Aleksandra Leliwa-Kopysty艅ska 馃攬
audio: 1
zdj臋cia: 3

Aleksandra Leliwa-Kopysty艅ska, urodzona w 1937 r.

Nie m贸w nikomu!

Kim jestem?
Nie mam metryki urodzenia. Tej prawdziwej. Najbardziej wiarygodny dokument, zgodnie z kt贸rym urodzi艂am si臋 w Warszawie 20 sierpnia 1937 ro- ku, to za艣wiadczenie z Oddzia艂u Ginekologiczno-Po艂o偶niczego Szpitala Wojskowego w Alejach Ujazdowskich.

Ten fakt w艂asnor臋cznym podpisem potwierdzi艂 kierownik oddzia艂u oraz komendant szpitala pu艂kownik-lekarz Garbowski. Dokument m贸wi, 偶e Irena 艢., 偶ona starszego sier偶anta J贸zefa 艢., urodzi艂a c贸rk臋. Mam te偶 Legitymacj臋 Osobist膮 nr 325 mojej mamy z jej zdj臋ciem, wydan膮 przez Ministerstwo Spraw Wojskowych, gdzie w rubryce 鈥濪zieci鈥 widniej膮 dwa wpisy: Stefan, data urodzenia 24.02.1930 roku, oraz Aleksandra, data urodzenia 20.08.1937 roku.

Oryginalne nagranie d藕wi臋kowe


Link do wspomnienia wideo w TVN24

W prawdziwej metryce zapewne widnia艂o panie艅skie nazwisko mojej matki, kt贸re w czasie wojny mog艂o by膰 艣miertelnym pi臋tnem. Jednak metryka jest potrzebna, wi臋c ostatecznie j膮 mam. Jest to dokument sporz膮dzony 11 wrze艣nia 1943 roku.

To fa艂szywe 艢wiadectwo Urodzenia by艂o dla mnie glejtem na prze偶ycie. Piecz臋ci膮 opatrzy艂 i podpisa艂 je ksi膮dz Lechowicz z parafii 呕yczyn, powiat Pu艂awy 鈥 Generalna Gubernia. Podane w nim imiona i nazwiska rodzic贸w to J贸zef i Irena z domu Bednarska, ma艂偶onkowie 艢.

Dziwnym zbiegiem okoliczno艣ci, kt贸ry ca艂kowicie u艣pi艂 moje i innych ludzi podejrzenia o prawdziwo艣ci panie艅skiego nazwiska mamy, by艂o to, 偶e jej jedyny, pozosta艂y po wojnie przy 偶yciu brat Artek mia艂 fa艂szywe papiery na nazwisko Kazimierz Bednarski. D艂ugo nie mog艂am zrozumie膰, dlaczego Artek jest zdrobnieniem od Kazimierza. Zdrobnienie Runia, jakim nazywano moj膮 mam臋, nie wyda艂o mi si臋 niew艂a艣ciwe.

Przed wojn膮 mieszkali艣my na 呕oliborzu, w lokalu nr 31 przy ul. Krajewskiego 2A. Opu艣cili艣my go na pocz膮tku lipca 1940 roku i ju偶 nigdy do niego nie wr贸cili艣my. Mimo to, nawet dzisiaj, obudzona w 艣rodku nocy, wyrecytuj臋 ten adres. Wbi艂a mi go w pami臋膰 mama, kt贸ra ba艂a si臋, 偶e zawierucha wojenna mo偶e nas rozdzieli膰.

Po latach opowiada艂a mi, 偶e w czasie nalot贸w na Warszaw臋 zostali艣my zasypani w piwnicy zbombardowanego domu. Kiedy nas odkopano, by艂am nieprzytomna. Jaki艣 m臋偶czyzna chwyci艂 mnie za nogi i tak d艂ugo potrz膮sa艂, a偶 z艂apa艂am oddech.

Nie wiem, czy by艂a jaka艣 bezpo艣rednia przyczyna opuszczenia przez nas Warszawy, ale na pewno unikn臋li艣my p贸j艣cia do getta. Urodzi艂am si臋 troch臋 z przypadku, by膰 mo偶e jako 鈥瀙rodukt zast臋pczy鈥. M贸j brat Stefan od wielu miesi臋cy by艂 ci臋偶ko chory i le偶a艂 w tym samym szpitalu, w kt贸rym p贸藕niej ujrza艂am 艣wiat艂o dzienne.

Przechodzi艂 kilka operacji, mi臋dzy innymi trepanacj臋 czaszki. Kiedy cudownie wyleczony opuszcza艂 szpital, lekarze powiedzieli mu, 偶e ma d艂ug, kt贸ry powinien sp艂aci膰 medycynie. I rzeczywi艣cie, po wojnie sko艅czy艂 z wyr贸偶nieniem Wojskow膮 Akademi臋 Medyczn膮 w 艁odzi.Ods艂u偶y艂 kilka lat w jednostkach wojskowych w r贸偶nych miejscach w Polsce, a potem pracowa艂 w szpitalu wojskowym w Warszawie. Po opuszczeniu szpitala pracowa艂 w sp贸艂dzielni lekarskiej.

Po jakim艣 czasie okaza艂o si臋, 偶e ma nowotw贸r m贸zgu. Od chwili wykrycia guza do operacji min膮艂 miesi膮c. Zaledwie dziewi臋膰 miesi臋cy po 艣mierci naszej mamy, par臋 dni po operacji, 4 pa藕dziernika 1991 roku m贸j brat, a zarazem opiekun i najlepszy przyjaciel, zmar艂. Matka mia艂a szcz臋艣cie, 偶e tego nie do偶y艂a.

Czasami zastanawiam si臋, jak to mo偶liwe, 偶e omin臋艂y nas wydarzenia 1968 roku. Stefan by艂 oficerem, mama pracowa艂a w Urz臋dzie Rady Ministr贸w i by艂a rok przed emerytur膮 (w swoich fa艂szywych papierach poda艂a, 偶e urodzi艂a si臋 w 1909 roku). Paradoksalnie nasz spok贸j w tym okresie m贸g艂 by膰 w艂a艣nie jej zas艂ug膮. Nale偶a艂a do PZPR, a wcze艣niej do PPS. By艂a dzia艂aczk膮 Ligi Kobiet.

Ja pracowa艂am na uniwersytecie i by艂am poch艂oni臋ta swoimi sprawami. M贸j syn mia艂 3 lata, zdawa艂am egzaminy doktorskie, boryka艂am si臋 z k艂opotami finansowymi, a do tego m膮偶 zamiast by膰 moj膮 ostoj膮, by艂 przyczyn膮 niezliczonych przykro艣ci.

Stefan wraz z mam膮 pewnie wsp贸lnie prze偶ywali wypadki marcowe i uradzili, 偶e nie nale偶y mnie wtajemnicza膰 w gro偶膮ce nam niebezpiecze艅stwo. Mama, kt贸ra 偶y艂a w wiecznym strachu, nie bez powodu ba艂a si臋, 偶e informacja o 偶ydowskim pochodzeniu ostatecznie zburzy艂aby moje ma艂偶e艅stwo.

Jak na ironi臋 wesz艂am do rodziny, kt贸ra przed wojn膮 mia艂a powi膮zania z Falang膮 鈥 polsk膮 organizacj膮 faszystowsk膮, o zabarwieniu antysemickim. W jaki艣 spos贸b zaskarbi艂am sobie ich sympati臋 i szacunek. By膰 mo偶e dlatego, 偶e kiedy艣 w dyskusji z nimi 鈥瀙okaza艂am pazury鈥 i ostro przeciwstawi艂am si臋 ich pogl膮dom, kt贸re zreszt膮 po wojnie zmieni艂y si臋 na znacznie mniej radykalne. Od 1980 roku jestem rozwiedziona. Zastanawiam si臋, jak by mnie traktowa- li, gdyby wiedzieli o moim pochodzeniu…

Kim jestem dzisiaj? W 艣rodowisku 偶ydowskim czuj臋 si臋 nieswojo. Nie znam historii, tradycji, religii; jestem wi臋c obca. W艣r贸d przyjaci贸艂, kt贸rzy nie wiedz膮 o moim pochodzeniu, te偶 nie czuj臋 si臋 najlepiej. Cz臋sto zastanawiam si臋, czy mo偶e mimo wszystko co艣 o mnie wiedz膮. Przecie偶 wielu osobom ju偶 o tym powiedzia艂am. Jednak uwa偶am, 偶e publiczne og艂oszenie tego faktu by艂oby co najmniej g艂upie.

