audio: 1

Joanna Neuding, urodzona w 1936 r.

Ca┼ée moje ┼╝ycie

z matk─ů

Wspomnienie czyta Alina Świdowska

Niewiele ju┼╝ pami─Ötam z pierwszych lat dzieci┼ästwa. Znam je przewa┼╝nie z opowiada┼ä najbli┼╝szych, ale niekt├│re momenty utkwi┼éy mi g┼é─Öboko w pami─Öci.

Koleje mojego ┼╝ycia mo┼╝na podzieli─ç na kilka r├│┼╝ni─ůcych si─Ö okres├│w, zwi─ůzanych z moimi osobistymi prze┼╝yciami i sytuacj─ů og├│lnonarodow─ů. Pierwszy okres, w latach 1936-1939, przep┼éyn─ů┼é mi ÔÇ×sielsko-anielskoÔÇŁ. Rozpieszczona jedynaczka, jedyna wnuczka czworga dziadk├│w, obdarowywana hojnie przez ÔÇ×przyszywanychÔÇŁ wujk├│w i ciocie, wiod┼éam szcz─Ö┼Ťliwe ┼╝ycie. Nawet bardzo ci─Ö┼╝ka choroba nie pozostawi┼éa w mojej pami─Öci ┼╝adnych ┼Ťlad├│w.

Szcz─Ö┼Ťcie prys┼éo z dnia na dzie┼ä wraz z pocz─ůtkiem najstraszniejszej w dziejach Europy wojny. Wiele nieszcz─Ö┼Ť─ç i niepowetowanych strat dotkn─Ö┼éo moj─ů rodzin─Ö, a ja, jak tysi─ůce ┼╝ydowskich dzieci, sta┼éam si─Ö ofiar─ů faszystowskiej agresji.

Drugi okres, w latach 1939-1942, zacz─ů┼é si─Ö powo┼éaniem do wojska mego ukochanego tatusia. M├│j ojciec, in┼╝ynier chemik, podporucznik, jecha┼é do Wilna lub do Lwowa, gdzie stacjonowa┼éa jego jednostka. Pami─Ötam po┼╝egnanie z nim na dworcu, ┼ézy mamusi i jej s┼éowa: ÔÇ×Tatu┼Ť poszed┼é na wojn─ÖÔÇŁ! Przenios┼éy┼Ťmy si─Ö wtedy do mieszkania dziadk├│w. W├│wczas po raz pierwszy musia┼éam zostawi─ç moje ukochane lalki i inne zabawki.

Pami─Ötam pierwsze naloty na Warszaw─Ö. Radiowa zapowied┼║ spikera ÔÇ×Uwaga! Nadchodzi! Koma 2ÔÇŽÔÇŁ powodowa┼éa, ┼╝e wchodzi┼éam pod stolik i wo┼éa┼éam: ÔÇ×Niech pan zaczeka, ja ju┼╝ si─Ö schowa┼éam, ale dziadek jeszcze nie!ÔÇŁ. Pami─Ötam tak┼╝e, jak budzono mnie podczas nocnego alarmu. Zaspan─ů i spocon─ů znosi┼éa mnie mamusia kuchennymi schodami z czwartego pi─Ötra do przepe┼énionej piwnicy. (Dziadkowie, boj─ůc si─Ö zasypania, pozostawali w mieszkaniu.)

Wielkie by┼éo nasze zdziwienie i rado┼Ť─ç, gdy po kilku dniach tata powr├│ci┼é. Okaza┼éo si─Ö, ┼╝e nie zosta┼é wcielony do wojska, mimo dobrego wyszkolenia. Dzi┼Ť rozumiem, ┼╝e brak przygotowania kraju do wojny i chaos stwarza┼é takie sytuacje. Wkr├│tce ┼╝egna┼éy┼Ťmy go jednak znowu. Postanowi┼é wykona─ç s┼éawetny rozkaz Umiastowskiego, nadany przez radio 7. IX.1939 r. o wymarszu m─Ö┼╝czyzn w wieku mobilizacyjnym z Warszawy.

Tata wr├│ci┼é po miesi─ůcu lub dw├│ch ÔÇô nie pami─Ötam. Wr├│ci┼é przez ÔÇ×zielon─ů granic─ÖÔÇŁ i chcia┼é nas zabra─ç do ZSRR. Mama nie chcia┼éa jecha─ç, niepokoi┼éo j─ů, jak znios─Ö tak─ů podr├│┼╝, by┼éa zwi─ůzana z Warszaw─ů, a tak┼╝e ba┼éa si─Ö podr├│┼╝y w nieznane i niebezpiecze┼ästw prawdziwych i urojonych zwi─ůzanych z t─ů podr├│┼╝─ů, gro┼╝─ůcych w drodze. A wi─Öc tatu┼Ť pozosta┼é z nami, ale nie chcia┼é pracowa─ç w ┼╝adnej instytucji zwi─ůzanej z w┼éadzami okupacyjnymi. Mamusia postanowi┼éa, ┼╝e zajm─ů si─Ö nauczaniem na tajnych kompletach.

Ojciec, maj─ůc same celuj─ůce oceny otrzyma┼é po czterech latach dyplom in┼╝yniera chemii na Politechnice Warszawskiej (co by┼éo ewenementem na owe czasy), musia┼é jednak ods┼éu┼╝y─ç wojsko. Po podchor─ů┼╝├│wce nie dosta┼é pracy, pomaga┼é wi─Öc tylko swojemu ojcu, kt├│ry prowadzi┼é komor─Ö celn─ů.

Troch─Ö inaczej wygl─ůda┼éa droga zawodowa mamusi. Ju┼╝ na ostatnim roku psychologii na UW zacz─Ö┼éa pracowa─ç, najpierw jako asystentka prof. Baleya, a potem jako psycholog w poradniach i szko┼éach. W 1939 r. pracowa┼éa w pi─Öciu instytucjach, w ka┼╝dej po kilka godzin.
W 1929 r. rodzice pobrali si─Ö (poznali si─Ö na koloniach akademickich).

Po ┼Ťlubie zamieszkali u rodzic├│w mamy, a p├│┼║niej w wynaj─Ötym pokoju z kuchni─ů. Nie prowadzili jednak gospodarstwa domowego, sto┼éowali si─Ö u swych rodzic├│w. Trudne warunki materialne nie pozwoli┼éy im na nowe meble, tata zrobi┼é je wi─Öc sam (mam w albumie fotografi─Ö toaletki, kt├│ra pobi┼éaby wsp├│┼éczesn─ů).

Po moim urodzeniu zamieszali w dwupokojowym mieszkaniu przy Bagateli 15 i tu dopiero zacz─Ö┼éy si─Ö ÔÇ×schodyÔÇŁ. Mama zawsze pracuj─ůca, odsuwana od dzieci┼ästwa od kuchni i od prac domowych, by┼éa bezradna. Podj─Ö┼éa decyzj─Ö o przyj─Öciu pomocy domowej, sama nie zrezygnowa┼éa z pracy. Jej ÔÇ×rozk┼éad jazdyÔÇŁ dawa┼é jej komfort psychiczny i pieni─ůdze na ca┼éy ÔÇ×dw├│rÔÇŁ.

Opowiada┼éa z dum─ů, ┼╝e w 1939 r. zarabia┼éa oko┼éo 300 z┼é miesi─Öcznie. Dlatego obok niani, a p├│┼║niej wychowawczyni dla mnie, by┼éa jeszcze kucharka. Opowiadano, ┼╝e mama nigdy nie zd─ů┼╝y┼éa na karmienie, a poniewa┼╝ niezadowolenie wyra┼╝a┼éam g┼éo┼Ťnym p┼éaczem, zniecierpliwiona niania da┼éa mi kiedy┼Ť smoczek. Od tego czasu ÔÇ×odstawi┼éam mam─Ö od piersiÔÇŁ. Mama, pracoholiczka z musu, nawet w czasie mojej bardzo ci─Ö┼╝kiej choroby (grozi┼é mi ca┼ékowity parali┼╝) nie zwalnia┼éa si─Ö z pracy, organizuj─ůc dy┼╝ury krewnych i przyjaci├│┼é.

Pierwsze przykre wspomnienie zwi─ůzane z Niemcami prze┼╝y┼éam g┼é─Öboko i pami─Ötam do dzi┼Ť. Mia┼éam trzy lata i wraca┼éam z wychowawczyni─ů ze spaceru. Przed nasz─ů bram─ů przechodzi┼éo dw├│ch niemieckich ┼╝o┼énierzy. ÔÇ×Zeh, wie sch├Âhne PupeÔÇŁ, zawo┼éa┼é jeden z nich. G┼éo┼Ťno si─Ö rozp┼éaka┼éam, przera┼╝ona wychowawczyni szybko wprowadzi┼éa mnie do bramy. Dopiero w mieszkaniu, ┼ékaj─ůc, wyja┼Ťni┼éam ÔÇ×bo on powiedzia┼é, ┼╝e jestem pupaÔÇŁ.

Nie pami─Ötam, jak rodzice dowiedzieli si─Ö o konieczno┼Ťci przeprowadzki do getta. Matka mamy zamieni┼éa swoje czteropokojowe mieszkanie przy Z┼éotej na Bia┼é─ů 8, a babcia Ania po ┼Ťmierci dziadka (ojciec taty dosta┼é wylewu na wiadomo┼Ť─ç o kapitulacji Francji) zamieszka┼éa z nami. Na Bia┼éej w czteropokojowym mieszkaniu zamieszka┼éo 7 os├│b: Rodzice ze mn─ů i babci─ů Ani─ů oraz dziadkowie z siostr─ů mamy.

Mamusia zacz─Ö┼éa pracowa─ç w CENTOSie (Centralne Towarzystwo Opieki nad Sierotami), najpierw jako kierowniczka kuchni, a potem jako psycholog w poradni dla dzieci, pod kierunkiem p. Kroszczora.
Tata nadal prowadzi┼é komplety i zacz─ů┼é dzia┼éa─ç w PPS. Organizacja Polscy Socjali┼Ťci wydawa┼éa te┼╝ gazetk─Ö ÔÇ×Barykada Wolno┼ŤciÔÇŁ. By┼éa to jedna z wielu organizacji na terenie getta i przygotowywa┼éa plany powstania w Getcie. Z opowiada┼ä wiem, ┼╝e ojciec bra┼é udzia┼é w zakopywaniu akt Ringelbluma. Podziemna dzia┼éalno┼Ť─ç taty wywo┼éywa┼éa ostry sprzeciw mamy, ale on by┼é nieugi─Öty.

Opisz─Ö zwyk┼éy dzie┼ä naszej rodziny. Rodzice mamy z c├│rk─ů prowadzili oddzielne gospodarstwo. Babcia Ania, mieszkaj─ůca w s┼éu┼╝b├│wce, budzi┼éa nas. Pierwsza wstawa┼éa mama i szykowa┼éa si─Ö do wyj┼Ťcia, tata przygotowywa┼é si─Ö do lekcji, a babcia szykowa┼éa ┼Ťniadanie. Po wyj┼Ťciu mamy tatu┼Ť my┼é si─Ö i goli┼é, wtedy budzono mnie. Po ┼Ťniadaniu trzeba by┼éo szybko sprz─ůtn─ů─ç pok├│j na przyj─Öcie uczni├│w.

Przy okr─ůg┼éym stole musia┼éo wygodnie usi─ů┼Ť─ç o┼Ťmioro uczni├│w. Zaczynali si─Ö schodzi─ç w niewielkich odst─Öpach czasu. Ksi─ů┼╝ki i przybory szkolne nie mog┼éy by─ç widoczne ani na ulicy ani na klatce schodowej, wi─Öc dzieci prze┼Ťciga┼éy si─Ö w pomys┼éach, jak je przenie┼Ť─ç. Jedni szyli specjalne kieszenie, inni nosili je za pazuch─ů lub pod paskiem, dziewczynki wola┼éy w koszykach pod chlebem. Odpowiednie, ciche pukanie do drzwi dawa┼éo zna─ç, ┼╝e to kolejny ucze┼ä, a nie jaki┼Ť intruz.

Tatu┼Ť, z wyj─ůtkiem nielicznych korepetycji w okresie studenckim, nigdy nie uczy┼é, jednak okaza┼é si─Ö doskona┼éym pedagogiem. Jego erudycja, oczytanie i wiedza nie tylko w dziedzinie nauk ┼Ťcis┼éych, ale i humanistycznych, r├│wnowa┼╝y┼éy brak do┼Ťwiadczenie w pracy z grup─ů uczni├│w. Dzieci siedzia┼éy cichutko, wpatrzone w ÔÇ×swego panaÔÇŁ, kt├│ry ciekawie prowadzi┼é zaj─Öcia i potrafi┼é odpowiedzie─ç na ka┼╝de pytanie.

Uczniowie w pierwszym roku opanowali program pi─ůtej klasy, o czym ┼Ťwiadczy┼éy nie tylko ich wypowiedzi i wypracowania, ale tak┼╝e ÔÇô troch─Ö zabawowo a troch─Ö powa┼╝nie zorganizowany, egzamin do sz├│stej klasy. Na okr─ůg┼éym stole, podzielonym tektur─ů na oddzielne stanowiska pracy, le┼╝a┼éy kartki z pytaniami dla ka┼╝dego ucznia. Ja te┼╝ siedzia┼éam w jednym z boks├│w i pracowicie bazgra┼éam co┼Ť na przygotowanym papierze. Znudzi┼éam si─Ö jednak szybko, odda┼éam ÔÇ×prac─ÖÔÇŁ tacie i oznajmi┼éam, ┼╝e ju┼╝ sko┼äczy┼éam. Wywo┼éa┼éo to ┼Ťmiech zdaj─ůcych i roz┼éadowa┼éo napi─Öt─ů atmosfer─Ö egzaminu.Opr├│cz komplet├│w ojciec uczy┼é indywidualnie kilku uczni├│w szko┼éy ┼Ťredniej, by┼éy to przedmioty ┼Ťcis┼ée.

