relacje spisane:
zdjęcia: 16

Ewa Kleinberg, urodzona w 1931 r.
Hanna Kleinberg, urodzona w 1936 r.

Listy wojenne

[Publikujemy cztery wspomnienia sióstr Kleinberg. Pozostałe można przeczytać wybierając „Hanna Kleinberg (1)”, „Hanna Kleinberg (2)” albo„Ewa i Hanna Kleinberg”w zakładce „wspomnienia”]

Podzielenie się wojenną historią naszej rodziny uważamy za swoją powinność. Zachowane przez nas w pamięci fakty oraz prawdziwe wstrząsające historie, opowiedziane przez nielicznych, uratowanych z zagłady naszych krewnych, zawarłyśmy w II i III tomach wspomnień „Dzieci Holocaustu Mówią”— wydanym w 2001 roku.

Opisy w tych wspomnieniach miały wiele luk. Mogłyby te opisy być pełniejsze, gdyby nie fakt, że bezpośrednio po wojnie byłyśmy dziećmi i nie nurtowały nas te sprawy. Ponadto dorośli nie chcieli wspominać tych bolesnych przeżyć. Wreszcie były to czasy, w których nie mówiło się o holocauście, a dodatkowo lepiej było nie zdradzać swojego żydowskiego pochodzenia. A kiedy czasy się zmieniły, byłyśmy starsze i zapragnęłyśmy dokładnie poznać przeszłość, nie było już kogo o tę przeszłość pytać.

W wyjaśnieniu wielu wątpliwości: co się działo w tamtych latach wojny, pomogła nam analiza listów, jakie zachowały się w naszym archiwum rodzinnym.

Są wśród nich listy z pierwszych lat po wybuchu wojny, kiedy rodzina rozproszyła się w różne strony z miejsc, które zamieszkiwała od lat, żeby ukryć się przed niebezpieczeństwem, listy pisane po pierwszych masowych egzekucjach w Rabce, listy uciekinierów do Lwowa i listy z ukrycia na fałszywych aryjskich papierach.

Żadne opisy wydarzeń w czasie wojny nie są w stanie oddać tragizmu sytuacji tak dobrze, jak relacje i odczucia ofiar tragedii zawierane w listach do najbliższych.

Pomyślałyśmy więc, że przytoczenie niektórych z listów pozwoli przybliżyć atmosferę, problemy, zagrożenia i fakty tamtych lat.
Te niezwykle przejmujące listy pochodzą z okresu, w którym można było jeszcze listy wysyłać. Bowiem z upływem tych koszmarnych lat wojennych korespondencja urywała się.

Albo zabrakło piszących, albo zabrakło adresatów!

Do zebranych dotąd historii rodzinnych, w ostatnim czasie doszło jeszcze jedno źródło informacji. Tym razem to też listy, ale pisane aktualnie przez naszego „dalszego” kuzyna ze Stanów.


Rodzina

Na zdjęciu powyżej Ichiel Kleinberg i jego syn Wilhelm Kleiberg. Zdjęcie zrobione ok. 1900 r.

Rodzinna fotografia Kleinbergów została wykonana w 1929 roku z Zakładzie Fotograficznym Wilhelma Kleinberga, mieszczącym się przy ul. Gertrudy 23 w Krakowie.

Stoją od lewej: Izaak Kirsch — mąż Ireny z d. Kleinberg, Paulina Keiner z d. Kleinberg, Maria — żona Edwarda Kleiberga, Edward Kleiberg, Irena Kirsch z d. Kleiberg, Inka — żona Juliusza Kleinberga, Roman Kleinberg, Alice (Kasia) — żona Romana Kleinberga, Izydor Minder — mąż Zofii z d. Kleinberg

Siedzą od lewej: Juliusz Kleinberg, Ferdynand Keiner — mąż Pauliny z d. Kleinberg, Aron Minder — ojciec Izydora Mindera, Antonina Kleinberg, Wilhelm Kleinberg, Zofia Minder z d. Kleinberg

Siedzą na podłodze: Jurek Minder i Olek Keiner

Nasi dziadkowie Wilhelm Kleinberg i Antonina Kleinberg mieszkali od lat w Krakowie, pobrali się w 1894 roku. Mieli sześcioro dzieci: Zofię (po mężu Minderowa), Paulinę (po mężu Keiner), Irenę (po mężu Kirsh), Edwarda (aryjskie nazwisko Śliwiński), Juliusza i naszego tatusia Romana.

W latach 1918 do 1929 wszystkie dzieci założyły własne rodziny.
Dziadek był właścicielem zakładu fotograficznego „Kamera” przy 
ul. Gertrudy 23 w Krakowie oraz magazynu aparatów i przyborów fotograficznych w Hotelu „Pod Różą” przy ul. Floriańskiej 14 w Krakowie. Był fotografem, portrecistą, specjalizującym się w foto-grafowaniu dzieci.

Zofia z Kleinbergów Minderowa prowadziła salon krawiecki 
w Krakowie, przy ulicy Karmelickiej. Jej mąż dr Izydor Minder był adwokatem, obrońcą w sprawach karnych, miał kancelarię przy ulicy
 św. Anny 4.

Paulina z Kleinbergów Keiner skończyła szkołę muzyczną. Jej mąż był adwokatem w Rabce i Jordanowie.

Irena z Kleinbergów Kirsh też była nauczycielką muzyki.

Edward Kleinberg był inżynierem, pracował w przemyśle naftowym.

Juliusz Kleinberg miał zawód urzędnika, był też prezesem związku sportowego „Sokół w Krakowie.

Roman Kleinberg — nasz ojciec był lekarzem dentystą.

Nasi rodzice Roman i Alice Kleinberg przeprowadzili się jeszcze przed wojną do Rabki, niedaleko Krakowa, gdzie Tatuś prowadził Zakład Dentystyczny.


Wojna, rozstania i ucieczki

W czasie mobilizacji w 1939 roku Tatuś został powołany do wojska. Ponieważ front szybko przesuwał się na wschód, nasz Tatuś w poszukiwaniu swojego oddziału dotarł do Lwowa. My z mamą pozostałyśmy w Rabce.

Zofię Minderową wojna zastała w Krakowie, a jej mąż z synem Jerzym, podobnie jak nasz Tatuś, znalazł się we Lwowie.
Paulina Keiner przed wojną wraz z mężem i synem mieszkała 
w Rabce, jej mąż zmarł w 1938 roku, a ona wraz z synem po wybuchu wojny też uciekła do Lwowa.

Irena z mężem uciekła do Rumuni, a stamtąd wyjechała do Portugalii, a następnie do Anglii.

Juliusz Kleinberg z żoną Sabiną i synem Erykiem do sierpnia 1940 roku mieszkali jeszcze w Krakowie, a następnie schronili się 
w Szczawnicy.

Edward Kleinberg w 1923 roku przeniósł się do Jedlicza k. Krosna, tam mieszkał z żoną i córką Ewą, a po wybuchu wojny szukał schronienia w okolicznych miejscowościach, posługując się „aryjskimi papierami”.

Tak więc po wybuchu wojny wszyscy członkowie rodziny, wobec nadchodzącego zagrożenia, uciekali w popłochu z Krakowa. Gehennę, jaką przeżyli nasi krewni w czasie wojny nie sposób opisać.

Gdzie są nasze dzieci i czy żyją nie wiemy
Od wspomnianego wcześniej naszego kuzyna Dana Aronsona dostałyśmy kopię wstrząsającej kartki, datowanej w dniu 19 września 1940 r, pisanej przez dziadka Wilhelma do szwagra Balicera i siostry Rozy, którzy jeszcze przed wybuchem wojny wyemigrowali do Stanów Zjednoczonych.

Kiedy pisał ten list okupacja trwała już przeszło rok, rok strachu, ucieczek, tragicznych rozstań. Dziadek Wilhelm mógł w tym czasie nie wiedzieć gdzie są Jego dzieci.

Kraków, 19.09.1940
Moi Najukochańsi! Za dowiadywanie się o nas za pośrednictwem Jeas (lub Feas) serdecznie dziękujemy. Niestety jeszcze żyjemy. Toncia od roku ciężko choruje i ja jestem jej załamanym pielęgniarzem. Gdzie są nasze dzieci i czy jeszcze żyją, nie wiemy. Byli wsparciem naszej starości a teraz wegetujemy bez nich. Naszą nędzę trudno ubrać w słowa. Jeżeli jesteście w stanie nam pomóc, zróbcie to tym prędzej, aby wasza pomóc nie przyszła za późno. W przeciwnym wypadku zawiadomcie jakiś stowarzyszenie charytatywne, które się nad nami zlituje. Takich jest przecież mnóstwo. Co porabiasz, drogi Hermanie, co Róża i wasze dzieci? Odpowiedzcie nam niezwłocznie 
i bądźcie serdecznie pozdrowieni. Wasz Wilhelm

Jesteśmy dzięki Loli zdrowi, lecz po co?!
W 1941 roku nasza Mama sprowadziła dziadka Wilhelma, babcię Antoninę i swoją matkę, a naszą babcię Laurę Paster do Rabki 
z nadzieją, że tu będą bardziej bezpieczni, niż w Krakowie. Pomagała Mamie w opiece nad Dziadkami niezwykle szlachetna osoba — Lola Shifeldrin, która była przed wojną sekretarką u adwokata Ferdynanda Keinera, męża Pauliny z domu Kleinberg, a po śmierci Ferdynanda 
i wyjeździe Pauliny z synem Olkiem do Lwowa zaopiekowała się Dziadkami, wspierała naszą Mamę i otaczała nas dzieci troskliwą opieką w Rabce, a później w Święcanach, gdzie ukrywałyśmy się na aryjskich papierach.

24 lipca 1941 roku z Rabki Wilhelm Kleinberg pisał do córki Ireny Kirsch, przebywającej w Lizbonie.