Jestem 鈥瀞tatystyczn膮鈥 katoliczk膮. Nie chodz臋 do ko艣cio艂a, nie lubi臋 kleru i z tym wcale si臋 nie kryj臋. Na szcz臋艣cie syn, synowa i kilkunastoletnia wnuczka r贸wnie偶 odrzucili praktyki religijne i w tej materii podzielaj膮 moje pogl膮dy.

Rodzina mego ojca toleruje mnie, ale nie przyja藕ni臋 si臋 z nimi. Nasze dzieci ju偶 si臋 nie znaj膮.

Rodzice

Moi rodzice poznali si臋 w Warszawie w latach dwudziestych. To by艂a wielka mi艂o艣膰. Na zdj臋ciu, zrobionym przed 艣lubem, brat mamy napisa艂 z艂o艣liwie: 鈥濺unia i jej niewolnik鈥. 偶eby si臋 pobra膰, musieli prze艂ama膰 opory swoich rodzin. Mama przesz艂a na katolicyzm i ponadto zdegradowa艂a si臋 spo艂ecznie 鈥 pope艂ni艂a mezalians, jak si臋 wtedy m贸wi艂o.

M贸j ojciec J贸zef 艢. urodzi艂 si臋 25 stycznia 1899 roku w Nowym Mie艣cie w powiecie p艂o艅skim. Jego ojciec, Teodor, mia艂 gospodarstwo rolne, z kt贸rego musia艂 wy偶ywi膰, je艣li dobrze pami臋tam, czterech syn贸w i dwie c贸rki.

Na polskiej prowincji panowa艂 wtedy zwyczaj, 偶e najstarszy syn szed艂 do wojska lub 鈥瀗a ksi臋dza鈥. Zgodnie z za艣wiadczeniem wydanym w 1934 roku, ojciec wst膮pi艂 do wojska 19 maja 1917 roku. Jego kuzyn Kazimierz Wasiak, nasz p贸藕niejszy dobroczy艅ca, zosta艂 ksi臋dzem. Maria Wasiak, siostra Kazimierza, podobno kocha艂a si臋 w moim ojcu, ale za m膮偶 wysz艂a za Stanis艂awa Paca 鈥 cz艂owieka o go艂臋bim sercu, w艂a艣ciciela m艂yna wodnego i sporego kawa艂ka ziemi (艂膮ki i lasy) w 呕yczynie ko艂o D臋blina, oko艂o 100 km od Warszawy.

To dzi臋ki pomocy rodziny Pac贸w i ksi臋dza Kazimierza Wasiaka prze偶yli艣my wojn臋.

Rodze艅stwo ojca zosta艂o na wsi, b膮d藕 po przeniesieniu si臋 do Warszawy handlowa艂o mi臋sem. To byli pro艣ci ludzie. Wydaje si臋, 偶e mieli za z艂e bratu o偶enek z pann膮 z Warszawy, nauczycielk膮 i do tego 呕yd贸wk膮. Wiem, 偶e mama znosi艂a r贸偶ne afronty, ale zawsze zabiega艂a o utrzymanie z nimi dobrych stosunk贸w.

Ojciec by艂 inteligentny, utalentowany (pi臋knie rysowa艂) i mia艂 ogromne poczucie humoru. Bardzo kocha艂 偶on臋 i ub贸stwia艂 syna. Mn膮 d艂ugo si臋 nie nacieszy艂. Z 偶alem stwierdzam, 偶e go nie pami臋tam, podobnie jak babci, wujka Lutka i cioci Doni. Wiem od mamy i wujka Artka, 偶e ojciec szybko podbi艂 serca rodzic贸w i rodze艅stwa swojej 偶ony.

Mama niech臋tnie opowiada艂a mi o swojej rodzinie. Wszystko, co wiem, to s膮 zapami臋tane strz臋py rozm贸w. Pewnie trudno jej by艂o omija膰 prawd臋, kt贸r膮 tak bardzo chcia艂a przede mn膮 ukry膰. Teraz, maj膮c jedynie wyrywkowe informacje, staram si臋 odtworzy膰 skrz臋tnie chronion膮 przesz艂o艣膰 mamy i histori臋 rodziny. Je艣li jej nie poznam, nigdy si臋 nie dowiem, kim naprawd臋 jestem.

Wojna

Ojciec by艂 zawodowym wojskowym, wi臋c kiedy wybuch艂a wojna, poszed艂 na front. Wkr贸tce zosta艂 wzi臋ty do niewoli. Mia艂 艣wiadomo艣膰 niebezpiecze艅stwa gro偶膮cego 偶onie i dzieciom, i przy pierwszej okazji uciek艂. Uciekaj膮c z rosyjskiej niewoli prawdopodobnie unikn膮艂 Katynia.

Z tego okresu mam rosyjsk膮 kartk臋 pocztow膮 od wujka Lutka, napisan膮 5 marca 1940 roku, zaadresowan膮 do mamy. Zosta艂a napisana w miejscowo艣ci Brody, po艂o偶onej mi臋dzy Lwowem, R贸wnem i Tarnopolem. Wujek pisze, 偶e jest niespokojny z powodu braku wiadomo艣ci. Wtedy jeszcze wszyscy 偶yli.

W to, co napisa艂a do niego m艂odsza siostra, nie mo偶e uwierzy膰 i pisze: 鈥濺uniu napisz mi ca艂膮 prawd臋, bo lepsze to ni偶 ten niepok贸j, zreszt膮 sama rozumiesz, co to znaczy by膰 tu i nic nie wiedzie膰 o swoich najbli偶szych, a Artek i Donka pisz膮 tak tajemniczo, 偶e to mnie jeszcze bardziej utwierdza w moich domys艂ach, po tym, co si臋 tu o Was s艂ysza艂o鈥. Dalej pisze: 鈥瀢iem, 偶e J贸ziek jest w domu…鈥 i ko艅czy: 鈥瀙iszcie na adres: Ludwik Suski, Brody-Zamek鈥. By艂a to ostatnia wiadomo艣膰 od niego. Zosta艂 rozstrzelany. Mama twierdzi艂a,
偶e przez Niemc贸w, ale ja w to nie wierz臋. Zgin膮艂, bo by艂 zar贸wno 呕ydem, jak i Polakiem. Warto doda膰, 偶e, jak na ironi臋, by艂 te偶 komunist膮.

W 偶adnym z zachowanych przedwojennych dokument贸w mamy nie ma pozycji 鈥瀗azwisko panie艅skie鈥. Wydana w 1935 roku przez Ministerstwo Spraw Wojskowych Legitymacja Osobista jest wystawiona Irenie 艢., 偶onie starszego sier偶anta z 21 W.P.P. 鈥 Kompania Administracyjna.

Mam te偶 Dow贸d Osobisty ojca wydany 20 listopada 1939 roku (zatem wtedy ju偶 by艂 w domu) przez Zarz膮d Miejski w mie艣cie sto艂ecznym Warszawie. Ze zdj臋cia w cywilnym ubraniu patrzy szlachetny, przystojny, czterdziestoletni m臋偶czyzna. W miejscu 鈥瀦aw贸d鈥 wpisano 鈥瀊iuralista鈥. To by艂 dobry dokument dla jednej osoby.

Wtedy ju偶 si臋 m贸wi艂o o organizacji getta. Nie mogli艣my zosta膰 w Warszawie. Ojciec pojecha艂 do 呕yczyna, do swojej kuzynki Marii Pacowej, 偶eby zbada膰 teren.

呕yczyn i Wola 呕ycka to dwie, zagubione w lesie wioski, rozdzielone rzeczk膮 Okrzejk膮, odleg艂e o 5 km od stacji kolejowej 呕yczyn, le偶膮cej na trasie Warszawa 鈥 Lublin. Do najbli偶szej bitej drogi te偶 by艂o w贸wczas oko艂o 5 km.

Wydawa艂o si臋, 偶e tam b臋dziemy bezpieczni. Poza Pacami nikt nas nie zna艂. Stanis艂aw i Maria Pacowie mieli trzech syn贸w: Stefusia, Andrzeja i Jurka. Stefu艣 by艂 troch臋 m艂odszy od mojego brata Stefana, Andrzej, kt贸rego wtedy nazywa艂am J臋drusiem, urodzi艂 si臋 w 1926 roku, a Jurek w 1925 roku.