Po lekcjach wraca┼éa z pracy mamusia, czasami uczy┼éa polskiego, ale przewa┼╝nie bardzo zm─Öczona zasypia┼éa na tapczanie. Budzona na obiad przez babci─Ö wstawa┼éa, a potem wraca┼éa na tapczan.Ojciec w tym czasie przygotowywa┼é materia┼éy do lekcji na nast─Öpny dzie┼ä, opracowywa┼é plany dla swej organizacji, pisa┼é co┼Ť do gazetki, szed┼é na zebranie lub na narysowanej przez siebie mapie Europy zaznacza┼é, po nas┼éuchu radia, kolorowymi chor─ůgiewkami ruchy wojsk. Gdy mia┼é wolny czas, a ja spa┼éam, zajmowa┼é si─Ö swoim hobby ÔÇô znaczkami pocztowymi.

Tak wygl─ůda┼éo nasze ┼╝ycie do feralnego dnia 17 kwietnia 1942 roku. Tak ten dzie┼ä wspomina mamusia: ÔÇ×Dzie┼ä biurowy zbli┼╝a┼é si─Ö ku ko┼äcowi. Powoli rzed┼éy d┼éugie szeregi interesant├│w. ┬źI dzi┼Ť po obiedzie musimy wr├│ci─ç do biura┬╗ m├│wi─Ö do moich pracownic. ┬źTrzeba przygotowa─ç materia┼é na jutro.┬╗

Podczas przerwy wyrywamy si─Ö wreszcie na zup─Ö do sto┼é├│wki. Tu pe┼éno i gwarno jak w ulu. Stoliki przer├│┼╝nego kszta┼étu i wielko┼Ťci jak zwykle oblepione lud┼║mi. Miejsce trzeba zdobywa─ç. Mniej zaradni d┼éugo i cierpliwie czekaj─ů na swoj─ů kolej. Z r├│┼╝nych stron s┼éycha─ç urywki o┼╝ywionych dyskusji. Dzi┼Ť, jak co dzie┼ä, dochodz─ů do skutku wa┼╝ne rozmowy. Specjali┼Ťci od tajnych wiadomo┼Ťci politycznych przekazuj─ů je szeptem, obserwuj─ůc bacznie zachowanie s─ůsiad├│w. Wiadomo wszystkim, ┼╝e wsz─Ödzie, niemal na ka┼╝dym kroku, czyhaj─ů zdrajcy, agenci Gestapo, kt├│rzy z lekkim sercem wysy┼éaj─ů swe ofiary na ┼Ťmier─ç. Gdzieniegdzie kwitnie beztroski flirt, ta odwieczna ludzka rozrywka, dla kt├│rej w tym zbiorowisku sko┼éatanych, tragicznych istnie┼ä znajduje si─Ö tak┼╝e miejsce.

Sto┼é├│wka nie zmieni┼éa dzi┼Ť ani troch─Ö swego codziennego wygl─ůdu, nic nie zwiastuje jutrzejszej tragedii, a tymczasem wr├│g planuje zbrodni─Ö, jedno z pierwszych ogniw przysz┼éego ┼éa┼äcucha. Tym razem zbrodnicze plany wychodz─ů na jaw. Ju┼╝ s─ů wtajemniczeni.
┬źJaneczko, nie przera┼║ si─Ö, ale dzi┼Ť w nocy szykuj─ů rewizje i aresztowania, uprzed┼║ swojego m─Ö┼╝a┬╗ szepce, odwo┼éuj─ůc mnie na stron─Ö, moja kole┼╝anka. ┬źPami─Ötaj, mam t─Ö wiadomo┼Ť─ç z pewnego ┼║r├│d┼éa, to nie plotka┬╗, dodaje powa┼╝nie na po┼╝egnanie.

Czuj─Ö, ┼╝e nie mog─Ö nic odpowiedzie─ç, krta┼ä mam ┼Ťci┼Ťni─Öt─ů i tylko jedna, jedyna my┼Ťl wwierca mi si─Ö ostro w m├│zg. ┬źPrzysz┼éo to, co przewidywa┼éam!┬╗ Teraz ka┼╝da chwila mo┼╝e zawa┼╝y─ç na szali jego ┼╝ycia. Za wszelk─ů cen─Ö musz─Ö si─Ö opanowa─ç i obmy┼Ťli─ç plan dzia┼éania! Najwa┼╝niejsze, jak go ostrzec, ┼╝eby potraktowa┼é to powa┼╝nie? Przecie┼╝ wierzy tylko w wiadomo┼Ťci, kt├│re przechodz─ů przez jego organizacj─Ö. Zawsze wykpiwa ÔÇ×poczt─Ö pantoflow─ůÔÇŁ. A co najwa┼╝niejsze, jest cz┼éowiekiem pozbawionym uczucia strachu i nic nie mo┼╝e go przestraszy─ç. Mam jeszcze iskierk─Ö nadziei, ┼╝e i organizacja zosta┼éa powiadomiona i nie dopu┼Ťci do utraty jednego ze swoich warto┼Ťciowych cz┼éonk├│w.

Niestety, zbyt p├│┼║no zrozumia┼éam sw├│j b┼é─ůd. Na ulicy, w drodze do domu spotykam m─Ö┼╝a. Zapewne z w┼éa┼Ťciw─ů sobie brawur─ů i niepoprawn─ů nieostro┼╝no┼Ťci─ů zamierza odwiedzi─ç rodzin─Ö niedawno aresztowanego towarzysza Tomasza. Wys┼éuchuje mnie z u┼Ťmiechem i m├│wi swym zwyczajem: ┬źDobrze, dobrze, m├│j cz┼éowieku, id┼║ spokojnie do biura i szybko wracaj do domu, na pewno jeste┼Ť zm─Öczona, prosz─Ö nie zaprz─ůtaj sobie takimi g┼éupstwami! g┼éowy!┬╗

Znam go i wiem, ┼╝e go nie przekonam. Powoli, po┼éykaj─ůc ┼ézy, wracam do biura. Po wydaniu kilku polece┼ä z ci─Ö┼╝kim sercem kieruj─Ö si─Ö w stron─Ö domu. Ale c├│┼╝ to? Cho─ç niewiele czasu min─Ö┼éo, ulica ca┼ékowicie zmieni┼éa wygl─ůd. Co kilka krok├│w spotykam gromadki ┼╝ywo gestykuluj─ůcych ludzi. Na twarzach wida─ç strach. Niekt├│rzy zamykaj─ů sklepy. Ulica wie!

Z przera┼╝eniem wpadam do domu. ┬źAle┼╝ to panikarze, z powodu PIPI trac─ů g┼éowy i zamykaj─ů sklepy┬╗ wita mnie m─ů┼╝ powr├│ciwszy z pobliskiego sklepu. ┬źZ trudem przekona┼éem mydlark─Ö, u kt├│rej kupowa┼éem karbid, ┼╝eby nie zamyka┼éa sklepu┬╗, dodaje rozbawiony. ┬źJak mo┼╝na przypuszcza─ç, ┼╝e Niemcy pozwol─ů kogokolwiek uprzedzi─ç, je┼Ťli na serio co┼Ť szykuj─ů.┬╗

Ta tragiczna pomy┼éka, kt├│r─ů pope┼éni┼é m├│j m─ů┼╝, zosta┼éa przep┼éacona jego ┼╝yciem. Nikt jednak nie m├│g┼é przewidzie─ç niechlujstwa, a mo┼╝e i zdrady w szeregach organizacji. O planach Gestapo wiedzieli przecie┼╝ wszyscy. Dlaczego cz┼éowiek kieruj─ůcy organizacj─ů na terenie getta nie by┼é uprzedzony? Czyja to wina i kto za to dzi┼Ť jeszcze powinien odpowiada─ç?

Wieczorem wcze┼Ťnie po┼éo┼╝yli┼Ťmy si─Ö spa─ç. Przyznaj─Ö, w ko┼äcu uwierzy┼éam m─Ö┼╝owi i uspokoi┼éam si─Ö zupe┼énie. Nagle, na kr├│tko przed dwunast─ů, us┼éysza┼éam gwa┼étowne dobijanie si─Ö do drzwi wej┼Ťciowych, zanim zd─ů┼╝y┼éam obudzi─ç m─Ö┼╝a, do pokoju wbieg┼éa moja m┼éodsza siostra, uprzedzaj─ůc, ┼╝e do mieszkania wtargn─Öli Niemcy. ┼Üwiat zawirowa┼é mi przed oczami. A wi─Öc wiadomo┼Ťci by┼éy prawdziwe i nie ma ju┼╝ ┼╝adnego ratunku!

Wesz┼éo ich kilku w wojskowych mundurach, jeden legitymowa┼é m─Ö┼╝a, inni ┼Ťwiecili latarkami robi─ůc pobie┼╝n─ů rewizj─Ö. Nic nie znale┼║li, cho─ç w pokoju by┼éo mn├│stwo nielegalnej ÔÇ×bibu┼éyÔÇŁ. Po wylegitymowaniu kazali mu si─Ö ubra─ç. Nigdy nie zapomn─Ö spokoju, z jakim wk┼éada┼é poszczeg├│lne cz─Ö┼Ťci ubrania, wyj─ů┼é z kieszeni kartki ┼╝ywno┼Ťciowe i klucze od mieszkania, wreszcie po┼éo┼╝y┼é na stole pieni─ůdze, kt├│re kazano mu zostawi─ç, potem podszed┼é do ┼é├│┼╝eczka ┼Ťpi─ůcej c├│reczki, aby j─ů poca┼éowa─ç, na koniec przytuli┼é mnie, m├│wi─ůc: ┬źNie b├│j si─Ö!┬╗ Skamienia┼éa z b├│lu stara┼éam si─Ö wydoby─ç z siebie jaki┼Ť mo┼╝liwie beztroski ton, odpowiedzia┼éam: ┬źnie boj─Ö si─Ö zupe┼énie!┬╗.

Je┼╝eli w tych ludziach tli┼éy si─Ö jeszcze jakie┼Ť uczucia, musieli podziwia─ç jego pe┼én─ů spokoju i godno┼Ťci postaw─Ö. Jako oficer godnie reprezentowa┼é w tym momencie honor wojska polskiego, a jako jeden z przyw├│dc├│w swej organizacji bohaterstwo ┼╝ydowskiego ruchu oporu.

Zaledwie zamkn─Ö┼éy si─Ö drzwi za m─Ö┼╝em i jego oprawcami, zacz─Ö┼éam niszczy─ç stosy nielegalnych papier├│w, znajduj─ůcych si─Ö w pokoju. Przypuszcza┼éam, ┼╝e hitlerowcy powr├│c─ů, aby zrewidowa─ç mieszkanie przy dziennym ┼Ťwietle. Aby pr─Ödzej! Aby zd─ů┼╝y─ç!!! Wszyscy domownicy pomagali mi w pracy. W b┼éyskawicznym tempie p┼éon─Ö┼éy wrzucane do pieca stosy ÔÇ×Barykady Wolno┼ŤciÔÇŁ i innych nielegalnych czasopism oraz materia┼é├│w przygotowywanych do walki z okupantem. Mo┼╝e wtedy sp┼éon─Ö┼éy spisy agent├│w Gestapo i zbi├│r ich fotografii wykonanych przez ulicznego fotografa. Pami─Ötam z jak─ů dum─ů pokazywa┼é mi m─ů┼╝ te podobizny. Niestety, mo┼╝na przypuszcza─ç, ┼╝e w┼éa┼Ťnie tacy osobnicy czmychn─Öli w odpowiednim czasie i zawsze zdolni do pope┼éniania pod┼éo┼Ťci rozpocz─Öli nowe ┼╝ycie w nowych warunkach.

Nad ranem zad┼║wi─Öcza┼é dzwonek do drzwi. Dozorca nie mia┼é odwagi powiedzie─ç mi prawdy. Od razu wiedzia┼éam, ┼╝e m─ů┼╝ nie ┼╝yje. I od tej chwili ju┼╝ wszystkie wydarzenia prze┼╝ywa┼éam tak, jak widz w kinie, jakby ta tragedia nie dotyczy┼éa mnie. Pobieg┼éam na miejsce wskazane przez dozorc─Ö.

Ulica by┼éa pogr─ů┼╝ona we ┼Ťnie, nie spotyka┼éam przechodni├│w, g┼éo┼Ťno stuka┼éy moje buty na pustym chodniku. Pod murem znalaz┼éam zw┼éoki m─Ö┼╝a, le┼╝a┼é na wznak w ka┼éu┼╝y krwi. Z ucha obfitym strumieniem p┼éyn─Ö┼éa krew. Nic nie czu┼éam, p┼éaka─ç nie mog┼éam, chcia┼éam jak najpr─Ödzej zabra─ç go do domu. Najpierw musz─Ö wci─ůgn─ů─ç cia┼éo do bramy a potem znale┼║─ç kogo┼Ť, kto mi pomo┼╝e. Dozorca nie zgadza si─Ö, musz─Ö szuka─ç innej bramy. Wreszcie uda┼éo mi si─Ö ub┼éaga─ç kilku przechodni├│w, aby mi pomogli.

Wyruszy┼é smutny orszak. Czterech obszarpanych i zag┼éodzonych ludzi nios┼éo cia┼éo m┼éodego (36 lat) m─Ö┼╝czyzny. Krew dalej ciek┼éa ciurkiem, zraszaj─ůc obficie chodnik. Wreszcie dom. Zostaj─Ö sama i pragn─Ö jak najd┼éu┼╝ej wpatrywa─ç si─Ö w martw─ů, ma┼éo zmienion─ů twarz mojego Jurka. Po chwili widz─Ö, ┼╝e krew s─ůczy si─Ö nadal, cho─ç ju┼╝ tyle czasu min─Ö┼éo od zgonu.

