audio: 1

Henryk Arnold, urodzony w 1930 r.

Z broni膮 w r臋ku

Wspomnienie czyta Tomasz Kocuj

Urodzi艂em si臋 18 lipca 1930 roku we Lwowie przy ul. Szkarpowej 3, z matki Fryderyki z domu Beigel (ur. w roku 1910) i ojca Leona Arnolda (ur. 191O).

Moi dziadkowie ze strony matki byli w艂a艣cicielami jednej z lwowskich restauracji. Umarli stosunkowo m艂odo, osierocaj膮c, opr贸cz mo颅jej matki, dw贸ch jej braci: Jakuba i Jana.

Moi dziadkowie ze strony ojca, Wilhelm i Anna Arnoldowie, byli w艂a艣颅cicielami du偶ej restauracji we Lwowie, naprzeciw gmachu s膮du przy ul. Ba颅torego. By艂a to znana restauracja; go艣膰mi jej byli przewa偶nie adwokaci i s臋颅dziowie.

Dziadek Wilhelm by艂 bardzo silnym m臋偶czyzn膮. Ws艂awi艂 si臋 tym, 偶e raz wygra艂 walk臋 z zawodowym zapa艣nikiem, za co otrzyma艂 w nagrod臋 1O koron austriackich. 呕ona jego, Anna, by艂a osob膮 skromn膮 i nabo偶n膮.

Rodzice moi byli w艂a艣cicielami sklepu z cz臋艣ciami samochodowymi. Ojciec by艂 zapalonym sportowcem, uprawia艂 zapasy, lekkoatletyk臋 oraz pi艂k臋 no偶n膮. Gra艂 w 偶ydowskiej dru偶ynie pi艂karskiej Hasmonea.

Jego rodze艅stwo 鈥 to dw贸ch braci i cztery siostry: Dawid 鈥 adwokat, walcz膮cy w szeregach armii austriacko-w臋gierskiej, w 1914 roku zabity pod Lwowem, Ksawery Albert 鈥 pracowa艂 na poczcie w Pu艂awach. W czasie okupacji niemieckiej dzia艂a艂 w konspiracji; aresztowany i zamordowany przez gesta颅po w sierpniu 1942 roku.

Cecylia 鈥 lekarka w Brzuchowicach ko艂o Lwowa, Lidia 鈥 w艂a艣cicielka apteki w Magierowie pod Lwowem, Fryderyka 鈥 krawcowa we Lwowie.
Wszystkie trzy siostry zgin臋艂y w 1943 roku podczas likwidacji lwows颅kiego getta. Czwarta siostra 鈥 Stefania, pracowa艂a w przedsi臋biorstwie naftowym we Lwowie; zosta艂a wywieziona w 1942 roku do obozu zag艂ady w Be艂偶cu.

Moje dzieci艅stwo by艂o bardzo szcz臋艣liwe. Opiekowa艂a si臋 mn膮 guwernantka. Z ojcem odbywa艂em cz臋ste podr贸偶e. Byli艣my w Warszawie, Krako颅wie, 艁odzi, Gdyni. Wakacje sp臋dzali艣my ca艂膮 rodzin膮 nad morzem, w Krynicy, Rabce.

Byli艣my uczuciowo bardzo zwi膮zani. Zapami臋ta艂em proroczy sen, kt贸ry opowiedzia艂a mi matka w 1938 roku. 艢ni艂o si臋 jej, 偶e kto艣 postrzeli艂 j膮 w g艂ow臋 i wpad艂a do ciemnej piwnicy. Tak mog艂o by膰, kiedy to Niemcy rozstrzelali j膮 w Warszawie w 1942 roku.

Nauk臋 rozpocz膮艂em w 1937 roku w szkole powszechnej im. Rutkow颅skiego z dodatkowym j臋zykiem ukrai艅skim. Po zaj臋ciu Lwowa przez Rosjan uczy艂em si臋 w szkole ukrai艅skiej z dodatkowym j臋zykiem rosyjskim, a偶 do wkroczenia Niemc贸w w 1941 roku.

Podczas okupacji radzieckiej 呕ydzi nie byli szczeg贸lnie prze艣ladowani. Do sklepu ojca cz臋sto przychodzili wojskowi i kupowali cz臋艣ci samochodo颅we. Oni te偶 ostrzegli go, 偶e nast膮pi konfiskata sklepu. Dzi臋ki temu uda艂o mu si臋 wynie艣膰 du偶o rzeczy i ukry膰 je w bezpiecznym miejscu.

Po zlikwidowa颅niu sklepu zatrudni艂 si臋 w przedsi臋biorstwie transportowym Krasnyj Tran颅sportnik. Jednocze艣nie sprzedawa艂 po kryjomu schowane cz臋艣ci samochodo颅we i tak zarabia艂 dodatkowe pieni膮dze na utrzymanie rodziny.

W tym czasie wielu 呕yd贸w z Polski ucieka艂o ze strefy niemieckiej do ra颅dzieckiej. Latem 1940 roku radzieckie w艂adze okupacyjne wywioz艂y wielu z nich w g艂膮b ZSRR. Milicja otacza艂a domy i wyszukiwa艂a uchod藕c贸w. Los chcia艂, 偶e prawie wszyscy ci ludzie prze偶yli wojn臋, a po wojnie wr贸cili do Polski i przewa偶nie wyemigrowali p贸藕niej do Izraela.

Gdy 22 czerwca 1941 roku Niemcy napadli na Zwi膮zek Radziecki, 偶ony oficer贸w mieszkaj膮cych po s膮siedzku, gdy us艂ysza艂y kanonad臋, my艣la艂y, 偶e to Anglicy bombarduj膮 Lw贸w.

Niemcy weszli do Lwowa po o艣miu dniach, 30 czerwca 1941 roku. Ju偶 nast臋pnego dnia wszyscy musieli odda膰 aparaty radiowe. Traf chcia艂, 偶e Nie颅mcy zatrzymali ojca podczas przenoszenia radia. Osadzono go w wi臋zieniu przy ul. Kazimierzowskiej.

W celach poniewiera艂y si臋 trupy nacjonalist贸w ukrai艅skich zabitych przez NKWD. Na dziedzi艅cu wi臋zienia le偶a艂o du偶o zw艂ok 呕yd贸w, zabitych przez Ukrai艅c贸w. R贸wnie偶 na mie艣cie zabijano 呕y颅d贸w, szala艂 pogrom. Ojcu, dzi臋ki wr臋czeniu 艂ap贸wki, uda艂o si臋 wydosta膰 z wi臋zienia.

P贸藕niej ojciec dosta艂 prac臋 (i co najwa偶niejsze 鈥 papiery) robotnika w niemieckich gara偶ach wojskowych (Heereskraftpark, w skr贸cie HKP), co chroni艂o przed aresztowaniem i zes艂aniem do obozu.

W listopadzie 1941 musieli艣my opu艣ci膰 dotychczasowe mieszkanie i przeprowadzi膰 si臋 na ul. Tkack膮 18. Dom ten by艂 po艂o偶ony w tej cz臋艣ci dzielnicy 偶ydowskiej, kt贸rej Niemcy nie zamkn臋li. W dzielnicy tej, opr贸cz 呕yd贸w, mieszka艂o wielu Polak贸w i Ukrai艅c贸w, a nawet kilku Niemc贸w.

Dzielnica 偶ydowska znajdowa艂a si臋 na p贸艂noc od linii kolejowej, przy kt贸rej by艂o jedyne przej艣cie dla 呕yd贸w; dwa inne by艂y dost臋pne tylko dla Polak贸w, Ukrai艅c贸w i Niemc贸w. Niemiecka policja pilnuj膮ca tych przej艣膰 cz臋sto zatrzymywa艂a starszych 呕yd贸w. Wysy艂ano ich w nieznanym kierun颅ku, a jak si臋 p贸藕niej okaza艂o 鈥 do obozu zag艂ady w Be艂偶cu.

Chodzi艂y ju偶 s艂u颅chy o tym, 偶e w Warszawie i Lublinie dzia艂aj膮 specjalne grupy, morduj膮颅 ce 呕yd贸w. M贸wiono o masowych mordach w Be艂偶cu. 呕ydzi jednak nie chcieli w to wierzy膰. Nie mogli poj膮膰, 偶e Niemcy ich morduj膮 tylko dlatego, 偶e s膮 呕ydami.

