audio: 1

Krystyna Chudy, urodzona w 1931 r.

Strach towarzyszy艂 mi bez przerwy

Wspomnienie czyta Weronika Nockowska

Urodzi艂am si臋 i mieszka艂am przed wojn膮 w 艁odzi. M贸j ojciec Izaak Chudy by艂 adwokatem, matka Irena z domy Sztyller zajmowa艂a si臋 domem. Oboje zgin臋li w Treblince w pa藕dzierniku 1942 r.

Moje pierwsze wra偶enie wojenne to przeci膮g艂y ryk syren, kt贸ry wyrywa艂 mnie ze snu. Kazano mi ubiera膰 si臋 i schodzi膰 do schronu. By艂o to pierwsze bombardowanie i wybuch tak tragicznej w skutkach wojny. Jako o艣mioletnia w贸wczas dziewczynka nie rozumia艂am, czemu wszyscy doro艣li s膮 tacy zdenerwowani i przestraszeni.

Pierwsze bomby, od艂amki, brak 偶ywno艣ci i kolejki przed sklepami. Wreszcie wje偶d偶aj膮cy na motocyklach 偶o艂nierze niemieccy. Pierwsza niemiecka defilada na Piotrkowskiej i t艂umy ludzi witaj膮ce ich chor膮giewkami ze swastyk膮, i balkony ustrojone portretami Hitlera – to wszystko ogl膮dane oczyma dziecka budzi艂o wielkie zdumienie. Nic z tego nie rozumia艂am.

Dopiero widok cz艂owieka, kt贸rego bito i kopano tylko za to, 偶e b臋d膮c 呕ydem 艣mia艂 stan膮膰 w kolejce po chleb – przerazi艂 mnie i pozostanie na zawsze w pami臋ci jako pierwszy kontakt z przemoc膮 i terrorem okupacji. P贸藕niej przysz艂y opaski i gwiazdy, gdy 艁贸d藕 w艂膮czono do Rzeszy Niemieckiej. Szko艂臋, do kt贸rej chodzi艂am, zamkni臋to po dw贸ch miesi膮cach i g艂o艣no m贸wiono o stworzeniu dzielnicy 偶ydowskiej.

W nocy 11 grudnia 1939 r. przyszli Niemcy i brutalnie wyp臋dzili nas z domu, nie pozwalaj膮c niczego zabra膰. Zreszt膮 dozorca i jego rodzina w ci膮gu kilku minut wynie艣li wszystko, co da艂o si臋 unie艣膰. Niemcy im w tym nie przeszkadzali.

Prowadzono nas bardzo d艂ugo. Pada艂 g臋sty 艣nieg. Gdy ju偶 nie mog艂am zupe艂nie i艣膰, pozwolono mi na chwil臋 przysi膮艣膰 na schodkach jakiego艣 sklepu i dalej p臋dzono na punkt zborny przy ulicy 艁膮kowej. Stamt膮d ci臋偶ar贸wkami przewieziono nas do prowizorycznego obozu w Radogoszczy pod 艁odzi膮.

W czasie rewizji w obozie d艂ugo obmacywano mi w艂osy (mia艂am d艂ugie warkocze), jakby w nich mia艂yby by膰 jakie艣 skarby. Wreszcie rewiduj膮ca mnie Niemka namaca艂a w kieszon颅ce sp贸dnicy jakie艣 zawini膮tko i my艣l膮c, 偶e to brylanty, z triumfaln膮 min膮 je聽wyci膮gn臋艂a. Gdy okaza艂o si臋, 偶e to tylko cukierki, zdzieli艂a mnie w twarz, a cukierki ze z艂o艣ci膮 zdepta艂a z b艂otem.