Pacowie byli w艂a艣cicielami sporego maj膮tku ziemskiego oraz m艂yna wodnego, wykorzystuj膮cego spadek rzeczki Okrzejki. We wsi nie by艂o elektryczno艣ci. Dom Pac贸w by艂 ma艂y i u nich nie by艂o dla nas miejsca. Ojciec wynaj膮艂 pok贸j u gospodarzy w Woli 呕yckiej, w domu stoj膮cym pod lasem. Przyjechali艣my tam latem 1940 roku.

Jako dziecko by艂am blondynk膮 z niebieskimi oczami, wi臋c nie budzi艂am 偶adnych podejrze艅. Ponadto byli艣my 鈥瀝odzin膮鈥 Pac贸w, a to generalnie zapewnia艂o nam bezpiecze艅stwo. Dla mnie to by艂 okres nieustaj膮cej zabawy z miejscowymi dzie膰mi, kt贸re m贸wi艂y lokaln膮 gwar膮. Szybko si臋 jej nauczy艂am i ku uciesze doros艂ych pos艂ugiwa艂am si臋 ni膮 jak obcym j臋zykiem. W domu m贸wi艂am poprawnie.

Okropnie ba艂am si臋 g臋si i z tym kojarzy mi si臋 jedno z kilku wspomnie艅 o ojcu. Kiedy rano wsta艂am z 艂贸偶ka i w nocnej koszuli wysz艂am na podw贸rko, te potwory mnie dopad艂y. Ucieka艂am z p艂aczem, a one g臋ga艂y i goni艂y mnie z wyci膮gni臋tymi szyjami, 艂api膮c za koszul臋. Pami臋tam, jak tatu艣 艣mia艂 si臋 z tej sceny i jak mnie potem uspokaja艂. Mia艂am wtedy cztery lata.

Ojciec kierowa艂 m艂ynem. Niemcy nie pozwalali go u偶ywa膰, wi臋c w ci膮gu dnia by艂 zaplombowany. Pracowa艂 tylko nocami. Pami臋tam, jak tatu艣 m贸wi艂, 偶e we m艂ynie 鈥瀢ystarczy poci膮gn膮膰 miot艂膮 po pod艂odze i sypi膮 si臋 z艂ot贸wki鈥. Ogromnie by艂am ciekawa, jak to wygl膮da. Posz艂am wi臋c do m艂yna i poprosi艂am tatusia, by wzi膮艂 miot艂臋 i mi to pokaza艂. Ch艂opi byli przyzwyczajeni do oszukiwania w艂a艣ciciela, tymczasem ojciec im na to nie pozwala艂.

W 呕yczynie by艂 pi臋kny, otoczony parkiem pa艂acyk, kt贸rego w艂a艣cicielk膮 by艂a starsza pani 鈥 Wanda Herse. By艂a to bogata i bardzo tajemnicza osoba. Pochodzi艂a z rodziny w艂a艣cicieli s艂ynnego warszawskiego domu mody 鈥濨ogus艂aw Herse鈥. Domy艣lam si臋, 偶e by艂a lesbijk膮 i pewnie dlatego nie by艂a akceptowana przez miejscow膮 鈥瀒nteligencj臋鈥, czyli Pac贸w, ksi臋dza, nauczyciela i kilkuosobow膮 grup臋 uciekinier贸w z Pozna艅skiego. Wszystkich traktowa艂a jak powietrze. Mia艂a s艂u偶b臋. Ubiera艂a si臋 dziwacznie i z tego powodu by艂a postrachem dzieci. Na jej widok zwiewali艣my na o艣lep.

Posesja pani Herse by艂a otoczona 偶ywop艂otem z mirabelek. W tamtych czasach na wsi nie by艂o 偶adnych owoc贸w, a te mirabelki by艂y obiektem naszego po偶膮dania, jeszcze zanim dojrza艂y. Pani Herse i jej s艂u偶ba przep臋dzali nas stamt膮d, ale stale wracali艣my pod wodz膮 Stefusia, kt贸ry takim p臋drakom jak ja ogromnie imponowa艂. Pisz臋 o tym, poniewa偶 te niedojrza艂e 艣liweczki by艂y podobno przyczyn膮 jego 艣mierci. Stefu艣 dosta艂 ataku 艣lepej kiszki. We wsi nie by艂o lekarza, nie by艂o te偶 telefonu. M贸j ojciec wskoczy艂 na rower i pojecha艂 na stacj臋, by stamt膮d wezwa膰 pomoc. Karetka przyjecha艂a po wielu godzinach. Niestety, by艂o ju偶 za p贸藕no i Stefu艣 zmar艂. By艂 4 wrze艣nia 1941 roku.

Mo偶e te 艣liwki nie mia艂y 偶adnego zwi膮zku ze 艣mierci膮 Stefusia, ale nie kradli艣my ich ju偶 nigdy wi臋cej. Wszystkie formalno艣ci zwi膮zane z pogrzebem za艂atwia艂 m贸j ojciec. Zaplanowa艂 i dopilnowa艂 budowy du偶ego, rodzinnego grobu na miejscowym cmentarzu. Nie przypuszcza艂, 偶e zaledwie p贸艂 roku p贸藕niej on sam w nim spocznie…

W okolicznych lasach by艂o pe艂no partyzant贸w, a tak偶e r贸偶nych bandzior贸w. Do wsi przychodzili noc膮 i cz臋sto we m艂ynie zabierali ch艂opom m膮k臋. Pacom i innym bogatym gospodarzom zabierali zapasy jedzenia, jakie znale藕li w spi偶arni. Za ka偶dym razem pytali, kto i kiedy by艂 鈥瀦 wizyt膮鈥 we wsi przed nimi. Nie nale偶a艂o im tego m贸wi膰, tym bardziej 偶e podobno zdarzali si臋 w艣r贸d nich niemieccy informatorzy.Umundurowani Niemcy wie艣 naje偶d偶ali tylko w bia艂y dzie艅. O zmroku, w obawie przed partyzantami, szybko odje偶d偶ali.

Zawiadowca stacji kolejowej w 呕yczynie wsp贸艂pracowa艂 z partyzantami. Kontrolowa艂 listy wysy艂ane ze wsi, kt贸re przechodzi艂y przez jego r臋ce. Pewnego dnia zatrzyma艂 list adresowany do gestapo z donosem na nas. Niezw艂ocznie powiadomi艂 o tym mojego ojca. Jak si臋 okaza艂o, autorem listu by艂 Zygmunt Pietrzak, pomocnik w m艂ynie, kt贸ry ojcu mia艂 za z艂e, 偶e nie pozwala oszukiwa膰 ch艂op贸w ani w艂a艣ciciela.

Kilka dni p贸藕niej, w nocy z 24 na 25 lutego 1942 roku, kto艣 zapuka艂 do okna naszego mieszkania i wywo艂a艂 ojca w pilnej sprawie do m艂yna. Po latach mama opowiada艂a, 偶e przed wyj艣ciem po偶egna艂 si臋 z nami, mimo 偶e mia艂 zaraz wr贸ci膰. M艂yn zasta艂 na chodzie, chocia偶 by艂 w nim tylko 贸w pomocnik. Nie wiadomo, kto wszcz膮艂 b贸jk臋, ale to on wepchn膮艂 mojego ojca w m艂y艅skie tryby.

Na procesie, kt贸ry odby艂 si臋 po wojnie, za zabicie mojego ojca i za kolaboracj臋 z Niemcami Pietrzak zosta艂 skazany na kar臋 艣mierci, kt贸r膮 jednak zamieniono na do偶ywocie. Jego siostra zezna艂a, 偶e owej nocy wpad艂 do domu i z ob艂臋dem w oczach powiedzia艂: 鈥瀦abi艂em 艢.鈥 Szybko zebra艂 kilka rzeczy i uciek艂. Jak si臋 okaza艂o, uciek艂 do Niemiec.

O tym, co si臋 sta艂o we m艂ynie, mama dowiedzia艂a si臋 dopiero rano. Bardzo rozpacza艂a. Zamkn臋艂a si臋 w pokoju i na nic nie reagowa艂a. Stefan, kt贸ry dzie艅 wcze艣niej sko艅czy艂 12 lat, uczestniczy艂 w zbieraniu szcz膮tk贸w ojca z nurt贸w cz臋艣ciowo zamarzni臋tej Okrzejki.

