audio: 1
zdj─Öcia: 2

Sima Wasser ÔÇô ÔÇ×BubaÔÇŁ, urodzona w 1924 r.

Szmuglerka z jadwisi┼äskiego getta

Wspomnienie czyta Dorota Liliental

Urodzi┼éam si─Ö 9 wrze┼Ťnia 1924 roku w Henrykowie pod Warszaw─ů, gdzie na pocz─ůtku XX wieku osiedlili si─Ö moi dziadkowie. Henryk├│w, obecnie wcielony do Warszawy, przed wojn─ů by┼é podsto┼éeczn─ů osad─ů z oko┼éo 3000 mieszka┼äc├│w, z kt├│rych co najmniej 1/3 stanowili ┼╗ydzi.

W najbli┼╝szym s─ůsiedztwie, w K─Öpie Tarchomi┼äskiej, mieszkali przewa┼╝nie koloni┼Ťci niemieccy. Miejscowa ludno┼Ť─ç, mimo r├│┼╝nych narodowo┼Ťci, kultur i religii, ┼╝y┼éa bez wi─Ökszych zadra┼╝nie┼ä, raczej w dobros─ůsiedzkich relacjach. Niedaleko od katolickiego ko┼Ťcio┼éa by┼éa synagoga, w pobli┼╝u od siebie by┼éy szko┼éy polskie i chedery, podobnie sklepy i kramy.

W Henrykowie mieszkali┼Ťmy we w┼éasnym domu, kt├│ry wybudowa┼é m├│j ojciec Joshua Gleichgewicht. Ojciec prowadzi┼é pralni─Ö, a matka Chana zajmowa┼éa si─Ö domem. By┼éam ich pierwszym i jedynym dzieckiem. Gdy mia┼éam zaledwie 2 lata, nasz─ů rodzin─Ö spotka┼éo wielkie nieszcz─Ö┼Ťcie. Na chorob─Ö serca zmar┼éa moja matka. Ojciec m├│j, cho─ç bardzo bole┼Ťnie prze┼╝y┼é strat─Ö swojej ukochanej ┼╝ony, po roku wdowie┼ästwa po┼Ťlubi┼é kobiet─Ö o imieniu Ryfka. Moja macocha od samego pocz─ůtku, jak daleko si─Öga moja pami─Ö─ç, by┼éa dla mnie kochaj─ůc─ů matk─ů.

Po wojnie rodzice repatriowali si─Ö do Polski. Transporty ze wschodu kierowane by┼éy na Ziemie Odzyskane. Tam dorasta┼éam i za┼éo┼╝y┼éam rodzin─Ö. Zawsze wiedzia┼éam, ┼╝e jestem ┼╗yd├│wk─ů, przybrana matka cz─Östo mi to wypomina┼éa. Chcia┼éam pozna─ç prawd─Ö o moim pochodzeniu, mia┼éam nadziej─Ö, ┼╝e kto┼Ť z moich krewnych prze┼╝y┼é wojn─Ö i kiedy┼Ť mnie odnajdzie.

Dopiero gdy mia┼éam 9 lat powiedzia┼éa mi o biologicznej matce. Z nowego ma┼é┼╝e┼ästwa przysz┼éo na ┼Ťwiat jeszcze trzech moich braci ÔÇô Cwi, Izaak i Mathew oraz siostra Pesia. Stanowili┼Ťmy szcz─Ö┼Ťliw─ů i kochaj─ůc─ů si─Ö rodzin─Ö. Status materialny rodzic├│w by┼é bardzo dobry. Wszyscy chodzili┼Ťmy do szk├│┼é ┼╝ydowskich i polskich. M├│j ojciec nale┼╝a┼é do konserwatywnych ┼╗yd├│w, konsekwentnie chodzi┼é wraz z moimi bra─çmi na szabatowe modlitwy.

Ja, jak i moje rodze┼ästwo, chodzili┼Ťmy do syjonistycznych szk├│┼é i nale┼╝eli┼Ťmy do syjonistycznego ruchu m┼éodzie┼╝owego ÔÇ×GordoniaÔÇŁ. Jego celem by┼éo przygotowanie m┼éodzie┼╝y ┼╝ydowskiej z Polski do ewentualnej emigracji do Palestyny. Szkolono nas na przysz┼éych osadnik├│w maj─ůcych podj─ů─ç prac─Ö na roli w kibucach lub w rzemio┼Ťle.

Ojciec by┼é serdecznie zaprzyja┼║niony ze swym kuzynem Symche Inwentarzem ÔÇô w┼éa┼Ťcicielem du┼╝ego sklepu spo┼╝ywczego, w├│wczas zwanego kolonialnym. Obu ┼é─ůczy┼éo dzia┼éanie na rzecz pog┼é─Öbiania dobros─ůsiedzkich stosunk├│w mi─Ödzy ┼╗ydami i Polakami. Od strony Polak├│w czynnie im w tym pomaga┼é mieszkaj─ůcy w Henrykowie oficer Wojska Polskiego J├│zef Lisowski ÔÇô cz┼éowiek zamo┼╝ny i wp┼éywowy. By┼é on wyznawc─ů idei wsp├│lnoty interes├│w wszystkich mieszka┼äc├│w Henrykowa, a powszechne uznanie i poparcie w┼Ťr├│d ┼╗yd├│w uzyska┼é, namawiaj─ůc ich do udzia┼éu w tworzonym oddziale Ochotniczej Stra┼╝y Po┼╝arnej, gdy┼╝ ÔÇô jak mawia┼é ÔÇô ogie┼ä nie ominie r├│wnie┼╝ ┼╝ydowskich dom├│w. Przyja┼║ni┼éam si─Ö z jego synami: Jankiem, z kt├│rym chodzili┼Ťmy do jednej klasy, oraz m┼éodszym, Witoldem.

Tu┼╝ przed wybuchem wojny wyjecha┼éam na szkolne wakacje organizowane przez dzia┼éaczy ÔÇ×GordoniiÔÇŁ. By┼éy to szcz─Ö┼Ťliwe dni, a ┼╝ycie wydawa┼éo mi si─Ö tak pi─Ökne. W moim otoczeniu mia┼éam kochaj─ůc─ů si─Ö rodzin─Ö, licznych przyjaci├│┼é, osobiste plany i marzenia. Zdawa┼éo mi si─Ö, ┼╝e ca┼éy ┼Ťwiat stoi przede mn─ů otworem. Niestety, zaraz po moim powrocie z wakacji dotar┼éa do nas hiobowa wiadomo┼Ť─ç o naje┼║dzie Niemiec hitlerowskich na Polsk─Ö.

W ka┼╝dym domu zapanowa┼éo wielkie napi─Öcie i strach. M─Ö┼╝czy┼║ni zostali powo┼éani do wojska. Ka┼╝da godzina przynosi┼éa nowe niepokoj─ůce wie┼Ťci. Pami─Ötam, gdy odchodzi┼é na wojn─Ö wspomniany przeze mnie J├│zef Lisowski i gdy ┼╝egna┼éa go rodzina, nie wiedz─ůc jeszcze, ┼╝e jest to ostatnie po┼╝egnanie.

Wkr├│tce zacz─Ö┼éy ci─ůgn─ů─ç do Warszawy gromady uchod┼║c├│w, opowiadaj─ůcych straszne historie o bombardowaniach i rozstrzeli- waniach ludno┼Ťci cywilnej. Aby nas te opowie┼Ťci tak nie przera┼╝a┼éy, ojciec nasz stwierdza┼é, ┼╝e wi─Ökszo┼Ť─ç z nich jest prawdopodobnie mocno przesadzona. By┼é on ┼Ťwiadkiem okupacji ziem polskich przez Niemc├│w w czasie I wojny ┼Ťwiatowej i uwa┼╝a┼é, ┼╝e w├│wczas zachowywali si─Ö oni wzgl─Ödnie przyzwoicie.

Kilka dni p├│┼║niej ca┼éy nasz dom wype┼éni┼é si─Ö m┼éodymi ┼╗ydami, uciekinierami z Nasielska, Nowego Dworu i Serocka. Nie zdo┼éali jednak uciec skutecznie, bo 15 wrze┼Ťnia do Henrykowa wkroczy┼éy oddzia┼éy niemieckie. W ca┼éej okolicy aresztowano wszystkich m┼éodych m─Ö┼╝czyzn i pop─Ödzono ich w nieznane. W┼Ťr├│d aresztowanych by┼é r├│wnie┼╝ m├│j brat Cwi, kt├│ry ÔÇô jak si─Ö okaza┼éo ÔÇô zosta┼é osadzony w obozie w Rastenburgu.

Kilka tygodni p├│┼║niej, gdy ju┼╝ ca┼éa Polska zosta┼éa zaj─Öta przez okupanta, wi─Ökszo┼Ť─ç wywiezionej do oboz├│w m┼éodzie┼╝y powr├│ci┼éa do domu. By┼é w┼Ťr├│d nich r├│wnie┼╝ m├│j brat. Powracaj─ůcy opowiadali o niemieckich zbrodniach, kt├│rych byli ┼Ťwiadkami oraz o bezwzgl─Ödnym i pogardliwym stosunku Niemc├│w do ┼╗yd├│w. Na bazie tych opowie┼Ťci zrodzi┼éo si─Ö prze┼Ťwiadczenie, ┼╝e m┼éodzi ┼╗ydzi, je┼Ťli chc─ů przetrwa─ç wojn─Ö, musz─ů uchodzi─ç do Rosji, gdzie nie ma tak ra┼╝─ůcych przejaw├│w antysemityzmu. Dlatego te┼╝ kilka dni p├│┼║niej m├│j brat Cwi z kilkoma kolegami rozpocz─ů┼é sw─ů w─Ödr├│wk─Ö ku Sowietom.

