Jako nieodrodny syn swego narodu 偶ycie mia艂em pe艂ne dramatycznych wydarze艅 i trudnych prze偶y膰, ale nie narzekam.

Urodzi艂em si臋 1 stycznia 1941 roku w Czortkowie, woj. tarnopolskie, w naszym domku na Wygnance (dzielnica Czortkowa).聽Ojciec z przyjaci贸艂颅 mi 艣wi臋towa艂 ju偶 od rana 31 grudnia 1940 roku moje przyj艣cie na 艣wiat, a ja wybra艂em si臋 dopiero na drugi dzie艅 o godzinie 2 w nocy. Wschodnie tereny Polski, a w tym i moje miasteczko, by艂y ju偶 w tym czasie okupowane przez Armi臋 Czerwon膮, wi臋c weso艂o raczej nie by艂o. Mimo to, by艂em oczekiwany i kochany.

Ojciec Joel鈥 technik dentystyczny z zawodu, mama Klara z domu Haker, c贸rka ubogiego krawca, nale偶eli do rodzin 艣rednio zamo偶nych. 呕eby to ma艂偶e艅stwo dosz艂o w og贸le do skutku, ojciec w tajemnicy przed najbli偶szymi musia艂 uzbiera膰 mamie posag i wtedy dopiero otrzymali b艂ogos艂a颅wie艅stwo od babci Chai Iger 鈥 g艂owy rodziny (dziadek Natan zgin膮艂 w czasie I wojny 艣wiatowej jako podoficer armii austriackiej).

Rodzice swoim szcz臋艣颅 ciem cieszyli si臋 nied艂ugo.W lipcu 1941 roku Czortk贸w i okolice zaj臋艂y wojska niemieckie, zacz臋艂y si臋 dzia膰 straszne rzeczy.

Nasz s膮siad Polak, nauczyciel, poszed艂 do lasu, wst膮pi艂 do AK. Kt贸rej艣 nocy przyszli do jego domu banderowcy i jego 偶on臋 Ukraink臋 oraz ju偶 doros艂膮 c贸rk臋 zamordowali po wielu torturach w bestialski spos贸b (odr膮buj膮c r臋ce i nogi). Takich przypadk贸w by艂o coraz wi臋cej, bo ukrai艅scy nacjonali艣ci poczuli si臋 panami sytuacji.

W czerwcu 1942 roku miejscowe gestapo zorganizowa艂o w Czortkowie getto, do kt贸rego trafi艂a ca艂a moja rodzina, a z ni膮 i ja. Znale藕li si臋 tam: moja babcia Chaja, wujek Natan (brat ojca), ojciec Joel, mama Klara i jej rodzice, no i ja. Wielu zgin臋艂o wtedy z g艂odu, chor贸b i przy znacznym udziale Siczy (policji ukrai艅skiej).

W roku 1943 zamordowani zostali: babcia, wujek i ro颅dzice mamy. Ci, co prze偶yli, przeniesieni zostali do obozu pracy 艢widowa, gdzie wyrabiano kauczuk. Tam 20 stycznia 1944 roku zgin臋艂a moja matka, rozstrzelana przez policjanta ukrai艅skiego; by艂 to szkolny kolega ojca.

Ja uratowa艂em si臋 cudem, wsuni臋ty przez matk臋 pod 艂贸偶ko. Podobny cud zdarzy艂 si臋 jaki艣 czas p贸藕niej jeszcze raz, gdy m贸j ojciec i jego kolega zostawili, id膮c do pracy, swoich synk贸w w szopie pod opiek膮 zaprzyja藕nionego paste颅rza owiec. Trafi艂 tam policjant ukrai艅ski, zd膮偶y艂em wyja艣ni膰, kim jest m贸j tato, i poprosi膰, 偶eby mnie nie zabija艂. Mnie zostawi艂 w spokoju, ale synka kolegi taty zastrzeli艂. Wiele lat po wojnie 艣ni艂a mi si臋 cz臋sto ta scena, budzi颅艂em si臋 z krzykiem, ca艂y mokry i wystraszony.