Mnie oddano do zakonnic. W 呕yczynie by艂o ma艂e zgromadzenie si贸str albertynek, kt贸re zajmowa艂y si臋 starcami i dzie膰mi pozbawionymi opieki. Wydaje mi si臋, 偶e sp臋dzi艂am tam kilka tygodni. Nie widywa艂am ani mamy, ani brata. Pami臋tam, 偶e traktowano mnie jak chor膮. Nie wolno mi by艂o wychodzi膰 na dw贸r.

Nie by艂am te偶 na pogrzebie, na kt贸ry z Warszawy przyjecha艂o kilku znajomych ojca i jego rodze艅stwo. Podobno bardzo 藕le potraktowali mam臋, obwiniaj膮c j膮 o 艣mier膰 brata. Mimo 偶e dobrze wiedzieli, jakie nam grozi niebezpiecze艅stwo, nie wyrazili ch臋ci udzielenia nam pomocy.

W 呕yczynie nie mogli艣my d艂u偶ej zosta膰, a o powrocie do Warszawy nie mog艂o by膰 mowy. Po jakim艣 czasie zabra艂 nas do siebie kolega ojca z wojska, pan Okie艅czyc, kt贸ry by艂 na pogrzebie. Przed wojn膮 wygra艂 fortun臋 na loterii pa艅stwowej i kupi艂 niedaleko 呕yczyna maj膮tek ziemski, Przy艂臋g. Podobno mia艂 nieuregulowane zobowi膮zania finansowe wobec mojego ojca i dlatego uzna艂, 偶e powinien si臋 nami zaj膮膰.

Niewiele pami臋tam z kr贸tkiego pobytu w jego domu. Wiem, 偶e mama i Stefan prze偶yli tam istne piek艂o. Pan Okie艅czyc mia艂 zaawansowan膮 chorob臋 alkoholow膮, wpada艂 w delirium. Jego 偶on膮 by艂a bardzo m艂oda dziewczyna, kt贸r膮 bi艂 po pijanemu. Mia艂 jej za z艂e, 偶e nie dor贸wnuje inteligencj膮 i prezencj膮 mojej mamie. Na suto zakrapiane alkoholem libacje zaprasza艂 Niemc贸w, a mam臋 zmusza艂, by pe艂ni艂a honory domu. Kiedy艣 poszczu艂 Stefana psami, ledwo mu si臋 uda艂o uciec. Mnie mama usuwa艂a z drogi panu Okie艅czycowi, dlatego zupe艂nie go nie pami臋tam.

Na szcz臋艣cie wie艣膰 o tym, jak jeste艣my traktowani w tej, po偶al si臋 Bo偶e, go艣cinie, dotar艂a do 呕yczyna. Przys艂ano po nas furmank臋 i pod os艂on膮 nocy po prostu uciekli艣my.

Jak mi ostatnio powiedzia艂 Andrzej Pac, po zako艅czeniu wojny 贸w Okie艅czyc znikn膮艂 z okolicy, gdzie ludzie wiedzieli o jego kontaktach z Niemcami.

Musieli艣my opu艣ci膰 呕yczyn i wr贸ci膰 do Warszawy. Tym bardziej 偶e wed艂ug relacji Andrzeja Paca, interesowa艂 si臋 nami niejaki Grabarczyk, komendant Kriminal-Polizei w D臋blinie. Przyjecha艂 do Pac贸w i pyta艂 o 呕yd贸wk臋 z dwojgiem dzieci, kt贸ra podobno ukrywa si臋 we wsi. Zapewnia艂, 偶e ma takiego nosa, kt贸ry pozwala mu wyczu膰 呕yda nawet z odleg艂o艣ci 5 km.

By艂y艣my z mam膮 w s膮siednim pokoju, a wujek Pac zapewni艂 tego typa, 偶e to nieprawda, bo w przeciwnym razie on pierwszy by si臋 o tym dowiedzia艂. W tej sytuacji, tak szybko jak to by艂o mo偶liwe, opu艣cili艣my 呕yczyn.

Mam臋 i mnie przygarn膮艂 ksi膮dz proboszcz Kazimierz Wasiak, brat Marii Pacowej. W Warszawie zamieszka艂y艣my na plebanii na Grochowie, tu偶 obok fabryki czekolady Wedla.

Stefan nie m贸g艂 by膰 z nami i po interwencji ksi臋dza Wasiaka wzi臋艂a go do siebie najm艂odsza siostra ojca, mieszkaj膮ca na Woli. Razem z m臋偶em prowadzili sklep mi臋sny. 艂膮cznikiem mi臋dzy nami by艂 wujek Artek, kt贸ry zosta艂 po stronie aryjskiej i w miar臋 swobodnie porusza艂 si臋 po mie艣cie.

Pobyt w Warszawie pami臋tam doskonale. Ksi臋偶a na plebanii bardzo mnie lubili, dawali mi s艂odycze. Mia艂am bujn膮 wyobra藕ni臋 i 艣wiadomie ubarwia艂am opowie艣ci o swoich przygodach na wsi. By艂am zachwycona, 偶e chc膮 ze mn膮 rozmawia膰 i 偶e jestem w stanie ich rozbawi膰.

Na plebanii mieszka艂 te偶 siostrzeniec ksi臋dza Wasiaka 鈥 Jurek Pac. Zostali艣my wielkimi przyjaci贸艂mi. W czasie wojny szko艂y by艂y zamkni臋te, wi臋c do Jurka przychodzi艂 nauczyciel. Na pro艣b臋 Jurka, w tajemnicy przed reszt膮 domownik贸w, cz臋sto informowa艂am owego nauczyciela, 偶e 鈥濲urek jest bardzo chory i nie mo偶e mie膰 lekcji鈥. W rewan偶u Jurek kupowa艂 mi ulubiony przysmak, czyli torebk臋 pestek s艂onecznika i zabiera艂 do miejsca, gdzie za par臋 groszy mo偶na by艂o popatrze膰 na skacz膮c膮 ma艂pk臋 w klatce.

Pewnego razu, nie艣wiadoma tego, co widz臋 przez okno, obserwowa艂am egzekucj臋. Widzia艂am ludzi ustawionych pod murem i Niemc贸w trzymaj膮cych uniesione karabiny. Zanim pad艂y strza艂y, do pokoju wpad艂 Jurek i zakry艂 mi oczy.

Tu偶 obok plebanii by艂o przedszkole, do kt贸rego mnie pos艂ano. W murze oddzielaj膮cym obie posesje by艂a furtka. Droga by艂a kr贸tka i bezpieczna, wi臋c chodzi艂am tam sama. Kt贸rego艣 dnia, zanim wyszli艣my z przedszkola, zawy艂y syreny alarmowe. Po moj膮 przyjaci贸艂k臋 nikt nie przyszed艂. Zrobi艂o si臋 zamieszanie i przedszkolanka nie zauwa偶y艂a, kiedy trzymaj膮c si臋 za r臋ce wysz艂y艣my na ulic臋.

Nie pami臋tam, jakie mia艂y艣my zamiary, ale dobrze pami臋tam wolno jad膮c膮 otwart膮 limuzyn臋, w kt贸rej siedzieli Niemcy. Jeden z nich co艣 m贸wi艂 przez g艂o艣nik. Limuzyna zatrzyma艂a si臋 obok nas i wysiad艂 z niej Niemiec. Po polsku zapyta艂, gdzie mieszkamy i dok膮d idziemy. By艂 mi艂y, wi臋c nie ba艂y艣my si臋 go. Prawdopodobnie powiedzia艂am, 偶e mieszkam na plebanii, bo nas tam odprowadzi艂. Ca艂膮 scen臋 obserwowa艂 jeden z ksi臋偶y. Sparali偶owany strachem nie wyszed艂 nam na ratunek.

Po wojnie dowiedzia艂am si臋, 偶e na plebanii by艂o miejsce kontaktowe Armii Krajowej. Dosta艂am wtedy lanie, kt贸remu nawet Jurek nie by艂 w stanie zapobiec. Co gorsza zapad艂a decyzja, 偶e musimy opu艣ci膰 plebani臋. My艣l臋, 偶e nie ja by艂am temu winna. W Warszawie zrobi艂o si臋 niebezpiecznie.

Jeszcze przed naszym wyjazdem wujek Artek zabra艂 mnie na spacer po mie艣cie. Znale藕li艣my si臋 pod murami getta. By艂am wstrz膮艣ni臋ta tym, co widzia艂am 鈥 niebo zasnute dymem i pal膮ce si臋 domy. Wujek trzyma艂 mnie mocno za r臋k臋 i p艂aka艂. By艂a wiosna 1943 roku.