Mimo 偶e dzieci 偶ydowskie od dziesi膮tego roku 偶ycia by艂y obowi膮zane do noszenia opaski z gwiazd膮 Dawida, ja, na przek贸r Niemcom, stara艂em si臋 jej nie nak艂ada膰.

Po mie艣cie kr膮偶y艂y r贸偶ne s艂uchy. M贸wiono, 偶e w Warszawie i w Lublinie dzia艂aj膮 specjalne oddzia艂y, tzw. Himmelkommanda, morduj膮ce 呕yd贸w lub wysy艂aj膮ce ich do oboz贸w 艣mierci. Wszyscy s艂yszeli o Be艂偶cu, ale nie wszyscy wierzyli w te wie艣ci.

W艂adze okupacyjne wprowadzi艂y 艣cis艂膮 ewi颅dencj臋 ludno艣ci 偶ydowskiej. Ojciec, jako zatrudniony w wojskowych gara颅偶ach, otrzyma艂 za艣wiadczenie z piecz膮tk膮 鈥瀗iezb臋dny dla armii niemiec颅kiej”. Matka mia艂a te偶 stosowny dokument, ze sformu艂owaniem 鈥炁紀na osoby niezb臋dnej dla armii niemieckiej”. Mnie,jako dziecku, 偶adne dokumenty ani piecz膮tki nie przys艂ugiwa艂y, co bardzo niepokoi艂o rodzic贸w.

Dziesi膮tego sierpnia 1942 roku o godzinie sz贸stej rano otrzymali艣my sygna艂, 偶e ca艂a dzielnica 偶ydowska jest otoczona przez SS, policj臋 niemieck膮 i ukrai艅sk膮. Rozpocz臋艂o si臋 masowe wysiedlanie 呕yd贸w ze Lwowa. Ojcu uda艂o si臋 wyjecha膰 z otoczonej dzielnicy 偶ydowskiej ci臋偶ar贸wk膮 Wehr颅machtu, prowadzon膮 przez kierowc臋 Polaka. Ja by艂em ukryty z ty艂u.

Unik颅n臋li艣my wyw贸zki, ale dalsze przebywanie w dzielnicy 偶ydowskiej by艂o ju偶 niemo偶liwe. Rodzice postanowili ukry膰 mnie u zaprzyja藕nionej polskiej ro颅dziny przy ul. Ko艣cielnej 8, w domu, w kt贸rym kiedy艣 mieszkali艣my.

Z okien mojej kryj贸wki wida膰 by艂o tramwaje na艂adowane 呕ydami, wywo偶onymi do obozu Janowskiego, gdzie odbywa艂a si臋 selekcja. Zdrowych i m艂odych m臋偶颅czyzn kierowano do pracy, a wszystkich pozosta艂ych: kobiety, starszych, chorych i dzieci 鈥 do obozu zag艂ady w Be艂偶cu.

呕yd贸w szukano r贸wnie偶 po stronie aryjskiej, gdzie mieszka艂o jeszcze wiele rodzin 偶ydowskich. Rozpocz臋to tak偶e kontrol臋 mieszka艅 Polak贸w w poszukiwaniu ukrywaj膮cych si臋 呕yd贸w. Za ukrywanie grozi艂a kara 艣mier颅ci.

Kt贸rego艣 dnia do mieszkania, w kt贸rym si臋 ukrywa艂em, wpad艂o dw贸ch esesman贸w. Przeszukiwanie rozpocz臋li od strychu, gdzie moja gospodyni, pani Adamczewska, hodowa艂a kury. Zadowoleni ze znalezionych tam 艣wie颅偶ych jaj zrezygnowali z dalszych poszukiwa艅.

Przestraszona gospodyni za颅 偶膮da艂a, abym natychmiast opu艣ci艂 mieszkanie. Musia艂em wr贸ci膰 do rodzi颅c贸w, do getta. W mi臋dzyczasie straci艂 wa偶no艣膰 dokument, kt贸ry chroni艂 moj膮 matk臋. Udawa艂o si臋 jej unikn膮膰 deportacji, bo w chwilach niebezpiecze艅stwa chowa艂a si臋 na strychu.

Moj膮 kryj贸wk膮 by艂a piwnica gara偶u HKP. Chowa艂em si臋 na p贸艂ce, gdzie le偶a艂y stare opony i inne rupiecie. Po偶ywienie dostarcza艂 mi ojciec, kt贸ry nadal pracowa艂.

Wszyscy ukrywaj膮cy si臋 jeszcze we Lwowie 呕ydzi w ci膮gu dnia chowali si臋 w swoich kryj贸wkach. W nocy wychodzili w poszukiwaniu wody i 偶yw颅no艣ci. Niemcy urz膮dzali na nich polowania, starali si臋 wykrywa膰 ich miejsca schronienia. Akcja wysiedlania zako艅czy艂a si臋 w sierpniu 1942 roku.

W przewidywaniu dalszych deportacji postanowili艣my przenie艣膰 si臋 do Warszawy, gdzie mieli艣my przyjaci贸艂 i gdzie nikt nas nie zna艂. Wyjechali艣my ze Lwowa 8 wrze艣nia 1942 roku w ci臋偶ar贸wce przewo偶膮cej meble i nale偶膮颅cej do znajomego Polaka. Kiedy przeje偶d偶ali艣my obok Be艂偶ca, czuli艣my za颅pach rozk艂adaj膮cych si臋 cia艂. Zapach ten prze艣laduje mnie do dzi艣.

Jak si臋 p贸藕niej okaza艂o, by艂a to rzeczywi艣cie ostatnia szansa opuszczenia Lwowa, bo 17 pa藕dziernika 1942 dzielnic臋 偶ydowsk膮 ogrodzono drutem kolczastym i zamkni臋to. Getto lwowskie istnia艂o do czerwca 1943 roku.

W Warszawie znale藕li艣my schronienie na ul. Wsp贸lnej 18 u Polki, kt贸ra ukrywa艂a kilkunastu 呕yd贸w. Znajomy, pan Drut, zdoby艂 dla nas fa艂szywe dokumenty na nazwisko Rudzi艅skich. Ja zmieni艂em si臋 w Ryszarda, uro颅dzonego 18 grudnia 1930 roku w Ko艂omyi z ojca J贸zefa, matki 鈥 z domu Zi贸艂kowskiej.

Ze wzgl臋d贸w bezpiecze艅stwa byli艣my zmuszeni do rozdzielenia si臋. Ojciec zamieszka艂 na ul. Wsp贸lnej 67 u znanego rze藕biarza, pana Alfonsa Karnego, a matka wraz ze mn膮 鈥 przy ul. 艢liskiej, w domu pani Wandy Mel颅fior-Rutkowskiej, pisarki. Jej m膮偶 by艂 oficerem Polskich Si艂 Zbrojnych i znajdowa艂 si臋 w Anglii. Przez kilka tygodni 偶yli艣my spokojnie, ale by艂 to spok贸j pozorny, zako艅czony tragedi膮.

Aby mie膰 艣rodki na utrzymanie, sprzedawali艣my zabrane ze Lwowa rzeczy. W pa藕dzierniku 1942 roku matka posz艂a na ul. Wsp贸ln膮 18, gdzie mia艂a spotka膰 si臋 z ojcem i om贸wi膰 spraw臋 sprzeda偶y futra, kt贸re odda艂a na prze颅chowanie.

Przebywa艂o tam w贸wczas kilku innych 呕yd贸w. Nagle pojawili si臋 gestapowcy. Ojcu uda艂o si臋 uciec. Wszyscy inni 呕ydzi, w艣r贸d nich moja matka, zostali zaaresztowani, przewiezieni do wi臋zienia w al. Szucha, a p贸藕颅niej rozstrzelani.

Wzgl臋dy konspiracji wymaga艂y natychmiastowej zmiany miejsca nasze颅go pobytu. Przez kilka dni po aresztowaniu matki ukrywali艣my si臋 w Pod颅kowie Le艣nej, p贸藕niej w Milan贸wku 鈥 u pani Dr臋giewiczowej.

Tu nasze dro颅gi si臋 rozesz艂y. Ja ponownie wr贸ci艂em na ul. 艢lisk膮, do pani Rutkowskiej, a ojciec 鈥 do pana Karnego, na Wsp贸ln膮. Jednak偶e nie by艂y to kryj贸wki bez颅pieczne. Wzgl臋dny spok贸j znalaz艂em dopiero w mieszkaniu Olgi Dudziec na Krakowskim Przedmie艣ciu, gdzie przebywa艂em przez miesi膮c.

