zdjęcia: 7

Miriam Sharon, urodzona w 1934 r.

W syberyjskich lasach

Urodziłam się l0 września 1934 roku w Chorzowie, na Górnym Śląsku. Przed wojną w Chorzowie żyło około 4000 Żydów, przeważnie zasymilowanych.

Moi rodzice pochodzili z pobożnych rodzin z Nowego Sącza.Po ślubie przeprowadzili się do Chorzowa, by zmienić tryb życia z ortodoksyjnego na świecki i postępowy, jaki panował wówczas w Chorzowie.

Byłam drugim dzieckiem w zamożnej i częściowo zasymilowanej żydowskiej rodzinie. Moja siostra Rysia, o pięć lat starsza ode mnie, uczęszczała do polskiej szkoły. Było nas tylko dwoje dzieci. Rodzice mówili między sobą po żydowsku, ale do nas – dzieci zwracali się tylko po polsku. Pamiętam, że mama mówiła czystą polszczyzną, bez żydowskiego akcentu. Miałam polską nianię Agnieszkę, która mnie bardzo kochała.

Spędzaliśmy letnie wakacje razem z kuzynostwem we wsi Bystra. Byliśmy tam l września 1939 roku, gdy Niemcy zaatakowali Polskę. Powrót do Chorzowa był niemożliwy, bo tam już byli Niemcy. Nie myśleliśmy wtedy, że już nigdy do Chorzowa nie wrócimy. Mój ojciec załadował nas na ciężarówkę i ruszyliśmy, uciekając w kierunku Ukrainy. Było nas 20 dorosłych i ośmioro dzieci.

Przyłączyliśmy się do tysięcy ludzi, którzy pieszo, furmankami, w samochodach wędrowali po drogach, uciekając przed Niemcami. Niemieckie samoloty bombardowały uciekających. Jako przerażone dziecko zapamiętałam tę straszną podróż; dym pożarów i jęki rannych, wołających o pomoc. Pamiętam palące się domy w Tomaszowie Lubelskim, który zniknął w płomieniach.

Po wielu dniach podróży przybyliśmy do lasów ukraińskich, gdzie ukrywaliśmy się przed bombami. Tam obchodziłam moje piąte urodziny.

Latem w 1940 roku w wyniku paktu Ribbentrop–Mołotow ustalono nowe granice pomiędzy Niemcami i ZSRR. Obywatele polscy, którzy odmówili przyjęcia sowieckiego obywatelstwa, byli uważani za wrogów Związku Radzieckiego.

Pewnej letniej nocy rosyjscy żołnierze wtargnęli do naszego domu, by nas zaaresztować. Moja matka, chora na serce, odmówiła posłuszeństwa Rosjanom. Rosyjski żołnierz skierował ku niej broń grożąc, że ją zastrzeli. Byłam z siostrą koło mamy, ale na szczęście żołnierz nie wystrzelił.

Okazało się, że oficer, żydowskiego pochodzenia, powstrzymał go. żołnierze odeszli, ale po- wrócili następnej nocy i siłą załadowali nas do towarowych wagonów w pociągach, które ruszyły w nieznane. W pociągach, zapełnionych setkami ludzi, nie było ubikacji. Ludzie załatwiali się obok szyn, publicznie, podczas krótkich postojów.

Moja rodzina ulokowała się na górnych półkach wagonu, gdzie z trudnością można było siedzieć. żywności było mało. Warunki higieniczne okropne. Umierających grzebano obok torów kolejowych. Wydawało się, że ta podroż będzie trwała bez końca. W rzeczywistości trwała 2 miesiące.

Będąc sześcioletnim dzieckiem, nie mogłam się pogodzić z okropną rzeczywistością. Uciekałam przed nią zamykając oczy i pogrążałam się w świecie moich własnych myśli i marzeń, do którego nikt nie miał wstępu. Był to mój sposób unikania kontaktu z brutalnym losem. Nawet obecnie moje otoczenie uważa mnie za marzycielkę, ale w owych czasach zdawało mi się, że znalazłam jedyny sposób, aby przeżyć cierpienie i wstyd.

Pewnego dnia pociąg zatrzymał się i rozkazano nam wyjść z całym naszym dobytkiem. Przybyliśmy do Archangielska – miejscowości „na końcu świata”. Stamtąd szliśmy piechotą przez wiele godzin wśród bagna, kąsani przez ko- mary, do obozu pracy. W tym obozie żyliśmy przez 18 miesięcy w strasznej ciasnocie i w okropnych warunkach higienicznych.

Zima dłużyła się bez końca. Mrozy i śniegi były nie do zniesienia. Mój ojciec pracował przy wyrębie lasu. Matka stale chorowała. Siostra i ja nie chodziłyśmy do szkoły, bo jej nie było. Siostra nauczyła mnie czytać i pisać, wpoiła we mnie miłość do języka polskiego, do literatury i poezji polskiej, która we mnie pozostała na zawsze. Siostra była moim jedynym nauczycielem i zarazem przyjacielem.

W roku 1941, gdy Niemcy napadły na Rosję, polski emigracyjny rząd w Londynie zawarł umowę z ZSRR, na podstawie której dostaliśmy amnestię. Władze sowieckie pozwoliły nam opuścić obóz pracy i odzyskaliśmy wolność. Znów załadowano nas do pociągów, skierowanych tym razem na południe.

Nie wiedzieliśmy, gdzie wysiąść, bo wojska niemieckie posuwały się szybko i trzeba było znów przed nimi uciekać. Nie mieliśmy jedzenia, wybuchły epidemie. Czasami wysiadaliśmy z pociągu, by spędzić parę dni na jakiejś stacji. Potem znów wsiadaliśmy do innego pociągu.