Rabka, 24.07.1941
Irusiu Najdroższa Nasza Córeczko! Dlaczego ten wykrzyknik nie może głośno dociec do Ciebie?! Pojęłabyś wtedy, jak nam Ciebie brak. Dziś otrzymała Lola Twój list lotniczy z 4 bm (4 lipca 1941 r). Piszesz 
o ostatnich wiadomościach o nas z października zeszłego roku (X 1940). Toś od tego czasu nic od nas nie otrzymałaś?! Jakaś ty przez to biedna, a my z Tobą. Powtarzam wobec tego to o czym kilka razy Ci pisałem. Nasza biedna Zosia mieszka kątem w Podgórzu u Keinerowej. Pracownię jeszcze ma na Dietllowskiej, dokąd chodzi codziennie na przepustkę. Tramwaju nie używa. Tam pracuje dla siebie teścia 
i dla (…) Od swoich nie ma bezpośrednich wiadomości. Poldek pisał tu z końcem maja, że Jurek pracuje w biurze, a Olek jest bez pracy. Od (…) przyszła wiadomość, że był chory, ale też będzie pracował. Zosia nie powinna o tym wiedzieć. Od Poli nie mamy od kilku miesięcy nic, prócz dwóch słów na kartce Poldka z końca maja. Od Oleczka także nie. Julkowie z rodzicami i Erykiem są nadal w Szczawnicy. Gdzie teraz Edkowie przebywają nie wiemy. Otrzymaliśmy przez kogoś od Nich 200 zł. Wyprzedaliśmy się już ze wszystkiego. Drożyzna, Zosia nie może nastarczyć.
Romek jest gdzieś ordynansem(?). Mimo tego wszystkiego jesteśmy dzięki Loli zdrowi, lecz po co ?! Z czego Ty żyjesz? A Tadek?. Całuję Cię tato i mama.

Błagam Cię na wszystko Loluniu napisz całą prawdę…
W kwietniu 1942 pisała Irena Kirsch z Lizbony do Loli Schifeldrin, odpis tego listu w kartce Wilhelma Kleinberga do Zofii Kleinberg, pisanej 1 maja 1942 roku.

Droga Loluniu! Za miesiąc mojej staruszki urodziny, a ostatnie wiadomości od obojga pisane Ich ręką miałam równocześnie z kartką od Ciebie w październiku z. r. Mam jak najgorsze przeczucia, bo chociaż poczta nie kursuje tak regularnie, to jednak wszyscy inni dostają listy. Marysia dostaje listy co dwa tygodnie i od jej siostry dowiedziałam się, że Zosia już wie, że jestem w kontakcie z Jej bliskimi. Dostałam od Nich depeszę, są obaj razem, krewny Marysi mi napisał osobiście, że się Nimi opiekuje, mają zajęcie, a ja posyłam stale pieniądze i paczki.

Depeszowałam też do brata Józka w Ich sprawie. (Mam na myśli Korchesa (?), tak ja, Zosiuniu wnioskuję). Kuba mi pisał, że jest w gościnie u pani Zimmermanowej i wszystko już zrobił, żeby Poldkowie z Olkiem go też odwiedzili. Ja od Nich nie mam jeszcze odpowiedzi, ale nie zrażam się, posyłam Im tak samo wszystko, o czym daję równocześnie znać Misidziom (?).

Romka intensywnie szukam, o Niego jestem jakoś najbardziej spokojna, bo ma wspaniały zawód. Wierzę, że Go wkrótce odszukam. Najgorsze dla mnie brak wiadomości od Was, a przecież ciągle piszę, do Ciebie, do Staszków, do Zosi i do Heleny, wszystkim posyłam pozdrowienia, Julkom też na adres brata Inki, jeszce chcę przesłać Edkom i dlatego proszę, żeby zaraz do mnie napisali. Błagam Cię na wszystko Loluniu, napisz całą prawdę, nie wiem jak ja długo przetrzymam takie życie w niepewności, czy wszyscy żyją, bo przecież właśnie jestem zupełnie sama z moimi troskami. Wszyscy inni mają swoje własne, jakoś umieją sobie z nimi poradzić i żyć pogodnie. Ja nie potrafię, jestem zupełnie złamana i tylko trzymam się myślą, że trochę mogę pomóc. Ściskam i całuję wszystkich i błagam o wiadomość. Irka.


Listy o zbrodni w Rabce

Ukrycie Dziadków Kleinbergów i Babci Laury Paster w Rabce okazało się nieskuteczne, chociaż pozostanie w Krakowie też nie uchroniłoby Ich przed tragedią. Jak się okazało Rabka stała się miejscem masowych egzekucji Żydów w pierwszej kolejności z Rabki, a później z całego Podhala, za sprawą urządzonej tam w dawnym gimnazjum w willi „Tereska” szkoły gestapowców. Szkolili się tam wyjątkowo okrutni oprawcy, którzy „praktykowali” na miejscu!

Nasze Babcie i Dziadek zostali tam rozstrzelani w dwóch kolejnych masowych egzekucjach 20 maja 1941 roku i 16 czerwca 1941 roku. Kiedy dziś wspominamy tę tragiczną historię naszych Dziadków wydaje się niewyobrażalne, żeby schorowani starzy ludzie, odprowadzani najczęściej przez własne dzieci, przetrzymywani przez noc 
w zimnych, ciemnych betonowych bunkrach, musieli nad ranem 
o własnych siłach, poganiani, katowani i poniewierani przez SS-manów, dowlec się przez jary i stanąć nad wcześniej wykopanymi 
w lesie, koło szkoły, masowymi grobami, lecz to niestety była okrutna rzeczywistość.

O tym i o innych faktach z losów naszej rodziny i wielu innych rodzin z Podhala, o zbrodniach popełnionych przez nazistów na tym terenie opisuje książka pt. „Mroczne sekrety willi Tereska”, autorstwa licealistów Michała Rapty i Wojciecha Tupty oraz Ich profesora historii Grzegorza Moskala, wydana w 2008 roku.

Wspomniany wcześniej nasz kuzyn Dan Aronson, po przeczytaniu naszej relacji o tej zbrodni w II tomie „Dzieci Holocaustu Mówią”, 
w nawiązaniu do pocztówki Dziadka Wilhelma Kleinberga 
z 19 września 1940 roku, pisał tak: „to dlatego napisany przez Ciebie rozdział w książce tak mocno mnie poruszył. Miałem wrażenie, jakbyście już czytały tę pocztówkę od Niego i opowiadały wraz z Ewą po prostu następną część historii, wspominając jak Wasza mama zdecydowała się zabrać z Krakowa Wasze dwie babcie Laurę Paster i Antoninę Kleinberg, a także dziadka Wilhelma oraz, że babcia Tońcia zachorowała na różę. Od 1940 roku do 2005 minęło 65 lat, 
a Wy pisałyście dalej Jego opowieść, tak jakbyście właśnie podjęły Jego narrację. Czytając te Wasze słowa doznałem największych wzruszeń w moim życiu i jestem Wam bardzo wdzięczny, że podjęłyście się trudnego zadania, jakim było opowiedzenie Waszej historii”.

Wzruszającą korespondencję z naszym kuzynem przerwała Jego przedwczesna śmierć w Waszyngtonie 28 lutego 2010 roku.

Pierwsza masowa egzekucja w Rabce 20 maja 1942 r.
List napisany po pierwszej egzekucji 20 maja 1942 roku przez opiekunkę Wilhelma i Antoniny Kleinberg — Lolę Schifeldrim, do córki Antoniny — Zofii Minderowej, powiadamiający o śmierci matki: „zakończyła życie Droga nasza Staruszka”.

Lola Schifeldrim w tej samej egzekucji straciła babcię i ciocię.
Drobnym pismem dopisek męża Antoniny — Wilhelma Kleinberga.

W dalszej części dopisek synowej Antoniny i Wilhelma Kleinbergów — Alice (naszej Mamy), która w tej samej egzekucji straciła również własną matkę — Laurę Paster. Przyczyna śmierci w liście została 
z wiadomych względów zafałszowana.

Jesteśmy wszyscy w żałobie
Droga Pani! Nie byłam w stanie do tej pory donieść Drogiej Pani 
o nieszczęściu jakie nas spotkało. We środę popołudniu zakończyła życie atakiem sercowym Droga Nasza Staruszka. Umarła na swoim łóżku spokojnie we śnie i to niestety musi być dla nas pocieszeniem. Jesteśmy tak strasznie złamani tym wszystkim co się działo i dzieje — trudno było zawiadomić o tym, bo po co — musi Droga Pani być silną, jest Pani potrzebna tylu ludziom. Tak bardzo chciałam zdrową i całą odstawić Wam moi drodzy Staruszkę, nie szczędziłam trudu, jednak nieubłagana śmierć była silniejszą. — Załatwiłam tu wszystko — modlitwę i pokutę, a drogą Panią proszę by przyjęła to wszystko 
w spokoju, bo takie było życzenie drogiej Matki. Jesteśmy wszyscy 
w żałobie, p. Lica za matką, ja za ciotką i babcią moją i to też musi być pocieszeniem dla Pani. Bardzo proszę pocieszyć jakoś Staruszka, by do reszty nie załamał się. Kończę i ściskam drogą Panią. Lola

Ja tego ciosu nie przeżyję. Jestem sam
Zosiuniu! Ty przynajmniej się nie załamuj. Ja tego ciosu nie przeżyję. Jestem sam. Bądź zdrowa moja Jedyna. Tato

Jestem Połamana na kawałki
Moja Droga Zosiu, kochany Edku! Spotkało nas nieszczęście nie do pojęcia. Trudno mówić o pocieszeniu – musimy się jednak zmusić do wytrwania z myślą o tych, którym jesteśmy potrzebne, którzy chcą nas zastać jeszcze zdolne do życia. W tej chwili jestem połamana na kawałki, kiedyś Ci to może będę mogła opowiedzieć – pisać się nie da, ale staram się podnieść, bo tak musi być. Bądź silna Zosiu, Edku, to mnie też doda sił do życia. Całuję Was gorąco. Wasza Lica

25 maja 1942 roku Dziadek Wilhelm pisał do córki Zofii:

…Wszcząłem kroki by być razem z Julkami. Czy się uda, pytanie. Nie mogę być sam. Tak mi smutno… Jak tę stratę przetrzymać! Niczego się tak nie boję, jak utraty zmysłów…

Aby trochę wypłakać mój ból
28 maja 1942 roku Julek Kleinberg ze Szczawnicy do siostry Zofii 
i brata Edwarda pisał:

Kochana Zisiu i Giełło! [Giełło — przydomek Edwarda Kleinberga]
Wprawdzie nie piszecie do nas nigdy, ale muszę Was wytłumaczyć brakiem głowy do tego. — Nie zrażam się tym, gdyż muszę napisać do Was, aby trochę wypłakać mój ból po ciosie, jaki nas spotkał.