I zn├│w nie umiem da─ç sobie rady, konieczna jest pomoc innych. Biegn─Ö wi─Öc do naszego przyjaciela, lekarza chirurga. Ze ┼Ťci┼Ťni─Ötym sercem mijam chodnik zbryzgany nie zaschni─Öt─ů jeszcze krwi─ů. Lekarz, zdruzgotany otrzyman─ů wiadomo┼Ťci─ů, natychmiast poszed┼é ze mn─ů, aby o ironio losu, udzieli─ç ostatniej fachowej pomocy swojemu zamordowanemu przyjacielowi. I on nie doczeka┼é ko┼äca wojny. Zawsze silny i zdr├│w, zmar┼é na serce, zapewne nie m├│g┼é znie┼Ť─ç zbrodni, na kt├│re musia┼é jako lekarz patrze─ç codziennie.

Wkr├│tce potem zacz─Öli schodzi─ç si─Ö do naszego domu r├│┼╝ni ludzie. Jednych sprowadzi┼éa ciekawo┼Ť─ç, innych ch─Ö─ç okazania wsp├│┼éczucia i pomocy. Od innych dowiedzia┼éam si─Ö, ┼╝e podobnie zgin─ů┼é jeden z moich biurowych koleg├│w, te┼╝ dzia┼éacz jednej z wielu organizacji podziemnych, dzia┼éaj─ůcych w getcie. W┼Ťr├│d 54 ofiar figurowali tak┼╝e policjanci i konfidenci, niewygodni ┼Ťwiadkowie, kt├│rzy zostali zlikwidowani przez swoich chlebodawc├│w.

Przybyli tak┼╝e do nas towarzysze partyjni z grupy ÔÇ×Barykada Wolno┼ŤciÔÇŁ. Widocznie ch─Ö─ç zobaczenia Go ostatni raz by┼éa silniejsza ni┼╝ obawa dekonspiracji. Zawsze lekcewa┼╝yli niebezpiecze┼ästwo i zapewne dlatego ┼╝aden z obecnych w├│wczas nie prze┼╝y┼é wojny.
Nast─Öpnego dnia odby┼é si─Ö pogrzeb, na kt├│rym opr├│cz nas by┼éy dwie moje przyjaci├│┼éki.

17 kwietnia obchodzimy uroczy┼Ťcie rocznic─Ö ┼Ťmierci naszego m─Ö┼╝a i ojca. Zabieram moj─ů c├│rk─Ö i udajemy si─Ö t─ů sam─ů drog─ů do ruin domu, do miejsca ka┼║ni. Z trudem odnalaz┼éy┼Ťmy po wojnie Jego gr├│b na cmentarzu ┼╝ydowskim, by┼é ca┼ékowicie zniszczony. (Prawdopodobnie sw├│j udzia┼é mieli tu tak┼╝e ograbiaj─ůcy groby tzw. ÔÇ×szczury cmentarneÔÇŁ.)

Najbardziej, i ju┼╝ zapewne na zawsze, n─Öka mnie my┼Ťl, ┼╝e ┼Ťlady jego entuzjastycznej dzia┼éalno┼Ťci, dla kt├│rej po┼Ťwi─Öci┼é ┼╝ycie, zatar┼éy si─Ö zupe┼énie. Czy ┼╝yje jeszcze kto┼Ť z tych, kt├│rych zagrzewa┼é do walki? Czy przetrwa┼é kt├│ry┼Ť z w─ůtpi─ůcych, kt├│rych podnosi┼é na duchu i pokrzepia┼é? Mo┼╝e ju┼╝ tylko my, Jego ┼╝ona i c├│rka, b─Ödziemy zawsze pami─Öta─ç, jak nigdy si─Ö nie za┼éamywa┼é, jak mocno wierzy┼é w kl─Ösk─Ö wroga i wyzwolenie ojczyzny. Mo┼╝e tylko w naszych sercach pozostanie Jego ┼Ťwietlana posta─ç.ÔÇŁ

A oto, co ja zapami─Öta┼éam z tego feralnego dnia po ┼Ťmierci tatusia.
Obudzi┼é mnie g┼éo┼Ťny p┼éacz. To by┼é p┼éacz mamusi i babci. Mamusia siedzia┼éa na moim ┼é├│┼╝eczku a zobaczywszy, ┼╝e ju┼╝ nie ┼Ťpi─Ö, ┼ékaj─ůc powtarza┼éa w k├│┼éko: ÔÇ×tatu┼Ť wyjecha┼é! Daleko wyjecha┼é! Ju┼╝ go nie zobaczymy!!!ÔÇŁ A babunia (matka taty) chodzi┼éa dooko┼éa sto┼éu i g┼éo┼Ťno zawodzi┼éa. Przera┼╝ona nie pami─Ötam, kto si─Ö mn─ů zaj─ů┼é. Po pewnym czasie wprowadzono mnie do pokoju, gdzie na tapczanie le┼╝a┼é, ubrany w ciemny garnitur, m├│j ukochany tatulek. By┼éam zaskoczona, mamusia ┼╝artowa┼éa, pomy┼Ťla┼éam, powiedzia┼éa, ┼╝e wyjecha┼é, a on przecie┼╝ ┼Ťpi! Chcia┼éam podbiec do niego, poskar┼╝y─ç si─Ö, przytuli─ç i poca┼éowa─ç, ale odci─ůgni─Öto mnie i wyprowadzono do drugiego pokoju.

Na pogrzebie tatusia nie by┼éam, mama uwa┼╝a┼éa, ┼╝e to niebezpieczne a poza tym ba┼éa si─Ö szoku dla mnie. Przebywa┼éam wtedy u przyjaci├│┼é mamy. Gdy po pogrzebie wr├│ci┼éam do domu, po┼éo┼╝ono mnie spa─ç w ┼é├│┼╝ku mamusi (spa┼éam z ni─ů do 1948 r.). I kto┼Ť powiedzia┼é mi, ┼╝e mama i babcia s─ů bardzo smutne, wi─Öc musz─Ö by─ç grzeczna, nie p┼éaka─ç i opiekowa─ç si─Ö mam─ů.

Po jakim┼Ť czasie opu┼Ťci┼éy┼Ťmy z mamusi─ů getto, pozostawiaj─ůc tam babci─Ö i m┼éodsz─ů siostr─Ö mamy. Rodzice mamy ju┼╝ wtedy nie ┼╝yli (umarli w 41, 42 r.). Pami─Ötam doskonale nasze wyj┼Ťcie z getta. Ubrane na cebulk─Ö, wpuszczone przez portiera, kt├│remu mamusia pokaza┼éa fa┼észywe wezwanie na spraw─Ö, wesz┼éy┼Ťmy do holu s─ůdu. Szatniarz licz─ůc na ┼éap├│wk─Ö kaza┼é nam rozebra─ç si─Ö. Zdenerwowana mamusia da┼éa mu sw├│j p┼éaszcz, ale mnie nie pozwoli┼éa rozebra─ç, m├│wi─ůc, ┼╝e jestem chorowita, a sale s─ůdowe s─ů zimne.

Sz┼éy┼Ťmy d┼éugimi, szerokimi korytarzami do pokoju urz─Ödniczki, kt├│ra mia┼éa nas przeprowadzi─ç na aryjsk─ů stron─Ö. Ale ja koniecznie chcia┼éam zobaczy─ç ubikacj─Ö w tym wspania┼éym pa┼éacu. Mama stara┼éa si─Ö odwie┼Ť─ç mnie od tego, ale nasza opiekunka boj─ůc si─Ö, ┼╝e krzykiem i p┼éaczem zwr├│c─Ö uwag─Ö niepo┼╝─ůdanych os├│b, zaprowadzi┼éa mnie do obskurnej, brudnej toalety. Rozczarowana wr├│ci┼éam do pokoju i prowadzone przez opiekunk─Ö szybko wysz┼éy┼Ťmy z gmachu s─ůdu.

Czeka┼éa na nas nast─Öpna opiekunka i riksz─ů zabra┼éa do siebie. Stamt─ůd zabra┼éa mnie moja ÔÇ×SprawiedliwaÔÇŁ Irena Chmiele┼äska. I tak rozpocz─ů┼é si─Ö nast─Öpny etap mojego ┼╝ycia.Irena zawioz┼éa mnie do swoich rodzic├│w mieszkaj─ůcych w Aninie ko┼éo Warszawy. Pa┼ästwo Chmiele┼äscy, obydwoje denty┼Ťci, i ich syn Jan opiekowali si─Ö mn─ů troskliwie. By┼éam przedstawiana jako kuzynka z Kres├│w. Do moich opiekun├│w zwraca┼éam si─Ö per wujku, ciociu a do doros┼éego Janka i Ireny po imieniu. Imponowa┼éo mi to bardzo.

Sielanka nie trwa┼éa d┼éugo. Po domu kr─Öci┼éo si─Ö zbyt du┼╝o ludzi ÔÇô pacjenci, s─ůsiedzi, a ja mog┼éam jakim┼Ť niew┼éa┼Ťciwym odezwaniem narazi─ç ca┼é─ů rodzin─Ö na ┼Ťmier─ç. Cho─ç bardzo si─Ö stara┼éam. Na przyk┼éad, gdy jecha┼éam z Irk─ů poci─ůgiem do Anina, szeptem na ucho zapyta┼éam, czy Jurek to polskie imi─Ö, ale przechodz─ůc obok przydro┼╝nej kapliczki g┼éo┼Ťno zapyta┼éam ÔÇ×Irka, co to za figurka?ÔÇŁ Dopiero ┼Ťci┼Ťni─Öcie r─Öki zamkn─Ö┼éo mi buzi─Ö.

Po paru dniach Irena wr├│ci┼éa do swoich obowi─ůzk├│w, a ja pozosta┼éam pod opiek─ů jej zaj─Ötej rodziny, kt├│ra nie zawsze mia┼éa czas, aby mnie dopatrzy─ç. Kiedy┼Ť do p. Chmiele┼äskiej przyjecha┼é bryczk─ů pacjent z c├│reczk─ů. A ja, spragniona towarzystwa r├│wie┼Ťnik├│w, zaprasza┼éam j─ů do wsp├│lnej zabawy. Biega┼éam mi─Ödzy nogami konia, namawiaj─ůc kole┼╝ank─Ö do na┼Ťladowania mojej zabawy. Na szcz─Ö┼Ťcie kto┼Ť zauwa┼╝y┼é, co si─Ö dzieje. Wezwana ÔÇ×na dywanikÔÇŁ przed cioci─ů us┼éysza┼éam tak─ů ÔÇ×gadk─ÖÔÇŁ, ┼╝e do dzi┼Ť konia i krow─Ö obchodz─Ö z daleka.

Wkr├│tce potem Irena zabra┼éa mnie do Zag├│rza ko┼éo Warszawy. Oddalone od miasta, otoczone lasami Zag├│rze sta┼éo si─Ö podczas okupacji azylem dla represjonowanych przez hitlerowc├│w ludzi. Przebywa┼éy tu dzieci z zaburzeniami psychicznymi, niearyjczycy i poszukiwani przez okupanta dawni prominenci lub ich rodziny, tak┼╝e ludzie sztuki. (Maj─ůtek nale┼╝a┼é do dr Kazimierza D─ůbrowskiego).

Ukrywali si─Ö tu, b─ůd┼║ w roli pacjent├│w b─ůd┼║ wsp├│┼épracownik├│w doktora, dzia┼éacze ruchu oporu poszukiwani przez Gestapo, bliscy krewni bohater├│w walki zbrojnej, a tak┼╝e ludzie pochodzenia ┼╝ydowskiego. Mieszka┼éa tu ┼╝ona jednego z najs┼éynniejszych genera┼é├│w. Po ┼Ťmierci m─Ö┼╝a, w obozie, znalaz┼éa schronienie i opiek─Ö ┼╝ona z dzie─çmi jednego z przyw├│dc├│w AK, a tak┼╝e ┼╝ona jednego z przedwojennych premier├│w. Ukrywa┼é si─Ö tu znany chirurg, duchowny wysoko postawiony w hierarchii ko┼Ťcielnej, ┼Ťpiewaczka operowa, kompozytor z ┼╝on─ů oraz wielu innych przedstawicieli inteligencji. Mi─Ödzy innymi w osobnym domku mieszka┼éa para ma┼é┼╝e┼äska pochodzenia ┼╝ydowskiego.

W tym maj─ůtku i ja znalaz┼éam schronienie w sanatorium dla dzieci. Przebywa┼éy tu dzieci niedorozwini─Öte, przewa┼╝nie z wrodzon─ů ki┼é─ů. Irena przywioz┼éa mnie tu i pozosta┼éa oko┼éo miesi─ůca, pracuj─ůc honorowo jako wychowawczyni, nie chcia┼éa, abym si─Ö ┼║le czu┼éa w┼Ťr├│d obcych. Z tego pobytu pami─Ötam niewiele: Herculo ÔÇ×pluj kasz─ÖÔÇŁ na ┼Ťniadanie (do dzi┼Ť nie jadam mlecznych zup) i odwiedziny mamusi, gdy chora le┼╝a┼éam w izolatce. Zapytana przez ni─ů o trzy ┼╝yczenia, odpowiedzia┼éam: ┼╝eby wojna si─Ö sko┼äczy┼éa, ┼╝eby tata wr├│ci┼é do nas i ┼╝ebymÔÇŽ mog┼éa zje┼Ť─ç bia┼é─ů bu┼éeczk─Ö.

Wkr├│tce mamusia zabra┼éa mnie z Zag├│rza do domu. Po wyrobieniu fa┼észywych papier├│w wynaj─Ö┼éa pok├│j przy Narbutta 38 i tam mieszka┼éy┼Ťmy do Powstania Warszawskiego. Moja rado┼Ť─ç po przyje┼║dzie do nowego domu by┼éa podw├│jna, bo powita┼éa mnie tu ukochana babunia. Wysz┼éa z getta z szabrowniczkami. Siostra mamy wysz┼éa ze schowka w czasie jednej z akcji i wywieziona do Treblinki, zgin─Ö┼éa.