P贸藕niej, wraz z ojcem, przenie艣li艣my si臋 na Wol臋, do pana Feliksa (nazwiska nie pami臋颅tam). By艂a to n臋dzna nora, bez 艣wiat艂a i bie偶膮cej wody. By艂o to pechowe miejsce. Po paru tygodniach znale藕li nas szmalcownicy, kt贸rzy za偶膮dali okupu.

Ojciec da艂 im 1300 z艂, ale oni przeszukali nas i wymacali dolary za颅szyte w mojej marynarce. Podczas szamotaniny ojciec z艂apa艂 n贸偶 i krzycz膮c: 鈥濸anie Feliksie, na pomoc!”, rzuci艂 si臋 na nich. Mnie uda艂o si臋 zgasi膰 lamp臋 naftow膮. Szmalcownicy uciekli. Z powodu godziny policyjnej musieli艣my przeczeka膰 noc w 鈥瀞palonym” mieszkaniu.

Nad ranem ojciec wypru艂 dolary z mojej marynarki. O sz贸stej rano wyszli艣my na ulic臋, ale oni ju偶 na nas czekali. Podczas gdy ojciec ich zagadywa艂, ja rzuci艂em si臋 do ucieczki. Z艂a颅pali mnie i po sprawdzeniu, 偶e nie mam pieni臋dzy, zawo艂ali granatowego po颅licjanta. Ten stwierdzi艂, 偶e spraw臋 trzeba przekaza膰 na gestapo, i poszed艂. Moi prze艣ladowcy machn臋li r臋k膮 i te偶 sobie poszli.

Klucz膮c i sprawdzaj膮c, czy nikt mnie nie 艣ledzi, poszed艂em do pani Olgi Dudziec. Ojciec znalaz艂 schronienie u pana Karnego.

W mieszkaniu pani Olgi mieszka艂 r贸wnie偶 jej dziesi臋cioletni siostrze颅niec, kt贸rego ojciec by艂 volksdeutschem i kt贸ry chodzi艂 do niemieckiej szko颅艂y. Istnia艂o niebezpiecze艅stwo, 偶e opowie o ch艂opcu, kt贸ry u nich miesz颅ka i nie chodzi do szko艂y.

W tej sytuacji postanowili艣my, 偶e zamieszkam z ojcem. Wkr贸tce okaza艂o si臋, 偶e nasze obawy by艂y uzasadnione. Kt贸rego艣 dnia w mieszkaniu pani Olgi pojawi艂o si臋 gestapo. Przypadkowo by艂 tam w艂a艣nie ojciec, kt贸remu jednak uda艂o skry膰 si臋 w kom贸rce.

Pan Karny wynaj膮艂 nam pok贸j u znajomego malarza. Podczas nieobecno艣ci gospodarza siedzieli艣my zamkni臋ci na klucz.

Wci膮偶 musieli艣my zmienia膰 miejsce pobytu. Zamieszkali艣my na ul. Kolejowej, sk膮d w styczniu 1943 roku musieli艣my ucieka膰. P贸藕niej znale藕li艣my schronienie u siostry pana Feliksa, kt贸ry w mi臋dzyczasie umar艂 na gru藕lic臋.

W tym samym mieszkaniu mieszka艂 niejaki Mietek, kt贸ry nas艂a艂 na nas szmalcownika. Ojciec mia艂 600 z艂. Szmalcownik okaza艂 lito艣膰. Zabra艂 mu tylko 400 z艂, a reszt臋 zostawi艂.

Musieli艣my zn贸w ucieka膰. Przez dwa dni spali艣my na krzes艂ach u pani Filipskiej, u kt贸rej przed wojn膮 ojciec kupowa艂 cz臋艣ci samochodowe. Ojciec wr贸ci艂 do pana Karnego, a ja zamieszka艂em u pani Kwiatkowskiej, s膮siadki pani Dudziec, na Krakowskim Przedmie艣ciu.

Nasta艂 kwiecie艅 1943 roku. W getcie wybuch艂o powstanie. Po mie艣cie kr膮偶y艂y patrole niemieckie w poszukiwaniu ukrywaj膮cych si臋 呕yd贸w.

W domu, w kt贸rym mieszka艂a pani Olga, mia艂 biuro kochanek jej siostry Zosi. M膮偶 Zosi by艂 w Anglii w Armii Polskiej. Zosia powiedzia艂a ojcu, 偶e zna kogo艣, kto za 1500 z艂 ukryje mnie na dwa tygodnie. Ojciec da艂 jej 偶膮dan膮 su颅m臋. Um贸wi艂a si臋 ze mn膮 w okolicach pl. Trzech Krzy偶y o godz. 19.45.

Co艣 podejrzewa艂em, bo by艂o to zbyt blisko godziny policyjnej (20.00). Przyszed颅艂em na miejsce ju偶 o 19-tej i czeka艂em do 19.55. Na szcz臋艣cie pan Karny miesz颅ka艂 tu偶 obok. Zd膮偶y艂em tam dobiec przed zamkni臋ciem bramy. Noc sp臋dzi颅艂em w skrzyni na 艣miecie.

Z p贸藕niejszych rozm贸w wynik艂o, 偶e Zosia celowo um贸wi艂a si臋 ze mn膮 tak p贸藕no, bo liczy艂a na to, 偶e mnie aresztuj膮 za przekro颅czenie godziny policyjnej, a ona przyw艂aszczy sobie pieni膮dze.

By艂em ju偶 tak zdesperowany ci膮g艂ym szukaniem schronienia, 偶e chcia艂em wyskoczy膰 z okna na czwartym pi臋trze. Ojciec jednak nam贸wi艂 mnie, 偶eby spr贸bowa膰 znale藕膰 schronienie u pana Stanis艂awa Fajkusa w Podko颅wie Le艣nej.

Pan Fajkus zgodzi艂 si臋 nas ukrywa膰 na strychu, do kt贸rego wchodzi艂o si臋 po drabinie, ale mogli艣my tam tylko nocowa膰 ze wzgl臋du na cz臋ste kontrole w ci膮gu dnia. Tak wi臋c noce sp臋dzali艣my na strychu, a ca艂e dni kr膮偶yli艣my po Podkowie lub po Warszawie.

Kiedy艣 o trzeciej w nocy us艂yszeli艣my: Auf machen, Licht! Powiedzia艂em do ojca: ,,We藕 jaki艣 艂om i walnij tego, co do nas przyjdzie”. Ojciec na to: ,,Nie, bo nas b臋d膮 torturowa膰 i m臋czy膰”.

S艂y颅szymy, 偶e kto艣 przystawia drabin臋 do w艂azu. Pojawi艂a si臋 twarz pana Fajkusa, szara z przera偶enia: ,,Uciekajcie, policja jest u w艂a艣cicielki domu”. Z kuchni Fajkusa wyskoczyli艣my do ogrodu i przez ogrodzenie z drutu kolczastego 鈥 w pole. Ojciec pozosta艂 bez but贸w, ja si臋 skaleczy艂em, przechodz膮c przez druty.

Po jakim艣 czasie wr贸cili艣my. Okaza艂o si臋, 偶e Niemcy przyszli nie po nas, ale do gospodyni. Ukrywa艂a si臋 u niej 偶ydowska rodzina, kt贸ra zdo艂a艂a si臋 wykupi膰.

Wzmagaj膮cy si臋 terror powodowa艂 konieczno艣膰 ci膮g艂ej zmiany schro颅nienia. Mieszka艂em na 呕oliborzu z panem Wajsmanem i jego rodzin膮, r贸w颅nie偶 ukrywaj膮cymi si臋 呕ydami. W艂a艣cicielka mieszkania nie wiedzia艂a o ich pochodzeniu. O tym, 偶e ja tam przebywa艂em przez ponad 4 miesi膮ce 鈥 w og贸le nie wiedzia艂a. Do ubikacji mog艂em wychodzi膰 tylko w nocy.

We wrze艣niu 1943 roku zobaczy艂a mnie w艂a艣cicielka i musia艂em odej艣膰. Prze颅nios艂em si臋 z ojcem do pani Tosi na ul. Kr贸lewsk膮. Ta domy艣la艂a si臋, 偶e jes颅te艣my 呕ydami, ale nie by艂a tego pewna. Kiedy艣 powiedzia艂a: ,,Jak si臋 oka偶e, 偶e jeste艣cie 呕ydami, to w nocy siekier膮 zetn臋 wam g艂owy i zanios臋 na gesta颅po”. Musieli艣my ucieka膰.