Ka┼╝dy dzie┼ä okupacji by┼é coraz trudniejszy. Fabryki i wi─Öksze zak┼éady przemys┼éowe zosta┼éy skonfiskowane przez Niemc├│w. Gospodarstwa rolne zosta┼éy ob┼éo┼╝one wysokimi kontyngentami. Zamkni─Öto wszystkie szko┼éy ┼Ťrednie i wy┼╝sze, a tak┼╝e muzea, teatry, biblioteki. Rozpocz─Ö┼éy si─Ö ┼éapanki, to jest branki ludno┼Ťci z ulicy na roboty do Niemiec, oraz aresztowania i przes┼éuchiwania na gestapo. Coraz trudniej by┼éo o ┼╝ywno┼Ť─ç. Za chlebem i wszystkimi innymi produktami spo┼╝ywczymi ustawia┼éy si─Ö tasiemcowe kolejki. W tej codziennej walce o byt ┼╗ydzi stali na straconej pozycji.

W├│wczas to ja sta┼éam si─Ö g┼é├│wnym zaopatrzeniowcem. Posiada┼éam niezb─Ödne jak na owe czasy walory: bardzo dobr─ů znajomo┼Ť─ç j─Özyka polskiego, aryjski wygl─ůd i liczne przyja┼║nie z Polakami. Pozwala┼éo mi to czu─ç si─Ö w miar─Ö bezpiecznie na ulicy, w kolejkach po ┼╝ywno┼Ť─ç wraz z moimi polskimi r├│wie┼Ťnikami. Kiedy w ko┼äcu zabrak┼éo ju┼╝ w sklepach towar├│w, rusza┼éam z polskimi przyjaci├│┼émi do pobliskich wsi. Zabiera┼éam w├│wczas ze sob─ů m┼éodszego brata Izaaka.

Niestety, hitlerowska machina ludob├│jcza nabiera┼éa coraz wi─Ökszego rozmachu. Na pocz─ůtku grudnia 1939 roku ukaza┼éo si─Ö rozporz─ůdzenie, aby ka┼╝dy ┼╗yd, kt├│ry uko┼äczy┼é 12 lat, nosi┼é na prawym ramieniu bia┼é─ů opask─Ö z niebiesk─ů Gwiazd─ů Dawida. Zabroniono ┼╗ydom opuszczania miejsc zamieszkania i wprowadzono ich rejestracj─Ö. W tych warunkach ka┼╝dy ┼╗yd czu┼é si─Ö osaczony, chwytany w pu┼éapk─Ö, skazany na unicestwienie.

Ale wszystko co najgorsze by┼éo jeszcze przed nami. Ju┼╝ 26 lutego 1940 r. w naszej gminie hitlerowcy dokonali pierwszej masowej zbrodni. Za ┼Ťmier─ç Niemca Reinholda Marielke rozstrzelali w Palmirach 300 czo┼éowych obywateli. Mordu dokonali pod os┼éon─ů nocy. Cia┼éa rozstrzelanych wrzucono do wsp├│lnej mogi┼éy. W┼Ťr├│d rozstrzelanych byli Polacy i ┼╗ydzi; lekarze, in┼╝ynierowie, wojskowi, urz─Ödnicy, kupcy. W┼Ťr├│d nich by┼é r├│wnie┼╝ m├│j ukochany wujek Symche Inwentarz ÔÇô uchodz─ůcy za przyw├│dc─Ö henrykowskich ┼╗yd├│w.

Zabrano go noc─ů 25 lutego w samej pi┼╝amie. By┼é mr├│z, ale nie pozwolono mu zabra─ç nic ciep┼éego na siebie, ani nawet po┼╝egna─ç si─Ö z ┼╝on─ů i dzie─çmi. Miejsce ka┼║ni zr├│wnano z ziemi─ů i posadzono na tym miejscu sosnowy las. Wie┼Ť─ç o tej zbrodni dotar┼éa do ludzi niemal natychmiast. Przynie┼Ťli j─ů le┼Ťnicy z Puszczy Kampinoskiej. Dla okolicznej ludno┼Ťci wiadomo┼Ť─ç ta by┼éa jak wezwanie do walki na ┼Ťmier─ç i ┼╝ycie.

Wiosn─ů 1940 roku Niemcy wydali kolejne zarz─ůdzenie o zamkni─Öciu wszystkich ┼╗yd├│w w odosobnionych gettach. Wcze┼Ťniej wysiedlili z tych teren├│w polskie rodziny, a nast─Öpnie zap─Ödzili tam okolicznych ┼╗yd├│w. Nam wyznaczono getto w Ludwisinie (przedmie┼Ťcie Legionowa). Pozwolono nam zabra─ç tyle rzeczy, ile zdo┼éali┼Ťmy ud┼║wign─ů─ç. Pozosta┼éy dobytek przekazali┼Ťmy pod opiek─Ö pobliskim polskim s─ůsiadom.

Pocz─ůtkowo teren ludwisi┼äskiego getta nie by┼é ogrodzony i wbrew zakazowi ludno┼Ť─ç polska kontaktowa┼éa si─Ö z ┼╗ydami. Trwa┼éa wymiana wzajemnych us┼éug, szczeg├│lnie krawieckich i szewskich, oraz o┼╝ywiona dzia┼éalno┼Ť─ç handlowa mi─Ödzy gettem a stron─ů aryjsk─ů.

Najwi─Öcej ludno┼Ťci ┼╝ydowskiej skierowano jednak do getta warszawskiego. Zap─Ödzono tam wielotysi─Öczn─ů ludno┼Ť─ç z miast i miasteczek ca┼éego dystryktu warszawskiego. W gettach zapanowa┼éo ogromne zag─Öszczenie. Narasta┼é g┼é├│d, choroby, sytuacja stawa┼éa si─Ö rozpaczliwa. Aby utrzyma─ç w gettach porz─ůdek i dyscyplin─Ö przestrzegania niemieckich zarz─ůdze┼ä, powo┼éane zosta┼éy Komitety ┼╗ydowskie i ┼╝ydowska policja.

Na czele Komitetu w ludwisi┼äskim getcie sta┼é Hillel Rosenberg. W 1941 roku Niemcy wydali rozporz─ůdzenie, ┼╝e ┼╗ydzi, kt├│rzy bez zezwolenia opuszcz─ů getto, podlegaj─ů karze ┼Ťmierci i takiej samej karze podlegaj─ů osoby, kt├│re udziel─ů im pomocy i schronienia. To straszne i okrutne prawo by┼éo znane wszystkim ┼╗ydom i Polakom. W tej sytuacji g┼é├│wnym cierpieniem ludno┼Ťci ┼╝ydowskiej by┼é g┼é├│d, a celem ka┼╝dej rodziny walka o przetrwanie.

W tych dramatycznych okoliczno┼Ťciach to w┼éa┼Ťnie mnie, podobnie jak na pocz─ůtku okupacji, przypad┼é w udziale obowi─ůzek zabezpieczenia w ┼╝ywno┼Ť─ç mojej rodziny. Sta┼éam si─Ö wi─Öc ÔÇ×zawodowymÔÇŁ szmuglerem i przemytnikiem. Doskonale zdawa┼éam sobie spraw─Ö z ci─Ö┼╝aru odpowiedzialno┼Ťci. Wiedzia┼éam te┼╝, ┼╝e ka┼╝da wyprawa poza granice getta grozi┼éa ┼Ťmierci─ů. A jednak dwa, trzy razy w tygodniu wykrada┼éam si─Ö na stron─Ö aryjsk─ů, bo g┼é├│d bra┼é g├│r─Ö nad strachem. Moja matka uszy┼éa mi na te wyprawy specjalny podkoszulek z licznymi du┼╝ymi kieszeniami, w kt├│re wk┼éada┼éam zakupion─ů ┼╝ywno┼Ť─ç.

Z czasem pozna┼éam liczne ┼Ťrodowisko szmuglerskie. Byli to przede wszystkim Polacy, kt├│rzy znanymi sobie tajnymi przej┼Ťciami przedostawali si─Ö na teren warszawskiego getta. Poprzez dawne przyja┼║nie i ja r├│wnie┼╝ zosta┼éam wcielona do jednej z takich grup. Zazwyczaj pierwszym porannym poci─ůgiem jecha┼éam ze stacji Legionowo do warszawskiego Dworca Gda┼äskiego. Stamt─ůd wraz z polskimi przyjaci├│┼émi ukrytymi przej┼Ťciami wchodzili┼Ťmy na teren warszawskiego getta.

Ob┼éadowana ┼╝ywno┼Ťci─ů sz┼éam zawsze pod ten sam adres przy ulicy G─Ösiej 35. Tam bowiem mieszkali przyjaciele moich rodzic├│w, pa┼ästwo Eisenkeit. Oni kupowali ode mnie mi─Öso, kasz─Ö, m─ůk─Ö, cukier, t┼éuszcze. Przynoszone przez nas towary nigdy nie by┼éy po wyg├│rowanej cenie. Dlatego przyjmowano nas bardzo serdecznie, a nawet okazywano nam swoj─ů wdzi─Öczno┼Ť─ç. Za pieni─ůdze zarobione w warszawskim getcie kupowa┼éam zn├│w ┼╝ywno┼Ť─ç po stronie aryjskiej i zawozi┼éam j─ů swojej rodzinie do ludwisi┼äskiego getta.
Bez szmuglerskich wypraw wiele os├│b spotka┼éaby zapewne ┼Ťmier─ç z g┼éodu.

Pewnego dnia m├│j ojciec zosta┼é zabrany do obozu pracy przymusowej. Wszystkich zap─Ödzono do budowy wa┼éu nad Wis┼é─ů. W obozie tym panowa┼é g┼é├│d, wi─Ö┼║niowie w og├│le nie otrzymywali ciep┼éej strawy. Bicie i zn─Öcanie si─Ö by┼éo na porz─ůdku dziennym. Zabranie ojca by┼éo dla nas ci─Ö┼╝kim prze┼╝yciem. P┼éakali┼Ťmy wszyscy, bo zdawali┼Ťmy sobie spraw─Ö z tego, ┼╝e nie nawyk┼é do ci─Ö┼╝kiej pracy fizycznej i nie zniesie tego ci─Ö┼╝aru. Aby go ratowa─ç, postanowili┼Ťmy r├│┼╝nymi sposobami przemyca─ç mu niezb─Ödn─ů do prze┼╝ycia ┼╝ywno┼Ť─ç. To zadanie wzi─Ö┼éa na siebie m┼éodsza siostra Pesia.