Do momentu opuszczenia Warszawy zaledwie kilka razy widzia艂am brata. Jego sytuacja by艂a nie do pozazdroszczenia. Ciotka odreagowywa艂a na nim swoje przedwojenne wizyty w naszym domu. Stefana nazywa艂a 鈥瀙aniczykiem鈥 i zmusza艂a do ci臋偶kiej pracy fizycznej. Wujek Artek od czasu do czasu przynosi艂 mu jedzenie, bo ciotka uwa偶a艂a, 偶e nie zarobi艂 na nie. Mia艂 wtedy tylko trzyna艣cie lat. My艣l臋, 偶e t臋skni艂 za nami. W przeciwie艅stwie do mnie w pe艂ni zdawa艂 sobie spraw臋 z gro偶膮cego nam niebezpiecze艅stwa.

Wujek Wasiak zdecydowa艂, 偶e powinni艣my wr贸ci膰 do 呕yczyna. Na pocz膮tku lata 1943 roku ponownie opu艣cili艣my Warszaw臋. Mama odzyska艂a pewno艣膰 siebie i zacz臋艂a walczy膰 o nasze prze偶ycie. Uczy艂a wiejskie dzieci. Stefan malowa艂 laurki, czyli podw贸jne kartki z jakim艣 obrazkiem i miejscem na 偶yczenia, kt贸re na zam贸wienie 艂adnie wpisywa艂. 艢rodkiem p艂atniczym by艂y artyku艂y spo偶ywcze: kartofle, jajka czy mleko.

Wujek Pac umiera艂 na gru藕lic臋, wi臋c mama pomaga艂a cioci opiekowa膰 si臋 nim. Bardzo si臋 zaprzyja藕ni艂y. Jak przypuszczam, dla miejscowych ludzi ta przyja藕艅 by艂a znakiem, 偶e wszystko jest w porz膮dku. I nic im do tego, kto u Pac贸w przebywa.

Wojna trwa艂a. Od czasu do czasu wie艣 naje偶d偶ali Niemcy lub W艂asowcy
鈥 jednostki formowane przy boku Wehrmachtu, sk艂adaj膮ce si臋 z 鈥瀝贸偶nej ma艣ci鈥 Rosjan, w wi臋kszo艣ci sko艣nookich Ka艂muk贸w, kt贸rzy przeszli na stron臋 niemieck膮. Byli wyj膮tkowo okrutni. Niejednokrotnie Niemcy musieli ich powstrzymywa膰. Je藕dzili konno, co w tamtym terenie dawa艂o im du偶膮 przewag臋 nad innymi jednostkami.

We wsi na sygna艂 zwiastuj膮cy najazd Niemc贸w, dany przez specjalnego obserwatora, wszyscy m臋偶czy藕ni uciekali do lasu, a wraz z nimi Stefan. Zostawa艂y same kobiety. Pami臋tam trzy takie sytuacje. Wszystkie wiejskie kobiety nale偶a艂y do k贸艂ka r贸偶a艅cowego i przy szczeg贸lnych okazjach ubiera艂y si臋 na czarno. Kiedy do wsi przyjecha艂 oddzia艂 Wehrmachtu, pod gro藕b膮 艣mierci kazano wszystkim opu艣ci膰 domy i uda膰 si臋 na b艂onie 鈥 du偶y, pusty plac w 艣rodku wsi. Miejscowe kobiety posz艂y tam ubrane na czarno, g艂o艣no odmawiaj膮c r贸偶aniec.

My z mam膮 zosta艂y艣my w domu. Niemcy chodzili od cha艂upy do cha艂upy i szukali partyzant贸w. Znale藕li nas i pod eskort膮 odprowadzili na b艂onie. Wyobra偶am sobie, co prze偶ywa艂a mama. Ja powtarza艂am w k贸艂ko: 鈥瀋o Stefan zrobi, jak nas zabij膮 i on zostanie sam鈥. To byli jednak 偶o艂nierze, a nie gestapo. Widzieli, 偶e nie jeste艣my ze wsi, ale nie pytali, kim jeste艣my. Ca艂a akcja by艂a wymierzona przeciw partyzantom.

Na b艂oniach strzelali nam nad g艂owami, licz膮c na to, 偶e partyzanci 鈥 by膰 mo偶e m臋偶owie i synowie tych kobiet 鈥 przyjd膮 z odsiecz膮, a wtedy ich dopadn膮. Jednak tak si臋 nie sta艂o i po jakim艣 czasie Niemcy opu艣cili wie艣.

Innym razem do wsi wpadli Ka艂mucy na koniach. M臋偶czy藕ni, jak zwykle, zd膮偶yli uciec do lasu. Ka艂mucy je藕dzili parami, b艂yskawicznie obstawiaj膮c ca艂膮 wie艣. Kobiety, a w艣r贸d nich mam臋 i mnie, pop臋dzono a偶 do stacji kolejowej, gdzie wybierano ludzi przeznaczonych do wysy艂ania do Niemiec 鈥瀗a roboty鈥. Warto zauwa偶y膰, 偶e mama jak najbardziej si臋 kwalifikowa艂a, bo wtedy mia艂a zaledwie 39 lat.

Z pa艂acyku pani Herse Ka艂mucy wyci膮gn臋li przebywaj膮c膮 tam Maryl臋 Rybakowsk膮 z u艂omn膮 (po Heine-Medina) c贸rk膮 Kasi膮 i te偶 pop臋dzili je na stacj臋. Pani Rybakowska by艂a pi臋kn膮, eleganck膮 kobiet膮, 艣wietnie m贸wi膮c膮 po niemiecku. Ka艂mukami dowodzi艂 oficer niemiecki. Pani Rybakowska z nim porozmawia艂a i on zwolni艂 j膮 z c贸rk膮, a ponadto mam臋 i mnie.

(Pani Maryla Rybakowska by艂a 呕yd贸wk膮. Naprawd臋 nazywa艂a si臋 Winiewicz. By艂a 偶on膮 przemys艂owca, w艂a艣ciciela zak艂ad贸w farmaceutycznych przy ul. Grzybowskiej w Warszawie. Jej m膮偶 zgin膮艂 w Katyniu. Po wojnie wysz艂a za m膮偶 za pana Grafa i wyjecha艂a do Rio de Janeiro).

Zanim nas wyp臋dzili z cha艂upy, widzia艂am, jak polowali na dw贸ch W艂och贸w, kt贸rzy zbiegli z transportu na front i od pewnego czasu ukrywali si臋 w pa艂acyku pani Herse. By艂a pe艂nia lata. W艂osi schowali si臋 w pobliskim 艂anie 偶yta. Z wysoko艣ci koni Ka艂mucy widzieli ruchy 偶yta i strzelali w tym kierunku. Bardzo ich to bawi艂o, 艣mieli si臋 w g艂os. Ale ze zdobyczy zrezygnowali. Pewnie s膮dzili, 偶e ukrywaj膮cy si臋 ludzie s膮 uzbrojeni.

Kolejn膮, znacznie bardziej niebezpieczn膮 鈥瀙rzygod臋鈥 z Niemcami uda艂o si臋 nam prze偶y膰 tylko dzi臋ki temu, 偶e nie by艂o to gestapo, lecz Wehrmacht. Tym razem na wie艣膰 o Niemcach jad膮cych w stron臋 呕yczyna uciek艂y艣my do s膮siedniej wsi. Niestety okaza艂o si臋, 偶e Niemcy jechali w艂a艣nie tam.

Ukry艂y艣my si臋 w kom贸rce i to by艂 b艂膮d. Wyci膮gn臋li nas stamt膮d. Mama udawa艂a, 偶e wesz艂a tylko na chwil臋 po motyk臋 do okopywania kartofli. Nie uwierzyli. Szarpali j膮 i krzyczeli, a ja zanosi艂am si臋 p艂aczem. Uratowa艂 nas ch艂op, kt贸ry przysi臋ga艂, 偶e jeste艣my jego krewnymi z Warszawy. W膮tpi臋, czy Niemcy w to uwierzyli, ale nas zostawili i odjechali. Podobno kto艣 ich postraszy艂, uprzedzaj膮c, 偶e zbli偶a si臋 oddzia艂 partyzant贸w.