Na nic Twoje Zosiu starania i starania Loli. Nasza tak dzielna Staruszka odeszła od nas na zawsze, nie doczekawszy się dzieci, czego tak bardzo pragnęła. Trzeba się jednak z tym pogodzić, choć jakże trudno to przychodzi wiedząc, że Jej już nigdy nie zobaczymy. Dość się biedaczka nacieszyła w swym życiu i może dla Niej lepiej, że się skończyło. — Żal mi tylko Staruszka, który został sam jeden z dala od swoich. — Jakże chciałbym być przy Nim. Ale to niestety niemożliwe.— Robiłem starania, aby Go tu sprowadzić, ale i te okazały się bezskuteczne. Tak kochani i nas nie ominął ten ból…

Ostatnia kartka
29 maja 1942 roku pisał ponownie Juliusz Kleinberg do siostry Zofii Minderowej do Krakowa ze Szczawnicy.


Kochani!
Kartka Wasza z 24 dziś dopiero nadeszła i jak z niej widzę nie wiedzieliście jeszcze o ciosie, jaki nas spotkał. Ja dopiero dowiedziałem się o tym 26-go. Siedzę teraz na… i rozmyślam i wprost nie mogę sobie miejsca znaleźć, tym bardziej, że z Rabki nie mam żadnych dalszych wiadomości. Myślałem, że Lica po liście Loli też coś napisze, ale milczy.

W tym smutku cieszy nas, że Giełło jakoś się ustabilizował. Pytacie jak my tu żyjemy. Ot jak wszyscy nam podobni!. Pozbywa się resztek 
i jakoś się pcha. Byleby chociaż spokój mieć! Jesteśmy zdrowi, tylko Inka ma często z sercem do roboty. Pytacie o przeniesienie Staruszków tutaj. Jeszcze przed tym myślałem o tym, aby Ich ściągnąć, ale bez skutku. Teraz chciałem mieć biednego Staruszka przy sobie, ale niestety żaden z naszych tu nie może przybyć.

Eryka i jeszcze dwoje dzieci uczę sam, aby chociaż coś robić. Eryk wyrósł jak topola, ma 1,65 wys. i zajmuje się markami. Co do paczki dla Niego, to jak Zosiu będziesz mogła, to przygotuj, a jak nie to musi się obejść, choć wszystko ciasne, nawet buty. My też z Inką wnet boso.

Z dopisku widzę, że Marysia z Ewą była u Was, czy w odwiedziny?. Jak się czują. Ewa też musi być dużą panną. Ucałujcie je od nas. Co porabia dziadziu Aron?

Napiszcie znowu parę słow. Nie wiecie jaką to nam ulgę sprawia w tej samotności. Całuję Was Julek.

Pozdrowienia od Inki i Eryka.

To była ostatnia kartka od Juliusza Kleinberga. On, Jego żona Sabina 
i synek Eryk zostali rozstrzelani na drodze, kiedy wraz z innymi żydowskimi więźniami z Podhala byli gnani ze Szczawnicy do Nowego Targu na stracenie.

Żyjemy tu z dnia na dzień
1 czerwca 1942 roku nasza Mama Alicja Paster pisała do szwagierki Zofii Minderowej:

Moja kochana Zosiu! Otrzymuję Twoje liściki pełne troski i obawy 
o Ojca. Zapewniam Cię, że i ja nie przestaję się o Niego troszczyć. Chciałabym zrobić wszystko, co tylko będę mogła — na razie nie mam możności, nie mam co, bo nic się nie dzieje, a jak i co będzie nie wiadomo. To co mogłam uczynić tj. umieścić Go w miejscu, wedle mojego zrozumienia nie zagrożonym, to zrobiłam.

Tymczasem jest cicho, nic nie wiemy co będzie, różnie się mówi. Bądź jednak pewna, że uczynię wszystko, jak zajdzie ku temu potrzeba, przygotować tu nic więcej nie można, jak to co jest, czyli ulokowanie Go.

Żyjemy tu z dnia na dzień, ciągłe zmartwienia, kłopoty straszne, obawy. Trudno i ciężko mi samej, zdana we wszystkim na własną odpowiedzialność.

Skoro już tak musi być — nie załamuję się, wiem że mi nie wolno — wydobywam ze siebie wszystkie możliwe siły dla przetrwania. Zosiu! Kiedy się zobaczymy? Co sobie tam Nasi myślą? O nas?
Wiem, że umiesz być silna, pamiętaj dla kogo! Mocno Cię całuję, Twoja Lica.

Pisząc ten list Nasza Mama Alicja nie wiedziała, że Jej mąż Roman Kleinberg już wtedy nie żył, mąż Zofii, Izydor także. Przeżył jedynie syn Zofii Jurek, który po śmierci ojca, przez Bliski Wschód przedostał się do Anglii.

Z sześciorga dzieci jedno przynajmniej powinno mi zamknąć oczy
11 czerwca 1942 roku Wilhelm Kleinberg pisał do syna Edwarda:

Mój drogi Edwardzie!
Nie przeczę, by mój i Julka plan nie miały podłoża uczuciowego, pojmuję również bardzo dobrze, że sentymentem obecnie kierować się nie wolno. A jednak uważam, że z sześciorga dzieci jedno przynajmniej powinno mi zamknąć oczy. Nie doczekała się tego nasza Święta Męczennica, mimo, że na to tak zasłużyła, niechże chociaż ja skończę przy jednym synu lub razem z nim.

Zdaję sobie jasno sprawę z tego, co mnie i jego czeka, co czeka nas wszystkich, byłem przez całe życie razem z wami, niechże przed zgonem będę przynajmniej z jednym z Was. Pozdrawiam, może po raz ostatni, naszą anielską Zosiunię, ściskam Ją mocno z życzeniem, by się ostała dla swoich i Ją całuję. Ciebie mój Synusiu nie mniej i proszę Was, byście mi przebaczyli, jeślim kiedyś jako ojciec Was skrzywdził i wspominali dobrze mnie i Waszą biedną matkę. Bądźcie zdrowi i przez los chronieni. Kocham Was wszyskich do ostatniego tchu. tato

pieniędzy niech Zosiunia nie przysyła ani tu ani do Julka, bo to, co posłała bratowej dla ratowania Mamy wystarczy aż nadto.

Druga masowa egzekucja w Rabce 16 czerwca 1942 r.
List Alicji Paster do Zofii Minder pisany po 16 czerwca 1942 roku powiadamiający o stracie Wilhelma Kleinberga w kolejnej masowej egzekucji w tym dniu w Rabce.

Kochana Zosiu! Z bólem serca muszę Ci donieść o nowym nieszczęściu, które Cię spotkało. Powtórzyło się to, co było z Mamą. Jesteśmy bezsilni i wszystkie zabiegi nie pomogły. Powtarzam Ci, że jesteśmy bezsilni, żyjemy z dnia na dzień. Niech Tobie i nam Bóg pomoże przytrzymać to wszystko. Co ja przechodzę nie mogę opisać. Bądź silna Zosiu błagam Cię! My we czwórkę jesteśmy zdrowe, ale co z tego. Mocno Cię ściskam. Twoja Lica


Listy z zesłania

Nasz ojciec Roman Kleinberg, wujek Izydor Minder, mąż Zofii Kleinberg i Ich syn Jurek Minder, a także Paulina Keiner z d. Kleinberg z synem Aleksandrem we wrześniu 1939 roku przybyli do Lwowa. Dzięki życzliwości i dobroci wielu znajomych osób znaleźli tam mieszkanie i pomoc materialną i tak oczekiwali na koniec okupacji w nadziei, że nastąpi on szybko. Stało się jednak inaczej. Jak wiadomo Oni, jak większość Polaków z tych terenów, stali się ofiarami potwornego, nieludzkiego planu Stalina: wyeliminować ludność polską z ziem odebranych Polsce na podstawie umowy jałtańskiej. Zaczęły się aresztowania i wywózki Polaków i polskich Żydów. Szły transporty w wagonach towarowych na Sybir i w inne odlegle miejsca do obozów pracy. Ofiarą tych wywózek padli, oprócz naszego Ojca, Izydor i Jerzy Minderowie — autorzy niżej zamieszczonych listów, a także nasza ciocia Paulina Keiner z synem Aleksandrem.

Jak bardzo mnie boli ta moja bezsilność
List z listopada, lub grudnia 1939 roku Romana Kleinberga do żony Licy.