Pami臋tam, jak膮 ulg膮 by艂o, gdy wreszcie, po d艂ugim marszu i wielu godzinach czekania, pozwolono mi po艂o偶y膰 si臋 na wi膮zce s艂omy i zasn膮膰. W Radogoszczy trzymano nas oko艂o dw贸ch dni, a potem przewieziono do 艁odzi na Dworzec Kaliski. Tam oddzielono m臋偶czyzn od kobiet i dzieci i gdzie艣 pop臋dzono. Gdy mama moja odwr贸ci艂a si臋, by zobaczy膰, gdzie zabrano jej m臋偶a i ojca, pilnuj膮cy nas Niemiec zdzieli艂 j膮 pa艂膮 przez plecy, a偶 si臋 biedna zatoczy艂a.

P贸藕niej za艂adowali nas do wagon贸w, w kt贸rych panowa艂 ogromny upa艂. Wie藕li nas oko艂o dwudziestu godzin. Na stacjach kobiety prosi艂y o troch臋 wody, bo by艂y z nami zupe艂nie male艅kie dzieci, ale nikomu nie pozwolono nam jej poda膰. Tak dowie藕li nas do Krakowa. Tu zakwaterowano nas w jakim艣 klasztorze. Okaza艂o si臋, 偶e naszych m臋偶czyzn nie rozstrzelano, a przywie颅ziono ca艂ych i zdrowych tym samym poci膮giem, tylko w towarowych wagonach. W Krakowie nas rozpuszczono.

Zima 1940 r. by艂a bardzo ci臋偶ka. Tata pracowa艂 za niewielkim
wynagrodzeniem przy roz艂adowywaniu wagon贸w z w臋glem. By艂o bardzo zimno i panowa艂 g艂贸d. Latem Niemcy postanowili ograniczy膰 ilo艣膰 mieszka艅c贸w 偶ydowskich, wi臋c przenie艣li艣my si臋 do Cz臋stochowy. W kwietniu 1941 r. utworzono tam getto.

Mieszkali艣my w sze艣膰 os贸b w ma艂ym pokoiku. By艂o bardzo ciasno. Wszyscy poza dziadkiem praco颅wali, a ja 鈥 gotowa艂am, pra艂am, cerowa艂am wiecznie te same podarte skarpetki. Pali艂am w tzw. ,鈥瀏nomie”. By艂 to ma艂y 偶elazny piecyk z fajerk膮 do gotowania, w艂膮czony do pieca kaflowego. Brakowa艂o chleba. Ca艂ymi miesi膮cami jedli艣my ohydn膮 rozgotowan膮 kasz臋 jaglan膮 i marmolad臋 z brukwi. Ale byli艣my wszyscy razem. I by艂 dom.

21 wrze艣nia 1942 r., tu偶 przed rozpocz臋ciem likwidacji getta, przysz艂a jaka艣 pani, Polka, i postanowi艂a wyprowadzi膰 mnie z getta. Nigdy nie dowiedzia艂am si臋 Jej nazwiska ani adresu. Od tej pory nikt nie wtajem颅nicza艂 mnie w takie sprawy, abym w razie wpadki nie mog艂a niczego zdradzi膰.

Gdy zacz臋艂o si臋 艣ciemnia膰, wysz艂y艣my z domu. Pilnuj膮cy wyj艣cia z getta znajomy 偶ydowski policjant odwr贸ci艂 si臋 plecami udaj膮c, 偶e mnie nie widzi. Do zapadni臋cia zupe艂nych ciemno艣ci przesiedzia艂y艣my na stacji kolejowej, a p贸藕niej ruszy艂y艣my dalej. Sz艂y艣my kilka godzin jak膮艣 szos膮, za miasto, ze strachem patrz膮c na mijaj膮ce nas samochody, czy aby nikt nie zwr贸ci艂 uwagi na ma艂膮 dziewczynk臋 z czarnymi warkoczami.

Od tej pory strach towarzyszy艂 mi bez przerwy. Czasami by艂 tak silny, 偶e parali偶owa艂 wszystkie nerwy, i nie by艂am zdolna nawet normalnie oddycha膰.