Babcia zaj─Ö┼éa si─Ö naszym skromnym gospodarstwem, a mama szuka┼éa mo┼╝liwo┼Ťci zarobku, ┼╝eby nas trzy utrzyma─ç. Kto┼Ť powiedzia┼é jej o chemiku wyrabiaj─ůcym w domowych warunkach ┼Ťwiece, sprzedawa┼éa je w mydlarniach. Jednak kiedy┼Ť produkcja si─Ö nie uda┼éa i czarnych ┼Ťwiec nikt nie kupowa┼é. Wtedy dowiedzia┼éa si─Ö o s─ůsiadce z Kazimierzowskiej, kt├│ra piecze ciastka, wi─Öc zaj─Ö┼éa si─Ö rozprowadzaniem ich po kawiarniach i restauracjach warszawskich.

Powoli dosz┼éy wypieki innych ciastkarzy (by┼éy to dawne ziemianki, kt├│rych wspania┼ée przepisy mia┼éy szalone powodzenie). Cz─Östo klienci kawiarni d┼éugo i cierpliwie czekali na mamy dostaw─Ö. Mamusia zacz─Ö┼éa z jedn─ů walizk─ů, a przed Powstaniem z dwoma pomocnikami pracowali z sze┼Ťcioma, obracaj─ůc kilka razy dziennie. Walizki mia┼éy kszta┼ét dzisiejszej ma┼éej walizki na k├│┼ékach, by┼éy tekturowe i mia┼éy szufladki, w kt├│rych le┼╝a┼éy ciastka.

By┼éo te┼╝ kilka weso┼éych sytuacji, np. gdy usiad┼éam na czekoladowej bombie, ka┼╝da kosztowa┼éa 17 z┼é a mama zarabia┼éa 50 gr na ciastku. Wtedy pierwszy i chyba ostatni raz dosta┼éam lanie. Jednak wi─Öksz─ů krzywd─ů dla mnie by┼éo zjedzenie ciastka przez mamusi─Ö. Innym razem z siostrzenic─ů naszej gospodyni wyjad┼éy┼Ťmy migda┼éy z ca┼éej blachy
ÔÇ×jerzyk├│wÔÇŁ (na kruchym ciastku wbite na sztorc pokrajane migda┼éy). Z kilkunastu igie┼é migda┼éowych na ka┼╝dym ciastku pozostawi┼éy┼Ťmy zaledwie kilka. Musia┼éam za kar─Ö i┼Ť─ç do kobiety wypiekaj─ůcej te ciastka, przeprosi─ç j─ů i poprosi─ç o rekonstrukcj─Ö ciastek. Bardzo si─Ö ┼Ťmia┼éa i nic nie policzy┼éa za to spustoszenie.

Mamusia by┼éa dwa razy zatrzymywana przez Niemc├│w. Pierwszy raz w kawiarni na placu Bankowym, sk─ůd uda┼éo jej si─Ö uciec, a drugi raz w ┼éapance w tramwaju. W walizce wioz┼éa s┼éawetne bomby czekoladowe, powtarza┼éa podobno sobie w my┼Ťli, by na pytanie Niemca o zawarto┼Ť─ç walizki odpowiedzie─ç Kuchen. Rewiduj─ůcy potrz─ůsn─ů┼é walizk─ů i kulki potoczy┼éy si─Ö w szufladkach. ┼╗o┼énierz nie otwieraj─ůc walizki pu┼Ťci┼é mam─Ö. Ba┼é si─Ö na pewno, ┼╝e to prawdziwe kule. Mama wr├│ci┼éa do domu p├│┼é┼╝ywa ze zdenerwowania. Kiedy┼Ť w t┼éoku tramwajowym otworzy┼éa si─Ö jej walizka i wszystkie ciastka zosta┼éy rozgniecione pod nogami pasa┼╝er├│w, a mamusia straci┼éa zarobek.

W dniu wybuchu Powstania, 1 sierpnia, mamusia za┼éatwia┼éa wszystkie sprawy tylko na Mokotowie, w pobli┼╝u domu. Wr├│ci┼éa wcze┼Ťniej ni┼╝ zwykle, opowiadaj─ůc o niepokoju na mie┼Ťcie. O osiemnastej do drzwi zadzwoniono i do mieszkania wesz┼éo kilku m┼éodych m─Ö┼╝czyzn w kominiarskich kombinezonach. Kazali nam zej┼Ť─ç do piwnicy. Zanim zawiadomi┼éy┼Ťmy naszych wsp├│┼élokator├│w i zebra┼éy┼Ťmy najpotrzebniejsze rzeczy, rozpocz─Ö┼éo si─Ö bombardowanie i ponad godzin─Ö sta┼éy┼Ťmy na klatce schodowej, zanim mo┼╝na by┼éo bezpiecznie przebiec przez podw├│rko do schronu.

Wywiad powsta┼äczy zosta┼é oszukany przez Niemc├│w. Udali oni, ┼╝e wychodz─ů z koszar przy Kazimierzowskiej, a wr├│cili inn─ů drog─ů do nich. Tymczasem te koszary mia┼éy by─ç w pierwszym rzucie zdobyte przez powsta┼äc├│w. Nie uda┼éo si─Ö i powsta┼äcy musieli szybko wycofa─ç si─Ö z tego terenu.

Losy mieszka┼äc├│w naszego domu zmienia┼éy si─Ö wielokrotnie, przechodzili┼Ťmy z r─ůk powsta┼äczych w niemieckie i odwrotnie. Pami─Ötam wiele wydarze┼ä z tego okresu: jak zbiera┼éam razem z innymi w czasie przerwy w bombardowaniach kartofle z pola, na kt├│rym teraz stoi kino Iluzjon, rzucane z balkonu przez Niemc├│w cukierki dzieciom (nie pozwalano nam ich je┼Ť─ç ani nawet zbiera─ç).

Pami─Ötam tak┼╝e bardzo gro┼║ne zdarzenie. By┼éo to mi─Ödzy 1 a 21 sierpnia. Podczas jednego z przej─Ö─ç nas przez Niemc├│w wyprowadzili oni ca┼é─ů ludno┼Ť─ç cywiln─ů z kwadratu ulic Narbutta, Niepodleg┼éo┼Ťci, Rakowieckiej i Kazimierzowskiej. Szli┼Ťmy jezdni─ů ul. Kazimierzowskiej, przera┼╝eni gro┼║b─ů ┼Ťmierci, pod wymierzonymi w nas karabinami obstawy. By┼é p├│┼║ny wiecz├│r, dooko┼éa pili┼éy si─Ö domy, a ich pal─ůce si─Ö kawa┼éki spada┼éy jak pochodnie, a iskry grozi┼éy nam. Jaki┼Ť m┼éody cz┼éowiek, id─ůcy obok naszej tr├│jki, ni├│s┼é na r─Ökach sparali┼╝owan─ů matk─Ö. Wp─Ödzono nas na dziedziniec dzisiejszego MSW. Tu w szpalerze armat rozdzielono m─Ö┼╝czyzn od kobiet i zmuszono do wej┼Ťcia do wielkiej hali.

Sta┼éam w t┼éumie ludzi, a przed nami na podwy┼╝szeniu stali zwyci─Özcy z t┼éumaczem. Kazano wszystkim powtarza─ç za t┼éumaczem: ÔÇ×Przysi─Ögamy, ┼╝e nie pomo┼╝emy ┼╝adnemu bandycie, nie damy je┼Ť─ç ani pi─ç, nie opatrzymy jego ran, a ka┼╝dego podejrzanego wydamyÔÇŁ. Wszyscy naturalnie wo┼éali┼Ťmy PRZYSI─śGAMY! Mimo, ┼╝e np. w naszej piwnicy byli ukryci ranni powsta┼äcy. Po z┼éo┼╝eniu tej przysi─Ögi, o dziwo! wypuszczono nas, kobiety i dzieci od razu, a m─Ö┼╝czyzn po kilku dniach. Niedawno znalaz┼éam w ┼║r├│d┼éach historycznych wiadomo┼Ť─ç, ┼╝e na Mokotowie brakowa┼éo Niemcom amunicji, pewno dlatego nas oszcz─Ödzono.

Po powrocie do piwnicy mamusia i inni s─ůsiedzi zauwa┼╝yli braki w swoim dobytku. Nam zgin─ů┼é pami─ůtkowy, wyniesiony z getta aparat fotograficzny taty. To szabrownicy, nie licz─ůc na nasz powr├│t, okradli nas. Jednak, jak powiedzia┼éa moja m─ůdra mama, najwa┼╝niejsze, ┼╝e ┼╝yjemy, a dobra materialne w tym wypadku s─ů drugorz─Ödne.

21 sierpnia wyprowadzono wszystkich cywilnych mieszka┼äc├│w naszego i okolicznych dom├│w na dworzec i wywieziono towarowymi poci─ůgami do Pruszkowa. Z tego miejsca zapami─Öta┼éam kilka migawek: spanie na wysokim warsztacie w hali fabrycznej, kobiet─Ö jedz─ůc─ů zup─Ö z klosza kuli, inn─ů widocznie bez baga┼╝u, mia┼éa tylko parasolk─Ö, kt├│r─ů dawa┼éa w zastaw za talerz i sztu─çce. A po zjedzeniu posi┼éku i umyciu naczy┼ä oddawa┼éa je i zabiera┼éa parasolk─Ö.

Nast─Öpnego dnia wezwano nas na selekcj─Ö. Na placu apelowym dzielono ludzi na kilka stron. (Jedna ze stron by┼éa przeznaczona do wypuszczenia, ale my nie wiedzia┼éy┼Ťmy o tym.) Kiedy przysz┼éa nasza kolej, mama, panicznie boj─ůc si─Ö rozdzielenia ze mn─ů, powiedzia┼éa ÔÇ×rodzinaÔÇŁ i babcia posz┼éa z nami. Okaza┼éo si─Ö, ┼╝e Niemcy tego dnia tworzyli eksperymentalny rodzinny ob├│z. Na 1200 os├│b tylko my trzy i jaka┼Ť kobieta z synkiem by┼éy┼Ťmy bez m─Ö┼╝czyzny, reszta to pe┼éne rodziny.

I zn├│w jazda w nieznane w bydl─Öcych wagonach, w upale, bez wody. Wreszcie Sztuthof, ob├│z koncentracyjny na Pomorzu. Czeka┼éy┼Ťmy w kolejce do ┼éa┼║ni, ograbiani z kosztowno┼Ťci przez obozowych cwaniak├│w, a pierwsza grupa nagich kobiet by┼éa ju┼╝ w ┼Ťrodku, gdy podszed┼é do nas wi─Özie┼ä z opask─ů na ramieniu i zaprowadzi┼é nas do baraku. Okaza┼éo si─Ö p├│┼║niej, ┼╝e w naszym transporcie by┼é warszawski in┼╝ynier, znaj─ůcy nie tylko niemiecki, ale tak┼╝e mentalno┼Ť─ç Niemc├│w. Poszed┼é on do zarz─ůdu obozu i pokazuj─ůc niemieck─ů ulotk─Ö, zrzucali takie lotnicy, kategorycznym tonem za┼╝─ůda┼é, by nas traktowano jako cywiln─ů ludno┼Ť─ç, uciekaj─ůc─ů przed ÔÇ×komunistyczn─ů, czerwon─ů zaraz─ůÔÇŁ.

Zdziwieni Niemcy t┼éumaczyli, ┼╝e w rozkazie napisano o bandytach z Warszawy, wtedy in┼╝ynier pokaza┼é, ┼╝e to przecie┼╝ same rodziny. Tupet poskutkowa┼é, zacz─Öto nas troch─Ö inaczej traktowa─ç: NIE MIELI┼ÜMY numer├│w ani pasiak├│w, nie pos┼éano nas do niewolniczej pracy. Z tego pobytu pami─Ötam tylko ┼Ťmier─ç jednego z naszych wsp├│┼éwi─Ö┼║ni├│w, kt├│ry zraz po naszym przyje┼║dzie poszed┼é na druty i pora┼╝ony pr─ůdem zgin─ů┼é oraz moj─ů ledwo ┼╝yw─ů, s┼éab─ů mamusi─Ö uginaj─ůc─ů si─Ö pod ci─Ö┼╝arem kot┼éa z zup─ů dla naszego baraku. (M─Ö┼╝czy┼║ni nosili kot┼éy za swoje ┼╝ony, ale nie chcieli tego robi─ç za mam─Ö).

Inny obrazek to wi─Ö┼║niowie ÔÇô szkielety w pasiakach ÔÇô remontuj─ůcy s─ůsiedni barak i markuj─ůcy prac─Ö, g┼éo┼Ťno stukaj─ůc na widok patrolu i przerywaj─ůc j─ů po przej┼Ťciu ┼╝o┼énierzy, ┼Ťmieli si─Ö mrugaj─ůc do mnie.

Po kilku dniach przes┼éano ca┼éy nasz transport do podobozu w Altfolwark (12 km od Grudzi─ůdza). I zn├│w m─Öcz─ůca jazda otwartymi lorami w upale, pragnienie zaspokajane wod─ů z lokomotywy (mieszka┼äcy miejscowo┼Ťci, przez kt├│re przeje┼╝d┼╝ali┼Ťmy, nie tylko odmawiali wody, nawet dzieciom, ale obrzucali nas kamieniami i epitetami, nazywaj─ůc idiotami i ciesz─ůc si─Ö z naszych cierpie┼ä za wywo┼éanie powstania).