Ojciec wynaj膮艂 pok贸j u pana Sankowskiego na Krzywym Kole 14, ja zn贸w wr贸ci艂em do pana Karnego. Pobyt u niego ograniczony by艂 jedynie do noclegu, a ca艂e dnie kr膮偶y艂em bez celu po Warszawie. By艂o to bardzo niebez颅pieczne ze wzgl臋du na kontrole, 艂apanki i szmalcownik贸w.

Kt贸rego艣 dnia jecha艂y jeden za drugim dwa tramwaje. Wsiad艂em do pierwszego. By艂 to szcz臋艣liwy traf, bo drugi tramwaj zosta艂 zatrzymany przez oddzia艂 SS i wszyscy pasa偶erowie zostali zaaresztowani.

Wreszcie, na skutek nalega艅 ojca, pan Fajkus zgodzi艂 si臋, abym nocowa艂 u niego w Podkowie Le艣nej. Musia艂em jednak o 6.30 wyje偶d偶a膰 kolejk膮 do Warszawy. Wysiada艂em przy ul. Nowogrodzkiej. W pobli偶u mie艣ci艂a si臋 przychodnia lekarska, w kt贸rej kiedy艣 leczy艂em zapalenie spoj贸wek. Prze颅puszcza艂em w kolejce wszystkich pacjent贸w, co pozwala艂o mi przez kilka godzin siedzie膰 w ciep艂ej poczekalni.
Najwi臋cej czasu sp臋dza艂em w tramwa颅jach, je偶d偶膮c od rana do zmroku.

W grudniu 1944 roku ojciec znalaz艂 mi kryj贸wk臋 na Nowym 艢wiecie, u pana Brudzi艅skiego, kt贸ry by艂 fotografem. By艂 to bardzo przyzwoity cz艂o颅wiek. Ojciec p艂aci艂 mu 50 z艂 dziennie. By艂a to po艂owa tego, co si臋 w贸wczas p艂aci艂o.

Kiedy艣 przy艂apa艂a mnie jego gospodyni, kt贸ra mia艂a klucz do jego jedynego pokoju. Powiedzia艂em o tym p. Brudzi艅skiemu, bardzo si臋 zmar颅twi艂: ,,Ona jest niebezpieczna, ma d艂ugi j臋zyk”. Jednak nast臋pnego dnia gos颅podyni dosta艂a wylewu krwi do m贸zgu, zabrali j膮 do szpitala i tam umar艂a.

Od stycznia 1944 do wybuchu Powstania mieszka艂em razem z ojcem u pana Sankowskiego na Krzywym Kole. On z 偶on膮 nie wiedzieli, 偶e jeste艣my 呕ydami. Rano wychodzili艣my z domu: ja 鈥 niby do szko艂y, ojciec 鈥 niby do pracy.

W ko艅cu lipca wida膰 by艂o, 偶e Niemcy wycofuj膮 si臋 pod naporem Rosjan. Nam sprawia艂o to wielk膮 rado艣膰. Znajomy ojca, pan Hilczy艅ski, da艂 mu klucz od mieszkania przy ul. Wsp贸lnej 18, gdzie aresztowano moj膮 matk臋: ,,syn mo偶e tam spa膰”. Tam zasta艂o mnie Powstanie.

Do pe艂ni obrazu musz臋 doda膰, 偶e ojciec by艂 kilkakrotnie szanta偶owany przez szmalcownik贸w. W lecie 1943 roku, kiedy by艂em u pana Wajsmana, Mietek z Kolejowej sprowadzi艂 szmal颅cownik贸w z esesmanem. Ten chcia艂 ojca zastrzeli膰, ale ojciec obieca艂 mu fut颅ro za 偶ycie.

Poprowadzi艂 go do domu na Krakowskim Przedmie艣ciu z klatk膮
schodow膮, o kt贸rej wiedzia艂, 偶e ma tylne wyj艣cie. Ojciec, kt贸ry w m艂odo艣ci uprawia艂 zapasy, zada艂 esesmanowi silny cios. Gdy ten upad艂, ojciec uciek艂 tylnym wyj艣ciem.

Innym razem na Star贸wce dw贸ch granatowych policjan颅t贸w zatrzyma艂o ojca. Dali si臋 艂atwo przekupi膰.

Od stycznia 1944 roku otrzymywali艣my 1500 z艂 miesi臋cznie od organizacji 鈥炁籩gota鈥. Pomoc ta niew膮tpliwie umo偶liwi艂a nam przetrwanie w ukryciu.

鈥炁籩gota” 鈥 kryptonim Rady Pomocy 呕ydom, konspiracyjnej organizacji nios膮cej pomoc ukrywaj膮cym si臋 oraz izolowanym w gettach i obozach.

Pierwszego sierpnia 1944 roku od rana zacz臋艂a si臋 strzelanina na ulicach, wybuch艂o Powstanie. Pocz膮tkowo nie wiedzia艂em, czy to Rosjanie weszli do Warszawy i na ulicach tocz膮 si臋 walki, czy te偶 Niemcy strzelaj膮 do cywil贸w. Wyszed艂em z domu. Na ulicach budowano barykady, al. Jerozolimskimi je颅cha艂y niemieckie czo艂gi. Policja otoczy艂a domy przy ul. Wsp贸lnej i 艣w. Bar颅 bary. Wysiedlano i mordowano mieszka艅c贸w.

Natychmiast postanowi艂em zg艂osi膰 si臋 do AK na ochotnika i wzi膮膰 udzia艂 w walce z Niemcami, zem艣ci膰 si臋 za lata cierpie艅, za 艣mier膰 najbli偶szych. Jednak nie by艂o wcale 艂atwo czternastoletniemu ch艂opcu zosta膰 偶o艂nierzem.

Pom贸g艂 mi w tym pan Kazi颅mierz Mojsiejuk 鈥 dzia艂acz konspiracji. Przyj臋to mnie do AK, do plutonu 艁膮czno艣膰 59, nadaj膮c pseudonim Ry艣. Dow贸dc膮 by艂 ppor. Roman Grodzki (Roman), a jego zast臋pc膮 ppor. Alfred Kazanowski (Teodor).

Pocz膮tkowo pluton stacjonowa艂 na terenie Zak艂ad贸w Mleczarsko-Jajczarskich przy ul. Ho偶ej. Nast臋pnie przeniesiono nas na ul. Widok i powierzono 艂膮czno艣膰 mi臋颅dzy sztabem AK i r贸偶nymi oddzia艂ami powsta艅czymi.

Oko艂o 1O wrze艣nia dru偶yn臋 Teodora, do kt贸rej nale偶a艂em, z rozkazu p艂k. Montera odkomende颅rowano do os艂ony sztabu gen. Bora, do tzw. ma艂ej PAST-y przy ul. Pi臋knej.

Do dzi艣 pami臋tam pierwszy strza艂 w moim kierunku. Kula przesz艂a tu偶 obok mojej nogi. Strzela艂 jeden z 鈥瀏o艂臋biarzy” 鈥 niemieckich snajper贸w, ukrytych na strychach dom贸w w dzielnicach opanowanych przez powsta艅颅c贸w.

Moja dru偶yna ochrania艂a Sztab G艂贸wny AK oraz walcz膮cych przy ul. Brackiej i w AL Jerozolimskich. Niemcy zajmowali w贸wczas Dworzec G艂贸wny (ul. Towarowa) oraz Bank Gospodarstwa Krajowego (skrzy偶owanie Al. Jerozolimskich i Nowego 艢wiatu). Jako 艂膮cznik przebywa艂em cz臋sto na pozycjach bojowych.

W tym czasie ojciec znajdowa艂 si臋 na Pozna艅skiej 7. Cz臋sto dostawa艂em przepustk臋 i mog艂em go noc膮 odwiedza膰. Zawsze nosi艂em ze sob膮 granat. Czu艂em si臋 bezpieczniej. Kt贸rej艣 nocy zosta艂em zatrzymany przez patrol 偶andarmerii powsta艅czej i musia艂em d艂ugo si臋 t艂umaczy膰, co robi臋 noc膮 na ulicy z granatem w kieszeni.