Wreszcie dosz艂y艣my do celu. Wprowadzono mnie do jakiego艣 ogrodu i kazano czeka膰. Owa pani wesz艂a do pobliskiego domku powiadomi膰 m臋偶a o tym, kogo przyprowadzi艂a i co dalej ze mn膮 zrobi膰. Podobno m贸j wujek, lekarz pediatra, uratowa艂 kiedy艣 偶ycie ich ci臋偶ko choremu dziecku.

Czeka艂am bardzo d艂ugo. By艂a ciemna, ciep艂a, wrze艣颅niowa noc. Niebo by艂o usiane gwiazdami. Ogr贸d pachnia艂 jesieni膮 i kwiatami. W oddali ujada艂 jaki艣 pies. W getcie nigdy tak nie pachnia艂o i nie by艂o kwiat贸w.

By艂a to jednak najd艂u偶sza i najgorsza noc w moim 偶yciu. By艂am sama, samiute艅ka, zagubiona w tej czarnej bezkresnej nocy. Wtedy zrozumia艂am, 偶e wszystko si臋 sko艅czy艂o. 呕e ca艂y m贸j dotych颅czasowy 艣wiat zawali艂 si臋 bezpowrotnie. I cokolwiek si臋 stanie, ju偶 zawsze b臋d臋 taka zupe艂nie sama.

Wreszcie otworzy艂y si臋 drzwi, i wpuszczono mnie do domku, kt贸rego tylko po艂owa by艂a mieszkalna, a reszta by艂a w suro颅wym stanie, bez okien i pod艂贸g. Zawalona narz臋dziami i materia艂ami budowlanymi wielokrotnie s艂u偶y艂a mi za schronienie, gdy kto艣 obcy zjawia艂 si臋 w domu. Czasami, gdy jaka艣 w艣cibska s膮siadka niespodziewanie przychodzi艂a, za艣cie艂ano mnie pod pierzyn膮 w 艂贸偶ku. Nie by艂o czym oddycha膰, i nie mog艂am si臋 poruszy膰, dop贸ki owa s膮siadka si臋 nie wynios艂a.

P贸藕niej, gdy Niemcy coraz cz臋艣ciej pojawiali si臋 w okolicy, wykopano dla mnie w piwnicy niewyko艅czonego domu ma艂y loszek. Niewielki otw贸r by艂 zamykany dwiema ceg艂ami, i ledwo mog艂am si臋 wczo艂ga膰 przez niego. W 艣rodku by艂o te偶 niewiele miejsca i bardzo nisko. Mog艂am tylko troch臋 unie艣膰 si臋 na r臋kach. Sp臋dza艂am w nim wiele dni i tylko noc膮 wypuszczano mnie do mieszkania.

Kiedy艣 niespodziewanie wpadli Niemcy i nie by艂o czasu, aby wcisn膮膰 si臋 do lochu. Wsun臋艂am si臋 pod stert臋 kartofli. S艂ysza艂am krzyki Niemc贸w. K艂uli oni bagnetami w owe kartofle, pod kt贸rymi le偶a艂am. Ba艂am si臋 panicznie, 偶e jak na mnie natrafi膮, to krzykn臋 i si臋 zdradz臋. Na szcz臋艣cie uda艂o mi si臋. Nikt nie natrafi艂 na mnie i nie domy艣li艂 si臋, co si臋 kryje pod tymi kartoflami.

P贸藕niej ju偶 ci膮gle siedzia艂am w swoim lochu, i chocia偶 trudno by艂o mi zmienia膰 pozycj臋, i mog艂am tylko troch臋 unie艣膰 si臋 na r臋kach, i podkurczy膰 nogi – czu艂am si臋 w nim nieco bardziej bezpieczna.