W pewnym momencie niemal wszystkie nielegalne przej┼Ťcia do warszawskiego getta zosta┼éy przez hitlerowc├│w odkryte. Te tajemne przej┼Ťcia to by┼éy dziury w piwnicach i strychach stoj─ůcych obok siebie budynk├│w, z kt├│rych jeden by┼é jeszcze po stronie aryjskiej, a drugi ju┼╝ w getcie. To przez te dziury szmuglerzy przenosili chyba z 80 proc. ca┼éej aprowizacji ratuj─ůcej wielotysi─Öczn─ů ludno┼Ť─ç getta od ┼Ťmierci g┼éodowej. Na nowo podj─Öte pr├│by przedostania si─Ö do getta ko┼äczy┼éy si─Ö dla szmugler├│w tragicznie.

By┼éam przera┼╝ona. Jak mam zdoby─ç ┼Ťrodki na zakup ┼╝ywno┼Ťci dla ojca i mojej rodziny? W tych trudnych chwilach przyszli mi z pomoc─ů moi polscy koledzy. Zaproponowali mi, abym z nimi ruszy┼éa na inny przemytniczy szlak, z teren├│w Generalnej Guberni do tzw. Rzeszy. Ta nowa niemiecka ÔÇ×RzeszaÔÇŁ to podwarszawskie miasteczka i wsie le┼╝─ůce nad Narwi─ů i Bugiem, zamieszkane wy┼é─ůcznie przez Polak├│w. Ludno┼Ť─ç ta, oderwana sztuczn─ů granic─ů od swych macierzystych miast i miasteczek, by┼éa pozbawiona odpowiedniego zaopatrzenia w artyku┼éy przemys┼éowe, jak r├│wnie┼╝ mo┼╝liwo┼Ťci zbytu w┼éasnych wytwor├│w rolnych.

Przez zielon─ů granic─Ö do tzw. Reichu w─Ödrowa┼éy setki szmugler├│w, d┼║wigaj─ůc na plecach ┼éadunki towar├│w ÔÇô po 30, 40 kilogram├│w w obie strony. Za towary przemys┼éowe otrzymywali┼Ťmy w zamian mi─Öso, t┼éuszcze, m─ůk─Ö, kasze, pszenic─Ö. Niestety na przemytnik├│w niemieccy ┼╝andarmi i stra┼╝ graniczna organizoowali cz─Öste ob┼éawy i zastawiali zasadzki. Z┼éapanych katowano, odbierano towary, a wielu przyp┼éaci┼éo to nawet ┼╝yciem.

W moim przypadku szmugiel sta┼é si─Ö konieczno┼Ťci─ů, wi─Öc ruszy┼éam z ch┼éopakami do tego ÔÇ×ReichuÔÇŁ. Szmugiel by┼é dzia┼éaniem zorganizowanym przez polskich i ┼╝ydowskich wsp├│lnik├│w. By┼éa to jednak bardzo ryzykowna i niebezpieczna dzia┼éalno┼Ť─ç, ale nie mieli┼Ťmy wyboru. W─Ödrowali┼Ťmy w rejon Chotomowa, Jan├│wka, Krubina, Skierd, Okunina ÔÇô 30, 40 kilometr├│w dziennie.

W grupie, z kt├│r─ů chodzi┼éam, wszyscy wiedzieli, ┼╝e jestem ┼╗yd├│wk─ů z ludwisi┼äskiego getta. Gdy pada┼éam pod ci─Ö┼╝arem niesionego towaru, pomagali mi. Informowali mnie te┼╝ o ka┼╝dej nast─Öpnej wyprawie. Wielokrotnie byli┼Ťmy ┼éapani przez ┼╝andarm├│w i patrole graniczne. Byli┼Ťmy przes┼éuchiwani, cz─Östo bici i katowani, nasze towary konfiskowano, lecz nas szcz─Ö┼Ťliwie puszczano z ┼╝yciem.

Najbardziej by┼éam znana w ludwisi┼äskim getcie. Uchodzi┼éam tu za najlepszego przemytnika i szmuglera. To tu, na w┼éasnym grzbiecie przynios┼éam kilka ton ┼╝ywno┼Ťci. W mieszkaniu u moich rodzic├│w na m├│j powr├│t oczekiwa┼éo zawsze wielu s─ůsiad├│w. Kupowali ode mnie kasze, m─ůk─Ö i mi─Öso, lecz p├│┼║niej ju┼╝ tylko pszenic─Ö, kt├│r─ů me┼éli i piekli chleb. Odsprzedawa┼éam te┼╝ w getcie produkty, kt├│re przynosili moi koledzy. Oczywi┼Ťcie nie czerpa┼éam z tego ┼╝adnych zysk├│w.

Pewnego dnia nasz s─ůsiad D─ůbek przyszed┼é i zacz─ů┼é mnie bardzo prosi─ç, abym na jedn─ů z wypraw zabra┼éa jego c├│rk─Ö Bell─Ö. Stara┼éam mu si─Ö wyt┼éumaczy─ç, ┼╝e to jest z┼éy pomys┼é. Cho─ç Bella by┼éa pi─Ökn─ů dziewczyn─ů, to wiedzia┼éam, ┼╝e ┼éatwo jest rozpozna─ç z jej wygl─ůdu ┼╗yd├│wk─Ö. Ilekro─ç odmawia┼éam jej zabrania, tylekro─ç D─ůbek nalega┼é. M├│wi┼é ze ┼ézami w oczach, ┼╝e nie maj─ů ju┼╝ ┼╝adnych ┼Ťrodk├│w, ┼╝e czeka ich g┼éodowa ┼Ťmier─ç.

Uleg┼éam. Poszli┼Ťmy jak zawsze ca┼é─ů grup─ů. Dopiero w drodze powrotnej zostali┼Ťmy zatrzymani przez patrol gestapowc├│w z Nowego Dworu. W czasie przes┼éuchania jeden z gestapowc├│w o nazwisku Schultz ÔÇô powszechnie znany z bezwzgl─Ödno┼Ťci i okrucie┼ästwa┬áÔÇô rozpozna┼é w Belli ┼╗yd├│wk─Ö. Na jej twarzy widoczne by┼éo ogromne przera┼╝enie. Hitlerowiec z dzikim u┼Ťmiechem odci─ůgn─ů┼é j─ů od grupy na kilka krok├│w i bestialsko, na naszych oczach, rozstrzela┼é. Po jej zabiciu gestapowcy ponowili dochodzenie, kto z nas jest jeszcze ┼╗ydem. Na szcz─Ö┼Ťcie wszyscy zachowali┼Ťmy zimn─ů krew. Stracili┼Ťmy wszystkie towary, ale puszczono nas z ┼╝yciem.

┼Ümier─ç Belli D─ůbk├│wny leg┼éa ci─Ö┼╝kim brzemieniem na ca┼éym moim przemytniczym ┼╝yciu. Odt─ůd zacz─Ö┼éam si─Ö strasznie ba─ç, ┼╝e mog─Ö nie wr├│ci─ç i zostawi─ç rodzic├│w i rodze┼ästwo bez mojej tak niezb─Ödnej dla nich pomocy. Bardzo trudnym prze┼╝yciem by┼éa dla mnie konieczno┼Ť─ç opowiedzenia wszystkiego rodzicom Belli. Musia┼éam wyja┼Ťni─ç im, w jaki spos├│b ich c├│rka odesz┼éa od nas na zawsze. P─Öka┼éo mi serce, ale nie uroni┼éam ┼╝adnego szczeg├│┼éu. Po tym wydarzeniu przez wiele dni by┼éam w strasznej depresji. Dopiero po kilku dniach odpoczynku, za namow─ů przyjaci├│┼é, zn├│w wr├│ci┼éam na przemytniczy szlak.

Niestety, strach nie ustawa┼é. Pot─Ögowa┼éy go coraz cz─Östsze i przera┼╝aj─ůce doniesienia. Jesieni─ů 1941 roku w s─ůsiedniej osadzie ÔÇô Buchniku, Niemcy zamordowali pi─Öciu m┼éodych ┼╗yd├│w. W tym samym czasie zabili kilkunastu ┼╗yd├│w pracuj─ůcych w kopalni torfu pod Izabelinem. Dramatyczne informacje dochodzi┼éy te┼╝ z warszawskiego getta, gdzie w 1942 roku rozpocz─ů┼é si─Ö ostatni etap akcji wysiedle┼äczej.Codziennie z Umschlagplatzu odchodzi┼éy poci─ůgi sk┼éadaj─ůce si─Ö z bydl─Öcych wagon├│w przepe┼énionych lud┼║mi. Wiedzieli┼Ťmy tylko, ┼╝e w ci─ůgu dw├│ch miesi─Öcy wywieziono z warszawskiego getta do Treblinki oko┼éo 280 tysi─Öcy ┼╗yd├│w.

Drugiego pa┼║dziernika 1942 roku powr├│ci┼éam do getta ludwisi┼äskiego z kolejnej wyprawy. By┼éam strasznie zm─Öczona i wyczerpana. Po przekroczeniu progu naszego mieszkania osun─Ö┼éam si─Ö na pod┼éog─Ö i natychmiast zasn─Ö┼éam. W ┼Ťrodku nocy obudzi┼éa mnie matka m├│wi─ůc z przera┼╝eniem, ┼╝e Niemcy otaczaj─ů getto kordonami wojska i policji. Kiedy ujrza┼éam nadje┼╝d┼╝aj─ůc─ů ci─Ö┼╝ar├│wk─Ö wype┼énion─ů hitlerowcami, w jednej chwili oprzytomnia┼éam i bez zastanowienia krzykn─Ö┼éam: uciekajmy!

Ka┼╝dy z cz┼éonk├│w mojej rodziny chwyci┼é to, co mia┼é pod r─Ök─ů i pod os┼éon─ů nocy ruszy┼é moim ┼Ťladem. Najpierw wyszli┼Ťmy z getta moim tajnym przej┼Ťciem, potem przez mroczne ulice Legionowa, a┼╝ do mieszkania moich przyjaci├│┼é, prosz─ůc ich o chwilowy pobyt. Zgodzili si─Ö na kilkana┼Ťcie godzin, a┼╝ wszystko w getcie ucichnie.