Po upadku Starego Miasta Niemcy zaatakowali Powi艣le, kt贸re wkr贸tce pad艂o, a za艂oga wycofa艂a si臋 do 艢r贸dmie艣cia. Wtedy od strony Powi艣la w kie颅runku Nowego 艢wiatu nadesz艂y oddzia艂y SS Dirlewanger pod dow贸dztwem SS-Oberfiihrera Oskara Dirlewangera. By艂y to oddzia艂y sk艂adaj膮ce si臋 z kryminalist贸w.

Atak by艂 prowadzony przy silnym wsparciu lotnictwa. Zna颅laz艂em si臋 w grupie 23 powsta艅c贸w odkomenderowanych do odparcia ataku. Jako najm艂odszemu w oddziale polecono mi pe艂nienie funkcji sanitariusza razem z dwiema sanitariuszkami.

Przechodz膮c ty艂ami Nowego 艢wiatu, w re颅jonie ul. G贸rskiego natkn臋li艣my si臋 na podw贸rko pe艂ne zabitych ludzi. By艂y to przewa偶nie kobiety, kt贸rych twarze by艂y zakryte gazetami.

Jedna z towa颅rzysz膮cych mi sanitariuszek nie wytrzyma艂a psychicznie tego widoku i za颅cz臋艂a przera藕liwie szlocha膰. Kiedy troch臋 j膮 uspokoili艣my, us艂yszeli艣my krzyki z pomieszczenia przylegaj膮cego do podw贸rka. Weszli艣my i znale藕li艣颅my si臋 w sali kina, kt贸re p艂on臋艂o. Na pod艂odze le偶a艂 ranny w brzuch cywil. Musia艂 straszliwie cierpie膰, bo gdy go wynosili艣my, wci膮偶 krzycza艂 i wszyst颅kich przeklina艂, obwinia艂 nawet nas za rany i za Powstanie.

Przenie艣li艣my rannego do pobliskiego gimnazjum im. G贸rskiego, w kt贸rego holu le偶a艂y cia艂a dziewcz膮t, zabitych przez Niemc贸w.

Od 7 wrze艣nia stacjonowa艂em przy ul. G贸rskiego. Nie by艂o dok艂adnie聽wiadomo, gdzie znajduj膮 si臋 niemieckie pozycje. Kt贸rego艣 dnia zauwa偶yli艣颅my dw贸ch powsta艅c贸w uciekaj膮cych przez ogr贸d s膮siaduj膮cy z ul. Wareck膮. Niemcy zd膮偶yli ustawi膰 karabin maszynowy i otworzyli do nich ogie艅. Jed颅nego zabili, drugiego, rannego, wzi臋li do niewoli.

Wtedy por. Giewont (Jerzy Stawski) 鈥 zast臋pca dow贸dcy plutonu, wyda艂 rozkaz zdobycia karabinu ma颅 szynowego. Podczas pr贸by ataku natrafili艣my na silny ogie艅. W pewnej chwili por. Giewont zosta艂 ranny w g艂ow臋. Zdaj膮c sobie spraw臋 z du偶ej prze颅 wagi Niemc贸w, rozkaza艂 wycofa膰 si臋, a jego pozostawi膰 na miejscu.

Rozka颅zu jednak nie wykonano i uda艂o si臋 przenie艣膰 dow贸dc臋 przez dziur臋 w murze poza zasi臋g niemieckiej broni. Przedostali艣my si臋 p贸藕niej do gmachu gim颅nazjum G贸rskiego.

Wart臋 pe艂ni艂em cz臋sto wraz z dwudziestodwuletnim strzelcem Ga艂gankiem (Stefan J臋drzejczak). Mia艂 on z艂e przeczucia i wci膮偶 powtarza艂, 偶e zgi颅nie. I rzeczywi艣cie, kt贸rego艣 dnia podczas warty na strychu trafi艂a go kula snajpera z brygady Dirlewanger.

Zdarza艂y si臋 te偶 sytuacje komiczne. Kiedy艣 dostali艣my po pude艂ku sar颅dynek. Przygotowali艣my sobie kanapki i zabierali艣my si臋 do jedzenia, kiedy nad naszymi pozycjami zanurkowa艂 sztukas i zrzuci艂 bomb臋.

Poniewa偶 wybuch nast臋powa艂 dopiero po kilku sekundach, pomy艣la艂em, 偶e to ju偶 ko颅niec i szkoda, 偶eby si臋 sardynki zmarnowa艂y. Szybko je prze艂kn膮艂em. Na szcz臋艣cie nikomu nic si臋 nie sta艂o, ale powiew powietrza by艂 tak silny, 偶e wszystkim sardynki pospada艂y na ziemi臋 i musieli zadowoli膰 si臋 suchym chlebem. Bomba utworzy艂a w odleg艂o艣ci kilku metr贸w od naszej siedziby poka藕nych rozmiar贸w lej.

Do najbardziej niebezpiecznych moich misji nale偶a艂o dostarczenie meldunk贸w na Poczt臋 G艂贸wn膮. Trzeba by艂o przedosta膰 si臋 przez miejsca odleg艂e o kilkana艣cie metr贸w od pozycji niemieckich.

Jeden z moich koleg贸w, Zbyszek 鈥 mimo 偶e sam lekko ranny鈥搒trzeli艂 do zbli偶aj膮cego si臋 Niemca, rani艂 go w kolano i wzi膮艂 do niewoli. Od tego Niemca, podczas przes艂uchania, dowiedzieli艣my si臋 o wprowadzonych do walki 鈥瀏oliatach”.

Z gazet powsta艅czych dowiedzieli艣my si臋, 偶e alianci uznali powsta艅c贸w za 偶o艂nierzy, kt贸rzy podlegaj膮 konwencji genewskiej, zabraniaj膮cej zabijania je艅c贸w. Byli艣my bardzo sceptyczni, czy Niemcy zastosuj膮 si臋 do tych zasad.

Niemcy zacz臋li bombardowa膰 z powietrza nasze pozycje, wskutek czego zasypani zostali powsta艅cy, znajduj膮cy si臋 w schro颅nach w tunelu linii kolejowej, przebiegaj膮cej wzd艂u偶 Al. Jerozolimskich. Cz臋艣膰 z nich zgin臋艂a.

Dostali艣my rozkaz dotarcia do miejsc, w kt贸rych znaj颅dowali si臋 zasypani. W tym celu trzeba by艂o przedosta膰 si臋 przez teren znajduj膮cy si臋 pod ostrza艂em Niemc贸w z BGK. Nie zwa偶aj膮c na to, pr贸bo颅wano dotrze膰 do zasypanych, by udzieli膰 im pomocy.

Kilka pr贸b, w tym wyprawa ppor. Antoniego Bieniaszewskiego (Antka), nie uda艂o si臋. Niemcy strzelali do przeprawiaj膮cych si臋 powsta艅c贸w. Zg艂osi艂em si臋 na ochotnika. Zna艂em dobrze teren i wiedzia艂em, sk膮d Niemcy strzelaj膮. Dotar艂em na miej颅sce bez zwr贸cenia ich uwagi.

Zbli偶aj膮c si臋 do ruin, us艂ysza艂em krzyki: 鈥濶a pomoc, jeste艣my zasypani!鈥 Uda艂o mi si臋 nawi膮za膰 kontakt g艂osowy z zasy颅panymi powsta艅cami i zawiadomi膰, 偶e wiemy o ich losie, ale 偶e pomoc w ci膮gu dnia nie jest mo偶liwa. Stara艂em si臋 doda膰 im otuchy, m贸wi膮c, 偶e pomoc na pewno nadejdzie, gdy zapadnie ciemno艣膰.

Tak te偶 si臋 sta艂o i tych, kt贸rzy wytrzymali, uratowano. Po powrocie, wraz z jednym z koleg贸w, za颅 opatrzeni w butelki z benzyn膮, wyruszyli艣my w stron臋 Al. Jerozolimskich. Ulic膮 jecha艂 czo艂g.

Moje marzenie o zem艣cie nad oprawcami i zdobyciu, przy okazji, orderu za m臋stwo wydawa艂o si臋 bliskie. Po kolejnym strzale czo艂g zawr贸ci艂 w kierunku pozycji niemieckich. Musieli艣my zrezygnowa膰 z dal颅szej akcji.