Gdy wreszcie dojechali┼Ťmy na miejsce, baraki nie by┼éy jeszcze gotowe. Mamusia zebra┼éa grupk─Ö kilkana┼Ťciorga dzieci i zacz─Ö┼éa w cieniu opowiada─ç nam bajki. Przechodz─ůcy w pobli┼╝u Lagerfuer zawo┼éa┼é: ÔÇ×O Kindergarten!ÔÇŁ i zaprowadzi┼é mam─Ö do gotowego ju┼╝ baraku, rozkazuj─ůc jej zaj─ů─ç si─Ö wszystkimi dzie─çmi (by┼éo ich 200).
Pod wiecz├│r baraki by┼éy gotowe. Stajnie z dykty, przeznaczone dla 12 koni, wygl─ůda┼éy jak okr─ůg┼ée namioty cyrkowe. Na ┼Ťrodku klepisko wielko┼Ťci areny. (W zimie sta┼éa tu ÔÇ×kozaÔÇŁ, ┼╝elazny piecyk, palono w nim drzewem i traw─ů, a babunia ogrzewa┼éa rano zamarzni─Öta w nocy moj─ů bielizn─Ö.) Spa┼éo si─Ö w kojcach odgrodzonych od siebie poziom─ů belk─ů, 40 os├│b spa┼éo na s┼éomie, a babcia wiesza┼éa na belce nasze ubrania, ┼╝eby cho─ç tak oddzieli─ç si─Ö od innych mieszka┼äc├│w. U mnie, odwitaminizowanej alergiczki, ka┼╝de uk┼éucie s┼éomy wywo┼éywa┼éo czyraki, opr├│cz twarzy by┼éam nimi pokryta ca┼éa.

W obozie wszyscy kopali okopy. Uprzywilejowana babcia wraz z innymi sze┼Ť─çdziesi─Öcioletnimi kobietami po apelu sz┼éa do kuchni, by ca┼éy dzie┼ä obiera─ç jarzyny i kartofle na zup─Ö. A my z mam─ů do Kindergarten. A oto, co na ten temat napisa┼éa we wspomnieniu mama:
ÔÇ×Opieka jednej osoby nad dwusetk─ů dzieci w r├│┼╝nym wieku by┼éa niemo┼╝liwa, poprosi┼éam wi─Öc kierownika obozu o przydzielenie mi pomocy. Dano mi takie pozwolenie na dob├│r samodzielny personelu.

Pocz─ůtkowo naiwnie przypuszcza┼éam, ┼╝e moi obozowi towarzysze z ochot─ů podejm─ů opieku┼äcze obowi─ůzki w ciep┼éym baraku zamiast pracy przy fortyfikacjach w obliczu zbli┼╝aj─ůcej si─Ö zimy, Ku memu zdumieniu zg┼éosi┼éa si─Ö tylko jedna, chora na nerki, nauczycielka oraz uczennica seminarium nauczycielskiego, kt├│ra, mo┼╝e jak i ja, nie wiedzia┼éa, ┼╝e ujawnienie zawodu inteligenckiego grozi┼éo ostrzejszymi represjami ze strony hitlerowc├│w. Na szcz─Ö┼Ťcie personel naszego obozu my┼Ťla┼é, jak zdo┼éali┼Ťmy zaobserwowa─ç, g┼é├│wnie o wygodnym dekowaniu si─Ö przed frontami, doczekaniu ko┼äca wojny bez nara┼╝ania swych g┼é├│w. My, cywilni mieszka┼äcy Warszawy, uchronieni wed┼éug ich mniemania od ÔÇ×zarazy komunistycznejÔÇŁ w gruncie rzeczy niewiele ich obchodzili┼Ťmy.

Wojna wojn─ů, ob├│z obozem, ale co robi─ç z dwusetk─ů dzieci w ponurym baraku, bez ksi─ů┼╝ek i przybor├│w szkolnych? Najm┼éodsi mieli 5,6 lat, najstarsi blisko 20. Najstarszych pobyt w ÔÇ×KindergartenieÔÇŁ chroni┼é przed kopaniem okop├│w. Prze┼╝ywali┼Ťmy kilka razy tragikomiczne momenty, kiedy podczas kontroli kierownika obozu, ho┼╝e pannice i doros┼ée dryblasy siedzieli cichutko w ostatnich rz─Ödach, ukryci za plecami m┼éodszych koleg├│w, kt├│rzy na moje polecenie karnie wstawali odkrzykuj─ůc s┼éowa powitania.

Podzieli┼éam dzieci na trzy grupy i zapyta┼éam, czego chcieliby si─Ö uczy─ç. Przykro mi o tym m├│wi─ç, ale najwi─Ökszy aplauz zdoby┼é ch┼éopiec, kt├│ry z najwi─Ökszym spokojem o┼Ťwiadczy┼é, ┼╝e najch─Ötniej uczy┼éby si─Ö niemieckiego. Dzi┼Ť z perspektywy wojennych do┼Ťwiadcze┼ä ich postawy nie oceniam tak ostro, jak w├│wczas. Przecie┼╝ by┼éy to dzieci Warszawy, sprytne, zaradne, praktyczne. Te same, kt├│re nara┼╝aj─ůc ┼╝ycie potrafi┼éy szkodzi─ç wrogom i pomaga─ç swoim. Dobrze wiedzia┼éy, ┼╝e do arsena┼éu walki nale┼╝y tak┼╝e znajomo┼Ť─ç j─Özyka wrog├│w. Dobrze jest wiedzie─ç, co m├│wi─ů i o co pytaj─ů, jak wykr─Öci─ç si─Ö sprytnie od gro┼╝─ůcego niebezpiecze┼ästwa. Oczywi┼Ťcie nie zgodzi┼éam si─Ö na ich propozycj─Ö, o┼Ťwiadczaj─ůc stanowczo, ┼╝e nikt nie b─Ödzie ich w obozie niemieckim uczy─ç niemieckiego.

I zacz─Ö┼éa si─Ö ta dziwna nauka, zapewne w ┼╝adnych ┼║r├│d┼éach historycznych nie zarejestrowana. Nie mog┼éo by─ç mowy o systematycznym programie, bo wobec braku wszelkich podr─Öcznik├│w i przybor├│w, trzeba by┼éo czerpa─ç wszystko z naszej i dzieci pami─Öci. Du┼╝o ┼Ťpiewali┼Ťmy znanych wielu dzieciom ze szko┼éy piosenek. Gdy wiadomo by┼éo, ┼╝e Niemcy wymaszerowali z obozu na ─çwiczenia, wystawiali┼Ťmy kilka czujek przed barakiem i nucili┼Ťmy ┼Ťciszonymi g┼éosami hymn narodowy. Jeszcze Polska nie zgin─Ö┼éaÔÇŽ w ┼Ťrodku obozu niemieckiego brzmia┼éo nadziej─ů i spokojem, zar├│wno dla m┼éodych uczestnik├│w ┼Ťwietlicy jak i dla doros┼éych obozowicz├│w, przypadkowo przechodz─ůcych drog─ů. Tre┼Ťci─ů innych zaj─Ö─ç by┼éy wiersze znanych polskich poet├│w. Dzieci, kt├│re pami─Öta┼éy jakie┼Ť wiersze, ch─Ötnie popisywa┼éy si─Ö recytacj─ů, a pozostali starali si─Ö wszystko dok┼éadnie zapami─Öta─ç. Fragmenty z historii Polski z talentem przekazywa┼éa nauczycielka.

W obawie, ┼╝e w razie przed┼éu┼╝enia si─Ö wojny, dzieciom grozi wt├│rny analfabetyzm, zdoby┼éy┼Ťmy kilka o┼é├│wk├│w i polskich ksi─ů┼╝ek. Od tego momentu ka┼╝de dziecko czyta┼éo codziennie ma┼éy fragment i pisa┼éo dyktando. W┼Ťr├│d naszych zaj─Ö─ç znalaz┼éo si─Ö tak┼╝e rozwi─ůzywanie prostych zada┼ä arytmetycznych.

Dzi─Öki niezwyk┼éej odwadze i ofiarno┼Ťci kilkunastu mieszka┼äc├│w Grudzi─ůdza nasze dzieciaki otrzymywa┼éy niemal codziennie jakie┼Ť ┼éakocie i owoce. Niekt├│rzy z nich w─Ödrowali 12 km pieszo. Inni przyje┼╝d┼╝ali rowerami. Ka┼╝dy wr─Öcza┼é mi niewielk─ů paczk─Ö, rozgl─ůdaj─ůc si─Ö z l─Ökiem, czy nie zastrzeli go stra┼╝ obozowa. Byli w┼Ťr├│d nich przedstawiciele r├│┼╝nych kr─Ög├│w spo┼éecznych, od m─Ö┼╝czyzn w roboczych kombinezonach do przedstawicieli inteligencji.

Najwi─Öcej by┼éo k┼éopot├│w z podzia┼éem s┼éodyczy mi─Ödzy dwusetk─Ö dzieci, bo przewa┼╝nie by┼éo za ma┼éo jednego gatunku, by obdzieli─ç wszystkich. Je┼╝eli jednego dnia m┼éodsze dzieci dostawa┼éy jab┼éka a starsi cukierki, to nast─Öpnego dnia post─Öpowa┼éy┼Ťmy odwrotnie. Tak przetrwa┼é nasz Kindergarten do ewakuacji obozu w lutym 1945 r.ÔÇŁ

Ja z okresu obozowego pami─Ötam, obok zaj─Ö─ç ┼Ťwietlicowych, pi─Ökn─ů kukie┼ék─Ö mamusi z przedstawienia, kt├│re przygotowa┼é znany warszawski lalkarz. Pami─Ötam ┼Ťwi─Öta Bo┼╝ego Narodzenia sp─Ödzone u pp. Kaczy┼äskich (dr Kaczy┼äski, dyrektor tamtejszego szpitala, Polak bior─ůcy czynny udzia┼é w pomocy dla Warszawiak├│w z obozu). Zaprosili nas do siebie, aby┼Ťmy cho─ç na dwa dni zapomnia┼éy o swoim losie. Mamusia otrzyma┼éa przepustk─Ö i wyruszy┼éy┼Ťmy na 12 km w─Ödr├│wk─Ö. Najbardziej wry┼éa mi si─Ö w pami─Ö─ç k─ůpiel w du┼╝ej wspania┼éej wannie, wygodne bez s┼éomy ┼é├│┼╝ko, czysta pachn─ůca bielizna, wielopokojowe mieszkanie. Przypomina┼éo mi to wszystko lepsze czasy. Jak przez mg┼é─Ö widz─Ö dw├│ch bli┼║niak├│w na nocnikach (byli to prawdopodobnie jacy┼Ť kuzyni naszych prominent├│w).

Przykre moje obozowe wspomnienia to dokuczaj─ůcy mi ch┼éopcy, niewygodne drewniaki, w kt├│rych wszyscy musieli┼Ťmy chodzi─ç (po wojnie, gdy by┼éy bardzo modne, za nic nie chcia┼éam ich nosi─ç), wielogodzinne iskanie i wymy┼Ťlane przez mam─Ö bajki, ┼╝ebym spokojnie siedzia┼éa i nie marudzi┼éa. Inne przykre wspomnienie to apel, gdy nie wr├│cili do obozu wi─Ö┼║niowie z przepustki. By┼éa ju┼╝ p├│┼║na jesie┼ä i przejmuj─ůce zimno. Stali┼Ťmy wszyscy na placu apelowym, trz─Ös─ůc si─Ö z zimna i strachu, naprzeciw wycelowanych w nas karabin├│w. Nikomu nie wolno by┼éo si─Ö ruszy─ç. Trwa┼éo to kilka godzin. Na szcz─Ö┼Ťcie wi─Ö┼║niowie wr├│cili, wi─Öc puszczono nas do barak├│w.

W lutym 1945 r. Niemcy ewakuowali nasz ob├│z. Hitlerowcy wyprowadzili wszystkich i gnali przez Wis┼é─Ö. My trzy, ci─ůgn─ůc sanki z cenn─ů dla nas pierzyn─ů i resztkami dobytku, wlok┼éy┼Ťmy si─Ö na ko┼äcu pochodu. Wysoki ┼Ťnieg wsypywa┼é mi si─Ö do p├│┼ébucik├│w z getrami, a babcia z mam─ů dr┼╝a┼éy o moje zdrowie.
P├│┼║nym wieczorem odnalaz┼éa nas c├│rka naszych wsp├│┼éwi─Ö┼║ni├│w z baraku. Okaza┼éo si─Ö, ┼╝e ca┼éa grupa, oko┼éo 12 os├│b, od┼é─ůczy┼éa si─Ö i schroni┼éa w pomieszczeniu, gdzie w czasie I wojny ┼Ťwiatowej izolowano ┼╝o┼énierzy chorych na choler─Ö. Nasi nieocenieni towarzysze niedoli zdobyli opa┼é a tak┼╝e jedzenie, zastrzelona koby┼éa nawet mi smakowa┼éa. Tu ukrywali┼Ťmy si─Ö oko┼éo dw├│ch tygodni.

Zbli┼╝a┼é si─Ö front, nie bardzo by┼éo co je┼Ť─ç, a nasze schronienie w ka┼╝dej chwili mog┼éo zosta─ç odkryte. Zapad┼éa wi─Öc decyzja, aby wyruszy─ç do Grudzi─ůdza. Ruszyli┼Ťmy zn├│w w drog─Ö. Szarza┼éo ju┼╝, gdy zatrzymali┼Ťmy si─Ö w niewielkim lasku nad Wis┼é─ů. Postanowiono troch─Ö odpocz─ů─ç i co┼Ť zje┼Ť─ç. Nagle rozszala┼éo si─Ö wok├│┼é nas prawdziwe piek┼éo. Znale┼║li┼Ťmy si─Ö mi─Ödzy dwoma frontami, strzelano z obu stron rzeki i wydawa┼éo si─Ö, ┼╝e to do nas. Do dzi┼Ť ┼Ťni─ů mi si─Ö kl─Öcz─ůce i le┼╝─ůce postacie i s┼éysz─Ö litanie i g┼éo┼Ťny p┼éacz ┼╝egnaj─ůcych ┼╝ycie ludzi, w┼Ťr├│d huku rozrywaj─ůcych si─Ö bomb i ┼Ťwistu pikuj─ůcych samolot├│w. Wtedy po raz pierwszy i jak dot─ůd ostatni p┼éaka┼éam ze strachu. (Zaraz po wojnie na d┼║wi─Ök pikuj─ůcego samolotu rzuca┼éam si─Ö na ziemi─Ö i do dzi┼Ť nie lubi─Ö tego odg┼éosu).

