Jerzy Dołębski, urodzony w 1942 r. (?)

Nic o sobie nie wiem

Właściwie to nie wiem, jak zacząć swój życiorys. Naprawdę nie wiem, kiedy się urodziłem i gdzie. Nie znam do dzisiaj swoich biologicznych rodziców. Wiem tylko, że jestem z pochodzenia Żydem.

Życiorys mój zaczyna się 15 października 1944 r. W dniu tym jest wpis w księdze parafialnej w parafii Św. Piotra i Pawła w Lublinie o nadaniu mi imion Jerzy Janusz i że mam rodziców Jana i Leokadię Dołębskich z domu Kowalczyk. Przyjęto, że urodziłem się 15 października 1942 r. w Hrubie­szowie.

Od bardzo dawna starałem się dowiedzieć jakiejś prawdy na mój temat, lecz otrzymywałem zawsze informacje nieprawdziwe. Najpierw, że jestem nieślubnym dzieckiem Leokadii Dołębskiej, później, że zostałem zabrany z Domu Dziecka. Jeszcze później, że z jakiejś pożydowskiej kamienicy w Lublinie. Ostatnio ojciec zaczął mi opowiadać o Fridzie Neumark z Hrubieszowa, która mogłaby być moją matką. Opowiadano mi też, że jak mnie zabierano, to miałem tasiemkę na ręku z napisem Tomcio N.

W szkole podstawowej uciekałem z domu, trwało to przez okres około trzech lat. Wówczas to babka powiedziała mi, że jestem „znajdą”. Zacząłem więc poszukiwania. Tylko nie wiedziałem, kogo szukam. Po skończeniu szkoły podstawowej rozpocząłem naukę w Technikum Chemicznym w Zgierzu, które ukończyłem w 1961 r. Mieszkałem w internacie. Dzięki temu, że wyjechałem z Lęborka, zmieniłem środowisko. Było lepiej i nie myślałem zbyt wiele o swojej przeszłości.

Po ukończeniu Technikum, rozpocząłem studia na Uniwersytecie Łódzkim na Wydziale Chemii. Studiów jednak nie skończyłem, gdyż aresztowano ojca. Ponieważ byłem najstarszy, musiałem rozpocząć pracę. Zacząłem pracować w Zakładach Wytwórczych Aparatury Rozdzielczej w Lęborku. Trwało to około pół roku i zostałem powołany do wojska.

W wojsku zachorowałem (zapalenie opon mózgowych), przeszed­łem poważną operację w Szpitalu Klinicznym Wojskowej Akademii Medycznej w Warszawie i zostałem przeniesiony do rezerwy. Miałem wówczas dwadzieścia trzy lata i zacząłem pracować w Ratownictwie Okrętowym w Gdyni. W 1965 r. poznałem Danutę Miś i ożeniłem się wlipcu tegoż roku. W 1966 r. przeniosłem się do pracy w Polskich Liniach Oceanicznych w Gdyni i pracowałem tam do października 1971 r. Następnie rozpocząłem pracę w Gminnej Spółdzielni „Samopomoc Chłopska” w Wejherowie, gdzie pracowałem do listopada 1990 r. Prawie dwa lata prowadziłem działalność gospodarczą na własny rachunek.

W tejchwili nie pracuję. Choruję na cukrzycę. Posiadam trzech synów: Grzego­rza 24 lata, Piotra 20 lat oraz Pawła 17 lat. Obecnie dość intensywnie staram się dowiedzieć coś na temat mojego pochodzenia. W tym roku byłem nawet w Izraelu. Na razie moje poszukiwania nie dały żadnego rezultatu. W miesiącu czerwcu 1992 r. zostałem przyjęty do Stowarzysze­nia Dzieci Holocaustu. To byłoby w bardzo krótkim skrócie wszystko.

Wejherowo, 1992 r.

do góry

Strona „Zapis pamięci”
Stowarzyszenia
„Dzieci Holocaustu”
w Polsce.

Zrealizowano
dzięki wsparciu Fundacji
im. Róży Luksemburg
Przedstawicielstwo
w Polsce

ul. Twarda 6
00-105 Warszawa
tel./fax +48 22 620 82 45
dzieciholocaustu.org.pl
chsurv@jewish.org.pl

Koncepcja i rozwiązania
graficzne – Jacek Gałązka ©
ex-press.com.pl

Realizacja
Joanna Sobolewska-Pyz,
Anna Kołacińska-Gałązka,
Jacek Gałązka

Web developer
Marcin Bober
PROJEKTY POWIĄZANE

Wystawa w drodze
„Moi żydowscy rodzice,
moi polscy rodzice” moirodzice.org.pl

Wystawa stała
„Moi żydowscy rodzice,
moi polscy rodzice”
w Muzeum Treblinka
muzeumtreblinka.eu
Strona „Zapis pamięci”
Stowarzyszenia
„Dzieci Holocaustu”
w Polsce.

Zrealizowano
dzięki wsparciu Fundacji
im. Róży Luksemburg
Przedstawicielstwo
w Polsce
Koncepcja i rozwiązania
graficzne – Jacek Gałązka ©
ex-press.com.pl

Realizacja
Joanna Sobolewska-Pyz,
Anna Kołacińska-Gałązka,
Jacek Gałązka

Web developer
Marcin Bober
PROJEKTY POWIĄZANE

Wystawa w drodze
„Moi żydowscy rodzice,
moi polscy rodzice” moirodzice.org.pl

Wystawa stała
„Moi żydowscy rodzice,
moi polscy rodzice”
w Muzeum Treblinka
muzeumtreblinka.eu