Zdawa┼éam sobie spraw─Ö z tego, ┼╝e mieszkania w pobli┼╝u getta b─Öd─ů podlega┼éy szczeg├│lnej rewizji. Po wsp├│lnej naradzie zdecydowali┼Ťmy si─Ö uda─ç do odleg┼éego o kilkana┼Ťcie kilometr├│w getta w Nowym Dworze. I cho─ç wydawa─ç by si─Ö mog┼éo, ┼╝e jedynym ratunkiem dla ┼╗yd├│w by┼éa ucieczka z getta, to jednak ich szansa na prze┼╝ycie po stronie aryjskiej by┼éa te┼╝ niewielka. Wi─Ökszo┼Ť─ç nie chcia┼éa opu┼Ťci─ç najbli┼╝szej rodziny i wola┼éa umrze─ç wraz z nimi.

Ci natomiast, kt├│rzy zdecydowali si─Ö ukrywa─ç w┼Ťr├│d Polak├│w, musieli mie─ç tzw. dobry, tj. niesemicki wygl─ůd, pieni─ůdze, fa┼észywe dokumenty, biegle pos┼éugiwa─ç si─Ö j─Özykiem polskim, bez ┼╝ydowskiego akcentu, mie─ç znajomo┼Ť─ç obrz─ůdku rzymsko-katolickiego oraz bliskie kontakty z Polakami. Niestety, tylko ja w mojej rodzinie spe┼énia┼éam te warunki. Dlatego moi bliscy zdecydowali si─Ö na ucieczk─Ö z jednego getta do drugiego.

Gdy znale┼║li┼Ťmy si─Ö ju┼╝ w Nowym Dworze, w pobli┼╝u getta, uda┼éo nam si─Ö poinformowa─ç Komitet ┼╗ydowski o naszym przybyciu. Przedstawiciel komitetu, pan Tischler, lojalnie przestrzeg┼é nas, ┼╝e uciekinier├│w z getta w Ludwisinie jest oko┼éo 100 os├│b. W ich obozie odbywa si─Ö codziennie liczenie stanu osobowego i on jest zmuszony zameldowa─ç Niemcom o naszym przybyciu. Nie mieli┼Ťmy wyboru.

Prawie natychmiast, gdy znale┼║li┼Ťmy si─Ö w getcie, Niemcy zgromadzili wszystkich przybysz├│w i dokonali ÔÇ×selekcjiÔÇŁ. Wyselekcjonowanych rozstrzelano w pobliskich Skierdach. Nam i jeszcze innym uda┼éo si─Ö prze┼╝y─ç. Po kilku dniach pobytu w getcie w Nowym Dworze zosta┼éam powiadomiona, ┼╝e bra─ç przemytnicza ÔÇ×zapraszaÔÇŁ mnie do dalszej wsp├│┼épracy. Ucieszy┼éam si─Ö. Nie mog┼éabym siedzie─ç bezczynnie w oczekiwaniu na ┼Ťmier─ç.

Po nawi─ůzaniu kontaktu z przyjaci├│┼émi, zaanga┼╝owano mnie do przemytu z┼éota. Kruszec wynosi┼éam w przetopionych sztabkach po 100 marek ka┼╝da. Za uzyskane pieni─ůdze kupowali┼Ťmy ┼╝ywno┼Ť─ç, kt├│r─ů przynosi┼éo si─Ö do getta. Przynosi┼éam te┼╝ mro┼╝─ůce krew w ┼╝y┼éach wiadomo┼Ťci. O tym, ┼╝e ko┼éo Ludwisina ┼╝andarm zastrzeli┼é ┼╝ydowskie dziecko, ┼╝e nied┼éugo ma nast─ůpi─ç likwidacja naszego getta, ┼╝e na pewien czas musimy wstrzyma─ç nasz─ů dzia┼éalno┼Ť─ç przemytnicz─ů.

By┼é listopad 1942 roku. Z kolejnego wypadu wraca┼éam o zmroku do getta przez miejscowy cmentarz. Wtedy to kto┼Ť zawo┼éa┼é do mnie imieniem, kt├│rym pos┼éugiwa┼éam si─Ö po stronie aryjskiej: ÔÇ×Krystyna, Krystyna!ÔÇŁ. Zbli┼╝y┼é si─Ö do mnie m─Ö┼╝czyzna i powiedzia┼é: ÔÇ×Mam ci przekaza─ç informacj─Ö, aby┼Ť nie sz┼éa do getta, gdy┼╝ zaraz po twoim wyj┼Ťciu zosta┼éo ono zlikwidowaneÔÇŁ. Serce mi zamar┼éo. Co si─Ö sta┼éo z moj─ů matk─ů, z rodze┼ästwem?

Nieznajomy radzi┼é mi, bym przeczeka┼éa noc w pobliskiej wsi, co te┼╝ uczyni┼éam. Rano dotar┼éam do znanych mi przemytnik├│w, aby zaczerpn─ů─ç informacji. Prosi┼éam ich, aby dali mi schronienie na dwa, trzy dni. Zgodzili si─Ö, ale ju┼╝ pierwszej nocy pods┼éucha┼éam ich rozmow─Ö, z kt├│rej wynika┼éo, ┼╝e lepiej b─Ödzie donie┼Ť─ç na gestapo o moim istnieniu ni┼╝ zap┼éaci─ç g┼éow─ů. Z trudem doczeka┼éam ranka. O ┼Ťwicie, gdy moi gospodarze jeszcze spali, opu┼Ťci┼éam ich dom i nigdy wi─Öcej tam nie wr├│ci┼éam.

B─Öd─ůc bez grosza przy duszy posz┼éam do innych szmugler├│w ÔÇô pa┼ästwa Janiszewskich. Przyj─Öli mnie ze spokojem i zrozumieniem. Pozwolili pozosta─ç przez dwa tygodnie. Przepraszali, ┼╝e tak kr├│tko, ale ÔÇô jak m├│wili ÔÇô obawiali si─Ö o ┼╝ycie w┼éasnych dzieci. Janiszewscy przyrzekli mi jednak, ┼╝e podejm─ů usilne starania, aby znale┼║─ç dla mnie bezpieczne schronienie.

Istotnie dotrzymali s┼éowa. Znale┼║li mi prac─Ö u dwojga starszych ludzi, nad kt├│rymi mia┼éam sprawowa─ç opiek─Ö. By┼éo mi u nich bardzo dobrze, ale potrzebowa┼éam troch─Ö pieni─Ödzy na w┼éasne potrzeby.Za zgod─ů starszej pani postanowi┼éam raz jeszcze wyruszy─ç ze szmuglerami do ÔÇ×ReichuÔÇŁ. Niestety, w drodze powrotnej przy┼éapa┼é nas niemiecki patrol graniczny. Odebrano nam wszystkie towary, bito i kopano. Jeden z Niemc├│w doskoczy┼é do mnie, krzycz─ůc: ÔÇ×Juden, Juden!ÔÇŁ, a nast─Öpnie zacz─ů┼é mnie ok┼éada─ç kolb─ů karabinu.

Pomimo niedawnych prze┼╝y─ç, nie za┼éama┼éam si─Ö. Krzycza┼éam na ca┼ée gard┼éo: ÔÇ×Mo┼╝esz mnie nawet zabi─ç, ale ja jestem Polk─ů!ÔÇŁ. Wtedy podszed┼é do mego oprawcy drugi Niemiec i powiedzia┼é: ÔÇ×Co ty robisz, ja znam t─Ö dziewczyn─Ö, ona na pewno nie jest ┼╗yd├│wk─ůÔÇŁ. Oprawca splun─ů┼é mi pod nogi i odszed┼é, a ten drugi kaza┼é mi, abym szybko si─Ö st─ůd zabiera┼éa. Gdy wr├│ci┼éam do moich staruszk├│w by┼éam okropnie posiniaczona i spuchni─Öta. Starsza pani by┼éa wr─Öcz przera┼╝ona, ale z du┼╝─ů trosk─ů opatrywa┼éa moje rany.

Kilka dni p├│┼║niej odnalaz┼éa mnie moja kuzynka Dora ┼Ünieg, kt├│ra widz─ůc moj─ů sytuacj─Ö, postanowi┼éa zabra─ç mnie do siebie. Dora by┼éa starsza ode mnie o kilka lat. Posiada┼éa dobre ÔÇ×papieryÔÇŁ, zar├│wno metryk─Ö urodzenia, jak i kenkart─Ö. Mia┼éa te┼╝ dobry aryjski wygl─ůd oraz prawdziwych przyjaci├│┼é, u kt├│rych pracowa┼éa jako krawcowa. Dora, maj─ůc kontakt z wieloma lud┼║mi, zdo┼éa┼éa ustali─ç niekt├│re miejsca ukrywaj─ůcych si─Ö ┼╗yd├│w i, w miar─Ö swoich si┼é, nie┼Ť─ç im pomoc.

Pewnego dnia Dora zaproponowa┼éa mi wizyt─Ö u jej znajomych, Franciszki i Jana W├│jcickich z D─ůbr├│wki Szlacheckiej. Byli w┼éa┼Ťcicielami maj─ůtku ziemskiego i zatrudniali wielu pracownik├│w najemnych. Przed wojn─ů m├│j ojciec oraz wujek Symcha Inwentarz prowadzili z W├│jcickimi rozliczne interesy. W czasie naszej wizyty W├│jcicki zaproponowa┼é mi prac─Ö pomocy domowej. Przyj─Ö┼éam t─Ö propozycj─Ö z rado┼Ťci─ů. By┼éam przecie┼╝ m┼éoda, pe┼éna energii, a W├│jciccy okazali nam du┼╝─ů przychylno┼Ť─ç.