Tego samego dnia przypad艂o mi jeszcze zadanie dostarczenia wiadra z zup膮 pomidorow膮 do powsta艅c贸w, odci臋tych od zaopatrzenia. Przechodz膮c przez stert臋 cegie艂, nagle znalaz艂em si臋 pod ostrza艂em z BGK. Zje颅cha艂em na ty艂ku w d贸艂, a po艂owa zupy znalaz艂a si臋 na moim mundurze. P贸藕颅niej siedzia艂em w leju po bombie w he艂mie stra偶ackim na g艂owie i po ka偶dym strzale krzycza艂em do naszych: ,,Jeszcze 偶yj臋!”

Dziewi膮tego wrze艣nia wieczorem sta艂em na posterunku w odleg艂o艣ci oko艂o 100 m od Niemc贸w w BGK. Widzia艂em w odleg艂o艣ci 150-200 m odemnie reflektor, kt贸ry wyszukiwa艂 pozycje powsta艅c贸w. Stara艂em si臋 zaj膮膰 pozycj臋 naprzeciwko i strzeli艂em w kierunku reflektora, kt贸ry zgas艂.

W mojej pami臋ci z tego okresu pozosta艂 przera偶aj膮cy widok ulic warszawskich ze szcz膮tkami ludzkimi, rannymi i p艂acz膮cymi lud藕mi.

Pami臋tam ostrza艂 artyleryjski, podczas kt贸rego schroni艂em si臋 na pierwsze pi臋tro naj颅bli偶szego domu. Pocisk cz臋艣ciowo zburzy艂 klatk臋 schodow膮. Wychodz膮, omal nie po艣lizgn膮艂em si臋 na le偶膮cych na schodach zw艂okach.

Innym razem, id膮c na spotkanie z ojcem, natkn膮艂em si臋 na podw贸rze zas艂ane trupami kobiet i m臋偶czyzn. Jaka艣 lito艣ciwa r臋ka przykry艂a ich g艂owy gazetami. By艂em pe艂en obaw, czy w艣r贸d zabitych nie znajduje si臋 te偶 ojciec. Na szcz臋艣cie obawy by艂y p艂onne. Ojciec ukry艂 si臋 w piwnicy i dzi臋ki temu prze偶y艂.

Dwa dni p贸藕niej zachorowa艂em i wybra艂em si臋 do funkcjonuj膮cej jesz颅cze apteki przy ul. Ho偶ej. W czasie czekania w d艂ugiej kolejce us艂yszeli艣my warkot nurkuj膮cego sztukasa. Ludzie z krzykiem zacz臋li t艂oczy膰 si臋 do drzwi. Po chwili rozleg艂 si臋 silny wstrz膮s, zacz臋艂y pada膰 belki z sufitu, rani膮c wielu ludzi.

Jedna ze spadaj膮cych belek uderzy艂a mnie w kr臋gos艂up. Do dzi艣 odczuwam b贸le, prawdopodobnie z tego powodu. Okaza艂o si臋, 偶e bomba spad艂a na s膮siedni dom, zabijaj膮c oko艂o 50 os贸b.

Ostatnia misja, w kt贸rej bra艂em udzia艂, to ukrycie dokument贸w Komendy G艂贸wnej AK. Zakopano je w piwnicy na terenie PAST-y przy ul. Piu颅sa XI. W oddzielnym pojemniku schowano dokumenty mojego plutonu ,,艁膮czno艣膰 59″. Dokumenty te prawdopodobnie nadal si臋 tam znajduj膮. W miejscu tym jest obecnie parking.

Pi膮tego pa藕dziernika 1944, w dniu kapitulacji, razem z moim plutonem znajdowa艂em si臋 przy ul. Marsza艂kowskiej. Wraz z ojcem, kt贸ry si臋 w mi臋颅dzyczasie ze mn膮 po艂膮czy艂, byli艣my przera偶eni perspektyw膮 dostania si臋 w 艂apy Niemc贸w.

Mog艂em opu艣ci膰 Warszaw臋 z ludno艣ci膮 cywiln膮, ale nie chcia艂em opuszcza膰 moich towarzyszy broni. Na moj膮 decyzj臋 wp艂yn膮艂 te偶 fakt, 偶e powsta艅cy znajdowali si臋 pod nadzorem Wehrmachtu, a cywile 鈥 gestapo.

Poszed艂em wi臋c do niewoli jako 偶o艂nierz oddzia艂u 鈥炁伳卌zno艣膰 59″, dowodzonego w贸wczas przez por. Stanis艂awa Jankowskiego 鈥 Agatona. By艂 ze mn膮 ojciec, do czego mia艂 prawo na mocy rozkazu, pozwalaj膮cego cz艂onkom rodzin na przy艂膮czenie si臋 do je艅c贸w. Mia艂o to na celu ratowanie najb颅li偶szych z r膮k gestapo.

Po偶egnanie z Warszaw膮 odby艂o si臋 na Koszykowej, gdzie od艣piewali艣my hymn pa艅stwowy. Wielu p艂aka艂o. Nast臋pnie 8 kompa颅nia pod dow贸dztwem gen. Bora przesz艂a w szyku ul. Koszykow膮 i pod Poli颅technik膮 z艂o偶y艂a bro艅. Oficerowie mieli prawo zachowa膰 bro艅 bia艂膮, co by艂o dowodem uznania Niemc贸w dla m臋stwa powsta艅c贸w. Wobec tego, 偶e nie wolno by艂o nosi膰 zdobycznych mundur贸w niemieckich, wi臋kszo艣膰 powsta艅颅c贸w by艂a w ubraniach cywilnych.

M贸j oddzia艂, pod nadzorem 偶o艂nierzy z Wehrmachtu, skierowano do O偶arowa. Na trasie naszego marszu przez Warszaw臋 i za rogatkami groma颅dzili si臋 ludzie i bili nam brawa. Niemiecka eskorta nie reagowa艂a.

Pierwsz膮 noc niewoli sp臋dzili艣my w hali fabryki kabli. Podczas marszu mieli艣my z ojcem okazj臋 do ucieczki, ale nie bardzo mieli艣my dok膮d ucieka膰. My艣le颅li艣my o schronieniu si臋 w Podkowie Le艣nej u pana Fajkusa, ale by艂o to zbyt daleko.

Ju偶 po wojnie dowiedzieli艣my si臋, 偶e w tym czasie stacjonowali u niego w domu oficerowie niemieccy, a wi臋c mogli艣my wpa艣膰 w pu艂apk臋.

Nast臋pnego dnia podjecha艂 poci膮g towarowy i zap臋dzono nas do wago颅n贸w kolejowych, po ponad 50 os贸b w ka偶dym. By艂o koszmarnie duszno i ciasno. Potrzeby fizjologiczne za艂atwiano przez dziur臋 w pod艂odze. M臋czy颅 艂o pragnienie. Mimo pr贸艣b nie dawano nam wody.

Po kilkudziesi臋ciu godzinach podr贸偶y dojechali艣my do miejscowo艣ci Lamsdorf (艁ambinowice) ko艂o Opola. Po pokonaniu biegiem oko艂o 8 km, poganiani przez Niemc贸w, znale藕li艣my si臋 w obozie dla je艅c贸w wojennych: stalag 344. Podczas tego biegu byli艣my 艣wiadkami zderzenia si臋 w powietrzu dw贸ch niemieckich samolot贸w. Poprawi艂o to nam znakomicie samopoczu颅cie. W obozie wydzielono grup臋 w wieku do 18 lat. Zosta艂em zn贸w roz艂膮颅czony z ojcem, chocia偶 mogli艣my si臋 widywa膰.

W Lamsdorf, w wieku 14 lat, zosta艂em zarejestrowany pod numerem obozowym 103226, jako jeniec z Powstania Warszawskiego o nazwisku Ryszard Rudzi艅ski, ur. 18 grudnia 1930 roku w Ko艂omyi, Polak, syn J贸zefa i Zi贸艂kowskiej, w zgodzie z posiadanymi przeze mnie fa艂szywymi dokumen颅tami. Z zachowanych w Lamsdorf rejestr贸w wynika, 偶e nale偶a艂em do naj颅m艂odszych je艅c贸w tego obozu.

呕ycie w obozie by艂o nadzwyczaj trudne. Pa颅nowa艂 g艂贸d, nieludzkie warunki sanitarne, zimno (by艂a ju偶 jesie艅), wielogo颅dzinne apele. Wsp贸艂towarzysze odnosili si臋 do mnie dobrze. By艂em lubiany, bo dzi臋ki dobrej pami臋ci pami臋ta艂em i recytowa艂em wiersze, nie zawsze cenzuralne, kt贸re bardzo si臋 wszystkim podoba艂y.

