W dniu wybuchu drugiej wojny światowej miałem niespełna trzy lata.
Mieszkaliśmy z rodzicami i liczną rodziną w Tarnopolu. Po wkroczeniu wojsk sowieckich zostaliśmy wysiedleni do małego miasteczka Mikulińce, gdzie mieszkaliśmy w bardzo skromnych warunkach.
Gdy tereny wschodnie zajęli hitlerowcy, zmuszeni byliśmy się ukrywać. Mnie z rodzicami i dwiema siostrami mamy ukrywał do zakończenia wojny Polak Jan Misiewicz, który aktualnie mieszka w Polsce. Byliśmy przechowywani w schronie usytuowanym w oborze, który sam wykonał. Żyliśmy tam w bardzo ciężkich warunkach bez dostępu światła dziennego i braku sanitariatów, aż do chwili wyzwolenia. Rodzina ojca i rodzice matki zostali zabrani na „akcję” i ślad po nich zaginął.
W 1945 r. przybyliśmy do Bytomia jako repatrianci. Mając dziewięć lat zacząłem dopiero uczęszczać do pierwszej klasy szkoły podstawowej. W wyniku trudnych warunków bytowania w czasie okupacji hitlerowskiej nabawiłem się różnych chorób, między innymi serca, układu krążenia oraz choroby psychicznej. Na tej podstawie zostałem uznany jako całkowicie niezdolny do służby wojskowej, a od niedawna przyznano mi rentę inwalidzką.
Nadmieniam, że człowiek, który nas przechował, został zaproszony do Izraela, i tam nadano mu tytuł „Sprawiedliwy Wśród Narodów Świata”. Również był zaproszony do Kalifornii przez tamtejszego rabina, który również zawdzięcza mu życie.
W tych kilku zdaniach opisałem cząstkowo swój ciężki okres dzieciństwa.