„Najukochańsza Kasiu (tak tatuś nazywał naszą mamę) i moje Najdroższe Dziewczynki. Tak bardzo za wami tęsknię, że trudno opisać. Już nie raz o tym pisałem we wiadomościach przesyłanych do Was. Jak bardzo się o Was niepokoję i jak bardzo chciałbym Wam dopomóc. Znasz kochana moja względnie wyrobioną stanowczość i zaradność i jak bardzo mnie boli ta moja bezsilność i dlatego napisz mi odwrotnie czy życzyłabyś sobie mojej pomocy. (…) Ponieważ od dłuższego czasu nie miałem od Was żadnej wiadomości, w obawie o zmianę Waszej sytuacji na gorsze myślę o Was z coraz bardziej wzrastającą troską. (…)

Najukochańsza. Zbliża się dzień Twoich urodzin. Tak bardzo pragnąłem i wierzyłem, że uda mi się osobiście złożyć ci życzenia. Już przecież dwie uroczystości, tj. rocznice naszego ślubu i Ewusi urodziny obchodzimy osobno. I Twoje też Kasiu urodziny muszę obchodzić sam i tylko tą drogą mogę Ci przesłać moje najlepsze życzenia, z których najważniejsze to byśmy się jak najszybciej spotkali i już razem przez długie lata żyli w spokoju z naszymi Najdroższymi Dziewczynkami i ze wszystkimi Naszymi Najbliższymi. Pamiętaj o tym, że po wysłaniu tego listu z największą niecierpliwością oczekiwał będę Twojej odpowiedzi. Najmocniej i najgoręcej całuję Ciebie i nasze Najdroższe dziewczynki 
i strasznie tęsknię. Wasz Tatek

Izydor Minder i Jerzy Minder pisali ze Lwowa do swojej żony i matki Zofii Minderowej, która w tym czasie była w getcie w Krakowie. Listy pierwsze były nawet optymistyczne, lecz z upływem czasu stawały się tragiczne, podobnie jak los ich autorów.

Jesteśmy naprawdę zupełnie, ale to zupełnie zdrowi
List z 4 listopada 1939 roku Izydora Mindera i Jerzego Mindera do Zofii Minderowej (we wszystkich listach Izydor Minder podpisywał się imieniem Olek).

Lwów, 4 XI 1939 /Wyspiańskiego 3 m 3/ pp. Zeilerowie
Kochana Mammy!
Dostaliśmy 1 b.m. list i rzeczy od Ciebie i ucieszyliśmy się bardzo wiadomościami od Was. Czekaliśmy na nie od 2 miesięcy i ciągle niepokoiliśmy się o Was, więc wyobraź sobie, co było, jak przyszły i to po raz pierwszy bezpośrednio. Była u nas wprawdzie p. Olga — siostra p. Elzy z oficyn, Hela — siostra Broni i p. Fl — fotograf z Rabki, ale ich opowiadania były bardzo pomieszane, tak że dopiero kolega Ojca wyjaśnił nam wszystko i uspokoił nas. Trochę jesteśmy zmartwieni, że rozłączyliście się z Licą i dziećmi, ale z drugiej strony zadowoleni, że wróciła do swojego mieszkania, o czym pisała już sama do Romka, 
a On właśnie niedawno dał znać i o „Riwierze” także.

Powtarzam Ci Mammy jeszcze raz, że jesteśmy naprawdę zupełnie, ale to zupełnie zdrowi: wyleczyłem się z żołądka całkiem (kuracją z jabłek: jem 3-4 dziennie), a ojcu też nic nie dolega i jemy wszystko i ile się da, o co  troszczy się nasza gospodyni. My dwaj mieszkamy we Lwowie u b. miłych i niesłychanie zacnych, starszych państwa, którzy starają się 
o nas, jak o swoich i pomagają nam (zwłaszcza ona, a jeszcze bardziej nawet służąca dogadzająca nam po kryjomu przed panią, przed którą nie ma co kryć, ale wyprzedzają się wzajemnie. Możemy więc jeść 
i jemy obiady w domu, b. dobre, obfite i tanie, a śniadania i kolacje robimy sobie sami, tylko że herbatę, czy kawę gotuje służąca. Pranie jest też w domu (z  kąpielami  gorzej), czyszczenie butów i sprzątanie, bo nie pozwalają takich „rzeczy” robić, że „nie wypada”. Oczywiście staramy nie się dawać się wyręczać: chodzimy sami na kupno, a różne panie sąsiadki nie tylko że nam doradzają, ale i często same załatwiają różne sprawunki, tak że dajemy sobie nieźle radę, a wszyscy twierdzą, że doskonale. W ogóle trafiliśmy tu szczęśliwie na b. dobrych ludzi, którzy nas nawet w miarę możliwości wyposażyli w ciepłą bieliznę. Ich grzeczności nie są do wywdzięczenia.

Z ubraniem nie jest nadzwyczajnie, bo mamy obaj akurat te najcieńsze, więc wszystko, coś posłała, bardzo się przydało. Wszyscy cię tu podziwiają i chwalą, a ja jestem dumny z mojej mięciutkiej Mamusi. Pracy nie mamy. Ojciec ma honorową i pełną roboty funkcję 
w Krakowskim Komitecie Uchodźców i ja też, a prócz tego chodzę na filologię angielską (nie mam jeszcze przyjęcia i nie wiem, czy i kiedy dostanę). Konwersuję z p. Sonią (jest tu z mężem i proszą żeby pozdrowić Cesię) i pomagam Ziutce (jest tu z rodzicami: o ile możesz, daj u nich w domu znać, że wszystko w porządku) do szkoły. O czymś praktycznym mowy nie ma. Romek, Pola Poldek i mały Olek (chodzi do szkoły) siedzą, ze względu na tańsze warunki życia, niedaleko stąd, w Podhajcach, i porozumiewamy się z nimi stale. Są całkiem zdrowi i powodzi się im dobrze. Edkowie z Ewą przyjechali na próbny miesiąc do rafinerii w Ustrzykach Dolnych. Irka podobno w Rumunii. Co z Julkami? Do Wujka Jakuba, do Józka, ani do Sigrid pisać nie możemy. Do Was — wykorzystujemy każdą sposobność. Jest tu Twój kuzyn Józek, Staszek z Krupniczej (wujek małego Olka), Tadek, sąsiad z przeciwka, z Wickiem, Janka ze siostrą i szwagrem, były szef Ojca z rodziną właścicielki sklepu „Lusina” p. Sędzielowskiej z Dunajewskiego 6 — wszyscy zdrowi, zawiadomcie w miarę możności ich rodziny. Jest tu też  kilku moich kolegów np. Fredek Szymek i i. Co z Władkiem? Szkoda, że nie mamy Waszych ani dzieci (dla mnie mogą też być …) fotografii, a tyle ich przecież zostało w moich albumach w szafie na dole i po szufladach w biurze. Co słychać na Św. Anny? Czy Ewsia i Haneczka pamiętają nas jeszcze? Macie pozdrowienia od Brandesów. Miejcie się dalej dobrze, pozdrówcie całą rodzinę i Karolcię (powiedz jej, że cieszymy się, że została z Wami) i dajcie znów coś znać o sobie Podobno Czerwony Krzyż na Pierackiego 19, II p. (przyjmuje wiadomości). Piszę dlatego głównie ja, żeby było wyraźniej. Ściskam i całuję moją puszystą Mamusię, a Dziadka serdecznie pozdrawiam. Jurek

Przesyłamy Ci serdeczne życzenia do urodzin — spóźnione — ale wiedz, że 14 września myśleliśmy o Tobie bardzo mocno i dużo (Olka pismo). Ja też życzę Ci wszystkiego najlepszego (Jurek)

Moja droga Kochana Zosiu!
Nie masz pojęcia jak ucieszyliśmy się wiadomością i rzeczami od Ciebie. Bardzo nam się przydały (…), że nie mamy cieplejszych ubrań. Czyja jest kamizelka, Ludwika, czy moja? Staraj się skontaktować z (ojciec) (Grzegórzecka 6) lub Żeleńskim, ojciec jego mieszka obok nas pod No 7 — może Ci coś pomogą. Pozdrów Słapę Olka, może on Ci co pomóc. Czy H… i jego rodzina są w Kr.? My oszczędzamy jak możemy, ale jak długo tak się da? O zajęciu płatnym ani marzyć. Musisz o wszystkim sama decydować, bo my tu nic nie wiemy, ale wierzymy, że Twoja decyzja będzie jak dotąd nasza najlepsza. Co z biurem, może uda Ci się wyjąć (…) drobiazgi z pudełek w szufladach, fotografie z szaf i szuflad i dokumenty (…) itp. Chciałbym już znów mieć wiadomość od Ciebie. Całuję i ściskam Cię mocno. Olek

Jakoś ta straszna przestrzeń, która nas dzieli wydawała mi się chwilowo mniejsza
List z 11 listopada 1939 Izydora Mindera i Jerzego Mindera do Zofii Minderowej.