Takie s膮 moje osobiste wspomnienia z wojny. Tylko te dramatyczne chwile utrwali艂y si臋 w mojej pami臋ci. Nie rozumia艂am, co si臋 dzieje dooko艂a. By艂am dzieckiem otoczonym mi艂o艣ci膮 matki i starszego brata. Czu艂am si臋 bezpieczna. 艢wiat wok贸艂 mnie odbiera艂am jako naturalne 艣rodowisko. Innego nie zna艂am. Moje wspomnienia dotycz膮 tylko lata. Zim膮 nic si臋 nie dzia艂o, wi臋c ca艂y ten czas wyrzuci艂am z pami臋ci.

Jedynie pod koniec zimy 1944 roku spotka艂o mnie co艣, czego nie zapomn臋. Pacowie przygarn臋li psa, tak zwanego wilczura, porzuconego przez wycofuj膮cych si臋 Niemc贸w. W tamtym czasie mama cz臋sto je藕dzi艂a do Warszawy po 鈥瀟owar鈥, g艂贸wnie s艂odycze, kt贸re nast臋pnie sprzedawa艂a z okna mieszkania. By艂o to nasze 藕r贸d艂o utrzymania.

Stefan chodzi艂 do szko艂y w D臋blinie i tam mieszka艂 u kogo艣. Jad膮c do Warszawy, mama zostawia艂a mnie u Pac贸w. Pies na zewn膮trz by艂 gro藕ny, ale w domu bawi艂 si臋 ze mn膮. Wydawa艂o si臋, 偶e jest do mnie przywi膮zany. W pewn膮 niedziel臋 rano z moj膮 kuzynk膮 Krysi膮 bawi艂y艣my si臋 w berka, nurzaj膮c si臋 w g艂臋bokim 艣niegu. Zabawa by艂a doskona艂a. Pies siedzia艂 i nas obserwowa艂. Nagle, kiedy 艣miej膮c si臋 ucieka艂am przed wykrzykuj膮c膮 co艣 Krysi膮, rzuci艂 si臋 na mnie i usi艂owa艂 przegry藕膰 mi gard艂o.

Krysia stara艂a si臋 go odci膮gn膮膰, ale bezskutecznie. By艂am ciep艂o ubrana i zas艂ania艂am si臋 nog膮, kt贸r膮 pies szarpa艂 jak k艂od臋 drewna. Nie czu艂am b贸lu, by艂am przera偶ona. Na szcz臋艣cie z ko艣cio艂a zacz臋li wychodzi膰 ludzie. By艂 mr贸z i wiejskie kobiety nosi艂y wielkie, ciep艂e chusty. Jedna z nich zarzuci艂a swoj膮 chust臋 na 艂eb psa, a mnie wzi臋艂a na r臋ce. Mimo to pies nadal atakowa艂, szarpi膮c moj膮 nog臋. Wreszcie kto艣 go odci膮gn膮艂, a mnie ta kobieta zanios艂a do Pac贸w.

Dopiero wtedy poczu艂am w艣ciek艂y b贸l. Nie mo偶na by艂o zdj膮膰 mi z nogi po艅czochy, bo razem z ni膮 du偶e p艂aty cia艂a odchodzi艂y od ko艣ci. Leczono mnie przez par臋 miesi臋cy. Blizny po tym pogryzieniu mam do dzi艣. Psa zastrzelono. Prawdopodobnie przypomnia艂 sobie, do czego by艂 szkolony i dlatego mnie zaatakowa艂.

Razem z wiosn膮 przysz艂o wyzwolenie. Do 呕yczyna wkroczy艂y oddzia艂y sowieckie. Mama nagle sta艂a si臋 wa偶n膮 osob膮. M贸wi艂a po rosyjsku i nie by艂a bur偶ujk膮. 偶o艂nierze nosili mnie na r臋kach i karmili. Stefan pl膮ta艂 si臋 po ich obozie i zawiera艂 przyja藕nie. Tylko Pacowie byli zagro偶eni. Mama mia艂a okazj臋 cho膰 w ma艂ej cz臋艣ci zrewan偶owa膰 si臋 im, broni膮c przed durnymi, komunistycznymi atakami na 鈥瀙olskich pan贸w鈥.

Kt贸rego艣 dnia do 呕yczyna dotar艂a tragiczna wiadomo艣膰 o 艣mierci Jurka. Zgin膮艂 przy forsowaniu Nysy 17 kwietnia 1944 roku. Po 艣mierci zosta艂 odznaczony Srebrnym Krzy偶em Orderu Virtuti Militari. Mia艂 tylko dwadzie艣cia lat i kochali艣my go wszyscy. Mama i ciocia stara艂y si臋 ukry膰 wiadomo艣膰 o 艣mierci Jurka przed ci臋偶ko chorym wujkiem. Przy 偶yciu trzyma艂a go tylko nadzieja na powr贸t syna. Jednak domy艣li艂 si臋 prawdy i wkr贸tce umar艂.

Prze偶ycia wojenne sprawi艂y, 偶e Pacowie stali si臋 nasz膮 najbli偶sz膮 i w gruncie rzeczy jedyn膮 rodzin膮. W czasach szkolnych wszystkie wakacje sp臋dza艂am u cioci w 呕yczynie. W Warszawie zawsze razem sp臋dzali艣my 艣wi臋ta. Z Andrzejem, kt贸ry po przej艣ciu na emerytur臋 wyprowadzi艂 si臋 ze stolicy, jestem stale w kontakcie.

Zagadki mojej 偶ydowskiej rodziny

Brak informacji o rodzinie, tej po k膮dzieli, nie daje mi spokoju. Przeprowadzi艂am wi臋c poszukiwania, kt贸rych wyniki, po cz臋艣ci uzupe艂nione fantazj膮 鈥 przedstawiam.

Gdyby protoplast膮 rodu Centnerszwer贸w by艂 Jakub (1798鈥1880) 鈥 matematyk i pedagog polski urodzony w ortodoksyjnej rodzinie 偶ydowskiej, kt贸rego dane znalaz艂am w jednym z wydawnictw encyklopedycznych, to mo偶na by mu przypisa膰 co najmniej dw贸ch syn贸w: Gabriela i Ludwika.

Jest to m贸j czysty wymys艂, aczkolwiek poparty dowodem znalezionym w 呕IHu, 偶e 贸w Jakub mieszka艂 razem z Gabrielem. M贸g艂 jednak by膰 kawalerem, b膮d藕 cz艂owiekiem 偶onatym i bezdzietnym. Zatem nadal nie wiem, czy by艂 protoplast膮 mojej rodziny. Natomiast wiem, 偶e nale偶a艂 do 鈥瀖oich鈥 Centnerszwer贸w, nie za艣 do innych, kt贸rych by艂o wielu. Moj膮 uwag臋 zwr贸ci艂o jego imi臋, kt贸re powtarza si臋 w naszej rodzinie oraz to, 偶e by艂 matematykiem, a nie, na przyk艂ad, muzykiem czy poet膮.

Gabriel Centnerszwer (1841鈥1917), o偶eniony z Rebek膮, mia艂 jednego syna, Mieczys艂awa. Artek, brat mojej mamy, wspomina艂, 偶e jako ma艂y ch艂opiec chodzi艂 z matk膮 do ksi臋garni wuja. Gabriel by艂 znanym w ca艂ej Polsce warszawskim ksi臋garzem i wydawc膮. Wiem, 偶e mia艂 jedn膮 nog臋 troch臋 kr贸tsz膮 i wyra藕nie utyka艂, dok艂adnie tak jak moja babcia Matylda. W 1903 roku sprzeda艂 swoj膮 s艂ynn膮 ksi臋garni臋 Jakubowi Mortkowiczowi, ale nadal cz臋sto w niej przebywa艂.

Jego syn Mieczys艂aw (1874鈥1944) by艂 profesorem chemii fizycznej na Uniwersytecie Warszawskim. Nie mia艂 dzieci. Kiedy w 1954 roku zda艂am egzamin na Wydzia艂 Matematyczno-Fizyczno–Chemiczny Uniwersytetu Warszawskiego, mama z dum膮 powiedzia艂a mi o swoim kuzynie, profesorze chemii, ale nie wymieni艂a jego nazwiska. Dopiero wujek Artek pokaza艂 mi obszern膮 not臋 biograficzn膮 w Wielkiej Encyklopedii Powszechnej i powiedzia艂, 偶e to by艂 nasz krewny.