Do moich obowi─ůzk├│w nale┼╝a┼éo wszystko to, co zleci┼éa mi pani W├│jcicka. Sprz─ůta┼éam, gotowa┼éam, doi┼éam krowy. Najwa┼╝niejsze by┼éo to, ┼╝e ca┼éa moja dzia┼éalno┼Ť─ç przebiega┼éa w ciep┼éej i przyjaznej atmosferze. By┼éam bardzo wdzi─Öczna moim gospodarzom. Uwolniona od codziennego napi─Öcia i dramatycznych prze┼╝y─ç mia┼éam nadziej─Ö, ┼╝e pod tym dachem doczekam lepszych czas├│w. Z dnia na dzie┼ä by┼éam spokojniejsza. Pracowa┼éam ch─Ötnie i z du┼╝ym zaanga┼╝owaniem.

Prawdziw─ů os┼éod─ů mego ┼╝ycia by┼éa siostrzenica W├│jcickiego, Pola ÔÇô Apolonia Gorzkowska. Mieszka┼éa blisko nas i bardzo cz─Östo odwiedza┼éa wujostwo. Z czasem zawi─ůza┼éa si─Ö mi─Ödzy nami serdeczna przyja┼║┼ä. Nie mia┼éy┼Ťmy przed sob─ů ┼╝adnych tajemnic. Ka┼╝da z nas otwarcie i szczerze m├│wi┼éa o swoim ┼╝yciu, marzeniach i planach. Pola wiedzia┼éa kim jestem, zna┼éa moich rodzic├│w┬ái rodze┼ästwo. Przyja┼║┼ä nasza by┼éa tak mocna, ┼╝e Pola niemal ka┼╝d─ů woln─ů chwil─Ö sp─Ödza┼éa wraz ze mn─ů. Cz─Östo wieczorem by┼éam zapraszana do jej rodzic├│w, kt├│rzy byli dla mnie mili i serdeczni.

Po jakim┼Ť czasie, w wielkiej tajemnicy, Pola wyjawi┼éa mi, ┼╝e w swoim domu ukrywaj─ů ┼╗yda, Mo┼äka Szermana. Dobrze go zna┼éam. By┼é on ojcem moich kole┼╝anek. Pa┼ästwo Gorzkowscy pozwolili mi nawet na cz─Öste rozmowy z panem Szermanem. W czasie tych rozm├│w oboje wyra┼╝ali┼Ťmy strach o los naszych najbli┼╝szych. Pami─Ötam, ┼╝e zawsze pociesza┼éam go, ┼╝e prze┼╝yjemy, odnajdziemy najbli┼╝szych i zn├│w wr├│cimy do naszych dom├│w. Niestety, moja wizja by┼éa zbyt optymistyczna. Jednak ja i Moniek prze┼╝yli┼Ťmy wojn─Ö i doczekali┼Ťmy wolno┼Ťci. Ale nim do tego dosz┼éo, musieli┼Ťmy prze┼╝y─ç jeszcze wiele dramatycznych dni i nocy.

Pewnego dnia Pola powiedzia┼éa mi, ┼╝e podj─Ö┼éa starania o zdobycie dla mnie obowi─ůzuj─ůcych wszystkich Polak├│w dokument├│w identyfikacyjnych. By┼éa to metryka urodzenia wydana przez Ko┼Ťci├│┼é rzymskokatolicki i kenkarta, kt├│r─ů wystawia┼éy w┼éadze okupacyjne jako dow├│d osobisty. O posiadaniu takich dokument├│w nawet nie marzy┼éam, a┼╝ tu nagle taka propozycja. Pola, kt├│ra ÔÇô jak si─Ö domy┼Ťla┼éam ÔÇô dzia┼éa┼éa w konspiracyjnym ruchu oporu, by┼éa dziewczyn─ů odwa┼╝n─ů i ┼Ťwietnie zorganizowan─ů. Pomaga┼é jej Micha┼é Stonkiewicz, pseudonim Harski, kapitan polskiego podziemia.

W sprawie mojej metryki posz┼éa do miejscowego proboszcza i poprosi┼éa o jej wystawienie. Ksi─ůdz, kt├│ry doskonale zna┼é Pol─Ö i jej rodzic├│w, wystawi┼é taki dokument, nadaj─ůc mi nowe nazwisko: Krystyna Budna. Metryka by┼éa podstaw─ů do wyrobienia mi w konspiracyjnej pracowni ÔÇ×lewejÔÇŁ kenkarty. Kenkarty te by┼éy wykonane po mistrzowsku i Niemcy przyjmowali je jako oryginalne. Maj─ůc w kieszeni metryk─Ö urodzenia i kenkart─Ö z moim odciskiem palca, czu┼éam si─Ö spokojniejsza.

Moj─ů rado┼Ť─ç przy─çmi┼éa jednak ┼Ťmier─ç jedynego syna pa┼ästwa W├│jcickich. Zmar┼é podczas operacji szpitalnej, pozostawiaj─ůc rodzic├│w w ogromnym smutku i rozpaczy. Pani W├│jcicka wci─ů┼╝ p┼éaka┼éa po k─ůtach, a pan W├│jcicki ca┼éymi godzinami sta┼é bez ruchu patrz─ůc w okno. Pewnego dnia, stoj─ůc tak przy oknie powiedzia┼é: ÔÇ×Id─ů do nas NiemcyÔÇŁ. Odruchowo rzuci┼éam si─Ö do drzwi. Niemcy to zauwa┼╝yli. Zapytali: ÔÇ×Dok─ůd tak si─Ö spieszysz?ÔÇŁ. Odpowiedzia┼éam im spokojnie, ┼╝e do obory. Po wylegitymowaniu mnie i kilku innych os├│b odeszli, ale zn├│w w mym sercu zasiali okrutny strach.

Trzy lata wojny, tu┼éaczki, przemytu, szmuglu, ci─Ö┼╝kie pobicie, ┼╝ycie pe┼éne nerwowego napi─Öcia zrobi┼éy swoje. Moje oczy coraz cz─Ö┼Ťciej bieg┼éy na drog─Ö, sk─ůd m├│g┼é nadej┼Ť─ç niemiecki patrol. Aby podratowa─ç zszarpane nerwy, poprosi┼éam W├│jcickich o kilkudniowy urlop celem odwiedzenia przyjaci├│┼é.Ch─Ötnie wyrazili zgod─Ö.

Kolejk─ů w─ůskotorow─ů pojecha┼éam do Jab┼éonny, do moich starych przyjaci├│┼é przemytnik├│w. Sp─Ödzi┼éam u nich kilka spokojnych dni. Byli to ludzie biedni, od kiedy szmugiel mi─Ödzy gettami upad┼é, ledwo wegetowali. Dzielili si─Ö ze mn─ů wszystkim czym mogli, a mieli naprawd─Ö niewiele. Czu┼éam si─Ö troch─Ö nieswojo b─Öd─ůc na ich ÔÇ×garnuszkuÔÇŁ. Lecz oni byli dla mnie bardzo serdeczni.

Po moim powrocie pani W├│jcicka wyja┼Ťni┼éa mi pow├│d ostatniej wizyty niemieckiego patrolu. By┼éa ona spowodowana donosem, ┼╝e w ich maj─ůtku ukrywani s─ů ┼╗ydzi. Zdawa┼éam sobie spraw─Ö z tego, ┼╝e b─Öd─ůcy w pobli┼╝u szmalcownik jest dla mnie i dla pa┼ästwa W├│jcickich najwi─Ökszym zagro┼╝eniem i ┼╝e b─Ödzie dzia┼éa┼é dalej. Obok ludzi dobrych, kt├│rzy dawali ┼Ťwiadectwo cz┼éowiecze┼ästwa, nara┼╝aj─ůc ┼╝ycie w┼éasne i rodziny, byli te┼╝ ludzie ┼║li i nienawistni, kt├│rzy za n─Ödzn─ů nagrod─Ö denuncjowali ┼╗yd├│w.

Gdy wyjawi┼éam Poli zaistnia┼é─ů sytuacj─Ö, w├│wczas ona podzieli┼éa w pe┼éni moje obawy. Uzna┼éa, ┼╝e koniecznie powinnam znale┼║─ç inne miejsce. Dwa dni p├│┼║niej o┼Ťwiadczy┼éa, ┼╝e mo┼╝e przenie┼Ť─ç mnie do Warszawy, do pracy w charakterze gospodyni domowej u swoich przyjaci├│┼é.

Z ci─Ö┼╝kim sercem opuszcza┼éam dom W├│jcickich. Nie mia┼éam innego wyj┼Ťcia. Nie mog┼éam nara┼╝a─ç ich i siebie na niechybn─ů ┼Ťmier─ç. Aby nie robi─ç wielkiego zamieszania, um├│wi┼éam si─Ö z Pol─ů, ┼╝e odejd─Ö bez po┼╝egnania i bez proszenia o zgod─Ö. Przypuszcza┼éy┼Ťmy, ┼╝e W├│jciccy nie zechc─ů wyrazi─ç zgody na moje odej┼Ťcie. W dniu rozstania wsta┼éam troch─Ö wcze┼Ťniej, wydoi┼éam krowy, spakowa┼éam swoje rzeczy i ruszy┼éam na stacj─Ö kolejki w─ůskotorowej, gdzie by┼éam um├│wiona z Pol─ů. Przysz┼éam pierwsza i ukry┼éam si─Ö za w─Ög┼éem budynku.

Nagle na swoim ramieniu poczu┼éam czyj─ů┼Ť d┼éo┼ä. Wyl─Ökniona a┼╝ podskoczy┼éam ze strachu. Gdy si─Ö obr├│ci┼éam, ujrza┼éam pana W├│jcickiego, kt├│ry spokojnie, jakby zna┼é moje zamiary, powiedzia┼é: ÔÇ×Co ty chcesz zrobi─ç dziewczyno, chyba w moim domu nie dzieje ci si─Ö krzywdaÔÇŁ. W odpowiedzi rozp┼éaka┼éam si─Ö. W├│jcicki otar┼é d┼éoni─ů moje ┼ézy, wzi─ů┼é bez s┼éowa moje rzeczy i rzek┼é: ÔÇ×Wracamy do domu, nie zapomnij tylko przeprosi─ç moj─ů ┼╝on─Ö; nie zas┼éu┼╝y┼éa sobie na takie traktowanieÔÇŁ. Gdy wr├│cili┼Ťmy, zamiast s┼é├│w poca┼éowa┼éam pani─ů W├│jcick─ů w r─Ök─Ö, zas┼éugiwa┼éa na to. Teraz zrozumia┼éam, ┼╝e moje zachowanie by┼éo g┼éupie i niesprawiedliwe.