Moja droga, kochana Zosiu! 11/11 1939
Jak bardzo ucieszyliśmy się wiadomościami od Ciebie z 3-go i 5-go 
i 6-go — nie możesz sobie wyobrazić. Jakoś ta straszna przestrzeń, która nas dzieli — wydawała mi się chwilowo mniejsza. My ze swej strony staramy się często i (…) dawać znać o sobie — i myślimy, że  masz już o nas i od nas wcale dokładne wiadomości. Powtarzam: jest nam, jak na obecne warunki, wcale dobrze — (…) dzięki poparciu naszych gospodarzy i sąsiadów. Pp. Zeilerowie są nadal dla nas niezwykle dobrzy, a pp. Tickierowie, sąsiedzi z drugiej kamienicy już dawno postarali się, aby nas zaopatrzyć w różne ciepłe rzeczy (drobne, a nawet sweter i flanelowe kalesony). My tym ludziom nigdy chyba wywdzięczyć się nie będziemy w stanie! Oczywiście wszystko mamy: to co posłałaś przez mego kolegę było wspaniałe — zwłaszcza palto ! Czy kamizelka dla mnie, czy dla Ludwika? Przydałyby się cieplejsze ubrania, całe mocne trzewiki (moje brązowe, Jurka uczniowskie) getry — tu dopisek Jurka: albo lepiej zakopiańskie półbuty zimowe — (…), ale i bez tych rzeczy jakoś (…) Jurek może chodzić w kurtce (Romek mu ją dał — bo sam dostał od (…) płaszcz) i w moim  płaszczu. Jurek  na razie zajmuje się filologią angielską, konwersuje z p. Sonią — ostatecznego załatwienia jeszcze nie ma. O praktycznym zajęciu trudno marzyć. To samo dotyczy zajęcia dla mnie. Praca w komitecie zajmuje mi czas i myśli, ale z tego trudno żyć. Czytać nie mogę. Nie wiem jak się wszystko dalej ułoży, bo nic nie wiemy, a(…) mi(…). O odwiedzinach Pauli trudno coś powiedzieć, skoro sami nic nie wiemy i żyjemy chwilą i tym, co na  razie mamy. O mieszkanie bardzo trudno. Oszczędzamy ile się da, ale jak długo tak będzie można? Wyrwałem od Mili Wald(…) sto złotych — z trudem, ale się przydały bardzo, ona mówi, że rachunek jej wynosi trzysta — czy to prawda? Obiecała jeszcze dać. Przyślij mi dokładne zestawienie. Pani Zar(…) ze Siar(…) też obiecała przed wyjazdem coś mi załatwić. Na razie czekam. Kuzyna Hermana znam, ale go tu dotąd nie widziałem, a może przyjedzie? Cieszę się, że na Św. Anna jest na razie w porządku: postaraj się wydobyć fotografie, i (…) drobiazgi ze szuflad i pudełek biurka — mogą Ci się przydać — tak samo moje dokumenty i osobiste sprawy. Dokumenty i karta meldunkowa z (…) i (…). Słupy (?) są w szafie w moim pokoju) — teka: (…) administracji Sar(…). Są też w tej szafie — powinno tam być pełnomocnictwo notarialne dla mnie. Na podstawie tego pełnomocnictwa załączam pełnomocnictwo substytutcyjne dla ojca Władka — trzeba tylko wpisać dokładną datę i liczbę notariusza w miejscu, które zostawiłem wolne. Załączam z ostrożności mój podpis in blanko — na wypadek gdyby  przesłane pełnomocnictwo było niedobre. Poradź się Woźniakowskiego lub Mili Lemenzdorf (pozdrów ich). Może pomoże ci ewentualnie adwokat Szczepanek (Szewska) był tutaj. Zostawiłem w biurze lub w biurku akta Górkiewicz i Ska. fabryka wyrobów ogniotrwałych Ska. z ogr. odp. Fiel) — weź je. (także oba załączniki ) i wedle treści włóż gdzie należą. Cieszę się bardzo, że znajomi idą Ci na rękę. Czy ktoś pomaga Ci 
w pracy?  Pamiętaj o fotografiach (…) — jest (…) niech (…) dopisze — wiem, że pisała Lica do Romka, ale nie wiem czy ma do tego dobrą sposobność. Romek ma nas w najbliższym czasie odwiedzić. Korespondujemy, ale to (…) Ewsia ma urodziny 22/11 — pogratuluj Jej od nas (…) i  mieszkaniem (…) z góry. Powiedz właśc(…) Lusiny Sędziowskiej, że jej synowa mieszka w sąsiadującej z nami kamienicy 
i ona i jej rodzice Zatorscy są dla nas bardzo uprzejmi) dostała już od niej wiadomość. Jak mieszkanie? Czy (…) Pauli i jej może mieszka tam kto? Pamiętam jak wyjeżdżaliśmy jako będący w wieku wojskowym we wrześniu (…) mieszkał  na I piętrze prof. K(…) Czy on tam mieszka, czy u nas. Pamiętaj Zocha, że żyjemy myślą o Was — tęsknimy  bardzo, wierzymy mocno, że nam pomożesz, jak zawsze dotąd. Miej się dobrze, Zocha, całuję Cię i mocno i ściskam. Pozdrów Tatę i Twoich serdecznie, Karolcię także. Olek

Jurek: Na odmianę Ojciec pisał więcej. Ja też napisałem długi list. Co z moim aparatem i markami? Były w szafie po zamkniętej stronie, na dole na lewo. W moich tekach —ś koło (nad biurkiem) są różne ciekawe rzeczy, których jeszcze nie czytałaś, więc je przeglądnij. Nie wiem czy dostałaś nasze gratulacje do urodzin, więc życzę Ci wszystkiego najlepszego i całuję Cię, moja puszysta Mamusiu, a Dziadka 
i wszystkich pozdrawiam. Jurek

Byśmy się jak najprędzej spotkali
List z 2 lutego 1940 Jerzego Mindera i Izydora Mindera do Zofii Minderowej jest dopisek Romana Kleinberga (dla Licy).

Fragment dla Licy:
Najdroższa Kasiu! Już na wszystkie możliwe adresy pisałem do Ciebie i myślę, że przynajmniej jeden z tych listów będziesz mogła przeczytać. Pisałem w nich jak bardzo dotknęła mnie wiadomość przesłana przez Rozę do Maćka o śmierci Naszego Ojca, jak bardzo tęsknię i chciałbym się z Wami zobaczyć, jak myślę o Was z coraz bardziej wzrastającą troską i czy mógłbym Wam w czymś dopomóc. Proszę Cię Kochana w tych listach, byś przesłała listy do Zosi, moich i Twoich rodziców, a Oni po dołączeniu ich prześlą pod moim adresem. Dalej proszę Cię w tych listach by kochana Ewusia własnoręcznie dopisała, a droga Haneczka tak jak umie. Piszę dalej, jak mi nie było wspólnie obchodzić rocznicę naszego ślubu i urodziny naszej Ewuni i jak bardzo pragnąłem osobiście Ci pogratulować do urodzin i tylko w ten sposób mogę Ci przesłać najlepsze życzenia z których najważniejsze to to — abyśmy się jak najprędzej spotkali i już długie lata żyli w spokoju z naszymi drogimi dziewczynkami i wszystkimi bliskimi. O nas się nie troszczcie, bo dzięki niezwykłej dobroci wieli znajomych nieźle sobie radzimy. Z największą niecierpliwością będę oczekiwał Twojej odpowiedzi. Ściskam Cię i najmocniej całuję razem z moimi dziewczynkami. Romek

Zarejestrowaliśmy się na powrót
Kartka z 16 kwietnia 1940 od Izydora Mindera, Jurka Mindera 
i Romana Kleinberga do Zofii Minderowej.

16/4 – 40
Nasza Kochana! Dostaliśmy wreszcie po długiej przerwie Twój list 
z 22/3. Ucieszyliśmy się nim bardzo, zwłaszcza, że byliśmy już Zaniepokojeni brakiem wiadomości. Pewnie Ty także dostałaś od nas jakieś wiadomości. W międzyczasie zarejestrowaliśmy się na powrót i czekamy na razie na rezultaty, ale dotąd nic jeszcze pewnego nie wiemy. Prawie wszyscy nasi znajomi postąpili tak samo, również dr Julek 
z rodziną chce wracać. Z Janką widujemy się często — ona tu jest 
z siostrą i szwagrem, trochę zarabia — oni też zarejestrowali się na powrót. Widziałem się tu także z Guścią Twoją dawną pracownicą. Widuję się też z siostrą Geni — jest bardzo niespokojna, że od jej matki i siostry nie ma żadnych wiadomości — może Twoi rodzice porozumieją się z Jej matką, to przecież sąsiadka — niech napisze. Jeżeli to możliwe skomunikuj się z p. (…) Konarskiego 50 — dlaczego nie pisze do męża. U nas bez zmian — już tu jest ciepło i ładnie, tak długo czekaliśmy na koniec zimy. Dajemy sobie nadal nieźle radę. U Edków i Poldków wszystko w porządku, oni też zarejestrowali się na powrót. Czy macie już jakieś wiadomości od p. G.B. Kiriasefer? Od Józka dostaliśmy depeszę, że otrzymał nasz list, że do nas pisze. Nie sądzę by mógł coś zrobić, choćby dla Kici. Może stamtąd będzie to prędzej możliwe, tak wszyscy mówią. Pisaliśmy kilka razy życzenia dla Hanusi na 5/5 — nie wiemy czy dojdą — poślij Jej też i Licy od nas życzenia. Miej się dobrze, całujemy Cię mocno nasza droga opiekunko i ściskamy. Olek

Pozdrów wszystkich Tatę, Rodziców, Julków, Licę i dziewczynki, Halkę, Klemensa, Różę, Karolcię i Wszystkich, w ogóle wszystkich 
z którymi się stykasz.
Jurek: Bardzo Cię kocham i myślę, że się zobaczymy. Całuję Cię 
i ściskam mocno Jurek. Pozdrów ode mnie wszystkich znajomych.

K. Zosieńko! Już z resztą cierpliwości czekam na powrót. Tak strasznie za Wami a w szczególności dziećmi tęsknię. Piszę do Licy 
i dużo kartek wysyłam Haneczce. Dla pewności powtórz moim, że życzeniami teraz najważniejszymi jest to żebyśmy wspólnie obchodzili urodziny Haneczki. Ciebie, Moich, Rodziców, Julków, Teścia mocno całuję. Romek

Nadzieje nasze na powrót rozwiały się niespodziewanie
Kartka z 20 czerwca 1940 pisana przez Jurka Mindera, Izydora Mindera i Romana Kleinberga do Zofii Minderowej (na adres pani Lgockiej).