Kt贸rego艣 dnia znajomy podoficer Wehrmachtu, Pawe艂 Tomanek, 艢l膮zak z Gliwic m贸wi膮cy bardzo dobrze po polsku, ostrzeg艂 ojca, 偶e w najbli偶szych dniach dow贸dztwo SS planuje likwidacj臋 obozu, a wi臋藕niowie maj膮 by膰 rozstrzelani. Przy pomocy Tomanka ojciec uciek艂 z obozu ze mn膮 na plecach, zrobiwszy przedtem z worka co艣 w rodzaju plecaka.

Wyl膮dowali艣my w ro颅dzinnej wiosce ojca, R贸偶an贸wce (tam si臋 urodzi艂 i wychowa艂, tam 偶yli i pra颅cowali jego rodzice). Miejscowi ch艂opi, cz臋sto szkolni koledzy ojca, poma颅gali nam i nawet troch臋 przechowywali.

Najlepiej pami臋tam starego Ukrai艅颅ca, w lnianej sukmanie przepasanej sznurkiem, kt贸ry wygl膮dem (broda, d艂u颅gie w艂osy) przypomina艂 Wernyhor臋. Uczy艂 mnie ukrai艅skich piosenek i mo颅wy, bo nienawidzi艂 wszystkiego, co polskie, i nie lubi艂, gdy m贸wi艂em po pol颅sku. 鈥濸owiedz mu, 偶eby rzuci艂 t臋 parszyw膮 mow臋”, m贸wi艂 do ojca. Mimo to by艂 szlachetny, a mo偶e by艂o to przywi膮zanie i wdzi臋czno艣膰 do mojego dziad颅ka, kt贸ry by艂 tam rz膮dc膮 i traktowa艂 ch艂op贸w po ojcowsku, wiele im poma颅gaj膮c (ojciec po wojnie w 偶yciorysie pisa艂 o nim: robotnik folwarczny, co bardzo mnie ubawi艂o, gdy dowiedzia艂em si臋, jaka jest prawda).

Wszystko jednak ma swoje granice, ludzie w R贸偶an贸wce te偶 si臋 bali, wi臋c przez wi臋kszo艣膰 czasu ukrywali艣my si臋 w lesie, w prowizorycznie wykopanych jamach. Tam kiedy艣 znowu mi si臋 uda艂o. Ojciec, zm臋czony, chcia艂 co艣 przyrz膮dzi膰 do jedzenia i odpocz膮膰. Mnie, w tym prowizorycznym ple颅caku, powiesi艂 na ga艂臋zi pobliskiego drzewa, zbyt blisko drogi, kt贸r膮 (pech chcia艂) przeje偶d偶ali dwaj niemieccy 偶o艂nierze na motocyklu. Zatrzymali si臋 bardzo blisko nas, ale na szcz臋艣cie mnie nie zauwa偶yli i po chwili ruszyli dalej. Przera偶ony ojciec ukryty w rowie ci臋偶ko to prze偶y艂.

Tak przetrwali艣my z ojcem okupacj臋 niemieck膮 do dnia 22 marca 1944 roku, kiedy to ponownie wkroczy艂a do Czortkowa Armia Czerwona.

Dnia 5 lutego 1946 roku w ramach repatriacji przyjecha艂em razem z ojcem do Opola. Tu ojciec zosta艂 szefem Komitetu 呕ydowskiego. W czasie pe艂nienia tej funkcji zdarzy艂 mu si臋 przykry wypadek, o ma艂o nie przyp艂aci艂 tego 偶yciem. Ojciec zosta艂 postrzelony z pistoletu przez cz艂owieka, kt贸ry przyszed艂 niby po pomoc do Komitetu. Czy chodzi艂o tu o rabunek, czy wzgl臋dy polityczne 鈥 nie wiadomo do dzisiaj. Na szcz臋艣cie rana by艂a powierzchowna i wszystko sko艅czy艂o si臋 szcz臋艣liwie.

Ja trafi艂em w Opolu do przedszkola (a mo偶e sieroci艅ca) dla sierot i p贸艂sierot 偶ydowskich. Dzikie i milcz膮ce dziecko wojny, stroni艂em od innych dzieci, trzyma艂em si臋 od nich z daleka. Wychowawcy te偶 nie mogli sobie ze mn膮 poradzi膰.