Niestety, obawy moje i Poli potwierdzi┼éy si─Ö. Kilka dni p├│┼║niej zn├│w mieli┼Ťmy kolejn─ů wizyt─Ö. Obiera┼éam ziemniaki, gdy nagle na podw├│rze zajecha┼é samoch├│d ci─Ö┼╝arowy z niemieckimi ┼╝o┼énierzami i kilkoma ÔÇ×granatowymiÔÇŁ policjantami. Na ich spotkanie wysz┼éa pani W├│jcicka, pytaj─ůc o cel wizyty. Jeden z Niemc├│w o┼Ťwiadczy┼é jej w├│wczas, ┼╝e w ich maj─ůtku ukrywaj─ů si─Ö ┼╗ydzi.

W├│jcicka stanowczo zaprzeczy┼éa m├│wi─ůc, ┼╝e kto┼Ť si─Ö na nich m┼Ťci bepodstawnie. Nast─Öpnie wys┼éa┼éa jednego z ch┼éopc├│w po m─Ö┼╝a. Zanim pan W├│jcicki przyszed┼é z pola, Niemcy sprawdzili moje dokumenty, wypytali o moj─ů rodzin─Ö itp. Mimo wielkiego napi─Öcia, na ka┼╝de pytanie odpowiada┼éam ze spokojem, a nawet z u┼Ťmiechem na twarzy. Nagle w czasie tego przes┼éuchania jeden z Niemc├│w zapyta┼é mnie: ÔÇ×A jakie jest twoje prawdziwe imi─Ö?ÔÇŁ.

ÔÇ×Co to znaczy prawdziwe imi─Ö, ja jestem prost─ů dziewczyn─ů i nie rozumiem tego pytaniaÔÇŁ ÔÇô odpowiedzia┼éam. W├│wczas b─Öd─ůcy w┼Ťr├│d nich ÔÇ×granatowyÔÇŁ policjant zapyta┼é, czy znam dziewczyn─Ö, ┼╗yd├│wk─Ö, pracuj─ůc─ů w tym maj─ůtku. Odpowiedzia┼éam, ┼╝e nic nie wiem o ┼╝adnych ┼╗ydach. W tym momencie wszed┼é pan W├│jcicki, zapraszaj─ůc Niemc├│w i policjant├│w do jadalni i tam wyja┼Ťni┼é, ┼╝e przypuszcza, i┼╝ jest to kolejna zemsta niech─Ötnych mu ludzi. On nigdy by nie narazi┼é rodziny i swego maj─ůtku, aby dawa─ç schronienie ┼╗ydom.

ÔÇ×Znam wszystkie zarz─ůdzenia w┼éadz niemieckich i bezwzgl─Ödnie ich przestrzegamÔÇŁ ÔÇô o┼Ťwiadczy┼é. Niemcy byli zadowoleni z tej wypowiedzi, a oficer niemiecki na po┼╝egnanie doda┼é jeszcze: ÔÇ×Ordung muss seinÔÇŁ. Kiedy odjechali, pani W├│jcicka ukry┼éa twarz w d┼éoniach i gorzko zap┼éaka┼éa. W├│jcicki sta┼é jak zamurowany. We mnie jakby co┼Ť p─Ök┼éo, trz─Ös┼éam si─Ö jak w febrze. ┼╗adn─ů si┼é─ů nie mog┼éam opanowa─ç nerw├│w, cho─ç w obliczu Niemc├│w by┼éam taka dzielna.

Niestety ta kolejna wizyta Niemc├│w u┼Ťwiadomi┼éa wszystkim, ┼╝e moje dalsze pozostawanie w tym domu sko┼äczy si─Ö wielk─ů tragedi─ů. Ja wraz z Pol─ů zdo┼éa┼éy┼Ťmy, po d┼éu┼╝szej rozmowie, przekona─ç W├│jcickich, ┼╝e najbezpieczniej dla wszystkich b─Ödzie, gdy opuszcz─Ö ich go┼Ťcinny dom.

Nast─Öpnego dnia po┼╝egnano mnie serdecznie, wyposa┼╝ono w niezb─Ödne rzeczy i pieni─ůdze. Wraz z Pol─ů ruszy┼éy┼Ťmy do Warszawy. Tu czeka┼éa mnie praca w charakterze pomocy domowej u pa┼ästwa Rogozi┼äskich, zamieszka┼éych na Grochowie przy ulicy Stanis┼éawowskiej 5. Rogozi┼äska by┼éa kole┼╝ank─ů Poli z okresu ich nauki w Warszawskiej Szkole Piel─Ögniarskiej. Zosta┼éam przedstawiona jako daleka krewna Apolonii Gorzkowskiej.

By┼éo mi tu dobrze. Mia┼éam sw├│j male┼äki pokoik i niezbyt wiele pracy. Rogozi┼äscy wi─Ökszo┼Ť─ç czasu sp─Ödzali poza domem. Ja przez ca┼éy dzie┼ä pe┼éni┼éam obowi─ůzki gospodyni: pra┼éam, sprz─ůta┼éam, gotowa┼éam, robi┼éam zakupy. Rogozi┼äscy byli zadowoleni z mojej pracy i dawali mi wiele satysfakcji.

Wiosn─ů 1944 roku Pola wysz┼éa za m─ů┼╝ za wspania┼éego cz┼éowieka ÔÇô Paw┼éa Nikodemskiego. By┼éam na ich ┼Ťlubie, kt├│ry odby┼é si─Ö bardzo uroczy┼Ťcie w warszawskiej Katedrze ┼Üwi─Ötego Jana. Oboje prezentowali si─Ö pi─Öknie i mimo otaczaj─ůcej nas ponurej rzeczywisto┼Ťci, wygl─ůdali na ludzi bardzo szcz─Ö┼Ťliwych. Nawet po ┼Ťlubie Pola nigdy o mnie nie zapomina┼éa. W domu
Rogozi┼äskich odwiedza┼éa mnie regularnie wraz ze swoim m─Ö┼╝em. W├│wczas to oni zast─Öpowali mi najbli┼╝sz─ů rodzin─Ö.

Pewnego majowego dnia 1944 roku wysz┼éam jak zwykle na zakupy. Po drodze pomy┼Ťla┼éam sobie o letniej sukience. Postanowi┼éam wi─Öc p├│j┼Ť─ç do mieszkaj─ůcej nieopodal krawcowej, u kt├│rej niegdy┼Ť szy┼éa sobie suknie moja matka. Krawcowa by┼éa zaskoczona moim widokiem. Pozna┼éa mnie natychmiast i zacz─Ö┼éa zadawa─ç wiele pyta┼ä. Gdzie s─ů rodzice, co ja tu robi─Ö, gdzie mieszkam. ┼╗yj─ůc ju┼╝ tak d┼éugo w konspiracji, by┼éam zaskoczona tymi pytaniami. K┼éama┼éam wi─Öc jak z nut, ┼╝e przysz┼éam do Warszawy wraz z przemytnikami i jeszcze dzi┼Ť ruszamy w dalsz─ů drog─Ö. Po po┼╝egnaniu wyrzuca┼éam sobie, ┼╝e pewnie niepotrzebnie j─ů ok┼éamywa┼éam, ┼╝e jej pytania nie by┼éy nast─Öpstwem z┼éych zamiar├│w.Niestety, ┼╝ycie cz┼éowieka ┼Ťciganego ci─ůgle by┼éo obarczone takimi zachowaniami.

W zwi─ůzku z wyjazdem Rogozi┼äskich na pewien czas z Warszawy, na pro┼Ťb─Ö Poli podj─Ö┼éam prac─Ö u pa┼ästwa Marii i Jana Godlewskich. By┼éo to wspania┼ée ma┼é┼╝e┼ästwo wychowuj─ůce tr├│jk─Ö uroczych dzieci. Zazwyczaj rano oboje wychodzili do pracy, a ja pozostawa┼éam w domu jako gospodyni i opiekunka. Polubi┼éam dzieci i ca┼é─ů rodzin─Ö, a oni te┼╝ darzyli mnie du┼╝─ů sympati─ů.

Wszystko by┼éoby dobrze, gdyby nie narastaj─ůca z ka┼╝dym dniem atmosfera wielkiego napi─Öcia. Wszyscy wiedzieli┼Ťmy, ┼╝e zbli┼╝a si─Ö do Warszawy armia rosyjska, ┼╝e Niemcy dostaj─ů baty na wschodzie i na zachodzie. W Warszawie panowa┼é jednak nadal okrutny terror. Codziennie gin─Öli ludzie w katowniach hitlerowskich na Szucha i Pawiaku.

Pola pociesza┼éa mnie ci─ůgle, ┼╝e nied┼éugo b─Ödziemy wolne i szcz─Ö┼Ťliwe. M├│wi┼éa te┼╝, ┼╝e t─Ö wolno┼Ť─ç trzeba sobie wywalczy─ç, ┼╝e Polacy musz─ů wyr├│wna─ç z Niemcami wszystkie porachunki. Zgodnie z tymi odczuciami, 1 sierpnia 1944 roku wybuch┼éo powstanie warszawskie. Tysi─ůce m┼éodych m─Ö┼╝czyzn i kobiet stan─Ö┼éo do walki. N─Ödznie uzbrojeni podj─Öli walk─Ö z doborowymi oddzia┼éami armii niemieckiej. Walczono o ka┼╝d─ů ulic─Ö, o ka┼╝dy dom. Jeszcze w czerwcu dzieci Godlewskich zosta┼éy wys┼éane na wakacje do dziadk├│w mieszkaj─ůcych w Grudzkowoli ko┼éo Gr├│jca. Mia┼éam te┼╝ do nich do┼é─ůczy─ç, ale wybuch powstania pokrzy┼╝owa┼é te plany.