20/VI
Moja Kochana! Dostaliśmy Twoją kartkę i jesteśmy zadowoleni, że pogodziłaś się z faktem naszej repatriacji, chociaż co z tym teraz będzie nie wiadomo. O tym Ci zresztą Olek napisze, a ja za to trochę 
o sobie. Czuję się bardzo dobrze, jestem zdrowy, opaliłem się, mam doskonały apetyt. Zacząłem chodzić z Ziutką do pływalni, a poza ty siedzimy po parkach, zwiedzamy miasto i czytamy, tak, że prawie cały czas jesteśmy razem, zwłaszcza, że Ziutka mieszka teraz jakieś 5 minut ode mnie (ul. Kurowa 27 u pp. Antoniewiczów) — dziękuje Ci za pozdrowienia. W naszym nowym mieszkaniu przy tej samej ulicy, ale pod 15-ty, II p. u inż Kuczyńskiego jest nam b. dobrze. Nie adresuj poczty do p. K.Z., tylko do pp. Albertów. Chciałbym, żebyśmy już nie musieli pisać do siebie, tylko żebyśmy się już mogli zobaczyć. Ja mam nadzieję, że musi to wcześniej, czy później nastąpić. I chociaż tęsknię za Tobą, to trzymam się mocno i nie tracę humoru, a przychodzi mi to łatwiej, bo jestem z Ziutką. Moja kochana! Bądź dalej dzielna, ciągle Ci to powtarzam, bo wiem, że wszystko potrafisz. Czy dostałaś coś od Sigrd ? Co z chłopcami? Nic nie piszą. Lusi M. załatwiłam, o co prosiła. Wszystkich znajomych, Klimka, ciocię Bomby i jego, Różę 
i Karolcię pozdrów. Ucałowania rączek dla dziadka i Dziadków. Dużo serdeczności dla p. Halki i p. Janki z Lusiny. Niech Lica, której dziękuję za zaproszenie na dancing, wycałuje brzdące i siebie. 
A Ciebie strasznie mocno ściskam i dużo, dużo razy całuję. Jurek

Moja droga, kochana! trudno nie być przygnębionym — wobec faktu, że nadzieja nasza widoku na powrót tak zda się bliska — rozwiała się zupełnie niespodziewanie. Komisja skończyła urzędowanie 8/6, a dla takich jak my, to znacznie wcześniej. Nasze staranie nie mogły tu być żadne, albo prawie żadne — o reklamacji, którą zrobiłaś — wiemy tylko od Ciebie — tak zresztą było w tysiącu innych wypadków. Mówi się ciągle, że ma być nowy kontyngent, że są jakieś układy, a tymczasem czekamy z niepokojem i nic nie wiemy co i jak będzie. Jeśli już pogodziliśmy się z tą naszą decyzją — bo naszym zdaniem, chyba 
i Twoim — nie ma innego wyjścia — to chcielibyśmy ją zrealizować, 
a tymczasem przeszkody, o których nawet nie myśleliśmy, nawet rozdzielenie rodzin zdaje się nie brano pod uwagę. Może byś się 
z kimś porozumiała w tej sprawie, może któryś z moich dawnych kolegów, może jakaś firma, czy instytucja mogłaby wnieść reklamację. Wyobrażam sobie, jak Wy tam jesteście zawiedzeni w nadziejach na nasz powrót. Czuję to po sobie. Z Helą G. mówiłem, ma się dobrze, pisze często do swoich. Czekają tak, jak my i tylu, tylu innych. Od p. Buby koszul nie wzięliśmy, są zużyte i dla nas bez wartości. Pisz stale na adres pp. Albertów. Czy jesteś zupełnie zdrowa, Lica pisała, że tak, dlaczego Ty o tym nie wspominasz? Od Józka, ani od Janka nie ma żadnych wiadomości — zapowiedziany list nie nadszedł — dostałem tylko kartkę od szwagra Józia Schenkla, że posłał mi ubranie (materiał) — czy dojdzie i kiedy? Pisaliśmy do Ciebie przed kilku dniami obszerny list — potwierdzaj datę i numer kolejny. Miej się dobrze, całuję Cię i ściskam mocno. Olek

Pozdrów serd. Tatę, Rodziców, Julków, Licę i dzieci, Różę, Karolcię — wszystkich naszych znajomych i szczególnie p. Halkę, Janka, Fela i in.
Moja Kochana I cóż droga siostrzyczko pisać? Chyba to, że wszystkie możliwości wyjazdowe się (…). Ja już naprawdę strasznie chciałbym być z Wami. Jest mowa o nowym kontyngencie, może tym razem się uda. Depeszowaliśmy do Soni w tej sprawie. Ściskam i całuję. Romek

Podanie
W dokumentach, które przechowały się przez wojnę natrafiłyśmy na podanie, jakie skierowała Zofia Minderowa do Pełnomocnika Urzędu Spraw Zagranicznych w Krakowie z dnia 8 lipca 1940 z prośbą 
o powrót Izydora i Jerzego Minderów.

ZOFIA MINDEROWA Kraków, dnia 8.7.1940, ul. Karmelicka 9

Sz.P. Pełnomocnik Urzędu Spraw Zagranicznych
w Krakowie Akademia Górnicza

Niżej podpisana prosi niniejszym o umożliwienie jej mężowi i synowi powrotu ze Lwowa do Krakowa. Mój mąż dr Izydor Minder, adwokat ur. 15.12.1893 w Krakowie
i mój syn Jerzy Gustaw Minder, ur. 21.2.1921 w Krakowie mieszkają obecnie we Lwowie, ul. Wyspiańskiego 15, 2-gie piętro, mieszkanie nr 5. Byli oni objęci obowiązkiem służby wojskowej i na początku wojny zostali ewakuowani przez polskie władze. Po rozpoczęciu okupacji Lwowa przez wojska rosyjskie nie mogli wrócić i zostali tam bez środków do życia. Zobowiązuję się zapewnić mojemu mężowi i synowi, w przypadku ich powrotu do Krakowa, pełne utrzymanie, aby nie byli dla nikogo ciężarem. Mogę im to zapewnić, ponieważ jestem właścicielką warsztatu krawieckiego. W związku z powyższym proszę o pozytywne rozpatrzenie mojego podania i umożliwienia powrotu moich bliskich do Krakowa — ich rodzinnej miejscowości. Zofia Minder

Podanie to nie odniosło żadnego skutku. W sprawie reklamacji podania Zofia Minderowa dostała w dniu 12 maja 1940 roku telegram:

Poczta Rzeszy Niemieckiej 
084 Telegram Z 584, Lozanna 5552 31 11 21 47

Przyjęto: Dzień: 12 Miesiąc: 5 Rok: 40 Godzina: 0353

ELT = SOFIE MINDER KARMELICKA = KRAKÓW

Urząd: Kraków
Romek telegrafuje, co następuje stop reklamuję przez LICA [Ligue Internationale Contre, później LICRA — Ligue Internationale Contre le Racisme et I’Antisemitisme – Międzynarodowa Liga przeciw Rasizmowi 
i Antysemityzmowi] repatriacja Olka, Romka, Jurka, Ziuty, Ojca stop zlecona Steffi Lindenbaum Dietla 47 to samo dla Sonji Leona
Pozdrowienia = Krieger

Kartka z dnia 20 czerwca 1940 roku była ostatnią wiadomością ze Lwowa od Minderów i Romana Kleinberga. Osiem dni później 28.06.1940 Roman Kleinberg został aresztowany przez UNKWD OL, umieszczony w więzieniu we Lwowie z art. 33 UK ZSSR — Wiemy o tym z książki „Aresztowani w rejonie Lwowa
i Drohobycza, Indeks represjonowanych tom VI, str.147, Wydawnictwo Karta

Wasz los jest okrutny, ale ich stokroć gorszy
Z Drohobycza 25 sierpnia 1940 roku pisała Maria Kleinberg żona Edwarda do Pauliny Keiner.

(…) Co się stało z biednymi Minderami i Romkiem trudno mi Wam opisać. Zabrani zostali o dzień wcześniej i przez dwa tygodnie byli izolowani wraz z innymi bez rodzin w koszarach. Edek był w tym czasie trzy razy we Lwowie, wszelkimi możliwymi sposobami chciał Ich zwolnić — niestety! Widział Ich tylko z daleka przez okno może dwie minuty! Trudno Mu było już wtedy poznać Romka! Jak papier blady i siwy! Ci wszyscy byli podobno podejrze-wani o szpiegostwo i dlatego „lepiej” niż inni traktowani!! Edek starał się dostarczyć Im pieniądze i wydał dużo forsy, ale nie wiemy czy i ile z niej otrzymali, bo widzenie się z Nimi pod żadnym warunkiem dla nikogo było niemożliwe. Potem wyjechali każdy z osobna. Nawet Jurka z Olkiem rozdzielono. Wiemy to od jednego profesora Uniwersytetu, którego z ostatniej chwili zwolniono. Najpierw odjechał Romek, potem Olek, na końcu Jurek. Od tego czasu nic o Nich nie wiemy. Edek był we Lwowie, myślał, że tam się czegoś dowie, ale i tam od tych samotników nie przyszła jeszcze żadna wiadomość. Tak jej oczekujemy z dnia na dzień. Wasz los jest okrutny, ale ich stokroć gorszy (…) Mówi się ogólnie, że Ci skierowani zostali na Wyspy Sołowieckie!!

Listy Wasze czytam przez łzy
List pisany 14 stycznia 1941 przez Alicję Kleinberg do szwagierki Pauliny Keiner i Aleksandra Keinera, przebywających jeszcze we Lwowie, przed wywózką do łagrów.