Dziewi臋tnastego listopada ojca wywieziono do obozu w 呕aganiu. Przed wyjazdem zd膮偶y艂 jeszcze przekaza膰 mi pude艂ko sardynek, nie wiadomo jak zdobyte. Mnie nast臋pnego dnia wywieziono do stalagu IV B w Milhlberg w Saksonii.

Jechali艣my kilka dni, w lepszych ni偶 poprzednio warunkach. W wagonach by艂o mniej ludzi, poci膮g zatrzymywa艂 si臋 kilka razy i podawa颅no nam wod臋.

Po kilku dniach odtransportowano mnie, wraz z pi臋膰dziesi臋cioosobow膮 grup膮, do fabryki szk艂a w Brockwitz ko艂o Meissen, 18 km od Drezna. Praco颅wa艂em tam w fabryce produkuj膮cej miny ze szk艂a, nie wykrywalne przez son颅dy. W tej samej fabryce montowano samoloty my艣liwskie Messerschmitt Bf 109 F, ci膮gniki g膮sienicowe, dzia艂a.

W Brockwitz zamieniono nam status je艅c贸w wojennych na status robot颅 nik贸w cywilnych i przekazano w艂adzom cywilnym. Nasze racje 偶ywno艣cio颅we by艂y bardzo sk膮pe. Rano dostawali艣my trzy kromki chleba, 2 dag pasztetu lub kie艂basy, 艂y偶k臋 marmolady oraz kubek kawy zbo偶owej. Na obiad dosta颅wali艣my misk臋 zupy. By艂y to racje g艂odowe.

Dostali艣my dwukrotnie paczki 偶ywno艣ciowe z Czerwonego Krzy偶a. Z Czerwonego Krzy偶a dostali艣my te偶 ameryka艅skie p艂aszcze wojskowe.

Mimo g艂odu i wyczerpania zmuszano nas do ci臋偶kiej pracy. Sortowali艣my rozbite szk艂o, 艂adowali艣my i wy艂adowywa颅li艣my wagony towarowe. Wobec ofensywy radzieckiej kopali艣my rowy i zapory przeciwczo艂gowe. Bardzo dokucza艂o zimno.

Pracowali艣my w od颅leg艂o艣ci oko艂o 1O km od obozu. Gdy po przybyciu do obozu okazywa艂o si臋, 偶e liczba 艂opat czy innych narz臋dzi nie zgadza si臋 鈥 zmuszano ca艂y oddzia艂 do powrotu po zapomniany sprz臋t.

Kiedy艣, przy kopaniu row贸w, zawali艂a si臋 na mnie 艣ciana i zasypany zosta艂em piaskiem po szyj臋. Niemiecki oficer nad颅 zoruj膮cy prac臋 nie kwapi艂 si臋 z pomoc膮, ale krzycza艂 i grozi艂. Na szcz臋艣cie sko艅czy艂o si臋 na krzyku.

W mojej pami臋ci pozosta艂 dzie艅, kiedy na pocz膮tku marca 1945 alianci bombardowali Drezno. Widzieli艣my 艂uny po偶ar贸w rozci膮gaj膮ce si臋 nad miastem.

Raz pos艂ano nas do prac polowych u miejscowego ch艂opa. Praca by艂a ci臋偶ka, a jedzenie wydzielano bardzo sk膮po. Gospodarz zamiast zupy da艂 nam wod臋 po gotowanej kie艂basie. Poskar偶yli艣my si臋 nadzoruj膮cemu podo颅ficerowi, kt贸ry zbeszta艂 nas za to, 偶e k艂amiemy, bo 鈥瀦a dobrze nam si臋 powo颅dzi, podczas gdy Niemcy cierpi膮”.

Nie wszyscy Niemcy byli do nas wrogo nastawieni. Przyk艂adem by艂a Niemka, kt贸ra widz膮c, jak 艂apczywie jemy zdo颅byt膮 gdzie艣 dyni臋, zacz臋艂a wykrzykiwa膰, 偶e skandalem jest g艂odzenie je艅颅c贸w. Chcia艂a nawet i艣膰 do magistratu, 偶eby z艂o偶y膰 skarg臋, ale stara艂em si臋 jej to wyperswadowa膰, wiedz膮c z do艣wiadczenia, 偶e mo偶e si臋 to 藕le sko艅czy膰 i dla niej, i dla nas.

G艂odowe racje starali艣my si臋 jako艣 uzupe艂ni膰. Du偶膮 po颅 moc膮 by艂y paczki z Czerwonego Krzy偶a. Za paczk臋 kawy mo偶na by艂o dosta膰 albo kartki na chleb, albo du偶o s艂oik贸w dyni w occie, kt贸ra by艂a jednym z nielicznych artyku艂贸w, znajduj膮cych si臋 w sprzeda偶y bez ogranicze艅. Nies颅tety, m贸j 偶o艂膮dek nie znosi艂 tego po偶ywienia w zbyt du偶ych dawkach.

Kiedy艣 z koleg膮 postanowili艣my noc膮 dosta膰 si臋 do stoj膮cego w polu kopca brukwi, mimo 偶e uprzedzano nas o gro偶膮cej karze 艣mierci za tego rodzaju eskapady. Zabrali艣my po 6 brukwi. Po jednej zjedli艣my na miejscu, a pozosta艂e prze颅rzucili艣my przez mur fabryczny. Po偶ytek mieli艣my tylko z tej zjedzonej, bo pozosta艂e, kt贸re ukryli艣my w latrynie, kto艣 ukrad艂.

W po艂owie kwietnia 1945 ruszy艂a ofensywa radziecka. Dwudziestego sz贸stego kwietnia rozpocz臋艂a si臋 piesza ewakuacja je艅c贸w. Pierwszego dnia przeszli艣my oko艂o 50 km w kierunku po艂udniowym, eskortowani przez dw贸ch kilkunastolatk贸w z Volkssturmu. Pod wiecz贸r o艣wiadczyli oni, 偶e wojna jest przegrana, Hitler kaputt, a oni maj膮 wszystkiego dosy膰 i wracaj膮 do domu. Pozostali艣my sami.

W nocy s艂yszeli艣my wybuchy 鈥 to Niemcy wy颅sadzali most na 艁abie. Przez dwie doby koczowali艣my w okolicy miasta Glashiitte. 呕ywili艣my si臋 kupionymi za marki kartoflami. Nasta艂 dzie艅 pierwszy maja. Wracaj膮c z koleg膮 z pola ob艂adowani kartoflami, napotka颅li艣my ch艂opa, kt贸ry powiedzia艂 nam, 偶e Hitler nie 偶yje.

W dobrych nast颅rojach poszli艣my w kierunku miasta, ale tam zatrzyma艂 nas jeden z cz艂on颅k贸w Volkssturmu i pod karabinem zaprowadzi艂 na posterunek 偶andarmerii. Oskar偶ono nas o kradzie偶 kartofli.Tak jakby nie by艂o tych lat grozy, napisano protok贸艂 i wymierzono kar臋 pieni臋偶n膮. Poniewa偶 nie mieli艣my 偶adnych pie颅ni臋dzy, odebrano nam kartofle i puszczono wolno.

Wkr贸tce dowiedzieli艣my si臋, 偶e Anglicy s膮 ju偶 w Hamburgu. By艂o jasne, mimo trwaj膮cych jeszcze walk, 偶e wojna jest sko艅czona. 脫smego maja prze颅偶yli艣my ci臋偶kie bombardowanie. Gdy przez miasto przechodzi艂a pancer颅na dywizja niemiecka, nadlecia艂y radzieckie samoloty, kt贸re zdziesi膮tkowa颅艂y Niemc贸w.

Przy okazji zbombardowa艂y r贸wnie偶 nasz膮 kolumn臋. W艣r贸d nas by艂o trzech zabitych i wielu rannych. W mojej pami臋ci utkwi艂 przera偶aj膮cy obraz krojenia zdech艂ego konia na kawa艂ki przez wyg艂odnia艂ych by艂ych je艅c贸w.

Dziewi膮tego maja przez tunel kolejowy wjecha艂 do miasta rosyjski oficer na motocyklu. Przejecha艂 si臋 ulicami, po czym zawr贸ci艂. Wkr贸tce pojawili si臋 liczni 偶o艂nierze na furmankach. Podbiegli艣my do nich, 艣ciskali ich i ca艂o颅wali. Tak wygl膮da艂o moje wyzwolenie.