W Warszawie panowa┼éa nieustaj─ůca kanonada. Na g┼éowy mieszka┼äc├│w lecia┼éy tysi─ůce bomb i pocisk├│w. P┼éon─Ö┼éy ca┼ée dzielnice. Zabitych chowano w parkach i na okolicznych skwerach. Wszystkim dokucza┼é g┼é├│d i brak wody pitnej. Po dw├│ch miesi─ůcach powstanie upad┼éo, podpisano kapitulacj─Ö, a Warszawa zosta┼éa zr├│wnana przez Niemc├│w z ziemi─ů. Ludzie, kt├│rym uda┼éo si─Ö prze┼╝y─ç, wychodzili z piwnic i schron├│w. Ludno┼Ť─ç cywilna zosta┼éa zap─Ödzona do obozu przej┼Ťciowego w Pruszkowie, a ┼╝o┼énierzy powstania ┼éadowano do bydl─Öcych wagon├│w i wywo┼╝ono do oboz├│w jenieckich.

Do obozu w Pruszkowie dotar┼éam w bardzo z┼éym stanie. Ju┼╝ w czasie powstania zachorowa┼éam na bardzo ostr─ů chorob─Ö zaka┼║n─ů ÔÇô czerwonk─Ö bakteryjn─ů. M├│j stan zdrowia szybko si─Ö pogarsza┼é i wymaga┼é leczenia szpitalnego. Mia┼éam troch─Ö szcz─Ö┼Ťcia. Wraz z innymi ci─Ö┼╝ko chorymi zosta┼éam przetransportowana do szpitala w Piasecznie, gdzie lekarze podj─Öli walk─Ö o utrzymanie mnie przy ┼╝yciu.

Nie by┼éo ┼éatwo, ale si─Ö uda┼éo. Pomog┼éa sulfaguanidyna i troska ludzka. Zawsze b─Öd─Ö pami─Öta─ç, ┼╝e moje ┼╝ycie zawdzi─Öczam ludziom spod znaku Polskiego Czerwonego Krzy┼╝a, kt├│rzy r├│wnie biedni jak my wszyscy, dawali liczne dowody prawdziwej troski o chorych i zwyk┼éej ludzkiej dobroci. Zapewne tamte do┼Ťwiadczenia spowodowa┼éy, ┼╝e wybra┼éam p├│┼║niej zaw├│d piel─Ögniarki.

Kiedy wreszcie stan─Ö┼éam na w┼éasnych nogach, gor─ůco zapragn─Ö┼éam wyruszy─ç do Grudzkowoli, do dzieci pa┼ästwa Godlewskich. Nigdy w chorobie nie przesta┼éam o nich my┼Ťle─ç. Martwi┼éam si─Ö o nie, a tak┼╝e o los ich rodzic├│w, nie wiedz─ůc, czy prze┼╝yli powstanie. Os┼éabiona i ca┼ékiem bezsilna postanowi┼éam wyruszy─ç. Wszyscy odradzali mi t─Ö wypraw─Ö a┼╝ do czasu, gdy nabior─Ö wi─Öcej si┼é. Ja jednak by┼éam przekonana, ┼╝e si┼éy powr├│c─ů, gdy zobacz─Ö ÔÇ×swojeÔÇŁ dzieci, za kt├│re ja r├│wnie┼╝ czu┼éam si─Ö odpowiedzialna. Ruszy┼éam wi─Öc w drog─Ö.

Mia┼éam do pokonania oko┼éo 30 kilometr├│w, a liczy─ç mog┼éam tylko na w┼éasne nogi i przygodny transport. Kilka kilometr├│w podwi├│z┼é mnie samoch├│d ci─Ö┼╝arowy, kawa┼é drogi odby┼éam na wiejskiej furmance, reszt─Ö piechot─ů. Jednak dotar┼éam do celu. By┼éam ca┼ékowicie wyczerpana. Zm─Öczenie i os┼éabienie min─Ö┼éo szybko, gdy w Grudzkowoli zobaczy┼éam ca┼é─ů rodzin─Ö Godlewskich w dobrym zdrowiu i kondycji. Witali mnie tak serdecznie, ┼╝e rozp┼éaka┼éam si─Ö ze szcz─Ö┼Ťcia i d┼éugo nie mog┼éam powstrzyma─ç ┼éez.

Gdy siedli┼Ťmy do posi┼éku, ka┼╝dy z nas opowiada┼é, jak prze┼╝y┼é powstanie i wszystkie zwi─ůzane z nim dramaty. Marii i Janowi Godlewskim cudem uda┼éo si─Ö wyrwa─ç z niemieckiego kordonu ┼Ťmierci i dotrze─ç do dzieci, do rodzinnej wsi. Ja opowiada┼éam im o moich prze┼╝yciach w powstaniu, o g┼éodzie, po┼Ťwi─Öceniu i bohaterstwie ludzi i o chorobie, kt├│ra mnie powali┼éa.Godlewscy uznali, ┼╝e choroba ca┼ékiem jeszcze ode mnie nie odesz┼éa i po swojemu zabrali si─Ö za moj─ů rekonwalescencj─Ö. Istotnie, przyjazne otoczenie, obfite i zdrowe posi┼éki oraz ┼Ťwie┼╝e powietrze spowodowa┼éy, ┼╝e szybko wraca┼éam do si┼é i zdrowia.

Niestety, jak si─Ö okaza┼éo, moje k┼éopoty nie mia┼éy si─Ö jeszcze zako┼äczy─ç. Pewnego dnia z niewyja┼Ťnionych przyczyn dosta┼éam zapalenia paznokcia, tzw. zastrza┼éu. Pami─Ötam, ┼╝e dok┼éadnie wyczy┼Ťci┼éam ropiej─ůcy paznokie─ç
i przesta┼éam si─Ö ju┼╝ nim przejmowa─ç. A tu nagle pewnego dnia stan mojego zdrowia pogorszy┼é si─Ö do tego stopnia, ┼╝e dosta┼éam bardzo wysokiej gor─ůczki. W pobli┼╝u nie by┼éo ┼╝adnego lekarza.

Przera┼╝eni Godlewscy przywie┼║li wi─Öc weterynarza, kt├│ry stwierdzi┼é silne zatrucie i doradzi┼é natychmiastowe odwiezienie do szpitala w Gr├│jcu. Godlewscy uczynili to natychmiast. By┼éa to noc wigilijna 1944 roku. Zamiast biesiady z dzie─çmi i rodzicami za ┼Ťwi─ůtecznym sto┼éem, oboje sp─Ödzili t─Ö noc ze mn─ů w gr├│jeckim szpitalu. Straci┼éam w├│wczas przytomno┼Ť─ç i nie wiedzia┼éam, co si─Ö wok├│┼é mnie dzieje. Dopiero gdy przysz┼éam do siebie, siostry zakonne, kt├│re w tym szpitalu pe┼éni┼éy obowi─ůzki piel─Ögniarskie, opowiedzia┼éy mi wszystko z najdrobniejszymi szczeg├│┼éami.

O tym, ┼╝e przy moim ┼é├│┼╝ku dniem i noc─ů czuwa┼é pan Godlewski, ┼╝e to on o┼Ťwiadczy┼é lekarzom, aby u┼╝yli wszystkich ┼Ťrodk├│w do ratowania mego ┼╝ycia, a wszelkie koszty on pokryje z w┼éasnej kieszeni. Siostry opowiedzia┼éy i to, ┼╝e nie b─Öd─ůc pewne, czy przetrwam, wezwa┼éy ksi─Ödza, kt├│ry udzieli┼é mi ostatniego namaszczenia.

Okaza┼éo si─Ö, ┼╝e zn├│w mia┼éam szcz─Ö┼Ťcie i przemog┼éam ┼Ťmier─ç. Dzi─Öki wiedzy lekarzy, dobroci si├│str zakonnych i z trudem zdobytemu prontosilowi, wraca┼éo zdrowie. Musia┼éo wraca─ç. By┼éam m┼éoda i pragn─Ö┼éam ┼╝y─ç. Pami─Ötam radosne twarze lekarzy i si├│str, kiedy wraz z Godlewskim opuszcza┼éam gr├│jecki szpital. Wraca┼éam do Grudzkowoli. Cho─ç na mi─Ökkich nogach, ale szcz─Ö┼Ťliwa, ┼╝e prze┼╝y┼éam. Wraz ze zdrowiem wraca┼éa nadzieja na wyzwolenie z niemieckiej niewoli.

Wreszcie 17 stycznia 1945 roku wojska rosyjskie rozpocz─Ö┼éy d┼éugo oczekiwan─ů ofensyw─Ö. S┼éycha─ç by┼éo odg┼éos dzia┼é artyleryjskich. Niemcy uciekali. Pomimo powszechnej biedy, ludzie p┼éakali ze szcz─Ö┼Ťcia. W Godlewskich wst─ůpi┼éo nowe ┼╝ycie. Zacz─Öli my┼Ťle─ç o powrocie do Warszawy, cho─ç ca┼ée miasto le┼╝a┼éo w gruzach. Ja te┼╝ cieszy┼éam si─Ö, ┼╝e ┼╝yj─Ö, ┼╝e mo┼╝e odnajd─Ö swoj─ů rodzin─Ö, mo┼╝e powr├│ci Cwi. By┼éo mi tu dobrze. ┼╗y┼éam w┼Ťr├│d zatroskanych o mnie ludzi, kocha┼éam ich dzieci.

Gdy pan Godlewski przyni├│s┼é wiadomo┼Ť─ç, ┼╝e Warszawa zosta┼éa rozminowana przez saper├│w, zapad┼éo postanowienie, aby do niej wraca─ç. To, co zobaczyli┼Ťmy, by┼éo straszne. Ca┼ée miasto w gruzach, wsz─Ödzie stercza┼éy kikuty wypalonych budynk├│w. Miasto by┼éo wymar┼ée, ale wracali ju┼╝ ludzie z tobo┼ékami na plecach. P├│┼║niej zacz─Ö┼éy ukazywa─ç si─Ö pierwsze stragany. Pa┼ästwo Godlewscy nie czekali na mann─Ö z nieba. Ruszyli na mniej zniszczon─ů Prag─Ö, gdzie zacz─Öli rozkr─Öca─ç sw├│j w┼éasny biznes.