Moi Kochani! Listy Wasze czytam przez łzy. Trudno mi wyobrazić sobie Wasze życie, gdy pomyślę, że Romka i Minderów ten sam los spotkał, samych opuszczonych, strach mnie ogarnia. I nic na to poradzić nie można. Nie mogę Ci Polu opisać, jak mi Was żal. Moje tak zwane życie streszcza się w oczekiwaniu wiadomości o Romku, że żyje. Poza tym wysprzedaję się z czego mogę i z garderoby i zadłużam się. Jak długo to się da? Wszystko to razem przygnębia i odbiera resztki nadziei. Jesteśmy obecnie zdrowi, tyle dobrego. Warunki życia mamy mimo to wszystko lepsze od Waszych, gdyż jesteśmy jeszcze w naszych mieszkaniach. Bądźcie zdrowi moi drodzy, myślami jestem ciągle przy Was. Ściskam Was, całuję mocno, Wasza Lica

W czasie, kiedy nasza Mama pisała ten list nasz Tatuś już przeszło pół roku był więziony we Lwowie, a w maju lub w czerwcu 1941 roku został deportowany do łagrów.

W książce „Łagry — Przewodnik Encyklopedyczny, Wydawnictwo Karta na str. 103 Roman Kleinberg jest wykazany pod numerem 1023. tam też jest odnotowane, że został zesłany do Wołgołagu (4573).

W poszukiwaniu śladów gehenny naszego Ojca i Jego grobu 
w Uzbekistanie skontaktowałyśmy się z Centrum Praw Człowieka Komisja Polska Stowarzyszenia „Memoriał”, żeby na podstawie okruchów informacji, jakie udało się nam wcześniej zebrać (pisałyśmy 
o tym w poprzednich tomach), uzyskać pomoc w odnalezieniu grobu Ojca. Dowiedziałyśmy się, że nasz Tatuś był wywieziony do Wołgołagu prawdopodobnie w czwartym transporcie deportacyjnym. Wszystkie transporty zostały opisane w czasopiśmie historycznym KARTA — Nr 12 z 1994 roku, jako aneks do artykułu „Cztery deportacje 1940 – 1941”.

W Wołgołagu ciężko pracował na budowlach hydrotechnicznych. Zwolniony 3.09.1941 dekretem amnestyjnym „Sikorski – Majski” wyjechał do miasta Kokand w Uzbekistanie, gdzie zmarł na tyfus 
7.I.1941 roku. Niżej Zeznanie o śmierci tatusia.

Siostra EMILIA CZTERNASTEK, No ewid. P/Polish 243, Polish General Hospital No 1, Taymouth Castle, Aberfeldy, Perthshire.

Dnia 1 września 1947.
ZEZNANIE

Ja niżej podpisana oświadczam, że b.p. Roman KLEINBERG, zamieszkały przed wojną w Rabce, dentysta, wywieziony do Rosji, zmarł dnia siódmego stycznia 1942 w Uzbekistanie, w sowchozie Kalinin. Wymieniony przybył do sowchozu z więzienia i przyczyną jego zgonu był tyfus oraz zapalenie obustronne płuc. W czasie choroby b.p. Romana Kleinberga opiekowałam się nim, byłam obecna przy Jego zgonie i pochowałam Go na cmentarzyku uchodźczym w grobie, oznaczonym numerem 9. Zmarły opowiadał mi, że pozostawił w Polsce żonę LICĘ oraz dwie córki: HANNĘ i EWĘ. 
Z jego opowiadań pamiętam, że ojciec Zmarłego był właścicielem zakładu fotograficznego w Krakowie. Jedyną fotografię Zmarłego, jaką wywiozłam z Rosji przekazałam Jego siostrze, Mrs Irenie KIRSCH, zamieszkałej w Londynie. Zeznanie swoje gotowa jestem na żądanie potwierdzić przysięgą. Siostra Emilia Czternastek

Własnoręczność podpisu Siostry Emilii Czternastek stwierdzam: Taymouth Castle, dnia 1.9.1947.

Na podstawie listów można opisać następujący kalendarz zdarzeń:
wrzesień 1939 — przyjazd do Lwowa, 28.06.1940 — aresztowanie przez NKWD, 05.06.1941 deportacja do łagrów, 3.09.1941 — „amnestia”, 7.01.1942 — śmierć. Trzy lata bezpodstawnego więzienia, katorżniczej pracy w łagrach, tułaczki po nieludzkiej ziemi sowieckiej i w końcu śmiertelna choroba nie do zwalczenia przez wycieńczony organizm.

Izydor i Jerzy Minderowie podzielili los naszego ojca: ze Lwowa zostali deportowani do łagrów, pracowali przy wyrębie lasów i spławiali rzeką bale. Uwolnieni dekretem z 3.09.1941 pojechali na południe Rosji.

Zaświadczenie w sprawie amnestii Izydora Mindera 
z dnia 4 listopada 1941 roku:

Komisariat Ludowy Spraw Wewnętrznych, Nadwołżański Obóz Poprawczo-Roboczy10.września 1941numer (jeśli dobrze odcyfrowałam) 749wieś Pieriebory, Rejon Rybiński, Województwo Jarosławskie

Zaświadczenie
Okaziciel niniejszego (dokumentu) pan Minder Izydor Aronowicz urodzony w 1893 roku w Krakowie na podstawie rozkazu Prezydium Rady Najwyższej ZSRR jest amnestionowany jako obywatel polski i ma prawo do swobodnego zamieszkania na terytorium ZSRR z wyłączeniem stref przygranicznych, stref zabronionych, miejscowości ogłoszonych jako będące w stanie wojny, oraz miast o szczególnym charakterze I i II stopnia. Pan Minder Izydor Aronowicz udaje się do wybranego miejsca zamieszkania do Samarkandy w Uzbekistanie.

Zaświadczenie ma ważność 3 miesięcy i podlega wymianie na paszport. Niniejsze zaświadczenie potwierdza się podpisem i pieczęcią. Naczelnik (…) Wołgołaga (…)

Odruch najwyższego oburzenia budzi określenie „amnestionowany”, przecież Izydor Minder i dziesiątki tysięcy innych Polaków zwolnionych z obozów, łagrów i więzień nie byli przestępcami! Podobne uczucie wzbudza określenie w dokumencie „wybrane miejsce zamieszkania”; gdyby rzeczywiście mogli wybierać, wybraliby Polskę. Na podstawie tego dokumentu Izydor Minder wyjechał do Samarkandy.

Ojciec zachorował na tyfus plamisty i zmarł bez przytomności
Następny list pisany był przez Jerzego Mindera z Samarkandy 13 marca 1942 roku do Pauliny i Olka Keinerów, więzionych w łagrach sowieckich.

Samarkanda 13 III 1942.
Moi Kochani. Na list Wasz z końca stycznia odpowiadam dopiero teraz wskutek różnych przejść. List otrzymałem późno, gdyż wyjechałem do wojska, gdzie dostałem kategorię E. Po powrocie Ojciec zachorował na tyfus plamisty i 9.III o godz. 21.30 zmarł bez przytomności, w 8 dniu choroby, wskutek uremii wywołanej komplikacjami w szpitalu, dokąd Go zawiozłem na 5 godz. przed śmiercią. Nie męczył się. Mnie przy zgonie nie było. Pogrzeb odbył się 11 marca na tutejszym cmentarzu Żydów Bucharskich.

Śmierć Ojca nastąpiła w chwili, gdy miał zostać radcą prawnym przy Delegaturze Ambasady. O mnie się nie martwcie. Jutro mówię 
z Ambasadą. Drukuję korespondencję w „Polsce”, za co mi płacą.

Otrzymałem telegram z Bombaju, polecenie Irki i przez Ambasadę list od Niej. Treść depeszy:

W liście z 22 grudnia Irka donosi, że zna Wasz adres i posłała Wam paczki, że pomaga matce i Rodzicom przez Lizbonę i że jest w Kontakcie pocztowym z Nimi. Że matka pracuje w Krakowie, (mieszka 
w Podgórzu u Mani Keiner) za przepustką, jako kierowniczka Żydowskich krawczyń.

Dziadek też pracuje, że Dziadkowie mieszkają u Licy z dziewczynkami i Lolą, a Julkowie z Erykiem i teściem w Szczawnicy u brata Inki. Irka jest na Wyższej Szkole Języków, ma stypendium, jest 
z Serafińskim, który ma posadę w Rządzie. Listy do Niej wysyłajcie na adres (…) z prośbą o przesłanie ich na adres dr Kulewicza w Londynie dla Marii (…).

Nie mam nerwów pisać dłużej. Zrobię to, gdy się uspokoję. Do (…) ja już telegrafowałem, do Irki piszę. O mnie się nie bójcie. Opiekują się mną znajomi Friedrichowie, Ankaltowie i szereg innych. Ambasador Kot mnie już nie opuści. Poza tym nie jestem sam. 12 lutego przed wyjazdem do wojska ożeniłem się. Moja żona jest bardzo dobrą i dzielną dziewczyną, a Ojciec Ją bardzo lubił i zostawił Jej obrączkę dla matki. Czekam Waszej odpowiedzi. Całuję Was Jurek. Serdecznie pozdrawia Linda.

Akt zgonu Izydora (Aleksandra) Mindera.

Jerzy Minder 13 marca 1942 roku jeszcze nie wiedział o śmierci naszego ojca Romana, całej rodziny Juliusza Kleinberga. Jego matka jeszcze żyła, była więziona w obozie koncentracyjnym.

On  wyrwał się z Rosji z Armią Andersa, przedostał się poprzez Bliski Wschód do Anglii i tam zmarł po zakończeniu wojny w 1945 roku, 
wskutek choroby nabytej w łagrze.

Przed wojną Jerzy Minder był uczniem II Liceum im. Króla Jana III Sobieskiego w Krakowie, w którym zdał maturę w 1939 roku, a więc w roku wybuchu drugiej wojny światowej. Zachował się pamiętnik Jurka, w którym dwa wpisy mówią o postawie młodych ludzi i o ich marzeniach. Spełnienie tych marzeń zostało zaprzepaszczone przez wojnę.