Mieczys艂aw Centnerszwer zosta艂 zamordowany przez gestapo. Autor Dziennik贸w getta warszawskiego 鈥 Adam Czerniakow 鈥 wspomina go, pisz膮c o nim per profesor Cent. Zak艂adam, 偶e Ludwik tak偶e by艂 synem Jakuba i mia艂 dzieci, mi臋dzy innymi c贸rk臋 Matyld臋, czyli moj膮 babci臋 i, jak s膮dz臋, syna Samuela 鈥 dziadka mojej kuzynki Rysi, kt贸ra obecnie mieszka w Melbourne, oraz Joe Centa, mieszkaj膮cego w Glasgow.

Jakub Centnerszwer, ojciec Joe鈥檊o, rodzony brat Henryka 鈥 ojca Rysi, po wojnie odnalaz艂 moj膮 mam臋 i korespondowa艂 z ni膮. Ich kochana siostra, Celina Centnerszwer, zgin臋艂a w czasie wojny. W Wielkiej Brytanii wujek Kuba zmieni艂 nazwisko na 艂atwiejsze do wypowiedzenia 鈥 Cent.

Nie wiem, jakie pokrewie艅stwo by艂o mi臋dzy nimi i nie偶yj膮cym ju偶 wujkiem He艅kiem Czarneckim (o prawdziwym nazwisku Henryk Erensztajn), ojcem Ma艂gorzaty, Mietka i Stefci, kt贸rzy teraz mieszkaj膮 w Australii. Przez te fa艂szywe nazwiska wszystko si臋 pomiesza艂o…

A oto kolejna zagadka rodzinna. Wiosn膮 1967 roku przyjecha艂 do nas z Pary偶a Artur Majman 鈥 kuzyn mamy. Do niedawna nie umia艂am usytuowa膰 go w rodzinie. Pewnie by艂 bogaty, bo w Warszawie zatrzyma艂 si臋 w hotelu 鈥濨ristol鈥. Po powrocie do Francji, 20 lipca 1967 roku, napisa艂 do mamy list, kt贸ry przeczyta艂am dopiero kilka lat temu. Przypomnia艂am sobie jego wizyt臋. Rozmawia艂 tylko z mam膮 i Stefanem. Nie wiedzia艂am, kim jest, nie zna艂am nawet jego nazwiska. Kiedy po wizycie u nas odwozi艂am go do hotelu, ku mojemu zaskoczeniu powiedzia艂, 偶e jest moim wujkiem i chce ze mn膮 porozmawia膰.

Wtedy przez my艣l mi nie przesz艂o, 偶e jest to jedyna okazja, abym si臋 dowiedzia艂a czego艣 o rodzinie. W owym czasie po prostu nie interesowa艂am si臋 tym, a zaproszenie do hotelu potraktowa艂am jako 鈥瀙odryw鈥 i uciek艂am.

List, kt贸ry po latach znalaz艂am, by艂 napisany zaraz po powrocie z Polski. Jest bardzo serdeczny. Mi臋dzy innymi 贸w wujek Artur pisze: 鈥… musz臋 si臋 przyzna膰 droga Runiu, 偶e przyjecha艂em z ci臋偶kim sercem z wra偶e艅 i wspomnie艅, kt贸re wynios艂em z mego pobytu鈥. A nieco dalej 鈥瀓este艣my jedn膮 i t膮 sam膮 rodzin膮, niestety tak daleko od siebie oddalon膮. U brata mego wszystko jak najlepiej. Kochanego syna ma i dobrze si臋 uczy 鈥 l. ucze艅 Majmanowski鈥. Przytaczam te zdania dos艂ownie.

Poza listem znalaz艂am te偶 kopert臋 adresowan膮 do Stefana ze stemplem z Pary偶a z 26 wrze艣nia 1977 roku. Jak sprawdzi艂am, adres zwrotny nie uleg艂 zmianie i zosta艂 napisany tym samym charakterem pisma co list do mamy. Zatem wtedy wujek Artur jeszcze 偶y艂, nadal mieszka艂 w Pary偶u i by膰 mo偶e korespondowa艂 z moim bratem.

Szkoda, 偶e o tym nie wiedzia艂am. W tamtych latach ju偶 dosy膰 cz臋sto je藕dzi艂am za granic臋, mi臋dzy innymi do Pary偶a. Chyba ju偶 wiedzia艂am o swoim pochodzeniu. W tym miejscu musz臋 doda膰, 偶e wprawdzie stosunkowo 艂atwe odnalezienie nas po wojnie przez wracaj膮cych z tu艂aczki po ZSRR wujka Niutka (Henryka Centnerszwera, kt贸ry zmieni艂 nazwisko na Stanton) z 偶on膮 Edzi膮 i c贸rk膮 Rysi膮, jak r贸wnie偶 przez mieszkaj膮cego w Wielkiej Brytanii wujka Kub臋, a p贸藕niej tak偶e przez wujka Artura Majmana, wydawa艂o mi si臋 troch臋 dziwne, ale mama traktowa艂a to tak naturalnie, 偶e w to nie wnika艂am.

Dopiero wizyta w 呕IHu w 2004 roku pozwoli艂a mi wszystko zrozumie膰. Ot贸偶 7 czerwca 1945 roku mama w 呕IHu wype艂ni艂a karty, w kt贸rych poda艂a nasze prawdziwe dane osobowe. Jest w nich te偶 kr贸tka informacja o tym, gdzie prze偶yli艣my wojn臋 i nasz 贸wczesny adres.
Znalaz艂am te偶 kart臋 wype艂nion膮 przez Artura Majmana. St膮d wiem, 偶e jest on synem siostry mojego dziadka Leona Waksenbauma, czyli ciotecznym bratem mojej mamy.

Odnalezienie tych kart by艂o dla mnie du偶ym prze偶yciem i prawdziwym odkryciem. My艣l臋, 偶e mama zostawi艂a tam swoje dane przede wszystkim z nadziej膮, 偶e odezwie si臋 jej siostra Donia, kt贸ra podobno zgin臋艂a na Pawiaku, ale nie ma na to dowodu. Niestety nie wiem, jakiego nazwiska wtedy u偶ywa艂a.

Z Francj膮, i by膰 mo偶e z wujem Arturem, wi膮偶e si臋 inna, nadal nie rozwi膮zana zagadka. Znalaz艂am list napisany do mojej mamy przez kobiet臋, kt贸r膮 zna艂am, ale ledwo j膮 sobie przypominam. Mama pozna艂a j膮 w S艂upsku, gdzie zaraz po wojnie mieszkali艣my przez jaki艣 czas. Ta pani by艂a repatriantk膮 z Francji. Jest to list do mamy z 12 listopada 1969 roku i dotyczy spadku z Francji. Urz臋dow膮 decyzj臋 o tym spadku pani Ziuta 鈥 autorka listu 鈥 pono膰 wcze艣niej przekaza艂a mamie przez swoj膮 kole偶ank臋. Nie wykluczam, 偶e Artur Majman przyjecha艂 do Warszawy w zwi膮zku z t膮 spraw膮.

Nie s膮dz臋, by mama odwa偶y艂a si臋 podj膮膰 贸w spadek. By艂a zbyt uczciwa, by zrobi膰 co艣 nielegalnie. Natomiast dzia艂aj膮c legalnie, musia艂aby 鈥瀞i臋 ujawni膰鈥 i poda膰 swe prawdziwe nazwisko, a ba艂a si臋 tego dos艂ownie do ostatniej chwili 偶ycia. Przed 艣mierci膮 zaklina艂a mnie, 偶ebym nikomu nie m贸wi艂a o swoim pochodzeniu.

Moja babcia, Matylda Centnerszwer, wysz艂a za m膮偶 za Leona Waksenbauma. Mieli czworo dzieci. Kiedy艣 wujek Artek powiedzia艂 mi, 偶e przychodzili na 艣wiat co cztery lata. Wnioskuj臋 st膮d, 偶e wujek Lutek urodzi艂 si臋 w roku 1900 (zgin膮艂 prawdopodobnie w 1940), mama (R贸偶a) w 1904 (zmar艂a w 1990), wujek Artek w 1908 (zmar艂 w 1995) i ciocia Donia w 1912 (zgin臋艂a prawdopodobnie na Pawiaku w 1941 roku). Niestety, na potwierdzenie dat ich urodzenia nie mam 偶adnych dowod贸w.