Ja usilnie szuka┼éam kontaktu z krewnymi. Odnalaz┼éam moj─ů ukochan─ů Dor─Ö ┼Ünieg i Joska Inwentarza. Niestety, gas┼éa moja nadzieja na odnalezienie rodzic├│w i rodze┼ästwa. W czasie naszych spotka┼ä z Dor─ů i Joskiem coraz cz─Ö┼Ťciej wraca┼é temat naszego ewentualnego wyjazdu do Palestyny. Uwa┼╝ali┼Ťmy, ┼╝e b─Ödziemy tam mieli lepsze warunki do zdobycia odpowiedniego zawodu i pracy. Poma┼éu szykowa┼éam si─Ö, aby wyjawi─ç swoje plany pa┼ästwu Godlewskim.

Wreszcie nadszed┼é ten dzie┼ä, gdy powiedzia┼éam Godlewskim, ┼╝e jestem ┼╗yd├│wk─ů i zamierzam wraz ze swymi ocala┼éymi krewnymi wyjecha─ç do Palestyny. Ku mojemu zaskoczeniu Godlewscy nie wykazali ┼╝adnego zdziwienia. Z u┼Ťmiechem na ustach wyznali, ┼╝e moje pochodzenie by┼éo im znane od chwili, gdy przekroczy┼éam pr├│g ich mieszkania. Nie chcieli mi o tym m├│wi─ç, abym to ja nie przel─Ök┼éa si─Ö tym odkryciem i nie uciek┼éa z ich domu. Ponadto Godlewski wyzna┼é mi, ┼╝e jego matka te┼╝ jest ┼╗yd├│wk─ů i ┼╝e on przez ca┼é─ů okupacj─Ö te┼╝ j─ů ukrywa┼é. Przesz┼éa na katolicyzm, gdy po┼Ťlubi┼éa jego ojca.

W marcu 1945 roku wybra┼éam si─Ö z wizyt─ů do mojego rodzinnego Henrykowa z nadziej─ů, ┼╝e kto┼Ť przeka┼╝e mi jakie┼Ť wie┼Ťci o najbli┼╝szych. Niestety, moja wiedza o nich ko┼äczy┼éa si─Ö na po┼╝egnaniu, gdy wychodzi┼éam z getta w Nowym Dworze. Wszyscy twierdzili, ┼╝e stamt─ůd wiod┼éa tylko jedna droga. Na Umschlagplatz, a nast─Öpnie do Treblinki. Tam dokonywano masowej zag┼éady.

Od s─ůsiad├│w dowiedzia┼éam si─Ö r├│wnie┼╝, ┼╝e spo┼Ťr├│d 300 rodzin ┼╝ydowskich zamieszka┼éych przed wojn─ů w Henrykowie, przetrwa┼éo zaledwie 8 os├│b. Poza mn─ů ocaleli jeszcze Dora ┼Ünieg, Josek Inwentarz, Moniek Szerman, oraz ÔÇô nape┼éniaj─ůc moje serce wielk─ů rado┼Ťci─ů i otuch─ů ÔÇô wr├│ci┼é z wojskiem m├│j ukochany brat Cwi.

Cho─ç nasze codzienne ┼╝ycie by┼éo obci─ů┼╝one wielkim dramatem, to jednak coraz cz─Ö┼Ťciej wracali┼Ťmy do tematu naszej przysz┼éo┼Ťci. Dla nas m┼éodszych oparciem by┼éa Dora ┼Ünieg. Starsza i do┼Ťwiadczona szybko nawi─ůza┼éa kontakty z tajn─ů organizacj─ů kombatanck─ů ÔÇ×BrichaÔÇŁ, kierowan─ů przez Icchaka Cukiermana. ÔÇ×BrichaÔÇŁ by┼éa organizacj─ů, kt├│ra stawia┼éa sobie za cel przeprowadzenie emigracji ocalonych z Holokaustu ┼╗yd├│w do Palestyny. W├│wczas by┼éo to nielegalne. R├│wnie┼╝ m├│j brat Cwi by┼é zdania, ┼╝e w Polsce nie ma przysz┼éo┼Ťci dla uratowanych ┼╗yd├│w i ┼╝e musz─ů teraz sami pokierowa─ç swoim ┼╝yciem z dala od dramatycznych wspomnie┼ä.

W moim ┼╝yciu pojawi┼éy si─Ö r├│wnie┼╝ bardzo szcz─Ö┼Ťliwe dni. W kwietniu 1946 roku po┼Ťlubi┼éam lwowskiego ┼╗yda Aleksandra Wassera, kt├│ry odbywa┼é s┼éu┼╝b─Ö w Wojsku Polskim. By┼é felczerem pu┼ékowym. Po┼é─ůczy┼éa nas wsp├│lna niedola. On, podobnie jak ja, straci┼é ca┼é─ů rodzin─Ö i podobnie jak Cwi marzy┼é o wyje┼║dzie do Palestyny. Jednak wyjecha─ç w├│wczas do Palestyny nie by┼éo ┼éatwo. Musieli┼Ťmy u┼╝y─ç wielu forteli, m.in. podaj─ůc, ┼╝e zostali┼Ťmy do Polski przywiezieni przez Niemc├│w z Europy Zachodniej i chcemy tam powr├│ci─ç do swoich rodzin. Dzi─Öki pomocy ÔÇ×BrichyÔÇŁ zdo┼éali┼Ťmy opu┼Ťci─ç Polsk─Ö, podobnie jak ponad sto tysi─Öcy ┼╗yd├│w.

Zostali┼Ťmy umieszczeni w transporcie, kt├│rego miejscem docelowym by┼éo miasto Bad-Reichenhall w Niemczech. Ja podj─Ö┼éam tam nauk─Ö w liceum piel─Ögniarskim, a Aleksander zosta┼é zatrudniony w szpitalu miejskim jako felczer. P├│┼é roku p├│┼║niej zostali┼Ťmy przeniesieni do Bergen-Belsen. W sierpniu 1948 r. przyszed┼é na ┼Ťwiat nasz syn Jacob. Jego narodziny przyj─Öli┼Ťmy jako zapowied┼║ nowych, szcz─Ö┼Ťliwych lat.

Wreszcie w maju 1949 r. przenie┼Ťli┼Ťmy si─Ö do nowo powsta┼éego Izraela, kt├│ry od pocz─ůtku by┼é naszym celem. M├│j brat Cwi wyemigrowa┼é do USA i za┼éo┼╝y┼é tam rodzin─Ö. Za jego namow─ů w 1958 r. przenie┼Ťli┼Ťmy si─Ö do Nowego Jorku. Zawsze bardzo chcia┼éam by─ç blisko niego. W Stanach nasze ┼╝ycie ju┼╝ si─Ö ustabilizowa┼éo. Stworzyli┼Ťmy tu dom dla naszych dzieci, syna Jacoba i c├│rki Anne, oraz ukochanych wnucz─ůt ÔÇô Orly, Danielle, Moniki i Ryana.

Wspomnienia zosta┼éy spisane przez Witolda Lisowskiego, Sprawiedliwego w┼Ťr├│d Narod├│w ┼Üwiata, podczas jego wizyty w Nowym Jorku i go┼Ťciny u Simy i Aleksandra Wasser├│w w 1989 roku

Redakcja tekstu Marian Kalwary

Fotografie i pami─ůtki
do g├│ry

Strona ÔÇ×Zapis pami─ÖciÔÇŁ
Stowarzyszenia
ÔÇ×Dzieci HolocaustuÔÇŁ
w Polsce.

Zrealizowano
dzi─Öki wsparciu Fundacji
im. R├│┼╝y Luksemburg
Przedstawicielstwo
w Polsce

ul. Twarda 6
00-105 Warszawa
tel./fax +48 22 620 82 45
dzieciholocaustu.org.pl
chsurv@jewish.org.pl

Koncepcja i rozwi─ůzania
graficzne ÔÇô Jacek Ga┼é─ůzka ┬ę
ex-press.com.pl
ÔÇŹ
Realizacja
Joanna Sobolewska-Pyz,
Anna Ko┼éaci┼äska-Ga┼é─ůzka,
Jacek Ga┼é─ůzka
ÔÇŹ
Web developer
Marcin Bober
PROJEKTY POWI─äZANE
ÔÇŹ
Wystawa w drodze
ÔÇ×Moi ┼╝ydowscy rodzice,
moi polscy rodziceÔÇŁ moirodzice.org.pl
ÔÇŹ
Wystawa stała
ÔÇ×Moi ┼╝ydowscy rodzice,
moi polscy rodziceÔÇŁ
w Muzeum Walki
i M─Öcze┼Ťntwa w Treblince
treblinka-muzeum.eu
Strona ÔÇ×Zapis pami─ÖciÔÇŁ
Stowarzyszenia
ÔÇ×Dzieci HolocaustuÔÇŁ
w Polsce.
ÔÇŹ
Zrealizowano
dzi─Öki wsparciu Fundacji
im. R├│┼╝y Luksemburg
Przedstawicielstwo
w Polsce
Koncepcja i rozwi─ůzania
graficzne ÔÇô Jacek Ga┼é─ůzka ┬ę
ex-press.com.pl
ÔÇŹ
Realizacja
Joanna Sobolewska-Pyz,
Anna Ko┼éaci┼äska-Ga┼é─ůzka,
Jacek Ga┼é─ůzka
ÔÇŹ
Web developer
Marcin Bober
PROJEKTY POWI─äZANE
ÔÇŹ
Wystawa w drodze
ÔÇ×Moi ┼╝ydowscy rodzice,
moi polscy rodziceÔÇŁ moirodzice.org.pl
ÔÇŹ
Wystawa stała
ÔÇ×Moi ┼╝ydowscy rodzice,
moi polscy rodziceÔÇŁ
w Muzeum Walki
i M─Öcze┼Ťntwa w Treblince
treblinka-muzeum.eu