Gdy uciszy┼éo si─Ö, ruszyli┼Ťmy dalej w stron─Ö Grudzi─ůdza. Byli┼Ťmy ju┼╝ pod miastem, a przed nami wysoka g├│ra, na kt├│r─ů trzeba by┼éo si─Ö wspi─ů─ç. Pocz─ůtkowo ┼éagodny stok, przy szczycie okaza┼é si─Ö za trudny do pokonania dla dw├│ch zm─Öczonych i przera┼╝onych kobiet, ci─ůgn─ůcych ci─Ö┼╝kie sanki oraz dla niezr─Öcznej, sp┼éakanej o┼Ťmiolatki, zje┼╝d┼╝aj─ůcej z g├│ry przy ka┼╝dym kroku naprz├│d. Pomogli nam nasi towarzysze. (Okaza┼éo si─Ö, ┼╝e obok by┼éo ┼éatwiejsze podej┼Ťcie, nie zauwa┼╝one przez nas).

To jednak nie by┼é koniec naszej Golgoty tej nocy. Dwunastoosobowa grupa zmarzni─Ötych, przemoczonych, brudnych i dziwacznie poprzebieranych uciekinier├│w nie wzbudza┼éa zaufania a tak┼╝e by┼éa zagro┼╝eniem dla prawomy┼Ťlnych ajngedojcz├│w. Wreszcie, po chyba dw├│ch godzinach kr─ů┼╝enia po przedmie┼Ťciu znale┼║li si─Ö jacy┼Ť lito┼Ťciwi ludzie i pozwolili nam zosta─ç.

Ajngedojcz [Eingedeutsch] ÔÇô zniemczony ÔÇô operacja uznania wszystkich mieszka┼äc├│w teren├│w w┼é─ůczonych do Rzeszy za obywateli niemieckich

Po┼éo┼╝ono nas w mieszkaniu jednego z niewielu Polak├│w (nie podpisa┼é listy ajngedojcz├│w, oficer Wojska Polskiego, mia┼é du┼╝e k┼éopoty, by┼é szykanowany przez Niemc├│w i wsp├│┼émieszka┼äc├│w). W udost─Öpnionej nam sypialni spali┼Ťmy wszyscy razem w ma┼é┼╝e┼äskim ┼é├│┼╝ku naszych gospodarzy, dziesi─Ö─ç os├│b ┼Ťci┼Ťni─Ötych jak ┼Ťledzie wzd┼éu┼╝, a dwoje m┼éodszych dzieci w poprzek ┼é├│┼╝ka, w nogach le┼╝─ůcych. By┼éa to jednak wspania┼éa noc i wszyscy spali┼Ťmy ÔÇ×jak zabiciÔÇŁ, mimo silnego obstrza┼éu. Nast─Öpnego dnia zabrano nas do piwnicy i tu zn├│w, podobnie jak dwa razy w Warszawie prze┼╝ywali┼Ťmy ci─Ö┼╝kie bombardowanie.

Wiemy, ┼╝e Niemcy w 1945 roku nie byli za odwa┼╝ni i ch─Ötnie poddawali si─Ö nawet Rosjanom, ale Grudzi─ůdza broni┼éa jedna z najwaleczniejszych w armii dywizja im. Goeringa i w walkach ulicznych krwawe bitwy toczy┼éy si─Ö o ka┼╝dy dom. Armia Czerwona wp┼éaw przekroczy┼éa Wis┼é─Ö i z zaskoczenia zdoby┼éa przedmie┼Ťcie. Nasz gospodarz wpad┼é uszcz─Ö┼Ťliwiony do piwnicy, opowiadaj─ůc ze wzruszeniem o zwyci─Östwie ÔÇ×czerwonychÔÇŁ nad Niemcami, kt├│re obserwowa┼é z okna swego mieszkania.

Tymczasem pierwsz─ů rzecz─ů, jak─ů zrobili wyzwoliciele by┼éo zabranie mu oficerek, jedynej pami─ůtki z 1920 roku. Rozumiemy, ┼╝e przemoczeni i zmarzni─Öci ┼╝o┼énierze nie mieli sentyment├│w, zw┼éaszcza, ┼╝e uwa┼╝ali Grudzi─ůdz za niemieckie miasto, a jego wszystkich mieszka┼äc├│w za wrog├│w. Nasz─ů grup─Ö chroni┼éy warszawskie kenkarty, ale inni byli ograbiani i gwa┼éceni. Moja babcia, wychowanka pensji w zaborze rosyjskim, zna┼éa doskonale j─Özyk, sta┼éa si─Ö wi─Öc t┼éumaczk─ů i mediatork─ů w sporach, czym zyska┼éa sympati─Ö grudzi─ů┼╝an, a tak┼╝e szacunek i przyja┼║┼ä ┼╝o┼énierzy. M├│wili do niej ÔÇ×matuszkaÔÇŁ i s┼éuchali jej. Babcia uratowa┼éa kobiet─Ö, kt├│ra wed┼éug pijanego ┼╝o┼énierza obrazi┼éa jego matk─Ö.

Pami─Ötam wizyty czerwonoarmist├│w w naszej piwnicy. Pierwsza, gdy roze┼Ťmiani, weseli z muzyk─ů i ┼Ťpiewem weszli do naszej piwnicy, grali na akordeonie i ┼Ťpiewali weso┼ée piosenki, obserwuj─ůc nas bacznie, a po wyst─Öpie zabrali ze sob─ů starszego, sympatycznego pana. Po chwili rozleg┼é si─Ö strza┼é. Okaza┼éo si─Ö, ┼╝e by┼é to folksdojcz, ukrywaj─ůcy si─Ö w┼Ťr├│d nas. W czasie innej wizyty po ich wej┼Ťciu zapachnia┼éo aromatami wszystkich chyba kwiat├│w. By┼é to efekt rozbicia fabryki perfum, kt├│re wypili.

By┼éy te┼╝ inne, gro┼║niejsze wizyty, gdy pijani ┼╝o┼édacy szukali sobie obiekt├│w do gwa┼étu. Wtedy prawie doros┼ée dziewczyny, ubrane w dzieci─Öce sukienki i kokardy we w┼éosach, siedz─ůc w┼Ťr├│d dzieci na antresoli, chroni┼éy si─Ö przed rozpasanymi ┼╝o┼énierzami. Pami─Ötam tak┼╝e, jak stare kobiety uczy┼éy swe wnuki polskiego pacierza, a tak┼╝e jak z r├│┼╝nych stron co rano s┼éysza┼éam wo┼éania: ÔÇ×Bobka topkaÔÇŁ (Babcia, nocnik). Pami─Ötam te┼╝, jak obrazi┼éam ch┼éopca, m├│wi─ůc ÔÇ×nie figlujÔÇŁ. Mamusia d┼éugo t┼éumaczy┼éa jego matce autochtonce, ┼╝e w Warszawie nie s─ů to ordynarne s┼éowa.

Zupe┼énie inaczej wygl─ůda┼éo wyzwalanie centrum Grudzi─ůdza. Tu, jak p├│┼║niej opowiada┼é dr Kaczy┼äski, hitlerowcy zaminowali szpital i inne budynki u┼╝yteczno┼Ťci publicznej wraz z lud┼║mi. W szpitalu schroni┼éa si─Ö ┼╝ona i synkowie doktora. Wreszcie Niemcy skapitulowali i nie zd─ů┼╝yli wysadzi─ç ┼Ťr├│dmie┼Ťcia, ale przez kilka dni panowa┼éa tu groza.

Nareszcie wolni! Nie ma bombardowania! Moja mama ca┼ékowita abstynentka, walcz─ůca z alkoholem pod ka┼╝d─ů postaci─ů, po raz pierwszy i ostatni w ┼╝yciu upi┼éa si─Ö ZE SZCZ─ś┼ÜCIA!

Nareszcie bez strachu mo┼╝na wyj┼Ť─ç z piwnicy i zacz─ů─ç normalne, w miar─Ö, ┼╝ycie. Nie pami─Ötam ju┼╝, jak ┼╝y┼éy┼Ťmy w Grudzi─ůdzu, wiem, ┼╝e mama i babcia marzy┼éy o powrocie do Warszawy. Jednak plotki o ca┼ékowitym jej zniszczeniu i niebezpiecze┼ästwach czyhaj─ůcych w drodze zatrzymywa┼éy moj─ů rodzin─Ö na miejscu. W ko┼äcu marca lub na pocz─ůtku kwietnia wyruszy┼éy┼Ťmy z mam─ů (ba┼éa si─Ö rozstania ze mn─ů) na rekonesans do Warszawy. Jako obstawa s┼éu┼╝y┼é nam inny Warszawiak z naszej grupy, kt├│ry te┼╝ planowa┼é powr├│t z rodzin─ů
ÔÇ×na stare ┼ŤmieciÔÇŁ.

Nie pami─Ötam ju┼╝ przebiegu tej podr├│┼╝y. Wiem tylko, ┼╝e trwa┼éa bardzo d┼éugo. Jechali┼Ťmy towarowymi poci─ůgami z wieloma przesiadkami, w zdenerwowaniu, t┼éoku. Mamusia w plecaku, obok najpotrzebniejszych rzeczy, wioz┼éa dwukilowy bochenek chleba. M├│wiono, ┼╝e Warszawa to same gruzy i pustynia, pe┼éna gro┼║nych opryszk├│w.

Gdy wczesnym rankiem po dojechaniu do Dworca Zachodniego, wlok┼éy┼Ťmy si─Ö pustymi ulicami w stron─Ö naszego domu na Narbutta, mijaj─ůc kikuty i ruiny zburzonych budynk├│w, nagle na wysoko┼Ťci dzisiejszej ulicy Bruna, w al. Niepodleg┼éo┼Ťci, zdumiona zobaczy┼éam oszklony kiosk, a za jego szybami p─Öta r├│┼╝norodnych kie┼ébas. ÔÇ×Mamusiu, czy to prawdziwe?ÔÇŁ zawo┼éa┼éam. (Gdy p├│┼║niej w szkole w wypracowaniu napisa┼éam, ┼╝e po powrocie do Warszawy najwi─Öksze wra┼╝enie zrobi┼éy prawdziwe kie┼ébasy, nauczycielka wezwa┼éa mam─Ö, ubolewaj─ůc nad znieczulic─ů i moim zimnem uczuciowym).

Gdy dotar┼éy┼Ťmy na Narbutta, okaza┼éo si─Ö, ┼╝e nie ma mo┼╝liwo┼Ťci zamieszkania u p. Stypu┼ékowskiej. Na ┼Ťrodku naszego pokoju by┼é lej po bombie. Pomy┼Ťla┼éy┼Ťmy o innych wariantach. Zwiedzi┼éy┼Ťmy mieszkania nale┼╝─ůce przed wojn─ů do naszej rodziny. Mieszkanie dziadk├│w Perl przy Z┼éotej 54 ju┼╝ nie istnia┼éo, do dziadk├│w Neuding├│w przy Wsp├│lnej 10 wesz┼éy┼Ťmy od Ho┼╝ej. Robotnicy z rusztowania pozwolili nam przej┼Ť─ç, zaznaczaj─ůc, aby┼Ťmy si─Ö pospieszy┼éy, bo zaraz b─Öd─ů robi─ç ÔÇ×zas┼éon─Ö dymn─ůÔÇŁ.

Wesz┼éy┼Ťmy na podw├│rko, ale mama widz─ůc tu stert─Ö gruzu nie do przebycia i nie wiedz─ůc, co to jest ta zas┼éona dymna, szybko wysz┼éa ze mn─ů na ulic─Ö. Wtedy nast─ůpi┼é wybuch. I naprawd─Ö by┼éa to zas┼éona, py┼é i gruz zas┼éoni┼é wszystko wok├│┼é, zatykaj─ůc nos, oczy i uszy.
Nasz dom przy Bia┼éej 8 te┼╝ nie istnia┼é, a dom przy Bagateli 15 sta┼é, ale nasze mieszkanie na czwartym pi─Ötrze bez windy, futryn i drzwi nie nadawa┼éo si─Ö do zamieszkania.

Mamusia pomy┼Ťla┼éa te┼╝ o pracy dla siebie po powrocie na sta┼ée do Warszawy. Posz┼éa do Centralnego Komitetu ┼╗yd├│w w Polsce, gdzie j─ů zatrudniono jako psychologa, a tak┼╝e do magistratu, gdzie brakowa┼éo psycholog├│w w poradniach.

