zdjęcia: 4

Joanna Berens-Tomczyńska, urodzona 1939 r.

Zostałam sama

Moja rodzina mieszkała w Warszawie. Dziadek, Edward Berensztajn, był właścicielem fabryki mydła i kosmetyków Majde i s-ka. Mama była adwokatem, a ojciec lekarzem chorób płucnych.

Wkrótce po rozpoczęciu działań wojennych cała rodzina – dziadek, babcia Maria, moja mama Irena i jej trzech młodszych braci: Aleksander, Julian i Tadeusz – ruszyła dwoma samochodami na wschód. Mama była w ciąży ze mną i chciała się dostać do ojca, który jako lekarz ftyzjatra był zmobilizowany w sierpniu 1939 r. do Wojskowego Szpitala Chorób Płuc w Nowojelni pod Baranowiczami.

Wkrótce po moim urodzeniu (1 listopada 1939 r.) dziadek stwierdził, że fabryka jest w niebezpieczeństwie i należy ją ratować. Moi rodzice, ze mną i z babcią, zostali w Baranowiczach. Dziadek, z synami Julkiem i Tadeuszem, wyruszyli do Warszawy. Aleksander, z żoną i małą Anią w moim wieku, pojechali do Lwowa.

17 września do Baranowicz weszli Rosjanie. Szpital, w którym pracował ojciec, zapełnił się chorymi żołnierzami sowieckimi. W czerwcu 1941 r. do Baranowicz wkroczyli Niemcy. Personel szpitala wraz z pacjentami został rozstrzelany. Tak zginął mój ojciec.

Mama postarała się o fałszywe papiery dla nas i dla babci, żeby móc wrócić do Warszawy. Wydana przez człowieka, który zorganizował te papiery, została zabita przez hitlerowców na rynku w Baranowiczch. Zrozpaczonej babci pękł wrzód dwunastnicy. I tak zostałam sama.

Znajomi ludzie ukrywali mnie przed Niemcami w piwnicy do czasu przyjazdu z Warszawy kobiety, która za duże pieniądze zgodziła się przewieźć mnie do reszty rodziny, przebywającej w getcie warszawskim. Był początek roku 1942.

Ukrywaliśmy się wszyscy na strychach domu na Lesznie. Byli tam obaj moi wujkowie: Julian z młodą żoną i Tadeusz, dziadek oraz żona wujka Aleksandra z Anią. No i ja, która sprawiałam najwięcej kłopotu, bo cały czas płakałam.

Na szczęście na początku 1943 r. zgłosiła się do mojej rodziny w getcie dawna przyjaciółka mojego ojca, przebywająca poza gettem na aryjskich papierach. Zdecydowała się zabrać mnie do siebie. Przekupiwszy straż, wsiadła ze mną do dorożki. Podróż do jej mieszkania na Mokotowie pamiętam bardzo dobrze. Byłam przerażona, siedziałam pod jakimś kocem i widziałam tylko nogi konia poruszające się po kocich łbach.

Potem udało się przejść na aryjską stronę również moim wujkom i żonie Juliana. Dziadek i Halina zginęli w Treblince. Oprócz nich zginęło 28 członków dalszej rodziny.

Ja znalazłam się teraz w innych rękach. Pod troskliwą opieką pani Marysi – Mamy, jak ją nazywałam – doszłam do siebie. Odrosły mi włosy, pozbyłam się wrzodów na głowie. Nie wychodziłam z domu, a podczas niespodziewanych wizyt uciekałam na antresolę i siedziałam tam jak myszka.

Po upadku Powstania Warszawskiego Niemcy wyprowadzili całą ludność cywilną z Warszawy. Wyszłyśmy i my z naszego Mokotowa. Razem z nami była Halina, synowa mojej nowej Mamy i jej syn Jurek. Doszliśmy piechotą do Pruszkowa. Mamę, jej synową Halinę i mnie załadowano do bydlęcych wagonów skierowanych do Oświęcimia, Jurka wywieziono do Sztuthofu. Nasz pociąg, szczęśliwym trafem, dotarł tylko do Krakowa. W Krakowie zamieszkałyśmy w Domu Aktora, bo moja obecna Mama przed wojna była aktorką.