Wielokrotnie prosi艂am swoich gospodarzy, aby odprowadzili mnie do lasu do partyzant贸w. Wiedzia艂am, 偶e kryj膮 si臋 oni w lasach ko艂o Cz臋stochowy. Naprawd臋 nie chcia艂am, aby ci ludzie nara偶ali siebie i swoje dzieci przeze mnie. Wreszcie efekt by艂 taki, 偶e przyjecha艂a po mnie, jak si臋 p贸藕niej okaza艂o, moja w艂a艣ciwa opiekunka, wsadzi艂a do doro偶ki ze spuszczon膮 bud膮 i zawioz艂a do swojego domu.

By艂a ju偶 wiosna 1943 r., ale ci膮gle by艂o bardzo niebezpiecznie.
Lokowano mnie u r贸偶nych ludzi, abym zbyt d艂ugo nie zatrzymywa艂a si臋 w jednym miejscu.

Przez pewien czas przebywa艂am u jakiej艣 pani w ma艂ym mieszkanku na poddaszu. Wzd艂u偶 d艂ugiego korytarza by艂o wiele drzwi do poszczeg贸lnych mieszka艅 i na strychy. Pewnego dnia na podw贸rze wpadli Niemcy. W艂a艣cicielka mieszkania uciek艂a po prostu z domu zamykaj膮c mnie w 艣rodku. Siedzia艂am cichutko jak mysz pod miot艂膮, nas艂uchuj膮c zbli偶aj膮cego si臋 tupotu podkutych, 偶o艂dackich bucior贸w i walenia w poszczeg贸lne drzwi. I o dziwo! Niemcy sprawdzili wiele mieszka艅 i gdy ju偶 byli blisko moich drzwi, nagle zrezygnowali my艣l膮c, 偶e to ju偶 tylko puste strychy. Krzyki ich oddali艂y si臋, 鈥,Uf!” Odetchn臋艂am z ulg膮! Przedtem chyba w og贸le nie oddycha艂am.

Wkr贸tce po tym incydencie moja opiekunka postanowi艂a wyjecha膰 ze mn膮 z Cz臋stochowy. Dobrowolnie zg艂osi艂a si臋 na roboty do Niemiec, a gdy mia艂a ju偶 potrzebne dokumenty, po prostu dopisa艂a 鈥+ ein kind”. Granica Rzeszy Niemieckiej znajdowa艂a si臋 tu偶 pod Cz臋stochow膮. Ona przejecha艂a j膮 legalnie poci膮giem, a mnie mia艂 przeszwarcowa膰 przemytnik, kt贸ry pracowa艂 u Niemc贸w.

Podwi贸z艂 mnie na rowerze do granicznego mostu.Tam wsadzi艂 mi kijek w r臋ce (na g艂owie mia艂am chusteczk臋, a na sobie letni膮 sukienk臋, i by艂am bardzo ma艂a) i kaza艂 przej艣膰 na prze艂aj przez s膮siaduj膮c膮 z granic膮 艂膮k臋, poganiaj膮c stado pas膮cych si臋 g臋si. Przesz艂am. C贸偶 mia艂am robi膰! Ju偶 poza punktem kontrolnym spotka艂 si臋 ze mn膮 i bezpiecznie dowi贸z艂 do swych znajomych w Gnaszynie (wie艣 pod Cz臋stochow膮 po stronie niemieckiej), gdzie ju偶 czeka艂a moja opiekunka.

Dalej bez przeszk贸d dojecha艂y艣my do Lipska. Tam wsadzono nas do mi臋dzynarodowego lagru. Pod dw贸ch dniach i dok艂adnej kwarantannie, gdzie wiele kobiet bito i maltretowano, bo rzekomo nie by艂y do艣膰 czyste, przydzielono nas do pracy. Poniewa偶 ja mia艂am tylko dwana艣cie lat, nie pos艂ano nas do fabryki amunicji, gdzie panowa艂 straszny terror, lecz skierowano za miasto do wytw贸rni win.