Miał zamiar iść do wojska
2 lutego 1943 roku Irena Kirsch pisała do Pauliny Goldmanowej (Keiner), przebywającej w Swierdłowskiej Obłasci w Rosji 
o Romanie Kleinbergu. Z obszernego maszynopisu przytaczamy tylko fragment o naszym Ojcu:

(…) Z Romkiem nie mogę się w żaden sposób skontaktować. Jurek mi pisał, że rozmawiał z dr Scharfem, szwagrem p. Telzówny, który przedostał się z Taszkientu (żebyście Wy mogli się chociaż dostać na południe) do Palestyny, że widział Romka na południu Rosji, że miał zamiar iść do wojska i że był opanowany (bo Jurek dawniej pisał, że Romek jest nienormalny z tęsknoty). (…) Chociaż tyle, że się wydostał. Ja i Jurek szukamy Go wszystkimi możliwymi drogami. 

Irena Kirsch w lutym 1943 roku nie wiedziała jeszcze jaki los spotkał Jej brata Romana Kleinberga. Zapewne też nie wiedziała co się dzieje z Jej siostrą Zofią.

Zofia Kleinberg była więziona w getcie krakowskim, a następnie wywieziona do obozu koncentracyjnego w Studhoffie i tam została zamordowana w ostatnich dniach wojny, podczas likwidacji obozu przez Niemców.


Listy z ukrycia na „aryjskich papierach”

Na „aryjskich papierach” ukrywała się od 1942 do końca wojny nasza Mama — Alicja Kleinberg i my, na „zabitej deskami” wsi Święcany, koło Jasła na Rzeszowszczyźnie. Była tam całkiem sama z nami, a więc z dwójką małych dzieci. Wszyscy Jej bliscy, po śmierci obu naszych Babci i Dziadka byli albo we Lwowie, albo w getcie krakowskim, a później w obozach koncentracyjnych. O losie niektórych ślad całkiem zaginął. A jakie były warunki życia na wsi można wyczytać z dwóch listów, jakie zachowały się w pamiątkach z tamtych lat.

Jestem w położeniu bardzo ciężkim
List do nieznanej nam pani, która — jak wynika z listu wspierała Mamę finansowo.

Wielce Łaskawa Pani!
Boleśnie odczułam brak wiadomości od Pani w listopadzie. Pani rozumie czem dla mnie była każda przesyłka. Domyślać się powodów milczenia, to rozpacz. A pomoc materialna, to dalsza rozpacz. Gdyby Łaskawa Pani mogła dla mnie coś w tym względzie uczynić — gorąco proszę — Nie wiem jakie są możliwości Pani, ale może przecież. Jestem w położeniu bardzo ciężkim. Łączę piękne ukłony i za trud przepraszam — wdzięczna Maria J.

Może nie wiesz co znaczy rozpacz — brak jutra?
List do Loli Schifeldrim, która była z nami do dnia ucieczki z Rabki, 
a później sama ukrywała się w Krakowie.

26 XII 43
Moja Kochana! Od ostatniej przesyłki 750 zł. w listopadzie, czekam cierpliwie na zapowiedziany list. Nie mogę Ci opisać, gdyż brak mi słów, co znaczy dla mnie wyczekiwanie na wiadomość, pieniądze, może nie wiesz co znaczy rozpacz — brak jutra? Jestem pod każdym względem na wykończeniu. Psychicznie przechodzę tyle, że Twoje spotkanie z Cyganem jest w porównaniu ze mną niczem. Czy istnieją cuda? Zapewne! — Materialnie jest okropnie. Obecnie stanęłam nad przepaścią. Z nikąd pomocy, od Edka w ostatnim półroczu 600 zł. Od Zosi od listopada włącznie nic. Już nie mam co sprzedać. Poszła moja ostatnia czarna suknia, walizka, poszwa do zmiany, obrusy, zostałam tylko w kostiumie, szlafroku i w płaszczu. Dzieci wydarte, płaszczyki w stanie zupełnego rozpadu. Ewa w jednych butach brąz. Hanka w ciasnych na skarpetki pantoflach, chodzi więc w samych śniegowcach i marznie. Ewy śniegowce nie do użytku. Reszta niezbędnych sukienek po jednej cieplej i po dwie cienkie mocno nadwyrężone, bielizna w strzępach, a ja nie przesadzam. Mam trochę prowiantów, ale przy tych prowiantach potrzeba kilkaset złotych miesięcznie i obecnie jestem bez grosza i bez żadnych widoków na styczeń. Z czynszem zalegam. Błagam Cię poradź mi coś. Może Pajer. ma jaki bądź płaszczyk dla Hanki i buty z chłopca tego większego. Idź do Niej, niech się zlituje i prosi dla mnie szwagra o cokolwiek. Każde 20 zł są mi potrzebne. Nie mam wyjścia. Chorób też nie brakuje, np. świerzb. Czy potrafisz sobie to wszystko wyobrazić? Na Annę nie mogę już liczyć, gdyż 3-ci miesiąc nie ma pomocy od Bronka, ani wiadomości. O Helence pewnie wiesz, a co z nim? My nie wiemy. Jak Ty żyjesz ostatnio nie mam pojęcia? Co z Leosiem? Proszę Cię napisz, nie opuszczaj nas! Znowu obchodziłyśmy święta i to dość dobrze, dzięki sprzedaży Hanki sukienki aksamitnej, zdrowo i syto 
w towarzystwie mojego nieodstępnego przyjaciela. Drzewko wspaniałe na podziw, na pasterce nie byłam, bo mam jęczmień na oku i nos spuchnięty, i siedzę w domu. Zima tu wielka, ogromne śniegi, a to dopiero początek. Edek może tu przyjedzie na jakąś posadę. Też się poniewiera. Od miesięcy bez wiadomości jestem w ciągłych zmartwieniach. Nieraz bez sił do życia. Kończę – proszę Cię jeszcze raz pomóż nam! Ale czy możesz? Całuję Cię mocno. Maria

Nasza Matka i my, mimo ogromnego zagrożenia i nieopisanej nędzy, przeżyłyśmy wojnę. Pomogli dobrzy, życzliwi ludzie, a przede wszystkim nasz „Sprawiedliwy Wśród Narodów Świata” Pan Marian Sikorski 
i przyjaciel Mamy, a nasz przyszły ojczym Władysław Nogala.

Nie wspomniałyśmy w tej relacji o losach naszej rodziny ze strony Mamy, rodziny Pasterów. Były one nie mniej tragiczne, lecz wiemy o nich tylko z opowiadań tych co przeżyli wojnę. Nie mamy żadnych listów, które by mówiły co się  działo w tym czasie. A działo się niestety bardzo dużo.

Laura Paster — nasza babcia została zamordowana w Rabce 20 maja 1942 roku. Wcześniej bo w 1940 roku zmarł Jej mąż Jakub śmiercią naturalną.

Brat Mamy Zygmunt Paster zginął na Podhalu. Drugi brat Rudolf  Paster też zginął, lecz nie wiadomo w jakich okolicznościach i w jakim miejscu.

Siostra Mamy Irma Laksberger, razem z córką Adą przeżyły obozy pracy w Płaszowie i w Częstochowie. Mąż Irmy — Maksymilian Laksberger z synem Jerzym byli więzieni w Buchenwaldzie, gdzie Maksymilian zmarł, a Jurek przeżył obóz i mieszka obecnie w Stanach Zjednoczonych.

Przytoczone listy wojenne przechowujemy w naszym archiwum rodzinnym jak relikwie. Jest ich znacznie więcej, ograniczyłyśmy się tylko do tych, które umożliwiły nam prześledzenie drogi  tułaczki wojennej ich autorów. Listy te są świadectwem ogromu cierpień, jakie zgotowała ludziom wojna i holocaust. Przebijają z nich tęsknota za bliskimi, troska o ich los, bezsilność wobec tragedii, lęk o przeżycie,  nadzieja na koniec rozłąki, rozczarowanie i rozpacz, kiedy powroty okazały się niemożliwe.

Skomentowałyśmy te listy, żeby zachować w pamięci ich autorów 
i oddać hołd im oraz wszystkim ofiarom bestialstwa nazistów i równie bestialskiego zniewolenia przez system sowiecki.

Niżej zdjęcia autorów i adresatów listów oraz informacje o nich.

Fotografie i pamiątki
do góry

Strona „Zapis pamięci”
Stowarzyszenia
„Dzieci Holocaustu”
w Polsce.

Zrealizowano
dzięki wsparciu Fundacji
im. Róży Luksemburg
Przedstawicielstwo
w Polsce

ul. Twarda 6
00-105 Warszawa
tel./fax +48 22 620 82 45
dzieciholocaustu.org.pl
chsurv@jewish.org.pl

Koncepcja i rozwiązania
graficzne – Jacek Gałązka ©
ex-press.com.pl

Realizacja
Joanna Sobolewska-Pyz,
Anna Kołacińska-Gałązka,
Jacek Gałązka

Web developer
Marcin Bober
PROJEKTY POWIĄZANE

Wystawa w drodze
„Moi żydowscy rodzice,
moi polscy rodzice” moirodzice.org.pl

Wystawa stała
„Moi żydowscy rodzice,
moi polscy rodzice”
w Muzeum Treblinka
muzeumtreblinka.eu
Strona „Zapis pamięci”
Stowarzyszenia
„Dzieci Holocaustu”
w Polsce.

Zrealizowano
dzięki wsparciu Fundacji
im. Róży Luksemburg
Przedstawicielstwo
w Polsce
Koncepcja i rozwiązania
graficzne – Jacek Gałązka ©
ex-press.com.pl

Realizacja
Joanna Sobolewska-Pyz,
Anna Kołacińska-Gałązka,
Jacek Gałązka

Web developer
Marcin Bober
PROJEKTY POWIĄZANE

Wystawa w drodze
„Moi żydowscy rodzice,
moi polscy rodzice” moirodzice.org.pl

Wystawa stała
„Moi żydowscy rodzice,
moi polscy rodzice”
w Muzeum Treblinka
muzeumtreblinka.eu