Pamiętam, że nie było tam mebli, tylko sienniki, na których spałyśmy. W ciągu dnia przebywałam w klasztorze u sióstr zakonnych. Znowu u nieznanych ludzi. Z lęku i przerażenia byłam bardzo grzecznym dzieckiem, dostawałam więc codziennie do dzienniczka czerwoną pieczątkę z Matką Boską.

Po jakimś czasie Mama i Halina dostały pracę i mogłam w ciągu dnia być z nimi. Halina pracowała jako kelnerka w restauracji i dostawała dla siebie talerz zupy, którym dzieliła się ze mną. Była ładną dziewczyną, zakochał się w niej kierownik kelnerów i w wyniku tej miłości ja dostawałam swój osobny, mały talerz zupy.

Którejś nocy, leżąc na sienniku, usłyszałam, jak drży podłoga. Do Krakowa wkraczali Rosjanie. Po wyzwoleniu Krakowa przyjechała do nas żona mojego wuja Juliana, brata mojej prawdziwej mamy, Jadwiga. Dowiedziałam się od niej, że pani Marysia nie jest moją mamą i przeżyłam tragedię. Czułam się oszukana.

Jadwiga zabrała mnie od mojej kochanej pani Marysi, którą do końca jej życia nazywałam Mamą i zawiozła do Łodzi, do państwa Szulkinów, którzy byli z nami spokrewnieni. Przebywając w ich domu przywiązałam się do ciepłej i miłej Elżuni Szulkinowej. Po jakimś czasie przyjechała znów Jadwiga; ponowna rozpacz, tym razem długotrwała. Jadwiga zabrała mnie do Sopotu, gdzie mój wuj Julian dostał pracę i mieszkanie.Po pewnym czasie zostałam przez nich adoptowana.

Okazało się, że miałam intuicję nie lubiąc i bojąc się Jadwigi, bo od początku moja kolejna „mama” nienawidziła mnie tak bardzo, że ślady po jej uderzeniach pejczem nosiłam często i długo.

W międzyczasie przenieśliśmy się do Warszawy, gdzie na moje szczęście moi przybrani rodzice się rozwiedli. Ja zostałam z Ojcem, który niedługo potem umarł podczas operacji. I znów byłam sama, ale to już osobna historia.

Fotografie i pamiątki
do góry

Strona „Zapis pamięci”
Stowarzyszenia
„Dzieci Holocaustu”
w Polsce.

Zrealizowano
dzięki wsparciu Fundacji
im. Róży Luksemburg
Przedstawicielstwo
w Polsce

ul. Twarda 6
00-105 Warszawa
tel./fax +48 22 620 82 45
dzieciholocaustu.org.pl
chsurv@jewish.org.pl

Koncepcja i rozwiązania
graficzne – Jacek Gałązka ©
ex-press.com.pl

Realizacja
Joanna Sobolewska-Pyz,
Anna Kołacińska-Gałązka,
Jacek Gałązka

Web developer
Marcin Bober
PROJEKTY POWIĄZANE

Wystawa w drodze
„Moi żydowscy rodzice,
moi polscy rodzice” moirodzice.org.pl

Wystawa stała
„Moi żydowscy rodzice,
moi polscy rodzice”
w Muzeum Treblinka
muzeumtreblinka.eu
Strona „Zapis pamięci”
Stowarzyszenia
„Dzieci Holocaustu”
w Polsce.

Zrealizowano
dzięki wsparciu Fundacji
im. Róży Luksemburg
Przedstawicielstwo
w Polsce
Koncepcja i rozwiązania
graficzne – Jacek Gałązka ©
ex-press.com.pl

Realizacja
Joanna Sobolewska-Pyz,
Anna Kołacińska-Gałązka,
Jacek Gałązka

Web developer
Marcin Bober
PROJEKTY POWIĄZANE

Wystawa w drodze
„Moi żydowscy rodzice,
moi polscy rodzice” moirodzice.org.pl

Wystawa stała
„Moi żydowscy rodzice,
moi polscy rodzice”
w Muzeum Treblinka
muzeumtreblinka.eu