Uj臋艂a mnie dopiero szefowa kuchni. Dobro膰, kawa艂ek czeko颅lady, gar艣膰 migda艂贸w czy rodzynek, mi艂e s艂owa powoli zrobi艂y swoje, bardzo si臋 do niej przywi膮za艂em.

Przyjaci贸艂 mia艂em za murem przedszkola, w艣r贸d dzieci ulicy. Tam cz臋sto bywa艂em, zawiera艂em przyja藕nie, wymienia艂em cze颅kolad臋 na chleb ze smalcem, 艣wietnie si臋 bawi艂em i czu艂em. Mo偶e w艂a艣nie z mojego powodu, a mo偶e i nie, moja przyjaci贸艂ka z przedszkola (kierow颅niczka kuchni) i ojciec poznali si臋, zaprzyja藕nili i w ko艅cu zawarli ma艂偶e艅s颅two.

Elfryda Niesporek, 艢l膮zaczka z Bytomia, c贸rka g贸rnika, chcia艂a na颅prawi膰 to, co zrobili nam Niemcy, i chyba jej si臋 to uda艂o. Druga matka (bo po tym, ile jej zawdzi臋czam, nie m贸g艂bym nazywa膰 jej macoch膮) robi艂a wszystko, bym zapomnia艂 o krzywdzie i prze偶yciach wojennych. To, kim jestem, jej zawdzi臋czam. Ona mnie wychowa艂a, by艂a przy mnie, gdy tego potrzebowa艂em, ze mn膮 prze偶ywa艂a wszystkie klas贸wki, dyktanda, kolok颅wia, wreszcie egzaminy. Ona powodowa艂a, 偶e z ka偶dego miejsca (Wroc艂aw, Warszawa) z przyjemno艣ci膮 wraca艂em do domu. O mojej rodzonej matce wiem, 偶e uratowa艂a mi 偶ycie i by艂a pi臋kn膮 kobiet膮.

Znowu mia艂em ojca, matk臋 i ciep艂o rodzinne oraz to, co si臋 nazywa normaln膮, szcz臋艣liw膮 rodzin膮. Nie by艂em dzieckiem 艂atwym, milcz膮cy, zamkni臋ty w sobie i uparty, nieraz przysparza艂em rodzicom wielu k艂opot贸w.

Kie颅dy艣 znalaz艂em z kolegami stanowisko mo藕dzierzowe z czas贸w II wojny 艣wiatowej i dwa pociski przynios艂em do domu, przyprawiaj膮c o palpitacj臋 serca ojca i matk臋.

Innym razem, s艂ysz膮c od s膮siad贸w, 偶e s膮 biedni i jest im ci臋偶ko, bez wahania pobieg艂em do swojego mieszkania, wyj膮艂em z walizki le偶膮cej pod moim 艂贸偶kiem kilka paczek banknot贸w stuz艂otowych i przy颅 nios艂em im w prezencie. Na szcz臋艣cie byli to ludzie uczciwi i oddali je rodzi颅com. By艂y to pieni膮dze na wyp艂at臋 dla pracownik贸w ojca (bank贸w wtedy nie by艂o). Rodzice prze偶yli szok, ale nie zosta艂em ukarany; chcia艂em dobrze, post膮pi艂em jak prawdziwy samarytanin.

Biegaj膮c z kolegami po spalonkach (domy spalone przez szabrownik贸w ju偶 po wojnie) Opola, szukali艣my czego艣 do zabawy. Kiedy艣 znale藕li艣my pa颅r臋 szabel bez r臋koje艣ci, fechtuj膮c si臋 z koleg膮, przypadkowo zosta艂em trafio颅ny w szyj臋. Blizn臋 mam do dzisiaj, chirurg dr Ho艂ejko, kt贸ry mi zszywa艂 ran臋, stwierdzi艂: 鈥濻ynu, masz wi臋cej szcz臋艣cia ni偶 rozumu”. Brakowa艂o dos艂ownie milimetr贸w do t臋tnicy szyjnej, kt贸rej przeci臋cie oznacza艂oby pewn膮 艣mier膰. I jak tu nie wierzy膰 w Boga?