Przez kilka miesięcy żyliśmy w Bucharze, w nędzy i głodzie. Agnieszka, moja polska niania, która spędziła z nami tę całą tułaczkę, zachorowała na tyfus. I umarła.

Ojciec został bezpodstawnie aresztowany, gdy szukał pracy. Spędził kilka miesięcy w więzieniu, ale udało mu się uciec. Podczas jego uwięzienia przenieśliśmy się do Samarkandy, gdzie przybywał brat matki i kilku krewnych i znajomych. W Samarkandzie przeczekaliśmy do końca wojny. Warunki były stosunkowo znośne, ale były też okresy głodu. Rodzice oddali nas do sierocińca. W Samarkandzie była polska szkoła i mieliśmy przyjaciół.

Żyliśmy jak zagubiony szczep w zaginionym świecie. Nie wiedzieliśmy nic o niesłychanych zbrodniach popełnionych na Żydach w Polsce i w innych krajach Europy. Zrozumieliśmy ogrom tragedii dopiero po repatriacji do Polski. Cała nasza rodzina została wymordowana.

Straciliśmy cały nasz majątek. Trudno mi opisać Polskę roku 1945. Dla nas była krajem przekleństwa – krajem śmierci. Wkrótce potem wyemigrowaliśmy do Brazylii, gdzie moja matka miała braci i siostry. Żyłam w Brazylii do ukończenia 30 lat. Studiowałam biologię i z tytułem magistra wyemigrowałam do Izraela, gdzie żyję obecnie wraz z moim mężem i z trojgiem dzieci: Igalem, Dafną i Urim. Mam pięcioro wnuków: Jonathana, Mayę, Ellę, Romy i Tomera.

Nie uważam się za dziecko Holocaustu. Myślę, że byłam tylko u jego brzegu. Nie byłam nawet dzieckiem ukrytym przed Niemcami. Miałam rzadki przywilej przeżycia wojny z najbliższą rodziną.

Kiedy wyjechałam do Brazylii, byłam młoda i doprowadziłam moje życie do normalnego stanu. Więc czego mi brak? Dlaczego bolą mnie niezabliźnione rany? Dlaczego piszę rozdział do waszej książki Dzieci Holocaustu mówią…?

W roku 1996 wzięłam udział w warsztacie w Yad Vashem, którego celem było nauczyć ludzi, którzy przeżyli Holocaust, opowiadać o swych osobistych przeżyciach. Poszłam na tę sesję razem z mężem, który też przeżył Holocaust. Po raz pierwszy w życiu poproszono mnie o relację z moich przeżyć.

Grupa ludzi o podobnej przeszłości słuchała w skupieniu. Byłam ciekawa, jak zareagują na moją spowiedź. Gdy skończyłam, psycholog, który prowadził naszą sesję, zawołał: „Jeżeli nie jesteś dzieckiem Holocaustu, któż nim jest?” Uczestnicy zasypali mnie pytaniami. Stałam się nagle jedną z nich. Jeszcze jednym świadkiem. Jeszcze jedną relacją z najciemniejszej epoki w historii
ludzkości.

Przez całe życie milczałam o historii mego dzieciństwa. Mam zamgloną pamięć. Zapomniałam wielu faktów. Nigdy nie miałam uczucia przynależności. Mówię wieloma językami, ale nie mam takiego, w którym mogłabym wyspowiadać się ze wszystkich myśli i wrażeń. Mam tyle osobowości, ile znam języków. Mam pasję do literatury i piszę wiersze, ale studiowałam biologię. Zawsze czekam na współczucie i sympatię, które mają obronić mnie przed strachem, że stracę nagle wszystko, co kocham. Nie jestem zdolna do mocnych uczuć. Tęsknię za czymś niewypowiedzianym, za uczuciem szczęścia, które na zawsze zginęło wraz z moim dzieciństwem.

Halina

Fotografie i pamiątki
do góry

Strona „Zapis pamięci”
Stowarzyszenia
„Dzieci Holocaustu”
w Polsce.

Zrealizowano
dzięki wsparciu Fundacji
im. Róży Luksemburg
Przedstawicielstwo
w Polsce

ul. Twarda 6
00-105 Warszawa
tel./fax +48 22 620 82 45
dzieciholocaustu.org.pl
chsurv@jewish.org.pl

Koncepcja i rozwiązania
graficzne – Jacek Gałązka ©
ex-press.com.pl

Realizacja
Joanna Sobolewska-Pyz,
Anna Kołacińska-Gałązka,
Jacek Gałązka

Web developer
Marcin Bober
PROJEKTY POWIĄZANE

Wystawa w drodze
„Moi żydowscy rodzice,
moi polscy rodzice” moirodzice.org.pl

Wystawa stała
„Moi żydowscy rodzice,
moi polscy rodzice”
w Muzeum Treblinka
muzeumtreblinka.eu
Strona „Zapis pamięci”
Stowarzyszenia
„Dzieci Holocaustu”
w Polsce.

Zrealizowano
dzięki wsparciu Fundacji
im. Róży Luksemburg
Przedstawicielstwo
w Polsce
Koncepcja i rozwiązania
graficzne – Jacek Gałązka ©
ex-press.com.pl

Realizacja
Joanna Sobolewska-Pyz,
Anna Kołacińska-Gałązka,
Jacek Gałązka

Web developer
Marcin Bober
PROJEKTY POWIĄZANE

Wystawa w drodze
„Moi żydowscy rodzice,
moi polscy rodzice” moirodzice.org.pl

Wystawa stała
„Moi żydowscy rodzice,
moi polscy rodzice”
w Muzeum Treblinka
muzeumtreblinka.eu