Na pocz─ůtku maja wraca┼éy┼Ťmy ju┼╝ z babci─ů z powrotem do Warszawy. Dziewi─ůtego maja siedzia┼éy┼Ťmy na dworcu w ┼üodzi, czekaj─ůc na po┼é─ůczenie. Skulona spa┼éam na kolanach babci. Obudzi┼é mnie ha┼éas i bieganina podnieconych ludzi. Jaki┼Ť oficer radziecki wyrwa┼é mnie z kolan babci i podrzucaj─ůc w g├│r─Ö wo┼éa┼é ÔÇ×wojna aka┼äczy┼éa┼ŤÔÇŁ. I zn├│w wielogodzinne oczekiwanie na poci─ůg, wreszcie p├│┼║nym popo┼éudniem udaje si─Ö nam dosta─ç do towarowego wagonu. Jedziemy w okropnym ┼Ťcisku, siedz─ůc na swych tobo┼ékach. I zn├│w strach, gdy kilku pijanych ┼╝o┼énierzy, bawi─ůc si─Ö jak pi┼ék─ů, zaczyna podrzuca─ç granat. Nie pomagaj─ů b┼éagania pasa┼╝er├│w. Po pewnym czasie, na szcz─Ö┼Ťcie, nudzi im si─Ö ta zabawa. Wreszcie Warszawa! Podczas wysiadania ukradziono babuni, wiezion─ů na ┼éap├│wk─Ö, butelk─Ö w├│dki. Wielokrotnie s┼éysza┼éam: ÔÇ×gdyby ta w├│dka by┼éa, za┼éatwiono by t─Ö spraw─ÖÔÇŁ (za ka┼╝dym razem inn─ů).

A wi─Öc jeste┼Ťmy pod wiecz├│r w Warszawie. Mama pobieg┼éa za ch┼éopcem wioz─ůcym na r─Öcznym w├│zku nasz dobytek, a my z babuni─ů idziemy w stron─Ö domu przy Kazimierzowskiej, mieszka┼éa tam dr Szyma┼äska (z d. Rozenblum), kt├│ra udzieli┼éa nam wtedy go┼Ťciny. By┼éy┼Ťmy ju┼╝ w al. Niepodleg┼éo┼Ťci ko┼éo Filtrowej, gdy nagle rozpocz─Ö┼éa si─Ö prawdziwa kanonada, wybuchy i ┼Ťwist pikuj─ůcych bomb za nami. Bieg┼éy┼Ťmy przera┼╝one pust─ů ulic─ů.

ÔÇ×To zn├│w wojna! Co z nami b─Ödzie! Zginiemy!ÔÇŁ szepta┼éa babcia dr┼╝─ůcymi wargami, ci─ůgn─ůc mnie za r─Ök─Ö zmusza┼éa do biegu. Dobieg┼éy┼Ťmy do rogu Rakowieckiej, odwr├│ci┼éam g┼éow─Ö i zachwycona zawo┼éa┼éam przekrzykuj─ůc huk armat ÔÇ×Babuniu, sp├│jrz!ÔÇŁ. Na ciemnym ju┼╝ z powodu zapadaj─ůcego zmroku niebie ujrza┼éy┼Ťmy wspania┼éy widok r├│┼╝nokolorowych gwiazd, rozpryskuj─ůcych si─Ö ze ┼Ťwistem. To race, znak, ┼╝e wojna sko┼äczona, powiedzia┼éa babcia z westchnieniem ulgi. Powlok┼éy┼Ťmy si─Ö dalej. Gdy by┼éy┼Ťmy ju┼╝ ko┼éo muru wi─Özienia mokotowskiego, zobaczy┼éy┼Ťmy, id─ůcego ┼Ťrodkiem jezdni, pijanego ┼╝o┼énierza, kt├│ry mijaj─ůc nas wystrzeli┼é z pistoletu. I ┼Ťmiej─ůc si─Ö g┼éo┼Ťno poszed┼é dalej. Przewr├│ci┼éy┼Ťmy si─Ö, a babcia os┼éoni┼éa mnie swym cia┼éem.

Gdy ucich┼éy kroki i ┼Ťmiech pijaka, ruszy┼éy┼Ťmy na spotkanie mamy, kt├│ra czeka┼éa na nas przy rogu Kazimierzowskiej i t┼éumaczy┼éa, ┼╝e ba┼éa si─Ö o nasze mienie, w├│zkarz prawie bieg┼é. Dlatego zostawi┼éa nas same. Rano dowiedzia┼éam si─Ö, ┼╝e za┼éatwiono nam mieszkanie. Jeden z przedwojennych loka- tor├│w z Narbutta waha┼é si─Ö, czy wr├│ci─ç z Lublina i pozwoli┼é zaj─ů─ç nam na razie jeden pok├│j.(Pozosta┼é w Lublinie na sta┼ée, a my mia┼éy┼Ťmy z drugim pokojem r├│┼╝ne k┼éopoty.)

Nasz pok├│j by┼é bardzo ┼éadny: du┼╝y, po┼éudniowy z balkonem, ale bez szyb, na wysokim trzecim pi─Ötrze, bez bojlera i wody. Drugi pok├│j, przej┼Ťciowy, z uginaj─ůc─ů si─Ö pod┼éog─ů, p├│┼énocny musia┼é wed┼éug mamusi zosta─ç wolny dla dawnego lokatora. S─ůsiedzi i znajomi dali jakie┼Ť meble: stolik, krzes┼éa ka┼╝de inne, materace i koce do zas┼éoni─Öcia okiem bez szyb. Przykrywa┼éy┼Ťmy si─Ö zdobyczn─ů, przywiezion─ů z tu┼éaczki pierzyn─ů (do dzi┼Ť mam poduszki z niej).
I tak rozpocz─Ö┼éam nast─Öpny okres ┼╝ycia, w miar─Ö normalnego, w niepe┼énej rodzinie.

Babunia, jak zwykle, zajmowa┼éa si─Ö naszym gospodarstwem i mn─ů: nosi┼éa wod─Ö z ulicznej pompy i w─Ögiel z piwnicy, codziennie chodzi┼éa po ┼Ťwie┼╝e pieczywo na Pu┼éawsk─ů (w miejscu dzisiejszej ulicy Goworka mie┼Ťci┼éa si─Ö piekarnia ÔÇ×ZiarnoÔÇŁ.) Poza tym przynosi┼éa w mena┼╝kach obiady z Magistratu, a potem z Jointu przy Chocimskiej. Odprowadza┼éa i przyprowadza┼éa mnie ze szko┼éy, pomaga┼éa w lekcjach.

Mamusia pracowa┼éa ca┼éymi dniami, cz─Östo wyje┼╝d┼╝a┼éa w delegacje. (Z ramienia CK┼╗ wybiera┼éa uzdolnione ┼╝ydowskie dzieci w Domach Dziecka na g┼é─Öbokiej prowincji i przenosi┼éa je do miejscowo┼Ťci ze szko┼éami ┼Ťrednimi i wy┼╝szymi. Poza tym kwalifikowa┼éa dzieci upo┼Ťledzone do szk├│┼é specjalnych). Podr├│┼╝e by┼éy bardzo m─Öcz─ůce i nawet niebezpieczne. Np. opowiada┼éa, jak zasn─Ö┼éa na peronie i z┼éodziej odci─ů┼é sk├│rzane paski plecaka, na kt├│rym siedzia┼éa. Z trudem musia┼éa wnosi─ç ci─Ö┼╝kie testy do przepe┼énionego wagonu. Innym razem, gdy zmarzni─Öt─ů i ledwo ┼╝yw─ů po uci─ů┼╝liwej podr├│┼╝y wie┼║li j─ů na sankach wychowankowie z Domu Dziecka, us┼éysza┼éa nagle szept: ÔÇ×Zobacz, zobacz! Pani psycholog p┼éacze!ÔÇŁ

Zacz─Öli powraca─ç z r├│┼╝nych stron ┼Ťwiata nasi krewni i przyjaciele. Pewnego dnia zjawi┼é si─Ö u nas syn kuzynki babci, Kazik Dekler, in┼╝ynier w┼é├│kiennik. Wojn─Ö prze┼╝y┼é w oflagu, mieszka┼é i pracowa┼é w ┼üodzi (zabity w 1947 roku w czasie podr├│┼╝y s┼éu┼╝bowej przez band─Ö UPA jako ┼╗yd).

Pami─Ötam wspania┼éy obiad, kt├│ry du┼╝ym nak┼éadem si┼é i mi┼éo┼Ťci przygotowa┼éa babcia dla ukochanego siostrze┼äca. Ja, niejadek, pa┼éaszowa┼éam wszystko z apetytem. Natomiast Kazik odm├│wi┼é zjedzenia kompotu z ananasa, oczywi┼Ťcie z puszki UNRA. T┼éumaczy┼é, ┼╝e 4 lata musia┼é je┼Ť─ç puszkowy pokarm, a teraz ju┼╝ nigdyÔÇŽ

Wr├│ci┼é te┼╝ z ZSRR kuzyn mamusi i przyjaciel obydwojga rodzic├│w, prawnik, W┼éodek Winawer. By┼é tam najpierw w lagrze, a potem w wojsku. Wr├│ci┼é jako podpu┼ékownik. Jego jednostka stacjonowa┼éa we Wroc┼éawiu. Przyjecha┼é do Warszawy zobaczy─ç ÔÇ×stare ┼ŤmieciÔÇŁ. Przypominam sobie, jak podczas wsp├│lnego spaceru wszyscy mijaj─ůcy ┼╝o┼énierze salutowali nam. ÔÇ×Czy ty ich wszystkich znasz?ÔÇŁ ÔÇô zapyta┼éam dumna i zdziwiona. (W latach pi─Ö─çdziesi─ůtych przeniesiono W┼éodka wraz z rodzin─ů do Warszawy, odt─ůd opiekowa┼é si─Ö nami i do matury ┼éo┼╝y┼é na moje utrzymanie).

Wr├│cili z Syberii inni przyjaciele rodzic├│w, Lola i Zygmunt Ratuszniak z matk─ů. Od nich dowiedzia┼éy┼Ťmy si─Ö o ┼Ťmierci w pogromie lwowskim innych przyjaci├│┼é mamy, Haliny i Janka A┼éapin├│w z pi─Öcioletnim synkiem. Mama bardzo to prze┼╝y┼éa.

Wr├│ci┼é z oflagu przyjaciel rodzic├│w Jerzy Majzel. Jego ┼╝ona zgin─Ö┼éa w getcie, a c├│rk─Ö odnalaz┼é w jednym z klasztor├│w. Poniewa┼╝ w jego obecno┼Ťci wyg┼éasza┼éa antysemickie teksty, p. Jurek prosi┼é mam─Ö, ┼╝eby znalaz┼éa jej miejsce w jakim┼Ť Domu Dziecka, a na razie przyj─Ö┼éa j─ů pod sw├│j dach. On sam nie mia┼é na to ┼╝adnych warunk├│w. A wi─Öc Ola, ┼Ťliczna dorastaj─ůca panienka, zamieszka┼éa u nas, sprawiaj─ůc wiele k┼éopot├│w wychowawczych babuni. Mamusia do┼Ť─ç szybko znalaz┼éa dla Oli ┼╝ydowski Dom Dziecka pod Warszaw─ů.

Pan Jurek mia┼é w─ůtpliwo┼Ťci, czy zaaklimatyzowanie si─Ö tam Oli b─Ödzie mo┼╝liwe. Mama, przekonuj─ůc go do projektu, powiedzia┼éa, ┼╝e mnie te┼╝ tam by┼éoby lepiej ni┼╝ w domu. Na nieszcz─Ö┼Ťcie us┼éysza┼éa to babunia, dla kt├│rej by┼é to cios. Zrozumia┼éa, ┼╝e mama nie docenia jej pracy ani po┼Ťwi─Öcenia. Nie pomog┼éy ┼╝adne t┼éumaczenia mamy. Ze zdenerwowania nast─Öpnego dnia dosta┼éa zawa┼éu serca i umar┼éa. Na pewno ci─Ö┼╝kie prze┼╝ycia i praca ponad si┼éy mia┼éy w tym te┼╝ sw├│j udzia┼é. Ta sprawa by┼éa ostatni─ů kropl─ů, kt├│ra przewa┼╝y┼éa.

A wi─Öc 23 wrze┼Ťnia 1948 roku rozpocz─ů┼é si─Ö nast─Öpny okres mojego ┼╝ycia, ju┼╝ bez opieki ukochanej babuni, kt├│rej ┼Ťmier─ç prze┼╝y┼éam bardzo ci─Ö┼╝ko, mi─Ödzy innymi zachorowa┼éam na szkarlatyn─Ö. Co prawda mia┼éam teraz prawdziw─ů wolno┼Ť─ç, nie ograniczan─ů zakazami opieku┼äczej babci i telefoniczny nadz├│r mamy nic nie pomaga┼é. Zacz─Ö┼éam si─Ö ┼║le uczy─ç, ca┼éy wolny czas po szkole sp─Ödza┼éam na podw├│rku lub w bibliotece (ÔÇ×ko┼échozoweÔÇŁ mieszkanie i pusty, bez ukochanej babuni, pok├│j nie zach─Öca┼é do siedzenia w domu). Mama nie mia┼éa ju┼╝ tak d┼éugich wyjazd├│w i delegacje s┼éu┼╝bowe by┼éy rzadsze, ale i tak mija┼éy┼Ťmy si─Ö zawsze (gdy ja wraca┼éam ze szko┼éy, mamusia wychodzi┼éa do pracy, a kiedy ja mia┼éam po po┼éudniu zaj─Öcia, mama pracowa┼éa z rana). W┼éa┼Ťciwie tylko niedziele by┼éy wsp├│lne.

Po uko┼äczeniu dziewi─Öciu klas posz┼éam na dwa lata do Liceum Bibliotekarskiego. Po maturze wst─ůpi┼éam na wydzia┼é pedagogiki UW. Jednocze┼Ťnie zacz─Ö┼éam pracowa─ç w Bibliotece Publicznej, w filii dla dzieci. Po dyplomie pracowa┼éam ju┼╝ jako kierownik takiej filii. Przepracowa┼éam 18 lat w bibliotekach dla dzieci i m┼éodzie┼╝y. Jednak postanowi┼éam zmieni─ç profil pracy i zacz─Ö┼éam pracowa─ç w bibliotekach naukowych.