Dziadek Leon zmar艂 w 1935 roku. Mama nigdy mi o nim nie opowiada艂a. My艣l臋, 偶e mia艂a do niego 偶al. Mo偶e dlatego, 偶e nie akceptowa艂 jej ma艂偶e艅stwa z moim ojcem. Niewykluczone, 偶e obwinia艂a go o z艂膮 kondycj臋 finansow膮 rodziny. Mieszkali na ul. Brzeskiej w domu, w kt贸rym dziadek 鈥 in偶ynier elektryk 鈥 za艂o偶y艂 elektryczno艣膰 i w postaci wynagrodzenia dosta艂 mieszkanie. Wydaje si臋, 偶e to by艂 jego jedyny sukces 偶yciowy.

Babcia bola艂a nad tym, 偶e 偶adne z jej czworga dzieci, w odr贸偶nieniu od m艂odych Centnerszwer贸w, nie mog艂o zdoby膰 wy偶szego wykszta艂cenia, wi臋c zadba艂a o ich wykszta艂cenie zawodowe. Wiem, 偶e by艂a zwolenniczk膮 asymilacji. Niemcy zamordowali j膮 w warszawskim getcie, prawdopodobnie w 1942 roku. Zat艂ukli j膮 w 艂贸偶ku kolbami karabin贸w. Do dzi艣 mam zachlapane krwi膮 jej fotografie, znalezione na pod艂odze pokoju, w kt贸rym zgin臋艂a. Niewykluczone, 偶e to Irka, Aryjka i p贸藕niejsza 偶ona wujka He艅ka Czarneckiego, kt贸ra go w czasie wojny ukrywa艂a, przekaza艂a je wujkowi Artkowi i st膮d trafi艂y do mnie.

Po wojnie

Po wojnie mama zdecydowa艂a si臋 wyjecha膰 z nami na Ziemie Zachodnie. 3 sierpnia 1945 roku Zarz膮d m.st. Warszawy, Komitet Przesiedle艅czy, wyda艂 mamie oraz jej synowi (lat 16) 鈥瀂a艣wiadczenie przesiedle艅cze nr 30鈥. Ja zosta艂am w 呕yczynie u Pac贸w.

Nasz przedwojenny warszawski dom ocala艂, ale by艂 doszcz臋tnie rozgrabio- ny. Mama nie chcia艂a tam wraca膰. Osiedlili艣my si臋 w S艂upsku. 29 sierpnia 1945 roku tamtejsza Komisja Mieszkaniowa skierowa艂a nas do lokalu przy Otto Strasse 15 (p贸藕niejsza ul. Boles艂awa Prusa), w kt贸rym jeszcze mieszka艂a jego w艂a艣cicielka 鈥 stara Niemka.

Pami臋tam j膮. By艂a niewysoka, pulchna, z siw膮 g艂ow膮. Nie chcia艂a nas przyj膮膰. O ironio! Wezwa艂a na pomoc sowieckich 偶andarm贸w. Przyszli w nocy kompletnie pijani. Chcieli natychmiast wyrzuci膰 nas na bruk. Na szcz臋艣cie mama zna艂a rosyjski i zdecydowanie przeciwstawi艂a si臋 interwencji. Odeszli bez s艂owa; zostali艣my w mieszkaniu z wrogiem w s膮siednim pokoju.

Rano mama wezwa艂a polsk膮 policj臋. Byli to m艂odzi warszawiacy z opaskami na r臋kawach marynarek. Mundur贸w jeszcze nie by艂o. Dok艂adnie przeszukali mieszkanie tej kobiety i znale藕li fotografie dw贸ch czy trzech Niemc贸w w mundurach SS. Na pytanie, kim s膮, Niemka z dum膮 powiedzia艂a, 偶e to jej synowie. Wtedy policjanci dostali takiej furii, 偶e a偶 mama musia艂a stan膮膰 w jej obronie. By艂am przy tym i by膰 mo偶e tak偶e moja obecno艣膰 powstrzyma艂a tych m艂odych ludzi przed zrobieniem czego艣 okropnego. Niemka jeszcze tego samego dnia si臋 ulotni艂a i ju偶 nigdy jej nie widzieli艣my. To by艂 prawdziwy 鈥瀌ziki Zach贸d鈥.

7 wrze艣nia 1945 roku mama podj臋艂a prac臋 administracyjn膮 w Pa艅stwowym Przedsi臋biorstwie Traktor贸w i Maszyn Rolniczych. Stefan poszed艂 do gimnazjum, a ja do podstaw贸wki. Mama bardzo du偶o czasu po艣wi臋ca艂a pracy spo艂ecznej. W maju 1950 roku zosta艂a powo艂ana na stanowisko przewodnicz膮cej Prezydium Powiatowej Rady Narodowej (odpowiednik starosty) w My艣liborzu, w wojew贸dztwie szczeci艅skim. W czerwcu 1952 roku zosta艂a s艂u偶bowo przeniesiona do Warszawy, gdzie obj臋艂a stanowisko naczelnika wydzia艂u w Radzie Pa艅stwa, a po reformie administracyjnej przesz艂a do Urz臋du Rady Ministr贸w i pracowa艂a tam a偶 do emerytury, to jest do ko艅ca 1969 roku. Nigdy nie ujawni艂a swego 偶ydowskiego pochodzenia.

Tak oto wr贸cili艣my do Warszawy, kt贸ra w tamtych czasach by艂a miastem zamkni臋tym.Mama by艂a nadzwyczaj przyzwoit膮 osob膮 i nigdy nikomu nie wyrz膮dzi艂a krzywdy. Wielu ludziom pomog艂a. Ogromnie du偶o jej zawdzi臋czam i 偶a艂uj臋, 偶e zbyt p贸藕no to doceni艂am. By膰 mo偶e w艂a艣nie jej postawa zadecydowa艂a o tym, 偶e w 1968 roku nie byli艣my prze艣ladowani. Nie wykluczam r贸wnie偶, 偶e zwyczajnie zgubili艣my si臋 w ewidencji.

Wojna okaleczy艂a mnie psychicznie. Chowa艂am si臋 bez ojca i w艂a艣ciwie bez matki, bo chc膮c zapewni膰 dzieciom utrzymanie i wykszta艂cenie, mama pracowa艂a dzie艅 i noc. Nie zazna艂am mi艂o艣ci babci. Nie u偶alam si臋 nad sob膮, jedynie analizuj臋 wp艂yw okoliczno艣ci, w jakich dorasta艂am, na moje dzisiejsze 偶ycie.

Fotografie i pami膮tki
do g贸ry

Strona 鈥瀂apis pami臋ci鈥
Stowarzyszenia
鈥濪zieci Holocaustu鈥
w Polsce.

Zrealizowano
dzi臋ki wsparciu Fundacji
im. R贸偶y Luksemburg
Przedstawicielstwo
w Polsce

ul. Twarda 6
00-105 Warszawa
tel./fax +48 22 620 82 45
dzieciholocaustu.org.pl
chsurv@jewish.org.pl

Koncepcja i rozwi膮zania
graficzne 鈥 Jacek Ga艂膮zka 漏
ex-press.com.pl

Realizacja
Joanna Sobolewska-Pyz,
Anna Ko艂aci艅ska-Ga艂膮zka,
Jacek Ga艂膮zka

Web developer
Marcin Bober
PROJEKTY POWI膭ZANE

Wystawa w drodze
鈥濵oi 偶ydowscy rodzice,
moi polscy rodzice鈥 moirodzice.org.pl

Wystawa sta艂a
鈥濵oi 偶ydowscy rodzice,
moi polscy rodzice鈥
w Muzeum Treblinka
muzeumtreblinka.eu
Strona 鈥瀂apis pami臋ci鈥
Stowarzyszenia
鈥濪zieci Holocaustu鈥
w Polsce.

Zrealizowano
dzi臋ki wsparciu Fundacji
im. R贸偶y Luksemburg
Przedstawicielstwo
w Polsce
Koncepcja i rozwi膮zania
graficzne 鈥 Jacek Ga艂膮zka 漏
ex-press.com.pl

Realizacja
Joanna Sobolewska-Pyz,
Anna Ko艂aci艅ska-Ga艂膮zka,
Jacek Ga艂膮zka

Web developer
Marcin Bober
PROJEKTY POWI膭ZANE

Wystawa w drodze
鈥濵oi 偶ydowscy rodzice,
moi polscy rodzice鈥 moirodzice.org.pl

Wystawa sta艂a
鈥濵oi 偶ydowscy rodzice,
moi polscy rodzice鈥
w Muzeum Treblinka
muzeumtreblinka.eu