Moja rado艣膰 by艂a zm膮cona tym, 偶e nie wiedzia艂em, co sta艂o si臋 z ojcem. Na domiar z艂ego skaleczy艂em sobie nog臋 na rozbitej szklance i musia艂em pozosta膰 w Glashiitte, mimo 偶e koledzy wyruszyli w drog臋 powrotn膮 do domu. Na szcz臋艣cie jeden z nich powr贸ci艂 z zarekwirowanym wozem konnym, na kt贸ry za艂adowa艂 mnie i jeszcze jednego, ci臋偶ko rannego powsta艅ca.

Dotar颅li艣my do zniszczonego Drezna. Tam w szpitalu wojskowym zostawili艣my rannego, a ja do艂膮czy艂em do kolumny.

Kilka s艂贸w o 呕ydach w Brockwitz. W艣r贸d 50 wi臋藕ni贸w by艂o, opr贸cz mnie, czterech powsta艅c贸w 呕yd贸w: Pawe艂 Borkowski (ps. Cwaniak);聽jego brat Zenon Borkowski (ps. Miki), kawaler Krzy偶a Walecznych. Ich prawdziwe nazwisko Hochman. Podczas okupacji sprzedawali gazety, po wojnie wyjechali do Izraela; ,,Pistolet” (prawdziwego nazwiska nie znam). Po wojnie pozosta艂 w strefie ameryka艅skiej, spotka艂 mego ojca, kt贸ry od niego dowiedzia艂 si臋, 偶e ja 偶yj臋;聽Eugeniusz Krawczyk (ps. 呕bik) by艂 niemow膮, nie wiem, co si臋 z nim sta艂o.

W naszej pi臋膰dziesi臋cioosobowej grupie nikt nie mia艂 wi臋cej ni偶 16 lat. Wszyscy wiedzieli, 偶e jeste艣my 呕ydami. Wi臋kszo艣膰 zachowa艂a si臋 przy颅zwoicie, ale niekt贸rzy 藕le si臋 zapisali w mojej pami臋ci.聽Grozili, 偶e p贸jd膮 na gestapo i nas wydadz膮. Bili mnie. Nie mog艂em si臋 broni膰, by艂em w du偶ej depresji po roz艂膮ce z ojcem. Traf chcia艂, 偶e dw贸ch najgorszych zgin臋艂o w czasie bombardowania.

W fabryce niekt贸rzy Niemcy wiedzieli o naszym pochodzeniu. Nasz膮 grup膮 opiekowa艂 si臋 polski kapral, kt贸ry zrobi艂 z siebie podchor膮偶ego. Nas nie broni艂. Nadz贸r nad nami sprawowa艂 cywilny Niemiec Franz Vycisk, kt贸ry m贸wi艂 po polsku. By艂 bardzo przyzwoitym cz艂owiekiem, zdaje si臋 鈥 komunist膮. Kilku je艅c贸w rosyjskich te偶 wyst臋powa艂o w naszej obronie.

Powr贸t do Polski trwa艂 d艂ugo. Do granicy szli艣my dziesi臋膰 dni. Ju偶 w Polsce uda艂o mi si臋 dotrze膰 przygodn膮 ci臋偶ar贸wk膮 do Kalisza, a stamt膮d poci膮giem do Warszawy. Dowiedzia艂em si臋, 偶e ojciec 偶yje, uwolniony przez Amerykan贸w.

W Komitecie 呕ydowskim w Warszawie powiedziano mi, 偶e w Hele颅n贸wku pod 艁odzi膮 jest dom, w kt贸rym znajduj膮 opiek臋 ocalone dzieci 偶ydowskie. Przyj臋to mnie tam bez trudno艣ci. Po wielu latach mog艂em wr贸ci膰 do swojej ukrywanej 偶ydowskiej to偶samo艣ci i do prawdziwego nazwiska Arnold. Z przyzwyczajenia przedstawia艂em si臋 swoim pseudonimem pow颅sta艅czym i wszyscy w Helen贸wku nazywali mnie Ry艣kiem. I tak ju偶 zosta艂o do dzisiaj.

W Helen贸wku mog艂em kontynuowa膰 przerwan膮 nauk臋. Przyj臋to mnie do I klasy gimnazjum im. St. Staszica w Zgierzu. Mimo wieloletniej przerwy szybko nadrobi艂em stracony czas. Nie ustawa艂em w poszukiwaniu kontaktu z ojcem.

Wreszcie otrzyma艂em wiadomo艣膰 za po艣rednictwem rodziny w Szwajcarii, 偶e znajduje si臋 on w Baden-Baden, stolicy francuskiej strefy okupacyjnej. Wyjecha艂em z Helen贸wka do Wa艂brzycha, a p贸藕niej dzi臋ki kontaktom z r贸偶nymi organizacjami 偶ydowskimi, kt贸re zajmowa艂y si臋 orga颅nizowaniem wyjazd贸w do Palestyny, uda艂o mi si臋 z Polski wyjecha膰. Przez K艂odzko, Nachod, Bratys艂aw臋, Wiede艅, Linz, Salzburg, Monachium dotar颅艂em do ojca.

Ojciec nadal mieszka艂 w Baden-Baden, ja za艣 pocz膮tkowo przebywa艂em w Brukseli w internacie dla dzieci 偶ydowskich, p贸藕niej w Chelles pod Pary颅偶em. Jesieni膮 1947 roku przyjecha艂em do Baden-Baden, gdzie uczy艂em si臋 we francuskim gimnazjum im. gen. de Gaulle’a.

W 1950 roku rozpocz膮艂em studia medyczne w Strasburgu i uko艅czy艂em je w 1956 roku. Na sta艂e osiad颅艂em w Troyes we Francji. Pracowa艂em w szpitalu i mia艂em prywatn膮 prakty颅k臋 lekarsk膮. W 1984 roku zosta艂em odznaczony przez Rad臋 Pa艅stwa Warszawskim Krzy偶em Powsta艅czym. Od 1995 roku jestem na emeryturze i pro颅wadz臋 dzia艂alno艣膰 charytatywn膮. Ojciec zmar艂 w listopadzie 1996 roku.

Na podstawie relacji Henryka Arnolda opracowa艂a Anna Cybulska-Piotrowska.

do g贸ry

Strona 鈥瀂apis pami臋ci鈥
Stowarzyszenia
鈥濪zieci Holocaustu鈥
w Polsce.

Zrealizowano
dzi臋ki wsparciu Fundacji
im. R贸偶y Luksemburg
Przedstawicielstwo
w Polsce

ul. Twarda 6
00-105 Warszawa
tel./fax +48 22 620 82 45
dzieciholocaustu.org.pl
chsurv@jewish.org.pl

Koncepcja i rozwi膮zania
graficzne 鈥 Jacek Ga艂膮zka 漏
ex-press.com.pl

Realizacja
Joanna Sobolewska-Pyz,
Anna Ko艂aci艅ska-Ga艂膮zka,
Jacek Ga艂膮zka

Web developer
Marcin Bober
PROJEKTY POWI膭ZANE

Wystawa w drodze
鈥濵oi 偶ydowscy rodzice,
moi polscy rodzice鈥 moirodzice.org.pl

Wystawa sta艂a
鈥濵oi 偶ydowscy rodzice,
moi polscy rodzice鈥
w Muzeum Treblinka
muzeumtreblinka.eu
Strona 鈥瀂apis pami臋ci鈥
Stowarzyszenia
鈥濪zieci Holocaustu鈥
w Polsce.

Zrealizowano
dzi臋ki wsparciu Fundacji
im. R贸偶y Luksemburg
Przedstawicielstwo
w Polsce
Koncepcja i rozwi膮zania
graficzne 鈥 Jacek Ga艂膮zka 漏
ex-press.com.pl

Realizacja
Joanna Sobolewska-Pyz,
Anna Ko艂aci艅ska-Ga艂膮zka,
Jacek Ga艂膮zka

Web developer
Marcin Bober
PROJEKTY POWI膭ZANE

Wystawa w drodze
鈥濵oi 偶ydowscy rodzice,
moi polscy rodzice鈥 moirodzice.org.pl

Wystawa sta艂a
鈥濵oi 偶ydowscy rodzice,
moi polscy rodzice鈥
w Muzeum Treblinka
muzeumtreblinka.eu