Mieszka艂y艣my w stajni odleg艂ej o dziesi臋膰 kilometr贸w od miejsca pracy i chocia偶 by艂 to sierpie艅, wychodzi艂o si臋 po ciemku, by doj艣膰 na czas. Cudowne by艂y te w臋dr贸wki o wschodzie s艂o艅ca, pust膮 szos膮 w艣r贸d p贸l. Po tak d艂ugim czasie siedzenia bez ruchu i cz臋sto w zupe艂nych ciemno艣ciach ta droga do pracy na otwartej przestrzeni dawa艂a poczucie wolno艣ci. Tutaj nikt nie podejrzewa艂, 偶e mog臋 by膰 呕yd贸wk膮 i mniej si臋 ba艂am.

Gorzej by艂o przy powrocie. Po ca艂ym dniu zm臋czenie mocno dawa艂o si臋 we znaki. Prac臋 mia艂am dosy膰 ci臋偶k膮. Nalewa艂am wino. Poniewa偶 by艂am bardzo ma艂a, sama jedna sta艂am na wprost o艣miu kran贸w, na kt贸re nak艂ada艂am puste butelki i zdejmowa艂am pe艂ne. Dawa艂am sobie z tym rad臋, i tylko bardzo p臋ka艂a mi sk贸ra, bo wino la艂o si臋 bez przerwy na mnie. Sta艂am w nim tylko w drewniakach i gumowym fartuchu. I tak by艂am ca艂a mokra.

Do jedzenia dawano nam przypalon膮 m膮k臋 i kromk臋 chleba. Niekiedy uda艂o si臋 ukra艣膰 troch臋 cukru i par臋 jab艂ek, z kt贸rych robiono wino. Czasami wo艂ano mnie do kuchni, gdzie pomaga艂am m艂odym Niemkom gotowa膰 pokarm dla 艣wi艅. Do颅 stawa艂am za to buraka albo pomidora. Po miesi膮cu takiej pracy moja opiekunka upomnia艂a si臋 o nale偶膮ce si臋 nam myd艂o do mycia i prania. Roz艂oszczony tym zarz膮dca wyrzuci艂 nas po prostu z pracy jako bunto颅wnice.

Wr贸ci艂y艣my do Lipska, i tam w Arbeitsamcie skierowano nas jako pomoc do pracy w restauracji. Tutaj by艂o nawet dobrze. Nikt nie podejrzewa艂 mnie o pochodzenie, a pracodawcy bardzo mnie polubili. Sprz膮ta艂am restauracj臋, prywatne mieszkanie, pomaga艂am w obieraniu jarzyn i zmywaniu. Nie g艂odowa艂am, by艂o ciep艂o i nie ba艂am si臋.

P贸藕n膮 jesieni膮 zacz臋艂y si臋 naloty i bombardowania. Cieszy艂y艣my si臋, gdy nad颅 latywa艂y obce samoloty, ale by艂o coraz bardziej niebezpiecznie. Ca艂e ulice p艂on臋艂y, niekt贸re domy dos艂ownie zapada艂y si臋 pod ziemi臋. Pracowa艂y艣my niemal bez przerwy, bo trzeba by艂o gotowa膰 zupy i roznosi膰 w艣r贸d zbombardowanych.

W marcu 1944 r. i nasz膮 ulic臋 te偶 zbombardowano. Zapali艂o si臋 od razu wszystko. Ludzie wyrzucali oknami graty i co si臋 da艂o. Po kilkunastu minutach ju偶 ca艂a ulica p艂on臋艂a. By艂o jasno jak w dzie艅. Sta艂y艣my na 艣rodku jezdni w艣r贸d szpaleru p艂on膮cych budynk贸w, i nam z kolei roznoszono gor膮c膮 straw臋.

