Maria Kraft, urodzona w 1932 r.

Już po nas szli

Urodziłam się we Lwowie w dobrze sytuowanej rodzinie żydowskiej.

Mój ojciec Ignacy Kraft miał wyższe wykształcenie, był pracownikiem banku. Matka Lea z domu Schmidt zajmowała się domem.

Poziom życia mojej rodziny był dobry, co dawało perspektywy na mój prawidłowy rozwój. Miałam siedem lat, gdy wybuchła Druga Wojna Światowa. Do Lwowa weszli Rosjanie. Mogliśmy, z pewnymi ograniczeniami, żyć w miarę spokojnie.

Po zajęciu Lwowa przez hitlerowskiego okupanta zostaliśmy z całą społecznością żydowską poddani prześladowaniom. Dwukrotnie nakłada­no zubożające kontrybucje. Zostaliśmy ścieśnieni w mieszkaniu przez dokwaterowania, a później zupełnie pozbawieni mieszkania i mienia. Zaczął nam zaglądać w oczy głód.

Ojca wyrzucono z banku i skierowano do przymusowej pracy fizycznej na lwowskim lotnisku. Mieszkaliśmy teraz w siedem osób w jednym pokoju. Jako dziecko zmuszona byłam włożyć opaskę, która mnie wyróżniała spośród innych dzieci. Byłam wyzywana, ośmieszana i potrącana na ulicy.

We Lwowie wydzielono dzielnicę na getto, do którego zaczęto przesiedlać ludność żydowską. W czasie łapanek wyciągnięto z domu moje obie babki. Zginęły prawdopodobnie wywiezione do obozu w Bełżcu.

W jednej z łapanek, gdy z matką i z moim młodszym bratem byłam ukryta w szafie u sąsiadki, na ulicy Kordeckiego we Lwowie rozstrzelano mojego ojca. Był sierpień 1942 roku. Miał trzydzieści siedem lat. Zwłoki ojca wniesiono do mieszkania. Mieszkanie zaplombowano. Zostaliśmy bez mieszkania, odzieży i środków do życia. Nie było dokąd uciekać. Przez parę godzin przebywaliśmy na klatce schodowej, tuż obok mieszkania, gdzie leżały zwłoki mego ojca.

Sąsiedzi, Polacy, drżeli o swoje życie, bo w tym czasie winniśmy już byli być w getcie. Ktoś wskazał Niemcom, gdzie jesteśmy. Szli po nas. Uratowała nas ubikacja znajdująca się na ganku tego domu, o której nie wszyscy wiedzieli. Niemcy tam nie zajrzeli. Najbliższą noc przed zamknięciem getta spędziliśmy w lekkiej odzieży na ziemi, przy domu, z którego nas wyrzucono, a który był własnością mojej babki.

Rano, w dniu zamknięcia getta we Lwowie, moja matka ze mną i moim młodszym bratem wyszła z miasta. Przedmieścia były obstawione przez Niemców i będących na ich usługach Ukraińców. Udaliśmy się na Skniłów, a później przez Gródek Jagielloński do Jarosławia.
W opuszczeniu Lwowa pomogła nam nasza była dozorczyni, która dała mojej matce swój paszport wydany przez władze rosyjskie. Moja matka wkleiła do niego swoje zdjęcie. Dokument ten pozwolił nam ukrywać się „na aryjskich papierach” i poruszać się między ludnością polską.

W Jarosławiu byłam przez całą wojnę – od sierpnia 1942 do kwietnia 1945 r. Mieszkaliśmy w zatłoczonym, zimnym pomieszczeniu, z grzybem na ścianach i podłodze. Nie mieliśmy odzieży, środków do życia. Nie było mowy o szkole. Żyliśmy w ciągłym strachu, by ktoś nas nie rozpoznał. Był okres, że jadłam łupiny z kartofli przerobione na placki, lebiodę, brukiew, zebrane pod płotem zgniłe jabłka. Żeby nie zwracać uwagi naszą odrębnoś­cią, musiałam chodzić z rówieśnikami do kościoła.

Okres okupacji wycisnął na mnie swoje piętno, zarówno na mojej psychice jak i na rozwoju fizycznym. Po wyzwoleniu przyjechałam do Katowic, gdzie mieszkam do dziś. Pozbawiona ojca, mienia, żyłam w bardzo skromnych warunkach. Wojna, popełnione morderstwa na członkach mojej rodziny, grabież dobytku, obniżyły poziom mego życia i możliwości, jakie rysowały się przede mną, gdyby nie wojna.

Ukończyłam szkołę podstawową w 1948 r., średnią w 1951 r. i w 1955 r. Wyższą Szkołę Ekonomiczną. W 1960 r. wyszłam za mąż. Od 1990 r. jestem na emeryturze.

Katowice, 7 maja 1992 r.

Poznaj inne wspomnienia

Jadwiga Kotowska

Wspomnienie czyta Dorota Liliental Filmowe wspomnienie Jadwigi Kotowskiej jest dostępne na stronie USC Shoah Foundation, kliknij żeby zobaczyć. Pochodzę z rodziny kupieckiej. (…) Mój dziadek

Dowiedz się więcej

Marian Bobrzyk

Jak tylko pamiętam, to rodzina moja to byłem ja, matka i tata. Mieszkaliśmy w Wilnie. Dokładnie nazwy ulicy nie pamiętam, według planu miasta Wilna sprzed

Dowiedz się więcej

Maria Leszczyńska Ejzen

Wspomnienie czyta Dorota Liliental Zdążyłam jeszcze przez sześć lat być szczęśliwą w moim rodzinnym miasteczku Koninie, gdzie mieszkał cały ród Leszczyńskich (właścicieli wiatraków, a potem

Dowiedz się więcej