Bardzo p├│┼║no wysz┼éam za m─ů┼╝. M├│j m─ů┼╝ okaza┼é si─Ö nie tylko alkoholikiem, ale i antysemit─ů. Po o┼Ťmiu latach rozwiod┼éam si─Ö.
Nie mam dzieci, ale mam Ma┼égosi─Ö, kt├│r─ů pozna┼éam prawie 40 lat temu, jako siedemnastolatk─Ö, p├│┼ésierot─Ö, odrzucon─ů przez swoj─ů rodzin─Ö. Uko┼äczy┼éa liceum Kr├│lowej Jadwigi. Mieszka┼éa w piwnicy willi swego stryja. Wsp├│lnie z mam─ů zaj─Ö┼éy┼Ťmy si─Ö Ma┼égorzat─ů, daj─ůc jej wsparcie moralne i interesuj─ůc si─Ö jej problemami (utrzymywa┼éa si─Ö z niewielkiej renty po ojcu). Cz─Östo uczy┼éa si─Ö u nas, mieszka┼éa, gdy wyje┼╝d┼╝a┼éam. Nigdy nie pomaga┼éy┼Ťmy jej materialnie. […]

[…] Po ┼Ťmierci mamy i z┼éamaniu przeze mnie nogi wzi─Ö┼éa ster rz─ůd├│w w moim domu w swoje r─Öce. Jest bezinteresowna, prze┼╝ywa g┼é─Öboko ca┼ée z┼éo wok├│┼é siebie. Bardzo j─ů kocham i martwi─ů mnie jej problemy, ale niewiele mog─Ö pom├│c. Traktuj─Ö j─ů jak w┼éasn─ů c├│rk─Ö.

Po moim przej┼Ťciu na emerytur─Ö nie mog┼éam dosta─ç innej pracy, mimo, ┼╝e by┼éam w wieku przedemerytalnym (mia┼éam 56 lat), ale pracowa┼éam wtedy w bibliotece szkolnej, a tam pedagodzy zostawali zwalniani na emerytur─Ö w 55 roku ┼╝ycia. Zaj─Ö┼éam si─Ö wi─Öc opiek─ů nad mamusi─ů.

D┼éugo zastanawia┼éam si─Ö, czy opisa─ç moje wspomnienia, tak r├│┼╝ne od dziej├│w moich wsp├│┼ébraci, innych ofiar Holocaustu. Zawsze otoczona opiek─ů bliskich, nigdy nie zazna┼éam g┼éodu. Jedynie m─Öcz─ůca by┼éa dla mnie odpowiedzialno┼Ť─ç za ┼╝ycie najbli┼╝szych. Wiedzia┼éam, ┼╝e ka┼╝de nieprzemy┼Ťlane s┼éowo mo┼╝e skaza─ç moich opiekun├│w na ┼Ťmier─ç. I to przemilczanie tkwi we mnie do dzi┼Ť. Tylko nielicznym zwierza┼éam si─Ö z mojego pochodzenia.

Dopiero zapisanie si─Ö do Stowarzyszenia ÔÇ×Dzieci HolocaustuÔÇŁ pozwoli┼éo mi si─Ö ÔÇ×otworzy─çÔÇŁ i nie t┼éumi─ç swych uczu─ç. Znalaz┼éam tu prawdziwych przyjaci├│┼é, o kt├│rych wiem, ┼╝e b─Öd─ů ze mn─ů na dobre i z┼ée. Z kt├│rymi mog─Ö rozmawia─ç o wszystkim, mog─Ö si─Ö z nimi bawi─ç, ┼Ťmia─ç i p┼éaka─ç.

Moi przodkowie

Ze strony mamy:

Moi pradziadkowie R├│┼╝a i Izydor Krykus mieli jedena┼Ťcioro dzieci: 9 c├│rek i 2 syn├│w. Wszystkie dzieci wykszta┼écili. Najstarsza c├│rka po maturze wyjecha┼éa do Francji. W Pary┼╝u uko┼äczy┼éa medycyn─Ö. Sprowadzi┼éa do siebie jedn─ů z m┼éodszych si├│str. Moja babcia, najm┼éodsza w rodzinie, sko┼äczy┼éa szko┼é─Ö handlow─ů i pracowa┼éa w banku. Umar┼éa w getcie warszawskim w 1942 r.

Ca┼ée rodze┼ästwo babci, mieszkaj─ůce w Polsce, zgin─Ö┼éo wraz z rodzinami. Dw├│ch kuzy├│w mamy wyemigrowa┼éo przed II wojn─ů do USA, a jeden ju┼╝ po wojnie wyjecha┼é do Ekwadoru, a potem do Brazylii.
Dziadka Izydora mamusia zapami─Öta┼éa jako starca, przychodz─ůcego z wizyt─ů do jej rodzic├│w.

Moi pradziadkowie Perlowie mieli czworo dzieci: trzech syn├│w i c├│rk─Ö. Najstarszy Edward, po Wy┼╝szej Szkole Handlowej, by┼é dyrektorem banku, umar┼é w 1916 r., jego ┼╝ona, Polka, umar┼éa w 1958 r., a ich syn zgin─ů┼é w O┼Ťwi─Öcimiu. Drugi syn Bronis┼éaw, prawnik, prze┼╝y┼é w ukryciu wojn─Ö; zmar┼é w 1952 r., jego ┼╝ona Franciszka w 1955 r. Byli bezdzietni. C├│rka Janina, nauczycielka, zgin─Ö┼éa w getcie. M├│j dziadek Feliks, jako jedyny z rodze┼ästwa mia┼é tylko matur─Ö gimnazjum rosyjskiego. By┼é urz─Ödnikiem. Wcze┼Ťnie si─Ö o┼╝eni┼é. Dziadkowie mieli dwie c├│rki, moj─ů mam─Ö i m┼éodsz─ů od niej o 14 lat Wand─Ö. W wieku dwudziestu dwu lat zgin─Ö┼éa, w czasie akcji w getcie wysz┼éa ze schowka i zosta┼éa wywieziona, prawdopodobnie do Treblinki.

Ze strony taty:

Pradziadkowie Kocio┼ékowscy pochodzili z Konina. Mieli dwoje dzieci. Starszy syn Aleksander, prawnik, wyemigrowa┼é do Rosji na pocz─ůtku XX wieku, tam si─Ö o┼╝eni┼é, mia┼é syna. Po Rewolucji Pa┼║dziernikowej rodzina straci┼éa z nim kontakt. C├│rka, moja babcia Ania, sko┼äczy┼éa pensj─Ö w Koninie i po ┼Ťmierci ojca wraz z matk─ů przyjecha┼éa do Warszawy.

Pradziadkowie Neudingowie byli rodzin─ů warszawsk─ů. Mieli dw├│ch syn├│w bli┼║niak├│w. Adolf prowadzi┼é jakie┼Ť przedsi─Öbiorstwo. By┼é ┼╝onaty i mia┼é dw├│ch syn├│w Stefana i Tadeusza. W 1939 r. ca┼éa ta rodzina wyjecha┼éa do Brazylii i mieszkaj─ů tam do dzi┼Ť. Pomagali nam bardzo po wojnie, nawet po ┼Ťmierci babci Ani, kt├│ra by┼éa z nimi zaprzyja┼║niona, przysy┼éali nam paczki. Dopiero po ┼Ťmierci Niki, ┼╝ony Stefana, wszystkie kontakty si─Ö urwa┼éy. A jest tam kilkoro moich kuzyn├│w.

Kuzynki babuni, Maryla z siostr─ů wyemigrowa┼éy do Kanady, prowadzi┼éy tam pensjonat. Jej c├│rka Wanda z 16 letnim synem wyjecha┼éa do Pary┼╝a. Po ┼Ťmierci babci kontakty urwa┼éy si─Ö zupe┼énie.

M├│j dziadek J├│zef prowadzi┼é komor─Ö celn─ů. Babci─Ö pozna┼é w teatrze. Pobrali si─Ö w 1905 r., podr├│┼╝ po┼Ťlubn─ů sp─Ödzili we Francji. M├│j ojciec urodzi┼é si─Ö w grudniu 1906 r., po nast─Öpnych dw├│ch latach jego brat, Wac┼éaw. Ten wybitnie uzdolniony m┼éodzieniec, studiuj─ůcy ASP i muzyk─Ö, w wieku dziewi─Ötnastu lat pope┼éni┼é samob├│jstwo z niewyja┼Ťnionych przyczyn. Przypuszczano, ┼╝e powodem mog┼éy by─ç szykany na uczelni, poniewa┼╝ mia┼é semicki typ urody.

Mam jeszcze dalszych krewnych, zw┼éaszcza z linii prapradziadk├│w Perl├│w. Jedna z ciotecznych babek wysz┼éa za m─ů┼╝ za lekarza z artystyczn─ů dusz─ů, Henryka Kohna. Piosenki do jego tekst├│w ┼Ťpiewano w kabaretach: np. ÔÇ×Dymek z papierosaÔÇŁ i ÔÇ×Ma┼éy pokoikÔÇŁ. Jego ┼╝ona Stefania by┼éa podobno najpi─Ökniejsz─ů warszawiank─ů i to ona pozowa┼éa Podkowi┼äskiemu do s┼éynnego obrazu ÔÇ×Sza┼éÔÇŁ. Ich c├│rka Halusia by┼éa kole┼╝ank─ů i przyjaci├│┼ék─ů mojej mamy. (Przez 9 lat siedzia┼éy w szkole w jednej ┼éawce). Halusia posz┼éa na medycyn─Ö. Ze zwi─ůzku z W┼éadys┼éawem Rotszteinem mia┼éa czworo dzieci. Najstarszy Robert, profesor i wynalazca, sko┼äczy┼é Politechnik─Ö, Wanda studiowa┼éa chemi─Ö, jej brat bli┼║niak uko┼äczy┼é sinologi─Ö w Pekinie i jest profesorem na UW. Najm┼éodszy Stanis┼éaw studiowa┼é na wydziale kolejnictwa w Moskwie, prowadzi w┼éasne przedsi─Öbiorstwo.

Ca┼éa czw├│rka wychowywa┼éa si─Ö w Domu Dziecka, ich matka lekarka szpitala na Czystym, posz┼éa na ┼Ťmier─ç z chorymi, w┼Ťr├│d kt├│rych by┼éa jej sparali┼╝owana te┼Ťciowa. Wszyscy czworo maj─ů swoje rodziny, po dwoje dzieci i obecnie ju┼╝ wiele wnuk├│w.
Krewnymi mamy s─ů te┼╝ Winawerowie. Matka W┼éodka, o kt├│rym wspomina┼éam, z domu Perl, by┼éa siostr─ů znanego Feliksa Perla, jednego z za┼éo┼╝ycieli PPS. Umar┼éa w latach pi─Ö─çdziesi─ůtych. W┼éodek o┼╝eni┼é si─Ö dopiero po wojnie. Mia┼é dwie c├│rki. Krysia wyjecha┼éa do Pary┼╝a po marcu 68 r. i mieszka tam z rodzin─ů, m┼éodsza Zosia mieszka w Warszawie.

Po ┼Ťmierci mamy zosta┼éam sama, mam tylko Ma┼égosi─Ö, sporadyczne kontakty z krewnymi z Warszawy i kole┼╝ankami. Kontakty zagraniczne z rodzin─ů urwa┼éy si─Ö. Ostoj─ů s─ů mi moi ÔÇ×braciaÔÇŁ i ÔÇ×siostryÔÇŁ z naszego Stowarzyszenia ÔÇ×Dzieci HolocaustuÔÇŁ. Oni s─ů teraz moimi prawdziwymi przyjaci├│┼émi.

do g├│ry

Strona ÔÇ×Zapis pami─ÖciÔÇŁ
Stowarzyszenia
ÔÇ×Dzieci HolocaustuÔÇŁ
w Polsce.

Zrealizowano
dzi─Öki wsparciu Fundacji
im. R├│┼╝y Luksemburg
Przedstawicielstwo
w Polsce

ul. Twarda 6
00-105 Warszawa
tel./fax +48 22 620 82 45
dzieciholocaustu.org.pl
chsurv@jewish.org.pl

Koncepcja i rozwi─ůzania
graficzne ÔÇô Jacek Ga┼é─ůzka ┬ę
ex-press.com.pl
ÔÇŹ
Realizacja
Joanna Sobolewska-Pyz,
Anna Ko┼éaci┼äska-Ga┼é─ůzka,
Jacek Ga┼é─ůzka
ÔÇŹ
Web developer
Marcin Bober
PROJEKTY POWI─äZANE
ÔÇŹ
Wystawa w drodze
ÔÇ×Moi ┼╝ydowscy rodzice,
moi polscy rodziceÔÇŁ moirodzice.org.pl
ÔÇŹ
Wystawa stała
ÔÇ×Moi ┼╝ydowscy rodzice,
moi polscy rodziceÔÇŁ
w Muzeum Treblinka
muzeumtreblinka.eu
Strona ÔÇ×Zapis pami─ÖciÔÇŁ
Stowarzyszenia
ÔÇ×Dzieci HolocaustuÔÇŁ
w Polsce.
ÔÇŹ
Zrealizowano
dzi─Öki wsparciu Fundacji
im. R├│┼╝y Luksemburg
Przedstawicielstwo
w Polsce
Koncepcja i rozwi─ůzania
graficzne ÔÇô Jacek Ga┼é─ůzka ┬ę
ex-press.com.pl
ÔÇŹ
Realizacja
Joanna Sobolewska-Pyz,
Anna Ko┼éaci┼äska-Ga┼é─ůzka,
Jacek Ga┼é─ůzka
ÔÇŹ
Web developer
Marcin Bober
PROJEKTY POWI─äZANE
ÔÇŹ
Wystawa w drodze
ÔÇ×Moi ┼╝ydowscy rodzice,
moi polscy rodziceÔÇŁ moirodzice.org.pl
ÔÇŹ
Wystawa stała
ÔÇ×Moi ┼╝ydowscy rodzice,
moi polscy rodziceÔÇŁ
w Muzeum Treblinka
muzeumtreblinka.eu