Jako ca艂kowicie zbombardowane dosta艂y艣my miesi臋czny urlop, ale tylko na teren Rzeszy. Moja opiekunka mia艂a rodzin臋 w Poznaniu i tam pojecha艂y艣my. Ale w Niemczech nikt nie m贸g艂 by膰 bez pracy, tote偶 przydzielono mnie do pomocy w niemieckiej restauracji. Szcz臋艣cie nadal mi dopisywa艂o. Praca nie by艂a zbyt ci臋偶ka. Sprz膮ta艂am prywatne mieszkanie, lokal i podawa艂am posi艂ki.

Chocia偶 przysz艂am na miejsce polskiej dziewczyny, kt贸r膮 prawie do 艣mierci pobito, nikt mnie si臋 nie czepia艂. Zna艂am niemiecki, by艂am czysta i umia艂am pracowa膰. Czasami gospodyni wciska艂a mi po kryjomu kawa艂 kie艂basy i by艂a ze mnie zadowolona. Jednak偶e ci膮gle musia艂am mie膰 si臋 na baczno艣ci. W Niem颅czech nikomu nie przysz艂oby do g艂owy, 偶e mog臋 by膰 呕yd贸wk膮. Tutaj jednak niekt贸rzy przygl膮dali mi si臋 bacznie i podejrzliwie. Gdy zorien颅towa艂am si臋, 偶e kto艣 mnie obserwuje, przesta艂am zupe艂nie wychodzi膰 z domu.

Wreszcie Niemcy sprawdzili, 偶e przed艂u偶amy nasz urlop, i nade颅s艂ali kategoryczny nakaz powrotu do Niemiec. Moja opiekunka bardzo t臋skni艂a za swoj膮 rodzin膮 w Cz臋stochowie i postanowi艂a do niej wr贸ci膰. Dojecha艂y艣my do w臋z艂owej w贸wczas stacji Kreuzberg – by艂a noc i zaspany bileter w kasie. Podesz艂am do okienka i bez przeszk贸d kupi艂am bilety do Gnaszyna ko艂o Cz臋stochowy. W razie kontroli mia艂y艣my udawa膰 zdziwie颅nie, 偶e pomyli艂y艣my poci膮gi. Kontroli nie by艂o i bez k艂opot贸w dojecha艂y艣颅my do celu.

W znajomym ju偶 mieszkaniu chcia艂y艣my poczeka膰 na kontakt z na颅szym przemytnikiem. Jednak w tym samym dniu Niemcy zamierzali publicznie wiesza膰 z艂apanych na granicy partyzant贸w. Mieszka艅cy jak jeden m膮偶 mieli by膰 艣wiadkami egzekucji. Gnaszyn to ma艂a wioska, i wszyscy si臋 tu znali. Chc膮c nie chc膮c musieli艣my skoro 艣wit ucieka膰.

Przeprowadzono nas przez zabudowania jakiej艣 fabryki i pozostawiono. Dalej by艂a oszklona ze wszystkich stron stra偶nica, a w niej uzbrojona warta. Nale偶a艂o przej艣膰 tu偶 przed jej oknami i dalej przez otwarte pole. Na tym polu zabudowania znajdowa艂y si臋 ju偶 po stronie Generalnej Guberni.

Sz艂y艣my w pewnej odleg艂o艣ci, nie biegn膮c i nie ogl膮daj膮c si臋. Nie by艂o nawet czasu, 偶eby si臋 ba膰. Nas艂uchiwa艂am tylko, czy 艣wiszcz膮 kule i my艣la艂am, 偶e jak mnie trafi膮, 偶eby zabili na miejscu. Nie wiem, jak to si臋 sta艂o, ale nikt nie strzeli艂, i bez przeszk贸d dotar艂y艣my na miejsce. Teraz by艂o troch臋 spokojniej i mog艂am przebywa膰 w mieszkaniu.