Wprawdzie nie praktykuj臋, nawet nie znam 偶y颅dowskich 艣wi膮t, ale wierz臋 w Boga i w bosk膮 opatrzno艣膰. Moje przygody z Bogiem wygl膮da艂y do艣膰 pociesznie. Nie maj膮c w pobli偶u 偶adnej synagogi ani wzorca religijnego mego narodu (ojciec nie praktykowa艂), zainteresowa颅艂em si臋 wiar膮 katolick膮. Z babci膮 Haniczk膮 z s膮siedztwa, jako ma艂y ch艂opiec, cz臋sto chodzi艂em do opolskiej katedry, gdzie cisza, nastrojowy p贸艂mrok, bo颅gactwo wystroju oraz pewna tajemniczo艣膰 ujmowa艂y mnie i fascynowa艂y. Cz臋sto znajdowano mnie tam 艣pi膮cego w 艂awce, w katedrze szuka艂em ciszy i samotno艣ci.

Gdy zacz膮艂em ucz臋szcza膰 do pierwszej klasy szko艂y podstawowej, nieopatrznie zosta艂em kiedy艣 na lekcji religii: 鈥濼adziu, nie mo偶esz by膰 na lekcji religii, przecie偶 ty jeste艣 呕ydek”, powiedzia艂a mi moja wychowawczyni, wypraszaj膮c z klasy.

Efektem jej bardzo 鈥瀢ychowawczego” podej艣cia do sprawy by艂y odt膮d cz臋ste b贸jki i du偶a agresywno艣膰 ze strony moich koleg贸w i kole偶anek. W ten spos贸b bardzo dobitnie przypomniano mi, kim jestem i gdzie moje miejsce, a wiara w wydaniu niekt贸rych ludzi nie okaza艂a si臋 tak pi臋kna i wspania艂a, jak to sobie wyobra偶a艂em. Przychodzi艂em do domu po颅 bity, a dyrektor szko艂y informowa艂 rodzic贸w, 偶e to ja pobi艂em kogo艣.

Ojciec przeni贸s艂 mnie do szko艂y TPD-owskiej, kt贸ra mie艣ci艂a si臋 wprawdzie daleko od domu, ale tam nie traktowano mnie jak odszczepie艅ca czy tr臋dowatego.

Mojej drugiej mamie przydarzy艂a si臋 r贸wnie偶 du偶a przykro艣膰. By艂a katoliczk膮 i to bardzo pobo偶n膮. Kt贸rego艣 dnia spowiednik powiedzia艂 jej, 偶e jest zaka艂膮 i nie ma prawa wst臋pu do 偶adnego ko艣cio艂a, bo wysz艂a za m膮偶 za 呕yda. Wiele lat up艂yn臋艂o, nim powt贸rnie odwa偶y艂a si臋 p贸j艣膰 na msz臋 i do spo颅wiedzi, gdzie inny spowiednik鈥搈isjonarz uzna艂 jej zam膮偶p贸j艣cie i opiek臋 nad dzieckiem za akt szlachetno艣ci, a poprzedniego spowiednika 鈥 za g艂upca.

呕ycie p艂ata nie lada niespodzianki, np. gdy by艂em w VI klasie szko艂y podstawowej, zdarzy艂o si臋, 偶e jeden z robotnik贸w remontuj膮cych centralne ogrzewanie w naszym mieszkaniu wyszed艂 do kiosku po papierosy i ju偶 nie wr贸ci艂, zabra艂a go milicja. Okaza艂o si臋, 偶e rozpozna艂a go jedna z jego ofiar. B臋d膮c w czasie wojny w SS, zamordowa艂 wielu ludzi. Prze偶y艂em wielki szok.