Pewnego dnia po po艂udniu zmywa艂am naczynia, gdy niespodziewanie wpadli Niemcy i sprawdzali, czy wszyscy pracuj膮. Siostra mojej opiekunki, aktorka znaj膮ca p艂ynnie j臋zyk niemiecki, nie straci艂a zimnej krwi i opowie颅dzia艂a Niemcom bajeczk臋, 偶e jestem nie艣lubnym dzieckiem jej kole偶anki, aktorki, kt贸ra uciekaj膮c przed bolszewikami zgubi艂a si臋 z matk膮, a znaj膮c adres, tutaj chcia艂a na ni膮 zaczeka膰.

Bajeczka chwyci艂a. Jednak wsadzono mnie do budy, aby skierowa膰 do pracy. Patrza艂am uwa偶nie, gdzie jedziemy. Gdy buda skr臋ci w stron臋 Gestapo, to ju偶 b臋dzie po mnie. Na szcz臋艣cie buda pojecha艂a prosto do Arbaitsamtu. Udawa艂am, 偶e nie rozumiem po niemiecku, gdy Niemcy wszystkim urz臋dniczkom opowiada颅li ow膮 bajeczk臋 i postanowili, 偶e jako c贸rka aktorki, kt贸ra nie lubi bolszewik贸w, mog臋 pracowa膰 w tworz膮cym si臋 teatrze lalek. Dali mi nakaz pracy i kazali wr贸ci膰 do domu.

Tymczasem wybuch艂o w Warszawie powstanie, a po jego upadku pojawili si臋 wsz臋dzie uciekinierzy. Rosjanie byli coraz bli偶ej i Niemcy nie mieli ju偶 g艂owy, aby sprawdza膰, czy wszyscy pracuj膮. Ju偶 bez nowych przyg贸d doczeka艂am do styczniowej ofensywy radzieckiej, ucieczki Niemc贸w i do wyzwolenia.

Warszawa, listopad 1992 r.

do g贸ry

Strona 鈥瀂apis pami臋ci鈥
Stowarzyszenia
鈥濪zieci Holocaustu鈥
w Polsce.

Zrealizowano
dzi臋ki wsparciu Fundacji
im. R贸偶y Luksemburg
Przedstawicielstwo
w Polsce

ul. Twarda 6
00-105 Warszawa
tel./fax +48 22 620 82 45
dzieciholocaustu.org.pl
chsurv@jewish.org.pl

Koncepcja i rozwi膮zania
graficzne 鈥 Jacek Ga艂膮zka 漏
ex-press.com.pl

Realizacja
Joanna Sobolewska-Pyz,
Anna Ko艂aci艅ska-Ga艂膮zka,
Jacek Ga艂膮zka

Web developer
Marcin Bober
PROJEKTY POWI膭ZANE

Wystawa w drodze
鈥濵oi 偶ydowscy rodzice,
moi polscy rodzice鈥 moirodzice.org.pl

Wystawa sta艂a
鈥濵oi 偶ydowscy rodzice,
moi polscy rodzice鈥
w Muzeum Treblinka
muzeumtreblinka.eu
Strona 鈥瀂apis pami臋ci鈥
Stowarzyszenia
鈥濪zieci Holocaustu鈥
w Polsce.

Zrealizowano
dzi臋ki wsparciu Fundacji
im. R贸偶y Luksemburg
Przedstawicielstwo
w Polsce
Koncepcja i rozwi膮zania
graficzne 鈥 Jacek Ga艂膮zka 漏
ex-press.com.pl

Realizacja
Joanna Sobolewska-Pyz,
Anna Ko艂aci艅ska-Ga艂膮zka,
Jacek Ga艂膮zka

Web developer
Marcin Bober
PROJEKTY POWI膭ZANE

Wystawa w drodze
鈥濵oi 偶ydowscy rodzice,
moi polscy rodzice鈥 moirodzice.org.pl

Wystawa sta艂a
鈥濵oi 偶ydowscy rodzice,
moi polscy rodzice鈥
w Muzeum Treblinka
muzeumtreblinka.eu