Albo inna sprawa: przyjaci贸艂ka mojej drugiej mamy, bardzo pobo偶na, religijna kobieta, pomagaj膮ca starszym ludziom i niezwykle uczynna, za颅skoczy艂a mnie bardzo. Po jej 艣mierci okaza艂o si臋, 偶e w piwnicy jest mn贸stwo dokument贸w, list贸w i zdj臋膰 jej i jej m臋偶a esesmana z czas贸w wojny. By艂y np. zdj臋cia, gdzie jej m膮偶 trzyma pistolet przy艂o偶ony do g艂owy ofiary kl臋cz膮cej przed wykopanym do艂em, albo inne, gdzie on stoi nad do艂em wype艂nionym zabitymi , ona za艣 trzyma starego 呕yda za brod臋, obcinaj膮c mu j膮 no偶ycz颅kami, lub na innym 鈥 stoi, trzymaj膮c nog臋 na le偶膮cej ofierze. W listach by艂y opisy wydarze艅, od kt贸rych w艂osy stawa艂y na g艂owie. Niestety wszystko to zosta艂o spalone przez sprz膮taj膮cych piwnic臋.

Uko艅czy艂em liceum og贸lnokszta艂c膮ce, dwuletni膮 pomaturaln膮 szko艂臋 technik贸w dentystycznych, wreszcie stomatologi臋 na Akademii Medycznej w Warszawie. W zawodzie lekarza stomatologa pracuj臋 od 1 pa藕dziernika 1969 roku i maj膮c na uwadze s艂owa mego ojca: ,,Post臋puj tak, by艣 m贸g艂 spokojnie spa膰 w nocy” staram si臋 by膰 solidny i uczciwy.

Ojciec po zlikwidowaniu Komitetu 呕ydowskiego przeszed艂 do pracy w Zwi膮zku Pracownik贸w S艂u偶by Zdrowia, gdzie by艂 szefem okr臋gu woje颅w贸dzkiego praktycznie do 艣mierci, kt贸ra nast膮pi艂a 29 marca 1961 roku. Moja druga matka prze偶y艂a go o 20 lat, zmar艂a 11 kwietnia 1981 roku.

Ja dalej wiod臋 sw贸j 偶ywot tu, w Opolu. Pracuj臋 w swoim zawodzie, lubi臋 to. Mam wok贸艂 siebie 偶yczliwych mi ludzi. Po prostu 偶yj臋.

 

 

do g贸ry

Strona 鈥瀂apis pami臋ci鈥
Stowarzyszenia
鈥濪zieci Holocaustu鈥
w Polsce.

Zrealizowano
dzi臋ki wsparciu Fundacji
im. R贸偶y Luksemburg
Przedstawicielstwo
w Polsce

ul. Twarda 6
00-105 Warszawa
tel./fax +48 22 620 82 45
dzieciholocaustu.org.pl
chsurv@jewish.org.pl

Koncepcja i rozwi膮zania
graficzne 鈥 Jacek Ga艂膮zka 漏
ex-press.com.pl

Realizacja
Joanna Sobolewska-Pyz,
Anna Ko艂aci艅ska-Ga艂膮zka,
Jacek Ga艂膮zka

Web developer
Marcin Bober
PROJEKTY POWI膭ZANE

Wystawa w drodze
鈥濵oi 偶ydowscy rodzice,
moi polscy rodzice鈥 moirodzice.org.pl

Wystawa sta艂a
鈥濵oi 偶ydowscy rodzice,
moi polscy rodzice鈥
w Muzeum Treblinka
muzeumtreblinka.eu
Strona 鈥瀂apis pami臋ci鈥
Stowarzyszenia
鈥濪zieci Holocaustu鈥
w Polsce.

Zrealizowano
dzi臋ki wsparciu Fundacji
im. R贸偶y Luksemburg
Przedstawicielstwo
w Polsce
Koncepcja i rozwi膮zania
graficzne 鈥 Jacek Ga艂膮zka 漏
ex-press.com.pl

Realizacja
Joanna Sobolewska-Pyz,
Anna Ko艂aci艅ska-Ga艂膮zka,
Jacek Ga艂膮zka

Web developer
Marcin Bober
PROJEKTY POWI膭ZANE

Wystawa w drodze
鈥濵oi 偶ydowscy rodzice,
moi polscy rodzice鈥 moirodzice.org.pl

Wystawa sta艂a
鈥濵oi 偶ydowscy rodzice,
moi polscy rodzice鈥
w Muzeum Treblinka
muzeumtreblinka.eu